http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Hit: 'Tulpan'/kit: 'Oświadczyny po irlandzku'

Marta Strzelecka
2010-02-28, ostatnia aktualizacja 2010-02-26 13:27

Marta Strzelecka poleca i odradza filmy


Fot. Jerzy Gumowski / AG
SERWISY
'Tulpan', reż. Siergiej Dworcewoj, Against Gravity

W Kazachstanie na Stepie Głodowym mężczyzna oświadcza się tak: 'Wyjdź za mnie. Nie masz niczego, ja też. A razem dostaniemy stado owiec i będziemy żyli jak w raju'. Wokół burze piaskowe, zabójczy upał, bezkresna przestrzeń, która może przygnieść, ale nomadów wypełnia radością. Na takim stepie pastuch bez żony nie przeżyje. Nie mając żony, Asa nie dostanie od rodziny stada. Dlatego odwiedza rodziców jedynej dziewczyny w okolicy, czyli w promieniu kilkuset kilometrów od jurty, w której mieszka. Prosi o rękę, ale nie zostaje przyjęty, bo dziewczyna ma inne plany, chce wyjechać na studia. Odrzucając oświadczyny, tłumaczy, że Asa ma za duże uszy.

Reżyser Siergiej Dworcewoj bał się, że film będzie odbierany jak dokument. Praca trwała cztery lata, podczas których naturszczycy, dzieci, zwierzęta oswoili się z kamerą, a ekipa - z trudnym klimatem. Zdjęcia Jolanty Dylewskiej mogłyby stworzyć poetycki reportaż. Postaci mają imiona aktorów, reżyser pozwalał na improwizacje, więc rzeczywiście jest w 'Tulpan' dużo dokumentu. Jednak oglądanie go daje przyjemność poznawania bogatej epickiej historii. 'Daj spokój, wyjedźmy stąd, w mieście pełno bab' - przekonuje Asę jego przyjaciel, komiczny kierowca starego traktora. Razem, leżąc na gorącym piasku, marzą o lepszym życiu. Przez kadr przewija się mały chłopczyk, który chce na drewnianym kiju jak na koniu pojechać do Ałma Aty. Zdjęcie księcia Karola i księżnej Diany wydaje się obrazkiem z odległej krainy, może z Ameryki, może z Afryki. Wszystko, co piękne, dzieje się daleko, a jednak najbardziej pociąga życie na surowym stepie. Piękna opowieść o tęsknocie.

'Oświadczyny po irlandzku', reż. Anand Tucker, Forum Film

W Irlandii oświadczają się kobiety. Anna (Amy Adams) wierzy w tę tradycję, bo zmęczyło ją czekanie, aż mężczyzna zaproponuje ślub. Sama zamierza to zrobić. Tylko że ona i jej idealny chłopak wyglądający jak zniekształcona figura woskowa Toma Cruise'a (Adam Scott), mieszkają w Stanach. W dodatku kobieta może się oświadczyć w Irlandii tylko raz na cztery lata, 29 lutego. Żaden z tych faktów nie jest przeszkodą dla scenarzystów. Najpierw wysyłają Jeremy'ego, kardiologa z Bostonu, na sympozjum medyczne w Dublinie. Potem za nim leci do Irlandii Anna. Wystarczająco wcześnie, żeby mogła po drodze przeżyć kilka przygód. Wystarczająco późno, żebyśmy mogli się bać, że nie zdąży dotrzeć na 29 lutego. Bo 1 marca kobiety już nie mają prawa się oświadczać.

W dopięciu swego, czyli w padnięciu przed Jeremym na kolana, Annie przeszkadzają: pogoda, awaria samochodu, nierówności irlandzkiego terenu, krowy na drodze, buty na szpilkach, które toną w błocie. Oraz przystojny Irlandczyk Declan. Wiadomo, że się w niej zakocha, ale zanim to nastąpi, obraża ją, poniża, ignoruje. Co do tradycji oświadczania się przez kobiety Declan nie ma złudzeń: 'Desperatki próbują uwiązywać facetów, którzy nie chcą się żenić'. Serce mu mięknie, dopiero kiedy dziewczyna płacze. Wtedy, podając jej kufel piwa, mówi: 'Nie jesteś w Stanach, ale w Irlandii, więc przestań marudzić, zamknij się, pij'. Jeśli oglądać, to po co najmniej jednym piwie, z ogromną tolerancją dla niedorzeczności.

Źródło: Wysokie Obcasy
Brak komentarzy

W numerze z 31 lipca