http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Siłą nie zwyciężysz z oceanem

Paweł Smoleński
26.08.2011 , aktualizacja: 18.08.2011 15:31
A A A Drukuj
Roman Paszke Fot. Renata Dąbrowska Roman Paszke
Wychodzę na pokład, jeszcze nic nie widzę, ale zdaje mi się, że nasz sternik rozmawia z jakąś kobietą, którą najpewniej przemycił na łódkę, a teraz uwodzi:'"Jesteś cudna, najpiękniejsza, ufam ci, mogę na tobie polegać'. Rozmawiał z jachtem - rozmowa z Romanem Paszkem
Roman Paszke
- rocznik 1951. Gdańszczanin, absolwent tamtejszej AWF. Budowniczy jachtów i żeglarz. Zwyciężał m.in. w prestiżowych regatach Kieler Woche i Admiral's Cup. Obecnie przygotowuje się do wokółziemskiego samotnego rejsu 
na 27-metrowym katamaranie. Rekord tej trasy, pod wiatr i pod fale, należy do Francuza Jeana Luca van den Heede i wynosi 122 dni, 14 godz., 3 min, 49 s
Fot. Renata Dąbrowska
Roman Paszke - rocznik 1951. Gdańszczanin, absolwent tamtejszej AWF. Budowniczy jachtów i żeglarz. Zwyciężał m.in. w prestiżowych regatach Kieler Woche i Admiral's Cup. Obecnie przygotowuje się do wokółziemskiego samotnego rejsu na 27-metrowym katamaranie. Rekord tej trasy, pod wiatr i pod fale, należy do Francuza Jeana Luca van den Heede i wynosi 122 dni, 14 godz., 3 min, 49 s
ZOBACZ TAKŻE
Mój znajomy nazwał swoją łódź - holenderską drewnianą szalupę, na jakich niegdyś łowiono śledzie - najdumniej i najpiękniej, jak potrafił, czyli 'Esmeralda'. Inny wymyślił dla jachtu imię 'Bellapupa' i każdy wiedział, co miał na myśli. Po Mazurach i po oceanach pływa od metra wszelakich 'Desdemon', 'Kasiek', 'Marysiek', 'Laur'. Dlaczego łódki mają kobiece imiona?

To element relacji damsko-męskich, może też namiastka bliskości kobiety podczas rejsu, jakiś sentymentalizm, romantyka, którą akurat lubię. Bo przecież utarło się, że marynarz i żeglarz to chłop nad chłopy, silny i twardziel, zaś kobieta na żaglowcu, jeśli nie była pasażerką, to zwiastun nieszczęścia i kłopotów, o czym wie każdy, kto oglądał 'Piratów z Karaibów'. Ale bez kobiet się po prostu nie da, przynajmniej na dłuższą metę. Więc skoro nie można mieć ich na pokładzie, a rejs trwa rok z okładem, niech chociaż statek nazywa się jak dziewczyna. Dziób wielu żaglowców zdobił galion - popiersie kobiety, często dzieło sztuki. Pewnie tak wyrażała się marynarska tęsknota.

Zwróćmy uwagę, że to trzy kobiety - 'Pinta', 'Nina' i 'Santa Maria' - odkryły Amerykę razem z Krzysztofem Kolumbem. Do najbardziej znanych żaglowców, które zmieniały historię, należy 'Golden Hind', czyli 'Złota Łania', sir Francisa Drake'a. To bardzo kobiece imię. Drake urodził się na przeciekającym statku, w rodzinie fanatycznego protestanta. Od 12. roku życia służył w marynarce, zrazu jako chłopiec okrętowy. Dla Hiszpanów był najzwyklejszym bandytą i piratem. Dla Anglików i królowej Elżbiety I - korsarzem, czyli rozbójnikiem morskim w królewskiej służbie, wielkim marynarzem i odkrywcą; prosty chłopak doczekał się tytułu szlacheckiego. Jego pierwszy statek, na którym łupił hiszpańskie konwoje ze złotem i srebrem u wybrzeży Ameryki, nosił nazwę 'Judith'. Coś w tych kobiecych imionach statków musi być.

