http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif
A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Pan Światełko

Katarzyna Bosacka
2009-12-25, ostatnia aktualizacja 2009-12-18 18:19

Świąteczne bombki. fot.sxc.hu
Świąteczne bombki. fot.sxc.hu
Świąteczne bombki. fot.sxc.hu

Kiedy wybudowałem rodzinie dom, żona do mnie mówi: 'Bill, idą święta, jakieś światełka byś w ogrodzie zawiesił'. No to zawiesiłem

ZOBACZ TAKŻE
Na pewno nie jest pan Świętym Mikołajem?

Nie, chyba nie jestem, chociaż pewnie daję ludziom wiele radości. Przychodzą znajomi i obcy, z Waszyngtonu i okolic, z dziećmi, z psami. Oglądają, uśmiechają się. Dzieci już od września pytają, kiedy włączę światła. Wpadają nawet ci, co się wiele lat temu przeprowadzili i mieszkają w Kalifornii albo na Florydzie i akurat wizytują rodzinę na święta. Dla wielu rodzin stało się to jednym z bożonarodzeniowych zwyczajów. Piszą do mnie listy z podziękowaniami. Sąsiedzi co roku mówią: "Oho, mamy święta! U Billa w ogrodzie światełka już włączone".

Ile jest ich w tym roku?

240 tysięcy - połączonych przeszło 11 km kabli - w tym 475 błyskających świateł halogenowych, 88 skaczących reniferów, 36 skaczących ryb, 22 ryby wystawiające łebki z wody, cztery plujące wodą i trzy wielkie śpiewające oraz 130 świecących gwiazd. Największa tego typu instalacja w całym stanie Wirginia.

Jest pan elektrykiem?

Nie, z zawodu jestem stolarzem, ale mam firmę budowlaną. Kiedy więc wybudowałem rodzinie dom, żona do mnie mówi: 'Bill, idą święta, jakieś światełka byś w ogrodzie zawiesił'. No to zawiesiłem.

Kiedy to było?

19 lat temu. Syn mi się wtedy urodził, potem, po sześciu latach, córka, a moje świąteczne dekoracje rosły razem z dziećmi. Co roku dokładałem coś nowego i tak doszedłem do tego, co jest dzisiaj - 30-minutowego show z 11 piosenkami, tysiącami różnokolorowych świateł zapalających się i gasnących w takt muzyki. Muzykę puszczam na fali radiowej 88,1 FM. Ludzie podjeżdżają samochodami, nastawiają radio i, słuchając jej, patrzą przez okna na spektakl. W tym roku w moim podświetlanym stawie jest więcej ryb - o, zaraz będą skakały i pluły wodą z pyszczków. A te trzy grube będą śpiewać.

Mamy tu stałych bywalców, którzy co roku sprawdzają, co nowego dołożyłem. Poza tym, że w ogrodzie łazi sześć naszych kotów, a dwa psy trzymamy non stop na smyczy, w zeszłym roku w ogrodzie pojawił się prawdziwy jeleń i część oglądających myślała, że to specjalna dekoracja!

A w oknie jest Święty Mikołaj!

Proszę zobaczyć, jaki jest zajęty, ciągle grzebie w worku. Na trawie umocowałem rzutnik, który wyświetla w oknie film ze Świętym Mikołajem. On wzbudza najwięcej emocji u dzieci. Kiedy zakładałem światełka, myślałem sobie: będą przychodziły do nas dzieci, będziemy słyszeć ich śmiech. I wie pani co? Jest odwrotnie! Pod naszym domem częściej słychać płacz, bo dzieci zawsze protestują, gdy rodzice zabierają je do domu!

Ile pracy i pieniędzy kosztuje taki show?

Samo założenie świateł w ogrodzie - 150 godzin. Do tego projektowanie i tworzenie z drutu nowych figur, synchronizacja świateł z muzyką. Na szczęście dziś wszystko kontroluje komputer, ale tego przecież też musiałem się nauczyć i kosztuje to mnóstwo pracy - każda minuta muzyki to mniej więcej 10 godzin. Zaczynam zakładać światełka powoli od góry - gwiazdy na drzewach, lampki na wysokich choinkach, gdzieś w połowie października, choć w tym roku zacząłem pod koniec wakacji, bo pewna niewielka telewizja kręciła tu w październiku film dokumentalny. Tak, tak, sąsiedzi pukali się w głowę. Zielone liście na drzewach, żar leje się z nieba [klimat waszyngtoński jest bardzo gorący - przyp. K.B.], a ja zakładam światła na Boże Narodzenie!

Robi pan wszystko sam?

Wiem, że inni wynajmują ludzi, którzy im to zakładają, ale nie ja. To moja pasja. Wszystko finansuję z własnej kieszeni, nawet tego nie liczę. Za prąd płacę miesięcznie o 300 dol. więcej. Nie tak dużo, prawda? Mam specjalny generator prądu, urządzenia oszczędzające energię. Wszystkie podświetlane kształty i figury - oprócz 15 kupionych w sklepie sarenek uplecionych ze świecącego drutu - zaprojektowałem i zrobiłem sam. O, na przykład te światełka na dachu. Widzi pani? To też nowość w tym roku. Świecą w górę i w dół - prawda, że wygląda to tak, jakby dach unosił się w powietrzu?

Dużo ludzi do pana przyjeżdża?

Tuż przed świętami - tłumy. Collingwood, uliczka, na której mieszkam, jest pod moim domem narowista, wąska, jest dość ciemno, tuż obok płynie strumyk. Mieliśmy tu już kilka razy policję, bo czyjś samochód wpadł do rowu albo, zawracając, nie zauważył innego. Bramę, niestety, zwykle zamykamy, bo już zdarzyło nam się wyciągać dzieci z plątaniny kabli i świateł, które leżą gęsto na trawie. Dlatego chętnie spotykam się z dziennikarzami z telewizji czy gazety z mojej dzielnicy, ale unikam kontaktów z mediami waszyngtońskimi. Zgodziłem się na spotkanie z panią, bo z Polski to mi zbyt wielu oglądaczy nie przyjedzie. Gdyby artykuł ukazał się, dajmy na to, w 'The Washington Post', tobyśmy mieli kompletnie zatkaną ulicę przez kilka tygodni, sąsiedzi by mnie znienawidzili.

Dlaczego w ogóle pan to robi?

Dobre pytanie, ale chyba odpowiedź jest prosta. Robię to dla innych, dla sąsiadów, społeczności lokalnej. Podam pani przykład. Naprzeciwko naszego domu jest dom opiekuńczy. Kiedy któregoś roku po świętach zdejmowałem swoje światła, podeszła do mnie pewna młoda dziewczyna. Powiedziała, że jest wolontariuszką w domu opieki. Otóż pewna starsza pani, jej podopieczna, znała mnie bardzo dobrze. Okna jej pokoju wychodziły na mój dom. Od kilku dobrych lat niemal codziennie obserwowała, jak pracuję w ogrodzie, a potem spędzała godziny, patrząc na światełka. Tego roku bardzo chciała zobaczyć je po raz ostatni. Wiedziała już, że umiera. I umarła dwa dni po Bożym Narodzeniu. Jej opiekunka przyszła mi wtedy podziękować.

Przed chwilą jacyś ludzie też krzyczeli przez okna samochodu: 'Dzię-ku-je-my!'.

Te wszystkie podziękowania, wpisy w blogu, maile, listy są bardzo miłe i utwierdzają mnie w przekonaniu, że to wszystko ma sens. Zawsze zapalam światła na początku grudnia, gaszę 6 stycznia, ale jeszcze długo ludzie przyjeżdżają i czekają z nadzieją, że je włączę. Co roku myślę sobie to samo: nie dam rady, już dość, to mój ostatni raz - a potem znów biorę się do roboty i wymyślam coś nowego. Na tym chyba polega magia świąt.



Źródło: Wysokie Obcasy
  • Pan Światełko czytelniczka_123 28.12.09, 17:36

    cudowny wariat, fantastycznybardzo mnie wzruszaja ludzie, ktorzy tak po prostu maja jakiegos milego bzika»

  • Re: Pan Światełko diffe 30.12.09, 07:42

    Tu można zobaczyć jak wyglądają: www.collingwoodlights.com/index.php?do=videos»

W numerze z 13 marca