Z reżyserem Wojtkiem Ziemilskim, wnukiem hrabiego Dzieduszyckiego, rozmawia Paulina Reiter

Fot. Maciej Zienkiewicz
Wojtek Ziemilski
- reżyser teatralny, artysta wizualny. Tworzy prace na pograniczu teatru, sztuk wizualnych i choreografii. Przez dłuższy czas mieszkał w Portugalii, gdzie przygotował m.in. spektakl multimedialny 'Hamlet Light' znakomicie przyjęty przez krytyków. Po powrocie współpracował z TR Warszawa (m.in. instalacja wideo 'Aktorzy'). Prowadzi warsztaty z nowych form eksperymentu w teatrze, m.in. w Instytucie Teatralnym. Autor blogu o sztuce nowoczesnej: http://new-art.blogspot.com. 'Mała narracja' zostanie pokazana w Nowym Wspaniałym Świecie w Warszawie (ul. Nowy Świat 63) 20 stycznia o godz. 19. Premierę miała podczas Zero Budget Festival w Instytucie im. J. Grotowskiego
ZOBACZ TAKŻE
- Klątwa Terry'ego Gilliama (14-01-10, 01:05)
- Atomy bardzo blisko siebie (27-10-09, 01:00)
- Lęki w czasach popkultury (15-09-09, 01:00)
- Kobiety potrafią zmasakrować (05-07-09, 01:00)
- Zamordował Butterfly (01-03-09, 01:00)
- Stanisław Mucha, reżyser (30-07-07, 11:00)
- Woody Allen, reżyser (17-04-06, 00:00)
SERWISY
Artykuł IPN jest nie tylko oskarżeniem, ale też wyrokiem. Ktoś ma wyłączność decydowania o tym, jak wygląda przeszłość, czyli wymyśla nam pamięć. Po jego publikacji mój dziadek Wojciech Dzieduszycki więcej nie wyszedł z domu
Masz imię po dziadku?
Tak. Zresztą on też miał po swoim dziadku.
Ale do ciebie nikt nie mówi Tunio, jak mówiono do niego.
Na szczęście. To okropny, arystokratyczny zwyczaj zdrabniania.
Z twojego spektaklu 'Mała narracja' wynika, że byłeś w Portugalii, gdy dowiedziałeś się, że twój dziadek hrabia Dzieduszycki był tajnym współpracownikiem SB.
W spektaklu jest mowa o tym, że siedziałem na dachu mojego budynku i popijałem piwo z przyjacielem, ale to fikcja. Nie pamiętam okoliczności. W Portugalii byłem wtedy od czterech lat. Zakochałem się w dziewczynie, pojechałem, prosta historia. Tam zacząłem zajmować się teatrem.
Najpierw opowiedz o dziadku.
Był dobry. Ciepły. Prosty. Nigdy nie podnosił głosu. Był uroczym starszym panem, zdumiewająco pracowitym. Głównie pamiętam go siedzącego przy biurku, piszącego te jego recenzje muzyczne. Telefon zawsze się urywał, a on odpowiadał na prośby, żeby pomógł, coś zrobił, załatwił, z kimś się spotkał. Był postacią irytująco idealną. Dla małego dziecka to jest super, a potem staje się nie do wytrzymania. Ktoś taki w rodzinie jest załamką. Nie możesz żyć wobec kogoś, kto wszystko robi dobrze. Kto jest i uroczy, i miły, i ciepły, i tolerancyjny, i strasznie dużo pracuje, i kocha. Wszyscy żyliśmy trochę w cieniu.
Opowiadał ci jakieś historie z przeszłości?
Nie, chyba że się go pytało. Ale nie chwalił się. To inni wyrobili jego obraz jako reprezentanta arystokracji. Hrabia Dzieduszycki! On sam nigdy tak się nie przedstawiał. Na wizytówkach miał napisane 'magister inżynier'. Był dumny z tego, że wykładał inżynierię młynów. Sądzę, że to był raczej dziwny traf, że stał się narodowym arystokratą, obok Waldorffa.
Artykuł Dariusza Iwaneczki i Krzysztofa Kaczmarskiego, historyków z rzeszowskiego oddziału IPN, ukazał się w grudniu 2006 r.
