http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Hit: 'Ciotki'/kit: 'Chyba jednak kocham swoją żonę'

Marta Strzelecka
06.12.2009 , aktualizacja: 03.12.2009 16:36
A A A Drukuj
Marta Strzelecka poleca i odradza filmy
Marta Strzelecka
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Marta Strzelecka
SERWISY
'Ciotki', reż. Kim Longinotto, Festiwal Filmowy 'Watch Docs', 'Prawa człowieka w filmie', 4-13 grudnia, Warszawa, www.watchdocs.pl

Twarde ciotki niczego się nie boją. Jako drużyna Bobbi Bear pomagają w Afryce dzieciom wykorzystywanym seksualnie, gwałconym, bitym, porzucanym. Film dokumentalny Kim Longinotto mówi o działaniu fundacji, którą jedna z nich stworzyła w Durbanie. To również dobrze skrojony psychologiczny portret społeczności. Czarne kobiety, zamknięte w sobie, wychowane w kulturze działania, a nie rozmawiania o problemach, przyjaźnią się z białymi, emocjonalnymi, zawsze mającymi w torebkach chusteczki na wypadek łez.



Jackie, Brytyjka, która urodziła się w Zimbabwe, stworzyła Bobbi Bear, żeby walczyć z przestępstwami na tle seksualnym, kiedy kilkanaście lat temu zobaczyła raport policyjny dotyczący gwałtu czteroletniej dziewczynki. Wynikało z niego, że gwałcone kobiety w Afryce, wykorzystywane dzieci nie chcą mówić o swoich tragediach. Stworzyła metodę polegającą na tym, że dzieci opowiadają swoje historie, używając misiów. Zaklejają plastrami miejsca zranione fizycznie, uczą się mówić. Pięć kobiet - trzy czarne, dwie białe, twarde ciotki, jak o sobie mówią - jeździ z policjantami na miejsca zbrodni, organizuje psychologiczną pomoc ofiarom, a przede wszystkim zmienia panujące w Durbanie zasady. Walczą z milczącą zgodą kobiet na poddańcze role, rozbijają swoją emocjonalnością afrykański stoicyzm, za którym często schowane jest cierpienie.

Film znalazł się w konkursie festiwalu Watch Docs, który właśnie się zaczął w Warszawie.



'Chyba jednak kocham swoją żonę', reż. Chris Rock, Imperial Cinepix

Bankier Richard ma prawie wszystko. Piękną żonę, dwójkę dzieci, duży dom, dobre garnitury. Czasem czuje bezsens albo nudę. Do pracy z przedmieść dojeżdża kolejką, czas podróży wypełnia podziwianiem współpasażerek, co poprawia mu humor, ale nie rozwiązuje problemu - w jego małżeństwie brakuje seksu. Pewnego dnia do drzwi gabinetu bankiera puka koleżanka z liceum, idą razem na kawę, spokój w życiu Richarda się rozsypuje. Nikki go uwodzi, a on zastanawia się, czy zdradzić żonę. Historię napisał, wyreżyserował, zagrał amerykański czarny komik Chris Rock, twórca absurdalnej komedii o włosach Afroamerykanów, stały gość 'Saturday Night Live Show', który potrafi tak ośmieszać stereotypy rasowe, że zazdrości mu wielki obrazoburca Ricky Gervais z 'Biura'. Film 'Chyba jednak kocham swoją żonę' nie udał się Rockowi.



Stereotypowa żona (Gina Torres) głównego bohatera jest po prostu stereotypowa i nie ma w tym niczego śmiesznego. Przy dzieciach nie wymawia słów 'czarny' i 'biały', tylko je literuje. Zawsze czeka na męża z obiadem. Podczas terapii, która ma sprawić, że do małżeństwa wróci życie seksualne, uśmiecha się beznamiętnie i mówi, że niczego jej nie brakuje. Interesująca może być tylko jej uroda. Kochanka to jakby Rihanna, która wyszła z teledysku. Plastikowa. Jeśli oglądać, to tylko równolegle z 'Miłością po południu', bo Rock twierdzi, że zrobił remake filmu Erica Rohmera. Szukanie nawiązań może być zabawne. Rohmer był ironiczny, subtelny, Rock jedzie do szpitala na sygnale, bo viagra spowodowała u niego kilkugodzinny wzwód.

Podziel się