Telewizją publiczną rządzi jakiś fryzjer
ZOBACZ TAKŻE
- Cisza w kulisach (08-07-10, 02:00)
- Córka Polka (25-03-10, 02:00)
Na rynku w Sanoku Nie. Najpierw o tym, że napisała do mnie Patrycja. W różnych gazetach i internecie wyczytała, że zarobki dziennikarek i serialowych aktorek telewizji publicznej to między 20 a 40 tys. miesięcznie. Patrycja pyta, jak to możliwe. Twierdzi, że płatnicy abonamentu nie kochają tych właśnie osób aż tak bardzo, żeby tyle im płacić. Patrycja pyta, kto przesądza o tym, że te osoby tyle kosztują, i czy telewizja publiczna może tak szastać. I najważniejsze - Patrycja pilnie śledzi kroniki towarzyskie i odnajduje na zdjęciach dziwny związek między znajomościami a zarobkami. Brawo, Patrycjo. Ja poszłabym dalej, znacznie dalej. Nich pani zgromadzi te wszystkie pisma na stole. Potem niech pani weźmie szkło powiększające. Będzie potrzebne. A teraz moja teoria: telewizją publiczną rządzi jakiś fryzjer.
Tak. W moim przekonaniu istotne decyzje zarobkowe podejmowane są w warszawskim salonie fryzjerskim. Niech pani weźmie to szkło i zbliży do fryzur omawianych osób. Nie sądzi pani, że strzyże je ta sama ręka? Na tych fotografiach zobaczy pani też, jak wielkie znaczenie towarzyskie i wpływy ma środowisko tzw. designerów. Wyniesieni do rangi artystów mają niewyobrażalną siłę opiniotwórczą. Niedawno w ramach promocji książki odbyłam rozmowę z dziennikarką telewizji publicznej (blond, strzyżenie krótkie, w górę). Przed rozmową przeczytałam jeszcze raz swoją książkę, żeby się przygotować. Ale cóż. Przedmiotem rozmowy był głównie tytuł. Zwykle tak jest, kiedy dziennikarz nie ma czasu na lektury. Patrzyłam ze zdumieniem, jak dziennikarka, która właśnie dostała swój autorski program, przegląda pół godziny przed nagraniem pobieżne internetowe informacje na mój temat. W czasie nagrania poplotłyśmy, pośmiałyśmy się, pouśmiechałyśmy się nerwowo, a potem to najważniejsze - tłum fotoreporterów, czyli promocja osoby prowadzącej. Tak. Jeśli za to rzeczywiście jest od 20 do 40 tys. zł miesięcznie, to to jest skandal. Czasem mam wrażenie, że żyję w kraju, gdzie konferansjer Rubinsteina zarabiałby więcej niż on.
Niedawno zaproponowano mi udział w rejestracji wybitnego przedstawienia teatralnego. Stawka finansowa skromna. Rozkładają ręce. Nie ma pieniędzy. Poproszono mnie o udział w programie o Tadeuszu Łomnickim. Przygotowałam się rzetelnie. Stawka coś między 100 a 300 zł. Dlaczego się zgadzam? Dla Łomnickiego, tyle tylko że sporo kosztuje mnie dokładanie się do tych proporcji. I podejrzenie, że ktoś, myjąc głowę, ugaduje sobie spokój kredytowy. Ale i tak po przeczytaniu tego artykułu osoby, o których pani pisze, pójdą do fryzjera. I tam załatwią sobie długi wywiad, w którym nawyżalają się na sfrustrowane felietonistki. A w Sanoku jest rynek, na którym nie stoi żaden pomnik ani studnia. Może dlatego przestrzeń tego rynku, zwłaszcza w zimie, sprawia wrażenie innej planety. I tam mieszka Janusz Szuber. Jego nazwisko nic pani nie powie. To jest polski poeta tłumaczony na kilkanaście języków. Co jakiś czas do Sanoka przyjeżdża się na tzw. szuberiady. To spotkanie z poetą, który - niestety - z powodu choroby przykuty jest do wózka. Ja sama z jego wierszami zetknęłam się przypadkiem, zdejmując z półki w empiku pierwszy tomik - często tak robię. Czytając, zapomniałam, gdzie jestem, a potem dowiedziałam się, że wstyd nie wiedzieć, kim jest Janusz Szuber. Ja nie mam samochodu, mnie nie jest łatwo dotrzeć do Sanoka. A jednak dotarłam - bo przecież nie poznam Janusza Szubera inaczej. Przecież on nie ma swojego programu w publicznej telewizji. A to, co w kulturze ma do powiedzenia, jest niepoliczalne. Jego tomiki wierszy, które żyją za granicami Polski, u nas można kupić za złotówkę. Tak to jest. Cały czas trwa dyskusja nad tym, ile dostajemy na kulturę i dlaczego tak mało. A może lepiej przemyśleć, na co, za co i kto komu płaci? I gdzie się czesze? Na mojej stronie można przeczytać wiersz Janusza Szubera 'Wyżej... niżej już'. O fryzjerze.
Tak. W moim przekonaniu istotne decyzje zarobkowe podejmowane są w warszawskim salonie fryzjerskim. Niech pani weźmie to szkło i zbliży do fryzur omawianych osób. Nie sądzi pani, że strzyże je ta sama ręka? Na tych fotografiach zobaczy pani też, jak wielkie znaczenie towarzyskie i wpływy ma środowisko tzw. designerów. Wyniesieni do rangi artystów mają niewyobrażalną siłę opiniotwórczą. Niedawno w ramach promocji książki odbyłam rozmowę z dziennikarką telewizji publicznej (blond, strzyżenie krótkie, w górę). Przed rozmową przeczytałam jeszcze raz swoją książkę, żeby się przygotować. Ale cóż. Przedmiotem rozmowy był głównie tytuł. Zwykle tak jest, kiedy dziennikarz nie ma czasu na lektury. Patrzyłam ze zdumieniem, jak dziennikarka, która właśnie dostała swój autorski program, przegląda pół godziny przed nagraniem pobieżne internetowe informacje na mój temat. W czasie nagrania poplotłyśmy, pośmiałyśmy się, pouśmiechałyśmy się nerwowo, a potem to najważniejsze - tłum fotoreporterów, czyli promocja osoby prowadzącej. Tak. Jeśli za to rzeczywiście jest od 20 do 40 tys. zł miesięcznie, to to jest skandal. Czasem mam wrażenie, że żyję w kraju, gdzie konferansjer Rubinsteina zarabiałby więcej niż on.
Niedawno zaproponowano mi udział w rejestracji wybitnego przedstawienia teatralnego. Stawka finansowa skromna. Rozkładają ręce. Nie ma pieniędzy. Poproszono mnie o udział w programie o Tadeuszu Łomnickim. Przygotowałam się rzetelnie. Stawka coś między 100 a 300 zł. Dlaczego się zgadzam? Dla Łomnickiego, tyle tylko że sporo kosztuje mnie dokładanie się do tych proporcji. I podejrzenie, że ktoś, myjąc głowę, ugaduje sobie spokój kredytowy. Ale i tak po przeczytaniu tego artykułu osoby, o których pani pisze, pójdą do fryzjera. I tam załatwią sobie długi wywiad, w którym nawyżalają się na sfrustrowane felietonistki. A w Sanoku jest rynek, na którym nie stoi żaden pomnik ani studnia. Może dlatego przestrzeń tego rynku, zwłaszcza w zimie, sprawia wrażenie innej planety. I tam mieszka Janusz Szuber. Jego nazwisko nic pani nie powie. To jest polski poeta tłumaczony na kilkanaście języków. Co jakiś czas do Sanoka przyjeżdża się na tzw. szuberiady. To spotkanie z poetą, który - niestety - z powodu choroby przykuty jest do wózka. Ja sama z jego wierszami zetknęłam się przypadkiem, zdejmując z półki w empiku pierwszy tomik - często tak robię. Czytając, zapomniałam, gdzie jestem, a potem dowiedziałam się, że wstyd nie wiedzieć, kim jest Janusz Szuber. Ja nie mam samochodu, mnie nie jest łatwo dotrzeć do Sanoka. A jednak dotarłam - bo przecież nie poznam Janusza Szubera inaczej. Przecież on nie ma swojego programu w publicznej telewizji. A to, co w kulturze ma do powiedzenia, jest niepoliczalne. Jego tomiki wierszy, które żyją za granicami Polski, u nas można kupić za złotówkę. Tak to jest. Cały czas trwa dyskusja nad tym, ile dostajemy na kulturę i dlaczego tak mało. A może lepiej przemyśleć, na co, za co i kto komu płaci? I gdzie się czesze? Na mojej stronie można przeczytać wiersz Janusza Szubera 'Wyżej... niżej już'. O fryzjerze.
Źródło: Wysokie Obcasy
Przeczytaj 5 komentarzy na Forum
-
Fryzjer polski
feema-to-ja
26.02.10, 12:53
Ma Pani racje! Polska kultura wymiera, wypierana przez "Tance z gwiazdami", tandetne seriale i pseudoaktorow typu Cichopek czy Mroczki.Liczy sia kasa, szybki sukces. Jedny slowem pustka »
-
Fryzjer polski
inkwizytorstarszy
26.02.10, 17:50
A ja pragnę żeby nie porównywać kultury z TV Publiczną ,bo to są przeciwieństwa,niestety....»
-
Fryzjer polski
sadi_79
26.02.10, 19:59
Dziekuje calym sercem za "sflustrowane felietinistki", odwazne kobiety, ktore dokladnie wiedza po co sluzy im pioro... Jestem wierna czytelniczka Pani artykulow, kazdy z nich to moje male »
W numerze z 31 lipca
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










