Czego mistrzem jest Cezary Pazura, czego ksiądz Sowa, czego Małgorzata Domagalik, czego niżej podpisana?
ZOBACZ TAKŻE
- Córka Polka (25-03-10, 02:00)
Kiedy pierwszy raz zaproponowano mi udział w programie pt. 'Drugie śniadanie mistrzów', wahałam się długo. Argumentem za było to, że jestem dość uważną obserwatorką tego, co się dzieje, że moje poglądy nie wiszą na żadnej opcji politycznej i że naprawdę lubię żywo dyskutować. A program jest taki właśnie - niezależna, błyskotliwa rozmowa ludzi, którzy mimo różnych poglądów mogą razem zjeść śniadanie i wytrzymać ze sobą do końca. Poszłam. Było bardzo interesująco. Mimo to drugie zaproszenie przyjęłam z większym jeszcze wahaniem, przejrzawszy przedtem listę swoich dokonań. Przyszłam jednak i znowu było dowcipnie, ciekawie i barwnie towarzysko. Prowadzi Marcin Meller, człowiek też barwny. Mimo to kolejnym razem powiedziałam 'nie'. O co chodzi? Chodzi o słowo 'mistrz'. Tak, o jedno głupie słowo. Gdyby program nazywał się po prostu 'Drugie śniadanie', nie byłoby problemu. Ale postanowiłam uparcie drążyć skałę i wytykać odbieranie słowom ich znaczeń. Słowa wyszły z mody jako sposób porozumienia (podobno nastolatki ograniczyły je do minimum), więc tym bardziej należy chyba pielęgnować wartość muzealną mowy.
Kto to jest mistrz właściwie? I czy ci, którzy zasiadają przy 'Drugim śniadaniu', są mistrzami? Dlaczego w programie 'Drugie śniadanie mistrzów' nie ma mistrza reiki, mistrza kuchni, mistrza magii, mistrza żonglowania? Na moje oko siedzą tam po prostu ludzie zdolni, inteligentni, czasem utalentowani, czasem po prostu pracowici albo zaradni. Ale mistrza tam nie widziałam jeszcze ani jednego. Czy na przykład ja mogę pozwolić sobie na to, żeby usiąść na ławce mistrzów? Nie, nie mogę, ponieważ nie jestem skupiona na osiąganiu kolejnych wtajemniczeń. Jedyny polski aktor, jakiego znałam, a którego można nazwać mistrzem, to Tadeusz Łomnicki. I nie chodzi o to, czy byli lepsi do niego, czy nie... Jego życie zawodowe miało charakter właściwy mistrzom. Mistrz nie stwarza nowości; doprowadza do perfekcji to, co jest już pozornie osiągnięte. Tadeusz Łomnicki doszedł do takiej wiedzy o ekspresji aktora, że potrafił zmieniać się z króla w żebraka, przenosząc ciężar ciała z lewej nogi na prawą. On się w tym ćwiczył i to różniło go od genialnych aktorów, którzy korzystali ze swojego talentu - tylko Łomnicki był mistrzem. Swoją drogą wcale nie byłoby źle, gdybyśmy mogli w takim programie jak 'Drugie śniadanie mistrzów' poznać poglądy mistrza żonglerki, mistrza mowy polskiej, mistrza reiki czy mistrza kuchni. To oczywiście nie byłoby łatwe, bo, po pierwsze, prawdziwy mistrz nie ma czasu na drugie śniadania, a po drugie, mistrzowie są małomówni - tak ich sobie przynajmniej wyobrażam.
Gdyby więc Marcin Meller zadał pytanie: 'No i co wy na tę hazardową aferę?', odbiłoby się ono wielkim, skupionym milczeniem mistrzów. Z drugiej strony byłaby to jakaś prawda o mistrzach, a już z pewnością o ładunku tego słowa.
Ale czego mistrzem jest Cezary Pazura, czego ksiądz Sowa, czego Małgorzata Domagalik, czego niżej podpisana?
Ze mną zresztą jest jeszcze gorzej - przy moim nazwisku w związku z 4 czerwca pojawia się często słowo 'ikona'. A przecież nie jestem werniksowanym obrazem sakralnym. Poza tym nie podpisałam porozumień w Stoczni Gdańskiej ani w ogóle nie zrobiłam niczego na miarę słowa 'ikona'. Naprawdę trzeba posprzątać już chyba w tym malejącym słowniku. Więc może jednak Może jednak jakiś zdolny cenzor z czasów komuny popracowałby nad listą wyrazów, które trzeba poskreślać, poprzemieniać i wstawiać tam, gdzie należy? Bo przecież nie o słowa chodzi, ale o rozkradanie publicznego podziwu. Tak. Zaczynam się skłaniać do cenzury. Skreślić z tytułu programu słowo 'mistrz' albo kazać przedstawić uczestnikom stopień wtajemniczenia i znajomość tajemnych rytuałów. Albo przynajmniej zobowiązać do złożenia przysięgi wolnomularskiej.