A zanim ukazał się artykuł, w domu dziadka pojawił się niejaki Grzegorz Braun, ten sam, który jeszcze zdążył zrobić film o Wałęsie, a później się przyczepił do profesora Miodka, który mu wytoczył sprawę sądową, którą wygrał, i na szczęście Braun na razie trochę się wycofał. Mój dziadek był jego pierwszą ofiarą. Pojawił się u nas w domu z ekipą telewizyjną i miał przy sobie jakąś ogromną teczkę z dokumentami. Mnie przy tym nie było, ale była moja mama. Zaczął prezentować te dokumenty mojemu dziadkowi i pytać: 'Jak to możliwe? Czy nie czuje się pan dziś winny, że pan donosił na swoich przyjaciół, że ich krzywdził?'. I tak dalej. Dziadek od razu powiedział, że pamiętał podpisanie lojalki w '49 r. i potem jeszcze dwa swoje listy, to znaczy raporty, donosy. Całą resztę wyparł z pamięci.
Czy to jest możliwe, żeby nie pamiętać dwudziestu paru lat?
Najbardziej tragiczne w tym wszystkim było to, że nie ujawniono dokumentów, ale pewną interpretację tych dokumentów, do których do dziś nie ma dostępu, bo IPN tak zadecydował.
Są utajnione?
Teoretycznie nie są, ale na podstawie ustawy to IPN decyduje o tym, czy dopuścić historyków i dziennikarzy, czy nie. I nie dopuszcza. Artykuł IPN jest więc nie tylko oskarżeniem, ale też wyrokiem. Ktoś ma wyłączność decydowania o tym, jak wygląda przeszłość, czyli wymyśla nam pamięć.
Jak zareagował twój dziadek?
Więcej nie wyszedł z domu. Przestał się udzielać publicznie. Jedynym rozwiązaniem byłaby sprawa sądowa. A nawet kilka, bo rzeczywiście było parę takich artykułów obrzydliwych, bo kłamiących wprost, zmyślających. W jednym napisano na przykład, że 'odsiadywał wyrok za przekręty gospodarcze'. Co za kuriozalna bzdura! No ale co? Stary człowiek, 94-letni, a ty zrobisz sprawę sądową, żeby teraz to wszystko wyciągać? Proszę, jeśli ktoś jest gotów zrobić coś takiego swojemu dziadkowi, to niech robi. Myśmy zdecydowali, że tak nie zrobimy. No więc zostajesz tylko z artykułem IPN i z informacjami, które możesz zbierać sam. Moja mama zaczęła więc zbierać i odkrywać, że cała masa rzeczy nie trzyma się kupy, jest niesprawdzona, nierzetelna, zinterpretowana w tendencyjny sposób. Nie dała rady sprawdzać każdego kolejnego przypadku, bo jest ich mnóstwo, co zresztą było głównym argumentem IPN, dlaczego sami faktów nie sprawdzali. Żeby historyk używał takiego argumentu?
Masz imię po dziadku?
Tak. Zresztą on też miał po swoim dziadku.
Ale do ciebie nikt nie mówi Tunio, jak mówiono do niego.
Na szczęście. To okropny, arystokratyczny zwyczaj zdrabniania.
Z twojego spektaklu 'Mała narracja' wynika, że byłeś w Portugalii, gdy dowiedziałeś się, że twój dziadek hrabia Dzieduszycki był tajnym współpracownikiem SB.
W spektaklu jest mowa o tym, że siedziałem na dachu mojego budynku i popijałem piwo z przyjacielem, ale to fikcja. Nie pamiętam okoliczności. W Portugalii byłem wtedy od czterech lat. Zakochałem się w dziewczynie, pojechałem, prosta historia. Tam zacząłem zajmować się teatrem.
Najpierw opowiedz o dziadku.
Był dobry. Ciepły. Prosty. Nigdy nie podnosił głosu. Był uroczym starszym panem, zdumiewająco pracowitym. Głównie pamiętam go siedzącego przy biurku, piszącego te jego recenzje muzyczne. Telefon zawsze się urywał, a on odpowiadał na prośby, żeby pomógł, coś zrobił, załatwił, z kimś się spotkał. Był postacią irytująco idealną. Dla małego dziecka to jest super, a potem staje się nie do wytrzymania. Ktoś taki w rodzinie jest załamką. Nie możesz żyć wobec kogoś, kto wszystko robi dobrze. Kto jest i uroczy, i miły, i ciepły, i tolerancyjny, i strasznie dużo pracuje, i kocha. Wszyscy żyliśmy trochę w cieniu.
Opowiadał ci jakieś historie z przeszłości?
Nie, chyba że się go pytało. Ale nie chwalił się. To inni wyrobili jego obraz jako reprezentanta arystokracji. Hrabia Dzieduszycki! On sam nigdy tak się nie przedstawiał. Na wizytówkach miał napisane 'magister inżynier'. Był dumny z tego, że wykładał inżynierię młynów. Sądzę, że to był raczej dziwny traf, że stał się narodowym arystokratą, obok Waldorffa.
Artykuł Dariusza Iwaneczki i Krzysztofa Kaczmarskiego, historyków z rzeszowskiego oddziału IPN, ukazał się w grudniu 2006 r.
A zanim ukazał się artykuł, w domu dziadka pojawił się niejaki Grzegorz Braun, ten sam, który jeszcze zdążył zrobić film o Wałęsie, a później się przyczepił do profesora Miodka, który mu wytoczył sprawę sądową, którą wygrał, i na szczęście Braun na razie trochę się wycofał. Mój dziadek był jego pierwszą ofiarą. Pojawił się u nas w domu z ekipą telewizyjną i miał przy sobie jakąś ogromną teczkę z dokumentami. Mnie przy tym nie było, ale była moja mama. Zaczął prezentować te dokumenty mojemu dziadkowi i pytać: 'Jak to możliwe? Czy nie czuje się pan dziś winny, że pan donosił na swoich przyjaciół, że ich krzywdził?'. I tak dalej. Dziadek od razu powiedział, że pamiętał podpisanie lojalki w '49 r. i potem jeszcze dwa swoje listy, to znaczy raporty, donosy. Całą resztę wyparł z pamięci.
Czy to jest możliwe, żeby nie pamiętać dwudziestu paru lat?
Najbardziej tragiczne w tym wszystkim było to, że nie ujawniono dokumentów, ale pewną interpretację tych dokumentów, do których do dziś nie ma dostępu, bo IPN tak zadecydował.
Są utajnione?
Teoretycznie nie są, ale na podstawie ustawy to IPN decyduje o tym, czy dopuścić historyków i dziennikarzy, czy nie. I nie dopuszcza. Artykuł IPN jest więc nie tylko oskarżeniem, ale też wyrokiem. Ktoś ma wyłączność decydowania o tym, jak wygląda przeszłość, czyli wymyśla nam pamięć.
Jak zareagował twój dziadek?
Więcej nie wyszedł z domu. Przestał się udzielać publicznie. Jedynym rozwiązaniem byłaby sprawa sądowa. A nawet kilka, bo rzeczywiście było parę takich artykułów obrzydliwych, bo kłamiących wprost, zmyślających. W jednym napisano na przykład, że 'odsiadywał wyrok za przekręty gospodarcze'. Co za kuriozalna bzdura! No ale co? Stary człowiek, 94-letni, a ty zrobisz sprawę sądową, żeby teraz to wszystko wyciągać? Proszę, jeśli ktoś jest gotów zrobić coś takiego swojemu dziadkowi, to niech robi. Myśmy zdecydowali, że tak nie zrobimy. No więc zostajesz tylko z artykułem IPN i z informacjami, które możesz zbierać sam. Moja mama zaczęła więc zbierać i odkrywać, że cała masa rzeczy nie trzyma się kupy, jest niesprawdzona, nierzetelna, zinterpretowana w tendencyjny sposób. Nie dała rady sprawdzać każdego kolejnego przypadku, bo jest ich mnóstwo, co zresztą było głównym argumentem IPN, dlaczego sami faktów nie sprawdzali. Żeby historyk używał takiego argumentu?
Źródło: Wysokie Obcasy
1
2
następne »
-
Re: Mój dziadek nie potrafił odmawiać
tetradrachma
22.01.10, 17:39
Nie mnie sądzić o innych. Lojalkę podpisał w 49 r. ! Myślę, że to były straszne czasy. Może to przykład nie całkiem a propos ale, nie słyszałem aby Żydzi osądzili policjanta z getta czy »
-
Mój dziadek nie potrafił odmawiać
zaem
22.01.10, 21:27
Pan Wojciech Dzieduszycki to taki PAN, że mendy z IPN nie potrafią Go obrzydzić.»
-
Jak ja sie czuje poszkodowany tym PRL
wasylzly
05.02.10, 21:02
rodzice cykory ochrzcili mnie dopiero wtedy jak umarl stalin, tak sie bali. Ale dzsiaj cynglom z 4rp latwo grac morlaizatorow, odwaga staniala, bo zaden sie nie zjeszczal na przesluchaniu, »
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień









