Hit
Krążek z Lupą. Krążek z Warlikowskim. Krążek z Mykietynem. 'Kalkwerk' pod choinkę. Jan Klata w Stoczni Gdańskiej na prezent dla kolegi ze Stanów. 'Immanuel Kant' do kolekcji... Inicjatywa Narodowego Instytutu Audiowizualnego to jak spełnione marzenie fanów teatru. Nie trzeba już tajnymi ścieżkami wydobywać z archiwów teatrów roboczych nagrań, ściągać z netu koszmarnej jakości 'wycieków' z prób czy gryźć palców z zazdrości, słuchając opowieści starszych kolegów: 'Żałuj, że nie widziałaś...'. W ramach NInATEKI co kilka tygodni ukazują się kolejne płytki z najważniejszymi spektaklami ostatnich lat (oprócz wydawnictw muzycznych i filmowych). W świetnym opracowaniu, z napisami w kilku językach, w cenie biletu teatralnego. Ze sklepowej półki można już zdjąć i ponieść do domu 'Burzę' i 'Kruma' Krzysztofa Warlikowskiego, głośny, rozprawiający się z solidarnościowym mitem spektakl 'H.' Jana Klaty, kilka przedstawień Krystiana Lupy z okresu nazywanego przez zachodnich krytyków 'klasycznym'. Czemu też nie wziąć pod pachę opery? 'Król Roger' Mariusza Trelińskiego, widowisko, które zrobiło furorę na zeszłorocznym International Edinburgh Festival, jest już dostępne jako DVD. Wszystko to brzmi jak tekst z ulotki reklamowej. Ale tak właśnie jest - wydawanie spektakli (nie tylko tych z Teatru Telewizji) na płytach staje się powoli zjawiskiem naturalnym, już nie ewenementem, ale regułą. I to jest przełom. Pojawienie się teatru ogólnodostępnego, w przystępnej cenie, do zdobycia w każdym momencie i w każdym punkcie Polski. Prawdziwego teatru otwartego.
Kit
Nowa dyscyplina sportowa. Władze lokalne miast i miasteczek ścigają się w kategorii 'kto szybciej zwolni dyrektora teatru i ściągnie w zamian ciekawostkę z zagranicy'. Warunek - dyrektor ma być możliwie jak najlepszy, a 'zagranica' jak najdalsza. W zeszłym sezonie na prowadzenie wysunął się Teatr Jeleniogórski. Radni pozbyli się dyrektora Wojtka Klemma, który ściągnął ciekawych reżyserów, zaczął budować zespół, zdobył zainteresowanie mediów i selekcjonerów festiwali i zastąpili go Bogdanem Kocą, aktorem, który powrócił do ojczyzny z samejż to Australii. Pod koniec sezonu pozycji lidera zaczęła zagrażać Łódź. Prezydent Jerzy Kropiwnicki stwierdził, że przebije konkurencję, rezygnując z usług dyrektora Teatru Nowego Zbigniewa Brzozy. Jeleniogórscy radni zwlekali z pogrążeniem swojego teatru aż dwa sezony, wynajdywali usprawiedliwienia finansowe, frekwencyjne, artystyczne. Kropiwnickiemu wystarczył jeden sezon - być może najlepszy, jaki przydarzył się targanemu konfliktami Teatrowi Nowemu od kilkunastu lat. Prezydent się nie tłumaczy. Nie chce świetnego dyrektora i już (nagrody na festiwalach nie są żadnym argumentem). Chce za to PiS-owską radną jako kierownika literackiego. I chce, żeby do Łodzi przyjechał Arnold Schwarzenegger. Gubernator Kalifornii nie musi od razu obejmować dyrekcji. Na razie przyjedzie na obchody 65. rocznicy likwidacji Litzmannstadt Ghetto. Ale w końcu to aktor, może poczuje zew krwi i rzuci politykę dla powołania... Czekamy na kolejne posunięcia władz - jak zwalnianie dyrektora w dniu podpisania umowy i ściąganie w zamian do miasta relikwii Michaela Jacksona.