http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Jan Nowicki bez talentu

Tomasz Wierzbicki
21.05.2010 , aktualizacja: 13.05.2010 17:52
A A A Drukuj
<b>Jan Nowicki</b>
- ur. 5 listopada 1939 r., syn szewca spod Włocławka. Świetny aktor teatralny (od zawsze związany ze Starym Teatrem  w Krakowie) i filmowy (wystąpił w blisko 200 filmach). Zagrał wiele bardzo ambitnych, poważnych ról, ale najbardziej zapamiętany został jako Wielki Szu z kultowego filmu z 1982 r. Dziś można 
go zobaczyć w musicalu 'Powrót Wielkiego Szu' na deskach Teatru Sabat w Warszawie, którego szefową jest jego żona Małgorzata Potocka fot. Adam Golec Jan Nowicki - ur. 5 listopada 1939 r., syn szewca spod Włocławka. Świetny aktor teatralny (od zawsze związany ze Starym Teatrem w Krakowie) i filmowy (wystąpił w blisko 200 filmach). Zagrał wiele bardzo ambitnych, poważnych ról, ale najbardziej zapamiętany został jako Wielki Szu z kultowego filmu z 1982 r. Dziś można go zobaczyć w musicalu 'Powrót Wielkiego Szu' na deskach Teatru Sabat w Warszawie, którego szefową jest jego żona Małgorzata Potocka
Mężczyzna jak jest zdrowy, to kobietę bierze. I tyle. Tak było w czasach mojej młodości. Po co kobietę pytać? Kobieta, przynajmniej na samym początku, nie jest od rozmów
ZOBACZ TAKŻE
Czy starał się pan zapanować nad swoim życiem?

Przecież to tak głupie, jakbyś próbował zapanować nad początkiem i końcem. Jestem gościem z małego miasteczka. Tuż po wojnie, w latach 50., Polska była piękna, a ludzie niepowtarzalni, mimo biedy. Mieliśmy tak mało, że nawet na marzenia nie było nas stać. Może dlatego, że wystartowałem z kompletnej nędzy, wszystko, co mnie potem spotkało, przekroczyło moje oczekiwania. Nauczyłem się nie planować. Po co, jeśli życie jest tak wspaniałe? Czy fala wyrzuci mnie na skalisty brzeg, czy na piękną plażę - nie ma większego znaczenia. Zawsze w gruncie rzeczy chodzi o przetrwanie.

To ludzie się szarpią, zabijają, żeby coś osiągnąć...

Sakramencko dużo od siebie wymagają. I od życia też.

Naprawdę nie miał pan żadnych marzeń?

W przedstawieniu 'Powrót Wielkiego Szu' jest tekścik, który sam napisałem. O gołębiach. Ja i moi koledzy marzyliśmy, żeby mieć gołębie. Dzięki nim mogliśmy wylecieć w świat. Z Kowala, z Kujaw. Minęły lata, dużo lat, podjeżdżam pod pocztę w moim miasteczku, a za płotem stoi Włodek Zimecki. Woła: 'Jasiu, chodź, pokażę ci moje gołębie'. I pokazuje, nie takie, jak kiedyś mieliśmy - z zegarami, z odżywkami, w pięknych klatkach. I z całą powagą mnie pyta - aktora znanego, który powinien robić na nim wrażenie, tymczasem jego to w ogóle nie interesuje: 'A w tym twoim Krakowie to masz gołębie?'. 'No nie, nie mam'. 'A widzisz, a ja mam'. I cieszy się jak człowiek, któremu udało się życie. Otóż ja taki sposób myślenia odbieram nie w kategoriach poezji. To jest konkret. Pamiętam, jak opowiadałem mamie o tym, że widziałem Londyn i tam występowałem. Opowiadałem, bo kiedyś się opowiadało, nie było tyle informacji co teraz. Matka słucha, słucha, a na końcu pyta, czy miałem kalesony, bo to zima była. To ją interesowało. Konkret.

Ale mimo wszystko musiał pan podejmować życiowe decyzje.

Starałem się robić to możliwie rzadko.

W sprawie kobiet też?

Pan chyba żartuje? A jakie mężczyzna może podjąć decyzje w stosunku do kobiety?

Wiem, wiem. Nam się wydaje...

To niech mnie pan nie pyta o pozory! Mężczyzna jak jest zdrowy - to kobietę bierze. I tyle. Tak było w czasach mojej młodości. Po co kobietę pytać? Kobieta, przynajmniej na samym początku, nie jest od rozmów. Od rozmów jest Włodek od gołębi. Ale o czym my mówimy?! Kobiety nie są najwspanialsze, kiedy się na nas decydują, tylko kiedy decydują się na potomstwo. To niebywałe, jaki mają instynkt. Od tej strony kobiety mnie bardziej interesują.

I jak to wygląda?

A co ja kobietą jestem? Przecież nie rozmawia pan z macicą! Ja tylko mówię, że kobiety interesują mnie od strony rodzenia dzieci. Interesowały raczej. Ich wielka intuicja. Biorą sobie kurdupla, robią dziecko i dwumetrowy blondyn wyrasta. Sam bym też chętnie urodził! Przynajmniej jedno. Pan się śmieje, a to musi być coś najpiękniejszego na świecie. Żaden golf, wczasy na Maderze, tylko urodzenie dziecka.

I chciałby się pan później zamartwiać, po nocach nie spać?

Przychodzi moment, że zmartwienie staje się istotą życia.

Ciekawe.

Ciekawe! Bez zmartwienia, bez rozpaczy życie byłoby nudne.

A co pan powie o fali życia, która nazywa się Małgorzata Potocka?

Nie mogę z nią iść do telewizji albo publicznie dyskutować, bo bardzo by chciała, żebym mówił to, co?ona chce.

Podziel się