Skomentuj:
Komentarze (4)
-
Dobrze napisane. Jako osoba w wieku emerytalnym, ktora troche pracowala a potem "siedziala" w domu moge uzupelnic wypowiedz autorki, ze trudno jest nawet po latach ocenic, ktory wariant zycia bylby lepszy dla kobiety, czy ten z "pracowaniem", czy ten, ktory realizowalam. Dobrze wychowane i "zaopiekowane" dzieci to sukces niewatpliwy. Obiad pod nos dla meza tez stwarza mu komfort zycia i sluzy zdrowiu. Niekoniecznie sie glupieje, bo jest radio, telewizja, gazety, ksiazki, znajomi. Realizacja mojej kariery zawodowej stwarzala grozbe rozstania sie z mezem, a to nie byloby dobre dla dzieci. A i ja wole byc z kims niz sama.
-
Jakże miło i rozsądnie tak walczyć ze stereotypami i nawoływać do poszanowania indywidualności... Chciałabym tylko dowiedzieć się, kim jesteśmy - przywołane w ostatnim akapicie - "my"? Z kontekstu wnioskuję, że "my"="kobiety" - czyżbyśmy wszystkie musiały odpowiedzieć sobie na te pytania? Może jeszcze - jednomyślnie? Co się stało z wołaniem o indywidualne podejście do każdej sytuacji? Może po prostu każda z nas (i każdy oczywiście też) zajmie się poukładaniem swojego życia zamiast wałkować po raz kolejny teoretyczne rozważania?
-
Czasami jest tak, że ktoś mi wmawia, że jest jakiś konflikt, którego ja nie widzę. Konflikt, który może istniał jakiś czas temu, ale jest już tematem przegadanym i nieistniejącym. Że feministki nienawidzą mężczyzn. Że mężczyźni nie znoszą teściowych. Że pracujące w firmie dogadują pracującym w domu.
I pojawia się ktoś, kto mówi z dobrotliwym uśmiechem "Ależ nie kłóćmy się!". A tu przecież od dawna nikt się nie kłóci. Bardzo proszę to "za zdumieniem" zauważyć. Chyba dawno nie było o tym nic w WO, to choć list musiał przypomnieć o tym "konflikcie"... -
Moim zdaniem... zrobić tak jak indywidualnie komu pasuje :) Kwestia dogadania :) a co samego tematu? po co go roztrząsać? :)
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX












