Uległa im swego czasu również moja redakcyjna koleżanka, która dziś podsumowuje, że nie rozumie lansu na bouillabaisse. Uważa, że to zasługa świetnego marketingu Francuzów, którzy lokalną tanią zupę (wywar z rybich odpadów, głów i ogonów) wykreowali na danie, za które turyści płacą dziś krocie. Dla niej cena
zupy jest nieadekwatna do jej smaku.
To prawda, że każdego lata do Vieux-Port de Marseille dobijają tysiące zwiedzających Prowansję, czasem tylko po to, aby spróbować sławnej zupy. Restauratorzy stają na głowie, by nakarmić klienta i zarobić. Właściciel restauracji La Miramar w Marsylii twierdzi, że dziś przygotowanie dobrej bouillabaisse dostępnej dla przeciętnego turysty jest trudne. Połowy ryb są ograniczone i trudniej o świeże półprodukty. To już nie czasy, kiedy rybacy przyrządzali posiłek ze złowionych właśnie ryb, w kociołku bulgotał wywar na bazie morskiej wody. Dziś, choć zasada przygotowania zupy jest ta sama, proporcje są dokładnie wyliczone -
zupa dla sześciu osób wymaga 8 kg ryb (kluczowy jest esencjonalny wywar rybny i świeże białe ryby gotowane w zupie tuż przed jej podaniem). Stąd cena jednej porcji w La Miramar - 50 euro. Być w Marsylii i nie spróbować bouillabaisse to grzech. Jeśli jednak nie ulegniesz nawoływaniom marsylskich kelnerów, możesz zrobić ją samodzielnie w domu. Zajmie ci to całe popołudnie. Moim zdaniem warto.
Bouillabaisse 30 małży
1,5 kg rybnych szkieletów i głów pozostałych po wykrojeniu filetów z karmazyna, okonia, lucjana
4 łyżki oliwy z oliwek
4 ząbki czosnku
2 średnie cebule pokrojone w kostkę
1 mały fenkuł pokrojony w drobną kostkę
2 małe pory pokrojone w plasterki
1 łodyga selera naciowego pokrojonego w plasterki
6 średnich pomidorów obranych ze skórki i pokrojonych w kostkę
4 gałązki zielonej pietruszki
4 gałązki świeżego tymianku
2 liście laurowe
skórka z 1 pomarańczy
2 łyżki nasion kopru
1/2 łyżeczki czarnego kopru
1/2 łyżeczki szafranu
sól morska