Czy pani pisze z głowy, czy z życia? To pytanie pada często i zawsze odpowiadam: - Najczęściej z głowy. Tak bardzo bym chciała, żeby to, co teraz piszę, było też z głowy Niestety, jest z życia. Prosto z warszawskiej ulicy
Natomiast w głowie zawsze miałam zdarzenie, które tkwiło jak dręczące pytanie raczej albo test. Co bym zrobiła, gdyby na ulicy ktoś zemdlał, a ja jako jedyny świadek spieszyłabym się do pracy, gdzie czeka cały zespół? Do teatru na przykład. Przedstawienie teatralne jest trochę jak wschód i zachód słońca. Musi się odbyć, nawet jeśli zdarzyła się powódź. Aktor jest śrubką maszyny teatralnej i jako śrubka musi być na miejscu bez względu na okoliczności. A tu ktoś pada przede mną bez sił. I co wtedy?
Są dwa powody, dla których naprawdę to jest mój problem. Po pierwsze, nie mam samochodu. Ci, co mają, po prostu nie należą do rytmu ulicy. Są za szybą, jakby na innych falach, i uliczne zdarzenia to coś w rodzaju filmu. Druga sprawa jest bardziej złożona. Mam, i jestem z tego dumna, tzw. zespół dekoncentracji uwagi. Ludzie z tymi cechami często nie odróżniają tego, co ważne, od tego, co nieistotne, i jest to jeden z najpoważniejszych klinicznych objawów. Nie ma w tym żadnej poezji, są po prostu neuroprzekaźniki, które przewodzą inaczej niż u ludzi normalnych. Dlatego właśnie ja się będę litowała nad jeżem, który lezie przez jezdnię, i zapomnę o tym, że mam spotkanie z wydawcą. Być może to, co dotąd nazywamy 'dobrocią', to właśnie pewna dysfunkcja przekaźników potrzebna w przyrodzie po to, żeby jeże przeżyły. Tak czy inaczej istnieje niebezpieczeństwo, że idąc na przedstawienie jako aktorka, zatrzymam się przy jeżu i zapomnę o spektaklu. Jak się człowiek czegoś boi, to najczęściej w końcu przyciągnie odpowiednie zdarzenie. Tak już jest. I tak się stało.
Wracając pospiesznie z parku, trzymałam mocno swojego psa. Lubię być wcześnie w teatrze, a ona (Norka) się ociąga i wącha każde drzewo. I właśnie stojąc niecierpliwie na pasach, zobaczyłam mężczyznę, który siedział w kucki, trzymając czerwono-biały słupek. Albo trzymając się słupka. Właśnie tego nie mogłam stwierdzić z tej odległości, ale modliłam się w duchu, żeby okazał się pracownikiem służb drogowych, który naprawia wszystko, co się chybocze na ulicy. Niestety, im bardziej zbliżałam się do tego człowieka, tym wyraźniej widziałam, że on się tego słupka trzyma. Przez chwilę myślałam, czy nie postąpić jak inni, czyli przejść spokojnie obok kogoś, kto jest po prostu pijany. Dziwna była tylko ta jego postawa. Pijany albo siada na ziemi, albo się kładzie, albo usiłuje stać. A ten wisiał nad ziemią, kurczowo trzymając słupek.
- Czy panu coś jest?
- Tak. Nie mogę wstać - mężczyzna był bardzo blady i dopiero teraz zauważyłam, że słupek trzęsie się razem z nim. Mężczyzna drżał jak podłączony do prądu. - Pił pan coś? - Dzisiaj nie. Tylko piwo. Dwa. Ja tu zbieram złom. I nagle zacząłem się trząść i nie mogę się ruszyć. - Ale w ogóle pan pije dużo? - Tak. Ale raz już cztery lata nie piłem. Proszę pani, ja się boję, że będę miał padaczkę.
Ja też się bałam. Umówiliśmy się, że zadzwonię na pogotowie i poczekam razem z nim. Zadzwoniłam do teatru, że przyjdę trochę później. Zadzwoniłam na pogotowie, mówiąc, że człowiek jest pijany, ale nie nieprzytomny, i jest zagrożenie życia. Czekamy. Mężczyzna trzymał się dzielnie słupka, a ja usiadłam na chodniku. Norka obok. Położyłam na chodniku torebkę. Siedzieliśmy tuż przy pasach, tam gdzie przed światłami zatrzymywały się samochody. Czekając na pogotowie, przepuściliśmy wiele samochodowych fal. Zatrzymywały się na czerwonych światłach, stały, ruszały, stały. Ile było tych postojów? Może dziesięć. Długo czekaliśmy na pogotowie. Dziesięć razy nasza dziwna grupka obserwowana była przez szyby samochodów. Z dużą, trzeba przyznać, ciekawością. Niektórzy nawet ruszali z opóźnieniem zapatrzeni w mężczyznę ze słupkiem w ręku i kobietę na chodniku. Nikt nie zapytał, czy pomóc. Niektórzy odwracali głowy, inni dyskutowali o nas, gestykulując żywo i pokazując nas palcami, a potem ruszali dalej.
Ciekawe, ile czasu trzeba, żeby zapomnieć taki obrazek. Pewnie niecałą minutę. Trudno się dziwić. Wszyscy gdzieś pracują, mają obowiązki, a przede wszystkim potrafią odróżniać rzeczy ważne od nieważnych. Ich neuroprzekaźniki działają bez zarzutu. Całe sznury zrównoważonych, normalnie myślących ludzi. Mówiąc krótko, zdrowe mamy społeczeństwo, o czym donoszę w tym odcinku wziętym prosto z życia.
