Pierwsze pytanie: czy jadam paprykarz? Odpowiadam: znam smak, ale nie rozumiem sukcesu produktu. Dziennikarka stanęła w jego obronie, mówiąc, że sama zjadła dziś puchę. Pomyślałam: odważna.
Pierwsze puszki paprykarza zeszły z taśmy produkcyjnej w Gryfie w 1967 r. Rok później dostały znak jakości Q. Inspiracją była afrykańska potrawa czop-czop. Chodziło o wykorzystanie ścinków z krojenia bloków rybnych. W skład oryginalnego paprykarza wchodziły gatunki afrykańskich ryb, przecier pomidorowy z Bułgarii i ostra papryka. Eksportowano go do 32 krajów.
Szkoda, że to już wspomnienie. Co dziś jest w środku? Fragmenty płetw, ości, głowy, kręgosłupa. Czasem pęczak zamiast ryżu. To nie ten smak pamiętam z obozowych kolacji... Dziennikarkę rozczarowałam, bo nie zachwyciłam się 'staruszką'.
Pasztet podlaski i konserwę turystyczną zaliczam do tej samej rodziny puszek 'na ratunek', które obowiązkowo lądowały w plecakach. Turystyczna to mielonka z galaretką i tłuszczem. Kosztuje 2 zł, ale nie smakuje. Od 1977 r. na rynku jest
pasztet podlaski. Jak informuje producent, co sekundę na świecie sprzedawana jest jedna puszka. Superbiznes.
Co zrobić z tymi puchami? Na początek polecam uporanie się ze wspomnieniami. Bo czasem, żeby coś otworzyć, koniecznie trzeba coś zamknąć.
Coś na chleb 200 g białego kremowego sera
1 łyżeczka chrzanu
2 łyżeczki pokrojonego kopru
100 g wędzonego łososia
sól, pieprz
Wymieszać ser z chrzanem, koprem, solą, pieprzem i pokrojonym w paski łososiem. Można smarować razowy chleb, chrupkie pieczywo. u Jeść z cykorią, surową marchewką, pieczonymi ziemniakami.