http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kobieta domowa i pracująca

k.
27.09.2011 , aktualizacja: 22.09.2011 13:00
A A A Drukuj
Ze zdumieniem obserwuję, jak dwa obozy - tj. zwolenniczek kobiet realizujących się w prowadzeniu domu i opiece nad dziećmi oraz tych, które postanowiły te funkcje połączyć z aktywnością zawodową - antagonizują się wzajemnie, by choć na chwilę poczuć się lepiej, usprawiedliwić wybór życiowy (lub konieczność), dyskredytując rolę 'przeciwnika'
List
.
List
ZOBACZ TAKŻE
Oba obozy, niestety, posługując się stereotypami, naprzemiennie licytują się, która z ról zasługuje na uznanie i prognozuje szczęście dla związku. Ze swojej prawniczej praktyki i odbytych rozmów tak z kobietami, jak i z mężczyznami będącymi na zakręcie życia wynika, że takiej recepty nie ma. Wbrew temu, co piszą niektóre czytelniczki, nie każda kobieta decydująca się na pozostanie w domu ma wiele do zaoferowania rodzinie poza roszczeniami i pretensjami, a jej rola nie jest nie do przecenienia w wychowaniu dzieci, tak jak nie każda kobieta pracująca będzie wiecznie atrakcyjna dla swojego partnera, a dla dzieci autorytetem. Stereotypy ułatwiają życie w pewnym sensie, ale jednocześnie, posługując się nimi, krzywdzimy innych, nie znając ich historii i osobistych doświadczeń, które zadecydowały o ich wyborach.

Najważniejsze jednak, by był to świadomy wybór nie tylko jeśli chodzi o podjęcie decyzji, ale i świadomy jej konsekwencji.

W tej dyskusji brakuje mi refleksji nad granicami wolności wyboru ról. Granicą taką jest wolność wyboru drugiej strony. Jeśli podział obowiązków był przedmiotem uzgodnień obu stron, to zasadniczo nie powinno być problemów - ale bywa z tym różnie. Jeśli natomiast był to wybór (tzn. prowadzenie domu) wyłącznie kobiety przy sprzeciwie partnera, problemy zdecydowanie się pojawią. Tak samo - jeśli pozostanie w domu zostało kobiecie narzucone.

Jak należałoby postąpić w sytuacji, gdy każde z partnerów chciałoby podjąć decyzję o rezygnacji z aktywności zawodowej na rzecz opieki nad dzieckiem? Kto miałby pierwszeństwo? Kobieta? Z jakich względów? Biologicznych? Przecież walczyłyśmy o równouprawnienie, więc może jednak mężczyzna? A kobieta podjęłaby trud zapewnienia finansowych środków rodzinie. Oburzające? Dla niektórych - na pewno. Problem teoretyczny? Już nie, ponieważ coraz więcej mężczyzn chce uczestniczyć w życiu swoich dzieci pełniej niż dotychczas, czego zresztą my, kobiety, domagałyśmy się. Czy jesteśmy gotowe na taki model rodziny? Czy też wolimy raz wybierać równouprawnienie, a raz względy 'naturalne'? Może jednak warto postawić sobie te i inne pytania o model rodziny, który dla nas jest akceptowalny, i konfrontować swoje oczekiwania z oczekiwaniami kandydata na partnera. Pytania o otwartość kobiet w wyrażaniu myśli, poglądów i pragnień to już temat na zupełnie inną dyskusję.

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (4)

  • lapremiera

    0

    Dobrze napisane. Jako osoba w wieku emerytalnym, ktora troche pracowala a potem "siedziala" w domu moge uzupelnic wypowiedz autorki, ze trudno jest nawet po latach ocenic, ktory wariant zycia bylby lepszy dla kobiety, czy ten z "pracowaniem", czy ten, ktory realizowalam. Dobrze wychowane i "zaopiekowane" dzieci to sukces niewatpliwy. Obiad pod nos dla meza tez stwarza mu komfort zycia i sluzy zdrowiu. Niekoniecznie sie glupieje, bo jest radio, telewizja, gazety, ksiazki, znajomi. Realizacja mojej kariery zawodowej stwarzala grozbe rozstania sie z mezem, a to nie byloby dobre dla dzieci. A i ja wole byc z kims niz sama.

  • pedagorzka

    0

    Jakże miło i rozsądnie tak walczyć ze stereotypami i nawoływać do poszanowania indywidualności... Chciałabym tylko dowiedzieć się, kim jesteśmy - przywołane w ostatnim akapicie - "my"? Z kontekstu wnioskuję, że "my"="kobiety" - czyżbyśmy wszystkie musiały odpowiedzieć sobie na te pytania? Może jeszcze - jednomyślnie? Co się stało z wołaniem o indywidualne podejście do każdej sytuacji? Może po prostu każda z nas (i każdy oczywiście też) zajmie się poukładaniem swojego życia zamiast wałkować po raz kolejny teoretyczne rozważania?

  • mniemanologia

    0

    Czasami jest tak, że ktoś mi wmawia, że jest jakiś konflikt, którego ja nie widzę. Konflikt, który może istniał jakiś czas temu, ale jest już tematem przegadanym i nieistniejącym. Że feministki nienawidzą mężczyzn. Że mężczyźni nie znoszą teściowych. Że pracujące w firmie dogadują pracującym w domu.
    I pojawia się ktoś, kto mówi z dobrotliwym uśmiechem "Ależ nie kłóćmy się!". A tu przecież od dawna nikt się nie kłóci. Bardzo proszę to "za zdumieniem" zauważyć. Chyba dawno nie było o tym nic w WO, to choć list musiał przypomnieć o tym "konflikcie"...

  • animka1984

    0

    Moim zdaniem... zrobić tak jak indywidualnie komu pasuje :) Kwestia dogadania :) a co samego tematu? po co go roztrząsać? :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX