Michał Witkowski "Margot", wyd. Świat Książki, Warszawa 2009
W 'Margot' Michał Witkowski dochodzi do kresu własnego stylu. Osiąga efekt 'literatury wyczerpania', po którym albo ponowne napełnienie, albo zgon. Wszystko tu pożera własny ogon, w sobie nawzajem się odbija, przygodnie i doraźnie kojarzy w pary i trójkąty. Trzy narracje - o tirowcach, o niepełnosprawnej dziewczynie i o 'przystankersie' Waldim - prowadzą na to samo bezdroże, na którym odkrywamy podejrzewaną od samego początku prawdę o tym, że 'pustką wieje', że 'Nic. Nic i nic'. Nihilizm, w sensie. Rzeczywistości nie ma, jest tylko popęd seksualny, który jednoczy środowiska i niweluje społeczne kontrasty, o ile bieda w ogóle jest czymś więcej niż tylko wulgarną pozą znudzonych przygłupów albo naiwną kreacją 'Gazety Wyborczej'. Jest jednak 'Margot' pełna błyskotliwych pomysłów, jak ten o tajemniczej paście do smarowania końskich kopyt, po której 'galop, galop i cwał', albo ten o świętej Asi od Tirowców, gdzie autor rozwija chyba samodzielnie odkryty (autentyczny!) wątek powiązań między niepełnosprawnymi a kierowcami. Powieść gombrowiczowska stapia się z powieścią z półświatka; 'zboczeńcy', kryminaliści i byli inteligenci tworzą taneczny korowód zmierzający do frenetycznej orgii, ironicznego rewersu staropolskiego 'kochajmy się'. Witkowski nie przestał być Witkowskim, co więcej, okazał się nim bardziej, niż pewnie sam by sobie tego życzył. Ale dobre to miejscami jest, i to bardzo.
Janusz Palikot 'Pop-polityka', wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009
Poseł Palikot wiele zawdzięcza swoiście pojętej filozofii Witolda Gombrowicza. Pisać jak Witold Gombrowicz ani nawet jak Michał Witkowski nie umie, ale też nie musi. Wskutek ogólnej zamożności zajął się bowiem kreowaniem swojej medialnej rozpoznawalności, a to znacznie skuteczniej od pisania książek prowadzi do tymczasowej nieśmiertelności. Sztuka bycia Palikotem jest swobodna, radosna, a także multimedialna oraz interdyscyplinarna. I całkowicie amatorska, ale arystokrata ducha amatorem wszakże jest i miłośnikiem, a także mecenasem (samego siebie), a nie rzemieślnikiem opłacanym przez osoby trzecie. Po co pisać powieści albo uprawiać filozofię, skoro można stać się żywym bohaterem fikcji, a zarazem uczonym krytykiem, który tę fikcję będzie przed odbiorcami zachwalał? Książka, którą Palikot sam o sobie napisał, dotyczy stanu polskiej demokracji, a ten, zdaniem autora, jest całkiem obiecujący, jako że bohater, czyli poseł Palikot, wciąż jest na scenie! Autor celowo przekręca krytyczny termin 'postpolityka' na 'pop-politykę'. W ten sposób to, co zdaniem politologów trawi demokrację: komercjalizacja, marketing i zarządzanie ludzkimi emocjami - okazuje się doskonałym polem działalności dla postinteligenta i byłego biznesmena z duuuuużą kasą. Gombrowiczowska idea 'stwarzania siebie' stapia się z zasadą postpolityki, w której sferą polis po cichu i bez reszty rządzi ekonomia.