http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Hit: 'Prowadź swój pług przez kości umarłych'/kit: ' Światło'

Kazimiera Szczuka
2010-01-31, ostatnia aktualizacja 2010-01-28 14:53

Kazimiera Szczuka poleca i odradza ksiązki

Kazimiera Szczuka
Fot. Piotr Bernaś / Agencja Gazeta
Kazimiera Szczuka
SERWISY
Olga Tokarczuk 'Prowadź swój pług przez kości umarłych', Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009

Nawiedzona - tak określa się osoby pokroju Janiny Duszejko. Bohaterka najnowszej powieści Olgi Tokarczuk to emerytowana pani inżynier. Astrolożka, wegetarianka, przyjaciółka dzieci, zwierząt i wszystkich żyjących istot. Jej pasje w połączeniu z inteligencją, odwagą, humorem, a także prawością i empatią w tym świecie, w którym wszyscy żyjemy, czynią z niej podejrzaną dziwaczkę. Na co dzień jednak jest przede wszystkim nieważna, przezroczysta, bezbrzeżnie nudna dla każdego, kto coś znaczy. Ksiądz, Prezes, Komendant. Uzbrojona władza przesuwa niewidzące spojrzenia po nauczycielkach z wiejskiej szkółki. Wszystkie kociary, psiary, klientki taniej odzieży i autorki obywatelskich petycji odnajdą siebie w pani Duszejko. Oj, niesłusznie władza robi, ignorując całą tę tajną konfederację psów, poetów, starych wariatek, sprzedawczyń szmat i badaczy owadzich odnóży. Panna Marple Agathy Christie, wariatka z Chaillot Jeana Giraudoux (kto jeszcze pamięta tę cudowną sztukę o staruszkach ratujących świat?), głucha Marion z 'Trąbki do słuchania' Leonory Carrington, wreszcie - tajemnicza Isserley z powieści Michela Fabera 'Pod skórą'. Wszystkie te żałosne z pozoru postacie okazują się zaskakująco waleczne, a Janina Duszejko jest kolejnym fenomenalnym wcieleniem tego samego ducha. Świat widziany oczami pań wariatek to miejsce zaczarowanie, ale konsekwentnie trute, niszczone i grabione przez samozwańczych panów i władców. Ktoś musi stawić im opór.



Aleksander Wierny 'Światło', Instytut Wydawniczy 'Erica', Warszawa 2009

I to, jak czytamy już na obwolucie, kryminał. W dodatku metafizyczny. Rzecz dzieje się w Częstochowie. Bohater rozszczepiony na redaktora policyjnych raportów oraz poszukiwanego przez niego eksprzyjaciela Grosa zmaga się z zagadką pochodzenia trupa kobiety. Rzecz nieodzowna w takich wypadkach, trup w dodatku 'pogruchotany'. Redaktor raportów posiadł zdolności stylistyczne i interpunkcyjne, a tajemniczy przyjaciel włada ludzkimi umysłami, czytając w losach nieznajomych jak w otwartej księdze. W połączeniu tworzyliby genialnego pisarza, ale nie mogą się spotkać i jeden drugiemu umyka. Tymczasem redaktor przejmuje po demiurgu żonę, która jednak - pozostawiona sama sobie przez demiurga - uosabia niższy etap rozwoju męskiej jaźni i wkrótce przemienia się w oczach redaktora w jego własną małżonkę. Przypadek znany od czasów hrabiego Henryka z 'Nie-Boskiej komedii'. Aspekty jaźni męskiej dążą do siebie jak duch do światła, aby sublimować popęd spętany przez partnerkę przymusem oglądania seriali telewizyjnych. Całkiem nawet sprawnie zostało to wszystko napisane, niestety, rozległe wtręty filozoficzne, odniesienia do Simone Weil, Mistrza Eckharta oraz Wittgensteina (a jakże) to zgoła niepotrzebne dręczenie czytelnika. Nadmiernie metafizyczny ten kryminał, ociężały wskutek przemądrzania się i męskocentrycznego konserwatyzmu, jak zwykle chcącego wzlatać, a grzęznącego w stereotypach.

Źródło: Wysokie Obcasy

W numerze z 31 lipca