http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Hit: Maciej Sieńczyk 'Wrzątkun' / kit: Igor Mitoraj 'Lux in Tenebris'

Dorota Jarecka
14.09.2009 , aktualizacja: 11.09.2009 10:30
A A A Drukuj
Dorota Jarecka poleca i odradza
SERWISY
Hit: Maciej Sieńczyk 'Wrzątkun', Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2009



Te historie nie mają za wiele sensu anegdotycznego i nie ma sensu ich streszczać, są tylko odwrotną stroną tego, czego ludzie życzą nam na imieniny, a co tak naprawdę chcieliby mieć dla siebie, czyli szczęścia, zdrowia i pomyślności. Niepowodzenie, błąd, wstręt, odraza, głupota, wstyd są tym, co spotyka bohaterów. Nie mam akurat pod ręką Žižka ani nawet Lacana, ale o ile pamiętam, u tego drugiego sens języka jest w tym, czego język nie umie wypowiedzieć, w czym się myli. Tak samo te historie - na tropie błędów też jakby się gubią i plączą, trafiając w coś, czego nie znamy, a co nazwane zostaje pięknie i omyłkowo: 'Wrzątkun', 'Polisario', 'Pukamaru'. Obrazy w komiksach Macieja Sieńczyka są ważne, ale tylko w splątaniu z tekstem, kiedy np. pod drzwiami pojawia się zjawa określona jako 'facecik', równie ważne jak obraz jest brzmienie tego słowa - gdyby nazywał się piaskun albo hobbit, nie miałby w sobie tej siły, z którą został wywołany z podświadomości. To, co się tutaj dzieje, dzieje się właśnie między obrazem a słowem i prowadzi nas w jakąś rozpadlinę. W gruncie rzeczy nie wiem, dlaczego o nich piszę, lepiej by to zrobił psychoanalityk, może dlatego, że są tak dręczące, obsesyjne, upiorne i znakomite.



Igor Mitoraj 'Lux in Tenebris', filia Centrum Artystycznego Fabryka Trzciny, skwer Hoovera, Warszawa, wystawa z okazji 400-lecia kościoła Matki Bożej Łaskawej, do 7 października



Szłam Krakowskim Przedmieściem, gdy zauważyłam niezwykłe rzeźby. Przypominały stele nagrobne. Ustawione były na kamiennych stopniach, jednak nie można było do nich podejść - oddzielone były wodą i nie było dobrze widać, co przedstawiają, zresztą stałam pod słońce. Majaczyły jakieś skrzydła, głowy małe i duże, a także naga postać przecięta wewnątrz krzyżem, trudno to opisać - to było tak, jakby krzyż się w nią wbił, jak przyrząd do krojenia jajka wbija się w jajko. Wtedy spostrzegłam mężczyznę. Wtulony w jeden z rzeźbionych kamieni lizał go i całował, gładził i ściskał. Zawstydziłam się, ale powiedziałam: 'Proszę pana, niech pan się uspokoi, jest pan na Trakcie Królewskim, a to są rzeźby Igora Mitoraja ustawione z okazji 400-lecia kościoła Matki Bożej Łaskawej'. Zachwiał się, przez chwilę bałam się, że wpadnie do wody, a potem znieruchomiał. I nagle stało się: rzucił się na kolana, pochylił głowę, jego usta zaczęły poruszać się bezgłośnie. Poczekałam pięć minut. Odchodząc, odwróciłam się. Ciągle tam klęczał.



Podziel się