http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Hit: Sylwia Chutnik 'Kieszonkowy atlas kobiet'/ Kit: Karolina Macios 'Wszyscy mężczyźni mojego kota'

Tekst: Kazimiera Szczuka
18.05.2008 , aktualizacja: 23.07.2009 12:49
A A A Drukuj
Kazimiera Szczuka poleca podziemną opowieść o Warszawie, a odradza popfeminizm
Kazimiera Szczuka
Kazimiera Szczuka
Hit: Sylwia Chutnik 'Kieszonkowy atlas kobiet', Korporacja Ha-art, Kraków 2008

Wyjątkowo udany debiut. Tytułowy 'kieszonkowy' format oznacza w tym wypadku tyle co w sam raz. 'Atlas' jest niezbyt obszerny, ale treściwy i zręcznie pozszywany. Zbiór kilku typów - postaci kobiet warszawskich od Czarnej Mańki aż do Marysi anarchistki - tworzy wielopoziomową wizję miasta, świata i historii. Alternatywna, podziemna opowieść o Warszawie ukazuje przestrzeń znaną i jak najprawdziwszą, łatwo rozpoznawalną, a zarazem wykluczoną i z oficjalnego języka narodowej celebry, i z komercyjnej bajki. To świat bazaru na warszawskiej Ochocie, kamienicy na Opaczewskiej, świat biedy, drobnego handlu, codziennego gadania. Odnawia się jego ciągłość z PRL-em, z międzywojniem, ze światem warszawskich legend. Odnawia się wojenna trauma. Sylwia Chutnik ma świetny słuch, zmysł groteski i poczucie humoru.

Dostrzega drobne detale. Pisze swobodnie, momentami może nie w stu procentach oryginalnie, ale za to w innych chwilach porywająco. Opanowuje i zapisuje cały ten zgiełk miejski nie po to tylko, by stworzyć komedię, dokument czy etnografię. Głęboko przemyślana, polityczna i filozoficzna wizja świata wywiedziona z idei anarchopunkowo-feministycznych niespodziewanie owocuje mocą opowiedzenia o wszechogarniającym, niewyrażalnym cierpieniu nieodwracalnie wpisanym w losy miasta.

Kit: Karolina Macios 'Wszyscy mężczyźni mojego kota', Znak, Kraków 2008

Nie powinnam pisać źle o książeczce raczej miłej i co ważniejsze, starającej się o ideologiczną poprawność (popfeminizm pełną gębą!). Ale choć nie powinnam - robię to. Po pierwsze, zmylił mnie tytuł. Myślałam, że będzie tu coś ciekawego o kocie, ale kot okazał się jedynie gadżetem przeniesionym chyba żywcem z serialu 'Magda M'. Autorka nie kryje, nawet wprost nas powiadamia i powtarza dla mniej rozgarniętych, że jej utwór należy do gatunku chick lit. Ambicją jej - twórczość lekka i różowa, nie szara. Nic w tym złego nie ma. Ale dobrego też niezbyt wiele.

Bohaterka rodzimego chick litu jest rezolutną fotografką i atrakcyjną babką-dziewczyną po trzydziestce. Pije w różnych krakowskich knajpach, tańczy w klubach, jest urocza i potrafi mieszkać w pojedynkę. Ma przyjaciółki, uciążliwą mamę i wielbicieli. Mama ją stale namawia na zamążpójście, siostra ma dzieci, a ona sama często kaca. Fabułę daruję, bo jest w praktyce niewyczuwalna. Generalne perypetie i zabawne qui pro quo zakończone miłosnym happy endem. Wątpię, czy da się jeszcze wyżyć z polskiej Bridget Jones. Mam wrażenie, że klony już wyschły na wiór. Zręcznej autorce proponowałabym przeanalizowanie formatu i stworzenie antypostaci, która odniesie oszałamiający sukces. Jeśli jest, jak utrzymuje, dobrą rzemieślniczką - na pewno da sobie z tym radę.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się