Są dwa powody, dla których naprawdę to jest mój problem. Po pierwsze, nie mam samochodu. Ci, co mają, po prostu nie należą do rytmu ulicy. Są za szybą, jakby na innych falach, i uliczne zdarzenia to coś w rodzaju filmu. Druga sprawa jest bardziej złożona. Mam, i jestem z tego dumna, tzw. zespół dekoncentracji uwagi. Ludzie z tymi cechami często nie odróżniają tego, co ważne, od tego, co nieistotne, i jest to jeden z najpoważniejszych klinicznych objawów. Nie ma w tym żadnej poezji, są po prostu neuroprzekaźniki, które przewodzą inaczej niż u ludzi normalnych. Dlatego właśnie ja się będę litowała nad jeżem, który lezie przez jezdnię, i zapomnę o tym, że mam spotkanie z wydawcą. Być może to, co dotąd nazywamy 'dobrocią', to właśnie pewna dysfunkcja przekaźników potrzebna w przyrodzie po to, żeby jeże przeżyły. Tak czy inaczej istnieje niebezpieczeństwo, że idąc na przedstawienie jako aktorka, zatrzymam się przy jeżu i zapomnę o spektaklu. Jak się człowiek czegoś boi, to najczęściej w końcu przyciągnie odpowiednie zdarzenie. Tak już jest. I tak się stało.
Wracając pospiesznie z parku, trzymałam mocno swojego psa. Lubię być wcześnie w teatrze, a ona (Norka) się ociąga i wącha każde drzewo. I właśnie stojąc niecierpliwie na pasach, zobaczyłam mężczyznę, który siedział w kucki, trzymając czerwono-biały słupek. Albo trzymając się słupka. Właśnie tego nie mogłam stwierdzić z tej odległości, ale modliłam się w duchu, żeby okazał się pracownikiem służb drogowych, który naprawia wszystko, co się chybocze na ulicy. Niestety, im bardziej zbliżałam się do tego człowieka, tym wyraźniej widziałam, że on się tego słupka trzyma. Przez chwilę myślałam, czy nie postąpić jak inni, czyli przejść spokojnie obok kogoś, kto jest po prostu pijany. Dziwna była tylko ta jego postawa. Pijany albo siada na ziemi, albo się kładzie, albo usiłuje stać. A ten wisiał nad ziemią, kurczowo trzymając słupek.
- Czy panu coś jest?
- Tak. Nie mogę wstać - mężczyzna był bardzo blady i dopiero teraz zauważyłam, że słupek trzęsie się razem z nim. Mężczyzna drżał jak podłączony do prądu. - Pił pan coś? - Dzisiaj nie. Tylko piwo. Dwa. Ja tu zbieram złom. I nagle zacząłem się trząść i nie mogę się ruszyć. - Ale w ogóle pan pije dużo? - Tak. Ale raz już cztery lata nie piłem. Proszę pani, ja się boję, że będę miał padaczkę.
Ja też się bałam. Umówiliśmy się, że zadzwonię na pogotowie i poczekam razem z nim. Zadzwoniłam do teatru, że przyjdę trochę później. Zadzwoniłam na pogotowie, mówiąc, że człowiek jest pijany, ale nie nieprzytomny, i jest zagrożenie życia. Czekamy. Mężczyzna trzymał się dzielnie słupka, a ja usiadłam na chodniku. Norka obok. Położyłam na chodniku torebkę. Siedzieliśmy tuż przy pasach, tam gdzie przed światłami zatrzymywały się samochody. Czekając na pogotowie, przepuściliśmy wiele samochodowych fal. Zatrzymywały się na czerwonych światłach, stały, ruszały, stały. Ile było tych postojów? Może dziesięć. Długo czekaliśmy na pogotowie. Dziesięć razy nasza dziwna grupka obserwowana była przez szyby samochodów. Z dużą, trzeba przyznać, ciekawością. Niektórzy nawet ruszali z opóźnieniem zapatrzeni w mężczyznę ze słupkiem w ręku i kobietę na chodniku. Nikt nie zapytał, czy pomóc. Niektórzy odwracali głowy, inni dyskutowali o nas, gestykulując żywo i pokazując nas palcami, a potem ruszali dalej.
Ciekawe, ile czasu trzeba, żeby zapomnieć taki obrazek. Pewnie niecałą minutę. Trudno się dziwić. Wszyscy gdzieś pracują, mają obowiązki, a przede wszystkim potrafią odróżniać rzeczy ważne od nieważnych. Ich neuroprzekaźniki działają bez zarzutu. Całe sznury zrównoważonych, normalnie myślących ludzi. Mówiąc krótko, zdrowe mamy społeczeństwo, o czym donoszę w tym odcinku wziętym prosto z życia.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Zdrowie ulicy
amerlyn
17.09.09, 08:51
Odroznic rzeczy wazne od niewazych to bardzo cenna umjejetnosc. Cenna prywatnie, spolecznie jest wrecz bezcenna. Coz bowiem by sie stalo gdyby kierowca karetki stanal nagle po srodku jezdni,»
-
Re: Zdrowie ulicy
temeko1
21.09.09, 15:31
W piękny, słoneczny dzień wybrała się na rower, niestety w adidasach i niestetyulicą, przy której biegł głęboki rów odwadniający.Był duży ruch, i wielu kierowców widziało, jak przewraca się »
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