Bardzo czekam na zaproszenie do udziału w programie pod tytułem 'Drugie śniadanie'. To naprawdę lepiej brzmi. A kandydatom na mistrzów radzę zajrzeć do internetu i obejrzeć filmik pod hasłem 'mój mistrz'. Tam pokazane są możliwości człowieka, jego upadki i wzloty w dążeniu do celu na przykładzie pijanego przechodnia. Lepszej puenty nie znajdę.

Maxior.pl - Mój Mistrz
Kto to jest mistrz właściwie? I czy ci, którzy zasiadają przy 'Drugim śniadaniu', są mistrzami? Dlaczego w programie 'Drugie śniadanie mistrzów' nie ma mistrza reiki, mistrza kuchni, mistrza magii, mistrza żonglowania? Na moje oko siedzą tam po prostu ludzie zdolni, inteligentni, czasem utalentowani, czasem po prostu pracowici albo zaradni. Ale mistrza tam nie widziałam jeszcze ani jednego. Czy na przykład ja mogę pozwolić sobie na to, żeby usiąść na ławce mistrzów? Nie, nie mogę, ponieważ nie jestem skupiona na osiąganiu kolejnych wtajemniczeń. Jedyny polski aktor, jakiego znałam, a którego można nazwać mistrzem, to Tadeusz Łomnicki. I nie chodzi o to, czy byli lepsi do niego, czy nie... Jego życie zawodowe miało charakter właściwy mistrzom. Mistrz nie stwarza nowości; doprowadza do perfekcji to, co jest już pozornie osiągnięte. Tadeusz Łomnicki doszedł do takiej wiedzy o ekspresji aktora, że potrafił zmieniać się z króla w żebraka, przenosząc ciężar ciała z lewej nogi na prawą. On się w tym ćwiczył i to różniło go od genialnych aktorów, którzy korzystali ze swojego talentu - tylko Łomnicki był mistrzem. Swoją drogą wcale nie byłoby źle, gdybyśmy mogli w takim programie jak 'Drugie śniadanie mistrzów' poznać poglądy mistrza żonglerki, mistrza mowy polskiej, mistrza reiki czy mistrza kuchni. To oczywiście nie byłoby łatwe, bo, po pierwsze, prawdziwy mistrz nie ma czasu na drugie śniadania, a po drugie, mistrzowie są małomówni - tak ich sobie przynajmniej wyobrażam.
Gdyby więc Marcin Meller zadał pytanie: 'No i co wy na tę hazardową aferę?', odbiłoby się ono wielkim, skupionym milczeniem mistrzów. Z drugiej strony byłaby to jakaś prawda o mistrzach, a już z pewnością o ładunku tego słowa.
Ale czego mistrzem jest Cezary Pazura, czego ksiądz Sowa, czego Małgorzata Domagalik, czego niżej podpisana?
Ze mną zresztą jest jeszcze gorzej - przy moim nazwisku w związku z 4 czerwca pojawia się często słowo 'ikona'. A przecież nie jestem werniksowanym obrazem sakralnym. Poza tym nie podpisałam porozumień w Stoczni Gdańskiej ani w ogóle nie zrobiłam niczego na miarę słowa 'ikona'. Naprawdę trzeba posprzątać już chyba w tym malejącym słowniku. Więc może jednak Może jednak jakiś zdolny cenzor z czasów komuny popracowałby nad listą wyrazów, które trzeba poskreślać, poprzemieniać i wstawiać tam, gdzie należy? Bo przecież nie o słowa chodzi, ale o rozkradanie publicznego podziwu. Tak. Zaczynam się skłaniać do cenzury. Skreślić z tytułu programu słowo 'mistrz' albo kazać przedstawić uczestnikom stopień wtajemniczenia i znajomość tajemnych rytuałów. Albo przynajmniej zobowiązać do złożenia przysięgi wolnomularskiej.
Bardzo czekam na zaproszenie do udziału w programie pod tytułem 'Drugie śniadanie'. To naprawdę lepiej brzmi. A kandydatom na mistrzów radzę zajrzeć do internetu i obejrzeć filmik pod hasłem 'mój mistrz'. Tam pokazane są możliwości człowieka, jego upadki i wzloty w dążeniu do celu na przykładzie pijanego przechodnia. Lepszej puenty nie znajdę.
Maxior.pl - Mój Mistrz
Źródło: Wysokie Obcasy
Przeczytaj 2 komentarze na Forum
-
Mistrzowie
bryg1962
30.01.10, 17:49
droga i kochana pani asiu,a wlaśnie dla mnie od wielu lat jest panimistrzynią.tak i dobrego aktorstwa,poprawnej polszczyzny,świetnychfelietonów.zostanie pani ikoną za te sławetne słowa o »
W numerze z 31 lipca
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










