http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Umieranie przy placu Vendome

Jacek Szczerba
2010-03-30, ostatnia aktualizacja 2010-03-25 18:17

Jacek Koprowicz
Jacek Koprowicz
Fot. Bartosz Bobkowski

Z Jackiem Koprowiczem rozmawia Jacek Szczerba

ZOBACZ TAKŻE
W latach 80. nakręcił pan 'Przeznaczenie', film o Kazimierzu Przerwie-Tetmajerze, który ocenzurowała panu rodzina poety, od wczoraj w kinach jest pańska 'Mistyfikacja' - o tym, że Witkacy nie popełnił samobójstwa 18 września 1939 r., lecz ukrywał się w domu swej ostatniej kochanki Czesławy Oknińskiej. W tym przypadku nieomal pewne wydają się protesty witkacologów. Może więc, dla bezpieczeństwa, zajmijmy się czymś innym. Słyszałem, że planuje pan film o Chopinie, a obchodzimy akurat Rok Chopinowski.

Piszę scenariusz o śmierci Chopina 17 października 1849 r. O tym, co działo się wokół niego w ostatnich dniach umierania. Ta historia spełnia arystotelesowskie wymogi określone w 'Poetyce' - jedność miejsca, czasu i akcji. Zgromadziłem dokumenty, wspomnienia i listy tyczące tamtych chwil. Układa mi się to w twór o cechach thrillera.

Chopin miał obsesję, że zostanie pochowany żywcem. Przed śmiercią bardzo długo się męczył - zapadał w stany letargu, potem wychodził z nich kasłaniem.

Wtedy nie wiedziano, co mu jest, czy to była gruźlica, zresztą lekarze wciąż się o to spierają, ostatnio mówi się o mukowiscydozie. To dałoby się wyjaśnić, gdyby władze kościelne udostępniły serce Chopina, przechowywane w warszawskim kościele Świętego Krzyża, celem zrobienia badań DNA.

Chopin bał się pochowania żywcem, bo w połowie XIX wieku udowodniono wiele takich przypadków. Gdy robiono ekshumacje, okazywało się, że rzekomi nieboszczycy po obudzeniu się w trumnie staczali straszne walki, by się wydostać. Ich ciała były poskręcane. Dlatego na terenie Anglii i Francji rozwinął się specjalny przemysł - w trumnach umieszczano rury, które wychodziły na zewnątrz, żeby po obudzeniu się można było oddychać, aż nadejdzie pomoc. Mocowano też liny połączone z dzwonkiem będącym na zewnątrz - zmarły budził się i dzwonił.

Chopin miał jednak powtarzający się sen, że budzi się pod ziemią, pociąga za linę, dzwonek dzwoni, ale jest noc, więc nikt go nie słyszy i on w mękach dusi się w trumnie. Wymógł zatem na swej starszej siostrze Ludwice Jędrzejewiczowej, by po jego formalnie ogłoszonej śmierci natychmiast wyjęto z niego serce. Ten zabieg został wykonany. Mit, że stało się tak z pobudek patriotycznych, by przekazać serce Polakom, jest nieprawdziwy.

Ludwika zabrała serce do Warszawy.

W wielu książkach można przeczytać, że przewiozła je w urnie. Ale ona włożyła je do szklanego słoika. Niektórzy mówią, że słoik był kryształowy. Gdy przekraczała granicę zaboru rosyjskiego, bojąc się celników, wyjęła serce ze słoika i położyła na własnym sercu, pod gorsetem i sukienką.

W Warszawie początkowo nikt tego serca nie chce. Ludwika trzyma je w mieszkaniu na Podwalu. Potem okazuje się, że serce może stać się relikwią. Zostaje wmurowane w nawę kościoła Świętego Krzyża.

Co ciekawe, w trakcie Powstania Warszawskiego Niemcy dewastują nagrobki w tym kościele, ale ich dowódca, zapewne meloman, uznaje, że serca Chopina nie należy niszczyć.

Ludwika Jędrzejewiczowa wraca do Polski sama. Jej mąż Józef Kalasanty z Paryża wrócił wcześniej. Wyjechał z powodu kłótni o Chopina, którego szczerze nienawidził. Po powrocie żony do Warszawy szybko się z nią rozwodzi.

Co Ludwika wywiozła z Paryża oprócz serca brata?

W dobytku pozostawionym przez Chopina nie było niczego wartościowego poza pakietem listów od George Sand. Gdy Ludwika je przejrzała, zorientowała się, że są obsceniczne - opisują przygody miłosne Sand i Chopina. Ludwika nie?chciała oddać listów Sand ani jej córce Solange, która czuwała przy umierającym Chopinie.

Zabrała je ze sobą, ale dojechawszy do Mysłowic, gdzie przebiegała granica między zaborem pruskim i rosyjskim, przestraszyła się, że podczas kontroli mogą je jej odebrać. Zostawiła więc listy u znajomego oberżysty Żyda Kuźnickiego.

W roku 1851 niespodziewanie przechwycił je Aleksander Dumas syn, autor 'Damy kameliowej'. Znalazł się w Mysłowicach, jadąc za kochanką hrabiną Lidią Nesselrode. Jej zazdrosny mąż utrudnił mu przekroczenie granicy. Dumas utknął w Mysłowicach na blisko dwa tygodnie. Zaznajomił się z oberżystą, przeczytał listy. Po lekturze napisał do swego ojca, który był wtedy blisko z Sand, pytając, co ma z listami zrobić. Sand wymusiła na starym Dumasie, żeby młody natychmiast przywiózł listy do Paryża. On to robi, Sand listy przejmuje i je pali. Nie wiadomo tylko, czy Dumas był na tyle cwany, żeby zrobić odpisy. Być może one gdzieś są, ale jak do nich dotrzeć?

Uściślijmy teraz, gdzie Chopin umierał.

W Paryżu, w mieszkaniu przy placu Vendčme 12. To był apartament składający się z dwóch pomieszczeń. Pierwsze z nich stanowił wielki hol, w którym zbierała się śmietanka towarzyska Paryża. Każdy chciał pożegnać się z Chopinem albo chociaż zobaczyć, jak wygląda on na łożu śmierci, które stało w drugim pomieszczeniu. Widok Chopina był tak wstrząsający - gdy umierał, ważył 44 kg przy wzroście 170 cm - że zanotowano około 20 przypadków zemdleń; mdlały zwłaszcza pięknie ubrane damy. To było nawet w dobrym tonie.

Ważniejszy był jednak kilkuosobowy dwór, który skupił się wokół umierającego Chopina. Każda z osób miała tu jakiś interes do zrobienia. Razem wyglądało to jak spektakl teatralny.

Wiemy już, że oprócz siostry Ludwiki przy umierającym Chopinie była córka Sand - Solange.

Chciała przejąć listy Sand do Chopina, a poza tym zaprotegować swego męża - rzeźbiarza Auguste'a Clésingera. Clésinger czekał na śmierć Chopina, bo dzięki niej będzie miał zlecenie - wykona odlew jego twarzy i dłoni, a potem nagrobek na cmentarzu. No i doczekał się. Gdy zrobił odlew twarzy Chopina okazało się, że to, co utrwalił w gipsie, jest przerażające. Postanowiono więc zrobić nową kopię, wygładzając rysy zmarłego. Ta maska szlachetnego Chopina funkcjonuje do dziś.

Źródło: Wysokie Obcasy

W numerze z 4 września