http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Ofiary talentu

Joanna Szczepkowska
2009-10-15, ostatnia aktualizacja 2009-10-08 15:45

Prawa artystycznej bohemy są takie same od wieków. Są rozpięte na biegunach euforii i autodestrukcji. Na przekraczanie wszelkich granic jest przyzwolenie własne i środowiskowe. Dlatego cała ta dyskusja jest czymś więcej niż sprawą Polańskiego.


ZOBACZ TAKŻE
Nie wiem, co stanie się w ciągu dwóch tygodni, które miną, od kiedy składam ten tekst. Nie wiem, czy Polański zostanie uwolniony, czy zostanie w areszcie. Nie podpisałam listu w sprawie uwolnienia, bo coś mi w tym liście zgrzytało i wolałam posłuchać różnych opinii. Co do jednego przekonała mnie tylko Agnieszka Holland. Instytucja przedawnienia istnieje dlatego, że człowiek się zmienia, więc jeśli uniknął sądu za przestępstwo, to rzeczywiście po 30 latach aresztuje się już kogoś innego. I drugi jej argument: słuszne oburzenie na czyn, którego się dopuścił, powinno było towarzyszyć nam zawsze, jeśli jest prawdziwe, a nie wynika tylko z niskich pobudek. Dlatego postaram się uniknąć wątku dziecka zgwałconego i zniewolonego przez magnes filmu i sławy. Trzeba było wcześniej o tym pisać. Wina Polańskiego nie stała się większa ani mniejsza przez fakt aresztowania. Trzeba było nie gapić się na niego z uwielbieniem, nie cisnąć się w tłumie tych, którzy mogą być blisko, nie oglądać jego filmów. Dlatego uważam, że emocjonowanie się właśnie teraz tym konkretnym przypadkiem jest łatwizną. Nad sobą trzeba się zastanowić.



Obrazki tamtego wyuzdanego czasu mam w oczach nawet na naszym polskim podwórku. Każda anegdota opowiadana z lubością przez filmowców o roznamiętnionych dziewczynach, które zwabili na plan filmowy, sprowadzając do roli zwierzęcej (to nie przesada), jest kryminogenna. Ile tam było gwałtów, złamanych serc, niechcianych ciąż, diabeł raczy wiedzieć. Skąd to seksualne piekło? Prawa artystycznej bohemy są takie same od wieków. Są rozpięte na biegunach euforii i autodestrukcji. Na przekraczanie wszelkich granic jest przyzwolenie własne i środowiskowe. Dlatego cała ta dyskusja jest czymś więcej niż sprawą Polańskiego.



Pytanie o granice przyzwolenia na 'inność artysty' przyszło dla Polańskiego za późno, ale przyszło i wywołało lawinę pytań. Ofiary ludzi talentu to nie tylko dzieci gwałcone w oparach narkotyków. To dobre żony wielkich, ale zimnych poetów (wątek twórczości Miłosza, który zmagał się z tym problemem), to dzieci zaniedbane przez ojców, którzy wzywali ludzkość do miłości, to porzucone kochanki i kochankowie. To samobójstwa, niechciane ciąże, alkoholizm, porąbana psychika. Z drugiej strony siła piękna, siła przeczucia, ponadczasowość dzieła Właściwie nie ma słowa na to, żeby określić wartość sztuki. Ale jej ludzki koszt? 'Nienawidzę poezji' - powiedziała mi siostra dziewczyny, która w ten sam dzień co Sylvia Plath popełniła samobójstwo zafascynowana jej wierszami. Plath popełniła samobójstwo, zostawiając w drugim pokoju swoje dzieci. Na temat niepodważalnej wielkości tej poezji napisano tomy. A te dzieci? Poetka szamocząca się z psychicznym bólem wolała śmierć od borykania się z macierzyństwem. Tak to też można zobaczyć.



Marian Hemar napisał kiedyś zdumiewający tekst o Janie Kochanowskim. Przychodzi do niego anioł i mówi, że wobec cierpienia z powodu śmierci Urszulki niebo postanowiło cofnąć czas i wrócić ją na ziemię. Kochanowski nie posiada się ze szczęścia, a potem przychodzi świadomość, że 'Treny', arcydzieło literackie, które stworzył z żalu po córce, nie powstanie nigdy. Ma podjąć decyzję. Jego szamotanina jest fikcją, ale prawdopodobnie żaden twórca nie uniknąłby tak wstrząsającego dylematu. Dlaczego? Bo dzieło artysty jest bytem osobnym. Sami twórcy bywają słabymi ludźmi, skrajnie różnymi od dzieła. Są swoistym medium przekazującym to, co zwykły człowiek przeczuwa, ale czego nie umie wyrazić. Dlatego chronimy artystów. Nie z powodu ich osobistych cech. Dlatego artysta, choćby nie wiem jak piękne dzieła tworzył, nie zawsze może aspirować do roli moralnego autorytetu. No właśnie.



Na moje nieszczęście otworzyłam telewizor akurat w czasie, kiedy Monika Olejnik rozmawiała z Krzysztofem Zanussim. Stopień wstydu, z jakim słuchałam tego, co mówił przedstawiciel co tam środowiska inteligencji polskiej, człowiek, który poucza, moralizuje w niejednym medium, i to z mocnym zapleczem kleru... to jest naprawdę przerażające. I już nie chodzi mi o tę omawianą wielokrotnie 'prostytutkę', którą można gwałcić według Zanussiego niezależnie od wieku. Chodzi o sugerowanie 'wyższej duchowości', która ma prawo do gwałtu, ponieważ prowadzi ofiarę na wystawy i pokazuje jej obrazy! Chodzi mi o klasyfikację tego jako drobnej przypadłości talentu, chodzi mi o uśmiech i rozmarzenie. O użycie słowa 'gawiedź' wobec kamer. Ja już nie pytam, gdzie moralność, tylko gdzie wyobraźnia. Sama uważam się za osobę niespecjalnie mądrą, czego dowodem jest np. to, że z wypowiedzi abp. Życińskiego odnośnie do tej sprawy nie zrozumiałam ANI JEDNEGO ZDANIA. Dlatego nie aspiruję do roli autorytetu. Ale tym, którzy aspirują, życzę jednoznacznej, zdrowej myśli, nieobciążonej drobnymi przypadłościami. I mądrego lekarza.



Źródło: Wysokie Obcasy
  • Ofiary talentu bryg1962 17.10.09, 18:09

    no i znowu ja gupi ćwok ze wsi.ileż to dzisiejszych gwiazd i innychgwiazdeczek zaczynało od łóżko pana rezysera. podejrzewam ,że od początkuwynalazców,braci lumier wszyskie gwiazdy »

  • Ofiary talentu abasia471 23.10.09, 22:18

    Pani Joanno, pięknie i mądrze Pani pisze. Czytam każdy felieton, bo z każdegoczegoś ważnego się uczę.Ten felieton dokładnie odzwierciedla moją opinię o tym co działo się w tzw.sprawie »

  • Ofiary talentu mig_29 30.10.09, 16:03

    Nic dodać, nic ująć...Uwielbiam Panią.M.V.»

W numerze z 28 sierpnia