Hit: 'Miłość Larsa', reż. Craig Gillespie, DVD, Monolith
Idealizacja, frustracja, demoralizacja, czyli choroba IFD. Taką nazwę amerykański psycholog Wendell Johnson w latach 50. wymyślił dla neurotycznego zakochania, choć choroba - nienazwana - musiała istnieć zawsze. Chory wykorzystuje obiekt, najpierw go idealizując, potem na siłę umieszczając w swoim życiu, nawet jeśli wydaje się to niemożliwe.
Przypadek Larsa. Zima w jakimś amerykańskim stanie, w którym zimy są białe i długie. Może Ontario, może Minnesota. W rodzinnej posiadłości mieszkają bracia. Starszy Gus - z żoną Karin, w dużym jasnym domu. 27-letni Lars - kilkanaście metrów dalej, sam, w garażu zamienionym na mieszkanie. Zamknął się w sobie po śmierci ojca, który go wychowywał, matka zmarła podczas jego porodu. Unika ludzi, nie przyjmuje zaproszeń Gusa i Karin. W biurze, w którym pracuje, ignoruje zainteresowaną nim ładną blondynkę. Aby zmienić swój los, samotnik zamawia przez internet narzeczoną. Kurier przywozi w ogromnej paczce Biankę - plastikową kobietę naturalnych rozmiarów, z ogromnym biustem, wciąż otwartymi ustami. Według Larsa nie chodzi, bo jest niepełnosprawna, nie mówi, bo jest nieśmiała. Ale zakochał się, więc zabiera ją na rodzinne kolacje, spacery i samochodowe wycieczki. Dla dobra chorego i z sympatii do niego znajomi udają, że związek jest prawdziwy. Tylko Lars może zdecydować, kiedy ta miłość się skończy, bo to on ją wymyślił.
Przypowieść o sile złudzenia mogłaby się rozpłynąć w metaforach, tymczasem trzyma się rzeczywistości. Dzięki grze Ryana Goslinga oraz nominowanemu do Oscara scenariuszowi Nancy Oliver, jednej z autorek serialu 'Sześć stóp pod ziemią'.
Kit: 'Nigdy nie mów nigdy', reż. Wojciech Pacyna
'Nigdy nie mów nigdy' znaczy w tym filmie 'rób, co chcesz'. Firma zakazuje ci kontaktów prywatnych z klientami? Idź z jednym z nich do łóżka. Mieszkasz sama i nie chcesz tego zmieniać? Nie przyjmuj psów w prezencie, nawet jeśli je lubisz. Wyrzucaj mężczyzn za drzwi. Chcesz mieć dziecko, ale nie możesz zajść w ciążę albo nie masz partnera? Proste - adoptuj.
Ama, którą gra Anna Dereszowska, jest bogata, wykształcona, niezależna, odnosi zawodowe sukcesy, mieszka w Warszawie. W życiu prywatnym - nieszczęśliwa. Robi tylko to, co sobie postanowiła. Żadnych odstępstw. Morał: na nic plany, życie cię zaskoczy. Zanim pojawi się ten wniosek, należy przebrnąć przez kilka wydarzeń, które wprawdzie bardziej zaskakują niż w filmach 'Dlaczego nie!', 'Nigdy w życiu!' albo 'Miłość na wybiegu', ale to jedyna zaleta scenariusza. Scenografia, historia, postaci wpisują się w estetykę serialu o współczesnych młodych mieszkańcach Warszawy.
Ktoś powinien zrobić farsę ze wszystkimi bohaterkami polskich komercyjnych filmów dla kobiet. Byłby problem z obsadą, bo bohaterek jest więcej niż aktorek, które je grały. Mógłby też pojawić się kłopot z rozróżnieniem postaci, tak są do siebie podobne. Na pewno musiałby pojawić się Jan Wieczorkowski - wyglądający na drania, ale z sercem na dłoni, małomówny, ale gotowy na wszystko, odrzucany przez bohaterkę, piękną, bogatą, jednak nieszczęśliwą. Czy uda im się stworzyć związek? Odpowiedź, być może, w następnym polskim kinowym dramacie. Na razie poszli na spacer z psem do Łazienek. Szkoda, że między banałami znalazł się poważny problem samotnej kobiety, która w Polsce stara się o adopcję.