Admirał Horatio Nelson, żeglarski geniusz, z pokładu okrętu 'Victoria' gromił Francuzów i Hiszpanów. Może jego statek nazywał się 'Zwycięstwo', ale ja upieram się, że szło o imię żeńskie - Wiktorię. Dalej - najsłynniejszym, najwspanialszym statkiem pasażerskim była angielska 'Queen Elizabeth'. Jej następczyni to oczywiście 'Queen Elizabeth II'. Ktoś powie, że bardziej znany był 'Titanic'. Dobrze, dobrze, ale jak skończył? Zatonął w pierwszym rejsie; z jakiegoś powodu pierwsze rejsy nazywa się dziewiczymi. Jednak prawda jest taka, że nazwy statków uzależnione są od różnych rzeczy. Okręty wojenne noszą często imiona sławnych wojowników, choć całkiem sporo jest między nimi 'Aten'. Statki handlowe - nazwy związane z regionami geograficznymi, miastami, a badawcze - z naukowcami.

W ostatnich dziesięcioleciach wraz z rozwojem marketingu sportowego rozwinęła się nowa kategoria nazewnictwa jachtów, najbardziej prozaiczna, lecz nie do przeskoczenia. To imiona czysto komercyjne: 'Banque Populaire', 'Ericsson', 'Bonduelle'; najpiękniejsze jednostki mogą nazywać się jak jakiś koncern lub groszek w puszce. Moje jachty nazywały się np. 'Gemini', 'MK Café', 'Warta-Polpharma', choć wcześniej pływałem na 'Ranewidzie' - pomorskim bożku pogańskim - albo na 'Wikingu'. Dzięki sponsoringowi i marketingowi żeglarze uzyskują nowe możliwości finansowania, gdyż to taki sport, który pożre każde pieniądze. Za to biznes ma dzięki jachtom możliwość reklamy. Ale samo żeglarstwo trochę traci na romantyzmie.

Dlaczego łódki mają matki chrzestne przy wyraźnym niedoborze ojców?

Z wodowaniem statków zawsze wiązała się jakaś magia. Wikingowie np. wodowali swoje drakkary po karkach niewolników, gdyż wierzyli, że w ten sposób siła ludzi zostaje przeniesiona na stępkę łodzi. Wieki później dziobnice wodowanych statków spryskiwano winem, żeby zapewnić im pomyślność, a czasy szampana to dopiero lata 30. XX wieku. Ceremonii chrztu statku wiele lat przewodniczyli mężczyźni. W połowie XIX wieku te obowiązki stały się udziałem kobiet. Pewnie dlatego, że nikt lepiej o to nie zadba. Renata Lewińska - żona znanego budowniczego jachtów Gerarda - była matką chrzestną naszego jachtu klasy jednej tony 'Gemini'. Elżbieta Płażyńska ochrzciła nam dwa katamarany; 'Warta-Polpharma' szczęśliwie opłynęła Ziemię w regatach The Race. Katamaran 'Bioton' ochrzciła trzy i pół roku temu pierwsza dama - Maria Kaczyńska.

Dlaczego do łódki przemawia się jak do kobiety?

Żeglarze często przemawiają czule do jachtów, bo - myślę - dobrze to robi na głowę samotnym facetom na morzu. Po wtóre - łódka to nie jakiś martwy przedmiot położony na wodzie, lecz żywa istota, z duszą i sercem; jestem o tym głęboko przekonany. Pewnego wieczoru na Morzu Śródziemnym przeprowadzaliśmy 'Gemini' do Porto Cervo. Wychodzę na pokład, jeszcze nic nie widzę, ale zdaje mi się, że nasz sternik Oleg Choperski, mistrz w klasie finn z ukraińskiej Odessy, rozmawia z jakąś kobietą, którą najpewniej przemycił na łódkę, a teraz uwodzi: 'Jesteś cudna, najpiękniejsza, ufam ci, mogę na tobie polegać'; składał najprawdziwsze miłosne wyznania. Dopiero gdy usłyszałem, że obiekt westchnień Olega pięknie przecina fale, ma najbardziej gładkie burty, najcudowniejsze żagle, zrozumiałem, że rozmawia z jachtem. Nigdy nie słyszałem, by ktokolwiek na jachtach, którymi żeglowaliśmy, kiedykolwiek odezwał się do łódki w sposób grubiański.

Nie wierzę. Bo wiem, co się mówi, kiedy łódka nie chce płynąć ostro do wiatru. Albo kiedy telepie się po wodzie, a inne jachty uciekają w siną dal. Nie raz i nie dwa łódka usłyszy, że jest po prostu dziwką.

Jeśli łódka nie chce płynąć tak, jak powinna, ma ku temu swoje, najczęściej bardzo dobre, powody. I okazuje się, że to nie wina łódki, lecz żeglarz gamoń nie potrafi z nią współpracować, namówić jachtu do większego wysiłku. Nie pomoże dobra łódka, gdy na łódkę wsadzić... - niech każdy dopowie, co chce. Słowem - jeśli ktoś urąga łódce od dziwek, jest bucem, a nie marynarzem.

W żeglarstwie pełnomorskim kobiety rywalizują z mężczyznami.

Taka rywalizacja trafia się niezmiernie rzadko. Ale jeżeli już kobieta bierze się do żeglarstwa morskiego, gdzie nie liczą się tylko mięśnie, ale jeszcze coś, co trudno zdefiniować, wychodzi jej bardzo udatnie. Np. Brytyjka Ellen McArthur przez jakiś czas dzierżyła rekord trasy północnoatlantyckiej z Plymouth w Anglii do amerykańskiego Newport. Pobiła go samotnie na jachcie 'Kingfisher'. W 2005 r. samotnie opłynęła świat na wielokadłubowcu 'B&Q/Castorama' i znów była najszybsza. Wystarczyło jej 71 dni żeglugi, by okrążyć z wiatrem i z falami Ziemię, co przy ówczesnych technologiach produkcji jachtów było naprawdę wielkim wyczynem. Nic dziwnego, że Ellen jest honorowym komandorem Marynarki Jej Królewskiej Mości. Otrzymała tytuł szlachecki, podobnie jak sir Drake czy inny wielki żeglarz Francis Chichester, prezydent Nicolas Sarkozy nadał jej Legię Honorową. Kiedy skończyła z zawodowym żeglarstwem, utworzyła fundację do walki z rakiem. To znakomita dziewczyna. Albo Tracy Edwards, kapitan pierwszej kobiecej załogi w regatach dookoła świata Whitbread (obecnie Volvo Ocean Race). Odznaczono ją Orderem Imperium Brytyjskiego, zdobyła niezwykle prestiżowy tytuł Żeglarza Roku jako pierwsza kobieta w historii. Wydaje się, że panie mają więcej cech niezbędnych do żeglowania oceanicznego. Są bardziej cierpliwe, wytrzymałe, ambitne, mniej histeryzują. Siła fizyczna jest po stronie mężczyzn, lecz nie ona decyduje, bo siłą nie wygra się ani z oceanem, ani z jachtem.

Mam wrażenie, że żeglarstwo morskie, zwłaszcza samotne, ma wiele wspólnego ze wspinaczką wysokogórską, himalaizmem. Nie wystarczy być świetnie przygotowanym fizycznie. Trzeba jeszcze wiedzieć, co się chce osiągnąć, jak to osiągnąć, trzeba znać swoje limity, ale też umieć pokonać granice. Pamiętamy Wandę Rutkiewicz i jej wysokogórskie osiągnięcia. W Himalajach więcej jest mężczyzn, lecz kobiety wcale im nie ustępują. No i zmieniły się czasy. Horatio Nelson i lady Hamilton to dobry przykład dawnych schematów. Ona czekała, on żeglował i walczył ku chwale brytyjskiej Korony. Wpadał do domu raz na rok lub na dwa lata. Miłość kwitła korespondencyjnie, list przychodził nie częściej niż raz na kwartał. Skończyło się. Ani rejsy nie trwają tak długo, ani kobiecie nikt nie nakaże czekać. Choć jakoś podoba mi się ten staromodny widok: wpływa statek albo jacht po długich regatach, a kobiety czekają w porcie.

