http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Oburzona na Oburzonych

A.
07.11.2011 , aktualizacja: 03.11.2011 12:01
A A A Drukuj
Dlaczego ktokolwiek uważa, że człowieka pracującego dwa czy trzy lata za umiarkowaną pensję powinno być stać na własne mieszkanie?
List
.
List
Czytam kolejne listy i felietony Oburzonych i spora część ich postulatów przypomina mi zachowanie żebraków w czasach, kiedy ja byłam jeszcze studentką utrzymującą się ze stypendiów naukowych i korepetycji oraz wsparcia rodziców (spora suma, ale w gazetach zazwyczaj jako 'minimum dla studenta' wymieniano zdecydowanie większe kwoty). Dwa razy obiecałam takiemu żebrakowi drobne zakupy spożywcze, ale musiałam wycofać się ze sklepu z zażenowaniem, bo mój studencki portfel wypełniony kwotą 20 czy 15 zł nie był w stanie znieść zakupu dziesięciu konserw mięsnych... Jednocześnie byłam w stanie żyć godnie, zdrowo, sympatycznie i kulturalnie, trzeźwo oceniając stan swoich finansów i wiedząc, że obiad sobie ugotuję, a nie zamówię z dowozem do domu, i że konserwa mięsna w delikatesach to droga sprawa.

Czytając niektóre życzenia Oburzonych, mam wrażenie, że widzę takiego żebraka w wersji de luxe. Dlaczego ktokolwiek uważa, że człowieka pracującego dwa czy trzy lata za umiarkowaną pensję powinno być stać na własne nowe mieszkanie? Dlaczego należy chodzić na obiad do stołówki czy knajpki i kupować potem caffe latte, zamiast ugotować sobie obiad w domu i zaparzyć kawę w kawiarce (koszt kawiarki - 30 zł, spieniacz do mleka - 5 zł, wydatek jednorazowy)? Dlaczego podatnicy mają się zrzucać na utrzymanie dwójki dzieci sympatycznej zdrowej pani, obecnie zwanej samotną matką, i sympatycznego zdrowego pana, którzy postanowili jednak rozejść się i pójść swoimi osobnymi drogami?

Dopóki pani i pan żyją i zarabiają, powinni najpierw dogadać się między sobą, a dopiero potem poszukać wsparcia w kieszeni innych - tak samo jak większość rodzin. Dla jasności, jestem za wsparciem dla ludzi, którzy są przez los skrzywdzeni i poszkodowani, ale chciałabym, żeby wszyscy razem zaczęli myśleć trzeźwo i zdali sobie sprawę, że zasoby finansowe Polaków są ograniczone, co więcej, zasoby całej planety są ograniczone i z pewnych rzeczy trzeba po prostu zrezygnować.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (22)

  • kwieto

    0

    @kohuru

    Owszem, tyle że Francuzi mieli trochę więcej czasu na budowanie dobrobytu niż Polacy.
    Poza tym mają nieco wyższe progi podatkowe (maksymalny próg to 40%, u nas 32%.
    We Francji zarabiając mniej niż średnia krajowa łapiesz się już na próg 30% podatku.

    Pieniądze na tę "lepszą ochronę socjalną" nie biorą się więc znikąd, są wypracowywane przez społeczeństwo.
    "Oburzeni" chcieliby mniej płacić do kasy wspólnej, a jednocześnie więcej z niej brać.
    Takie rzeczy to tylko w kinie, gdzie "kiepsko zarabiający" dostaje 2,5 x więcej niż płaca minimalna ;")

  • kohuru

    0

    tak, ceny też są wyższe, ale trzebna wziać pod uwagę generalnie wyższy poziom życia i lepszą ochronę socjalną

  • kwieto

    0

    @agatawisniewska79

    Aż z ciekawości sprawdziłem ile wynoszą zarobki we Francji.
    Wg Eurostatu płaca minimalna to c.a 1350 EUR, średnie zarobki to c.a. 2700 EUR.
    Owszem, to więcej niż w Polsce, jednak koszty utrzymania we Francji (mówię o produktach spożywczych czy cenach mieszkań lub ich wynajmu) też są zupełnie inne. Przykładowe ceny dla Paryża: 12 jajek - 14 PLN; litr mleka - 5 PLN; piersi kurze - 43 PLN/kg; ziemniaki - 7 PLN/1kg; jednorazowy bilet komunikacji miejskiej - 7 PLN; obiad w "niedrogiej" restauracji - 60 PLN.

  • agatawisniewska79

    0

    @kohuru
    Masz absolutna rację! Wczoraj oglądałam francuski film obyczajowy: młoda kobieta na wieść o tym, że mąż ją zdradza idzie po poradę do koleżanki prawniczki - chce domagać się od męża 1200 euro alimentów. Prawniczka staje w jego obronie - facet nie ma ukończonych studiów wyższych, pracuje na kiepskiej posadzie i zarabia tylko (!) 3200 euro. Halo! On zarabia ponad 12 tys. zł! I to są słabe zarobki! U nas ceny są europejskie a podejście do pracownika i poziom wynagrodzeń wciąż z poprzedniej epoki. Coś jednak jest nie tak. Chociaż bezkrytyczna w stosunku do oburzonych nie jestem.

  • zdworak

    0

    a mi się wydaje, że polscy oburzeni nie chwycili idei tego, co się dzieje na świecie. fantastyczny ruch, który w innych miejscach mógł pokazać, co ich boli, tutaj jest zaprzęgnięty do pracy na rzecz polityki i światopoglądu. dlatego inni mają prawo się na nich wkurzać. w każdym innym miejscu pewnie z rosnącym sercem poszłabym na manifestację, ale nie tutaj.

  • kohuru

    0

    Szkoda, że Oburzona nie napisała jaka jest jej własna sytuacja mieszkaniowa, ile ma lat ani jaką ma umowę o pracę. Czy mieszka z rodzicami? Czy wynajmuje na spółkę mieszkanie ze współlokatorami? Czy może wynajmuje sama? A może już kupiła? Czy ma umowę na etat czy „śmieciową”?
    Być może łatwiej byłoby zrozumieć jej oburzenie? Dlaczego Oburzona za normalną uważa sytuację, w której za „umiarkowaną pensję”, po kilku latach pracy, nie stać młodego człowieka na kupno mieszkania? Otóż nie jest to sytuacja normalna.

    Mieszkam w Polsce. Mam 30-letnia córkę, która ma dwa wyuczone zawody i nie stać jej nie tylko na nowe mieszkanie, ale nawet na kredyt na kupno starego. Pracowała dwa lata na umowach śmieciowych, dlatego trzy lata temu założyła działalność gospodarczą, tzw. samozatrudnienie. Stać ją na wynajem pokoju w mieszkaniu, które dzieli ze współlokatorami. Płaci za to 650 zł miesięcznie. Nie stać jej na wynajem kawalerki, bo to wydatek 1500 zł plus opłaty. Z czego zapłaci podatki?
    Nie jest żebrakiem. By wystarczyło do końca miesiąca pracuje w czterech miejscach, w „domu” dorabia pisaniem. Jaki dom Oburzona ma na myśli pisząc „zamiast ugotować sobie obiad w domu”, bo przecież oburza się na ludzi, którzy właśnie własnego domu (czytaj: mieszkania) nie mają i podobno o niego żebrzą?

    Mam przyjaciółkę we Francji. Ma 30-letnią córkę, która pracuje jako laborantka. Zaraz po podjęciu pracy stać ją było na wynajem mieszkania oraz kupno nowego komputera. Kilka lat temu przeniosła się z jednego końca Francji na drugi. Dalej pracując jako laborantka i będąc osobą samotną, otrzymała kredyt w banku na zakup domu na wsi. Czy Oburzona uważa to za sytuację nienormalną?

    Skąd Oburzona wie, że pan i pani, którzy zarabiają szukają wsparcia w kieszeni podatników? Jakie konkretnie wsparcie otrzymują? Skąd ten sarkazm wobec matki wychowującej samotnie dwójkę dzieci?
    Swoim listem obraża wielu młodych ludzi ciężko pracujących, pisząc o nich jako o żebrakach. Nikt o mieszkanie nie żebrze. Chciałby dostać kredyt w banku na godziwych warunkach i uczciwie go spłacać. Kiedy więc jest właściwy czas na zakup mieszkania?
    W wieku okołoemerytalnym?

    Problem polega na braku prawdziwego rynku mieszkaniowego, w którym słabo zarabiającego stać byłoby na wynajem/ zakup taniego mieszkania, „umiarkowanie zarabiającego” stać byłoby na wynajem/zakup umiarkowanego mieszkania, a dobrze zarabiającego na wynajem/zakup dobrego mieszkania.
    Oburzona chyba też nie za bardzo rozumie, o co chodzi oburzonym. Postaram się to wytłumaczyć stosując pewne uproszczenie: dlaczego można ogromnymi sumami dokapitalizować banki, które niczego nie produkują, żerują na różnicy między odsetkami od zgromadzonych środków a kredytami, natomiast zabroniona jest pomoc publiczna dla stoczni, hut i innych zakładów pracy?

    I ostatnie zapytanie do Oburzonej: co mają ”ograniczone zasoby całej planety” do rezygnacji z pewnych rzeczy? Z jakich rzeczy zrezygnowała Oburzona w imię planety? Co ma planeta do naturalnej potrzeby człowieka posiadania własnego kąta? Proszę o odpowiedź na to i pozostałe pytania.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX