'IRM', Charlotte Gainsbourg, Warner Music Poland
Szarlotka Gainsbourg i Beck! Mariaż stulecia. Czasami nawet nie trzeba słuchać płyty, żeby wiedzieć, że będzie doskonała. I jest. Jest jak zjedzenie poziomki prosto z krzaczka (i zagryzienie jej łąkowym grzybkiem). Tytuł 'IRM' to francuski skrót na obrazowanie rezonansu magnetycznego. Gainsbourg wpadła na pomysł płyty, przechodząc kolejne badania mózgu po uszkodzeniu czaszki w wypadku na nartach wodnych. Zachwycił ją dźwięk maszynerii i psychodeliczne stany, w jakie ją wprawiał pobyt w tubie.
'IRM' jest rewelacyjną, naprawdę wyjątkową płytą. Charlotte Gainsbourg, francuska aktorka (genialna w 'Antychryście'), córka Serge'a Gainsbourga i Jane Birkin, przy pomocy Becka - chyba najzdolniejszego amerykańskiego muzyka (to ten od piosenki 'Loser' z lat 90.) - udowadnia, że można być gwiazdą (wręcz celebrytką) i nie schlebiać popularnym gustom, nie mizdrzyć się pod publiczkę, lecz zachować własny wyraz, oryginalność, odrębność. Gdyby był taki plebiscyt, głosowałabym, żeby została ikoną XXI wieku. Głos Gainsbourg jest magnetyzujący, czasami na granicy zmysłowego szeptu. Piosenki trochę w stylu Beatlesów, czasem Current 93 i w stylu Becka przede wszystkim. Całość wzruszająca i dająca wrażenie, że życie ma sens. Wiwat tomografia!
'Feelin' Good!', Borys Szyc, Pomaton
Każdy prędzej czy później trafia na imprezę karaoke i każdy ma w zanadrzu kilka piosenek, które postanawia wtedy wyśpiewać. Borys Szyc na przykład lubi zawodzić Prince'a i wychrypywać Jamesa Browna (dodajmy, że karaokowy gust nie musi się przekładać na ogólny gust muzyczny - ja na przykład zawsze chcę śpiewać Limahla i Wet, Wet, Wet). Tylko że nie każdy potem wydaje płytę z tymi wygłupami. A Szyc tak. Byłabym niesprawiedliwa jednak, nie pochylając się nad kilkoma piosenkami, które nie są z repertuaru karaoke i zostały napisane na tę płytę. Czy to możliwe, żeby nasz ulubiony aktor Borys Szyc nie dostrzegł, że teksty Janusza Onufrowicza to bełkot? 'Pełen relaks, kostki lodu są w szkle. Ale w nas nie ma lodu nic, a przeciwnie wręcz'? Albo 'Dzisiaj odkryjemy się jak nowe lądy, blisko tak jak wydech wdech, szkoda, żeby coś przegapić z chwili tej. OK.'.
Jeśli ktoś lubi śpiewających aktorów, niech sięgnie po doskonałą płytę Świetlików z Bogusławem Lindą. Jak się ma taki głos i klasę (i tak dobre piosenki z tak doskonałymi tekstami), to nawet śpiewać za bardzo nie trzeba. Natomiast 'Feelin' Good!' odradzam i, pozostając w poetyce Janusza Onufrowicza, deklaruję: bynajmniej, moim zdaniem, nie słuchajcie płyty tej, po 'Feelin' Good!' czuję się przeciwnie wręcz, nie OK, hej.