Masz sześćdziesiątkę na karku i pasję jak u nastolatka.

Urodziłem się nad Zatoką Gdańską; przy dobrej widoczności widok zamykał Półwysep Helski. Przy plaży w Brzeźnie sterczał wrak trałowca i próbował nie dać się zasypać piaskiem i zatopić do końca. Wrak był ważny, budził wyobraźnię. Dookoła toczyło się życie domorosłych nurków, dla których pełne piasku ładownie okrętu skrywały tajemnice, które później próbował rozwikłać Günter Grass w książce 'Kot i mysz'. Kiedy dopłynąłem pierwszy raz jachtem do Helu, poszedłem na jego drugi, otwarty brzeg. Tam na horyzoncie nie było już żadnego lądu, aż chciało się żeglować dalej. Myślę, że widok morza i książki rozpalają wyobraźnię, która zamienia się w pasję, i jak raz dorwie, to nie chce puścić.

Cały czas też chciałem się ścigać. Za PRL-u było to dość trudne. Zbudowaliśmy poliestrowe 'Gemini' w regatowej Polsce bez konkurencji, które w konfrontacji z zachodnimi jachtami pływało jak żółw, bo robiliśmy łodzie jak za króla Ćwieczka - ciężkie, nienowoczesne, ospałe. No więc wpadliśmy na pomysł, by zwodować łódkę o przynajmniej europejskich parametrach. Ale do tego potrzebne było włókno węglowe uznawane wówczas za towar strategiczny, więc obłożony eksportowym embargiem do krajów bloku wschodniego. Malkontenci kręcili na nasz widok kółka na czole, lecz jakoś udało się to włókno przemycić do Polski i już 'Gemini II' mógł się ścigać z zachodnimi konkurentami, mimo że na pożyczonych żaglach i masztach. Nasi zachodni konkurenci patrzyli na nas życzliwie jak na wpółobłąkanych amatorów z jakiegoś egzotycznego kraju. Żeglarstwo regatowe pochłania górę pieniędzy, a wiadomo, że Polska początku lat 90. była krajem na dorobku, z forsą bywało raczej krucho.

W 1997 r. na 'MK Café' zdobyłem Puchar Admiralicji; w klasie jednej tony nic więcej nie da się wygrać. Jak się trzyma nad głową srebrną wazę Admirals Cup, wiadomo, że to chwila warta tego, by pół świata miało cię przez lata całe za czubka, mitomana, marzyciela albo nawiedzonego fantastę. Zagrano polski hymn, a to - niech zabrzmi sentymentalnie - po prostu wzrusza. Gratulował nam wówczas król Norwegii Harald V, który sam jest żeglarzem, a wcześniej podarował nam swój zapasowy maszt, bo nasz uległ awarii i inaczej nie skończylibyśmy mistrzostw.

Z żeglarstwem już tak jest, że zawsze znajdzie się jakieś nowe wyzwanie, nowy akwen, nowy kierunek, morze i wiatr dają nieograniczone perspektywy. Skończyła się przygoda z jachtami jednokadłubowymi jak 'MK Café', zaczęła z wielokadłubowcami. Tak urodził się projekt startu w regatach wokółziemskich na katamaranie 'Warta-Polpharma'. A kiedy świat jest już opłynięty razem z załogą, można pokusić się, żeby tę samą trasę pokonać samotnie, i właśnie to próbuję teraz zrobić. Mam dobrą łódkę, chyba najlepszą z dotychczasowych, i stoję przed spełnieniem marzenia życia.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (1)

  • czechowka

    Oceniono 1 raz 1

    "Siłą nie zwyciężysz z oceanem"
    Wyszedł niezgrabny zlepek. Miałam lepsze zdanie o piszących w WO. Po polsku mówimy: "Siłą nie zwyciężysz oceanu". Można też "Siłą nie wygrasz z oceanem". Tylko czy autor zrozumie takie niuanse?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX