http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

E-kompromis

Kinga Dunin
04.02.2010 , aktualizacja: 28.01.2010 14:56
A A A Drukuj
Mogą uzależnić? Guma też może. A jednak nikt jej nie próbuje zakazać
Kinga Dunin.
Fot. Michał Mutor / AG
Kinga Dunin.
ZOBACZ TAKŻE
No tak, palę. Nałogowo, namiętnie i egoistycznie - jeśli gdzieś wolno palić, to robię to. Wiem, że niepalących to wkurza, ale nie potrafię się powstrzymać. Palę od czterdziestu lat. Gdybym miała wskazać winnego, to powiedziałabym, że odpowiada za to IV LO im. Emilii Sczanieckiej. Ale oczywiście to bzdura, sama sobie jestem winna. Podejrzewam, że mój organizm potrzebuje już nikotyny do swoich procesów metabolicznych i gdyby mu ją zabrać, zwariowałby. Kiedy słyszę, jak ktoś mówi, że można po prostu przestać, to myślę, że brakuje mu wyobraźni. To tak, jakby choremu powiedzieć, żeby po prostu przestał chorować.



Wiem, nie ma się czym chwalić, i nie chwalę się, po prostu przyznaję. Jasne jest chyba, czemu wszystkie informacje o prawnych zmianach dotyczących palenia żywo mnie interesują. I nie cieszą. Zakaz wszędzie i zawsze? Czy to nie przesada? Nawet jeżeli, trzeba to chyba znieść w pokorze. Wiem, dym papierosowy truje też bliźniego mego i mu śmierdzi. Zresztą mnie też przeszkadza - dopóki sama nie zapalę. Czy jednak nie można by dla palącej mniejszości zostawić jakichś rezerwatów. Gdzieniegdzie jakaś knajpa? Przedział w pociągu? Wyznaczone miejsce w pracy?



Jestem gotowa przyjąć wszystkie zakazy, które mają na celu uwolnienie ode mnie osób niepalących. Czy jednak państwo musi mnie oduczać palenia za pomocą kija? Wiem, dla mojego własnego dobra, ale trochę liberalizmu może jednak by się przydało. Ludzie szkodzą sobie na tysiąc różnych sposobów i może należy w katolickim kraju uszanować boski dar wolnej woli, która pozwala nam nie tylko wybierać dobrze, ale też źle? Poza tym nikotyna, chociaż jest narkotykiem, nie jest zakazana. Wolno jej używać, wolno się uzależnić. Jest trucizną tak jak alkohol. Trudno porównywać czynione przez nie szkody zdrowotne, palacz jest jednak z pewnością mniej niebezpieczny dla społecznego ładu. Oczywiście poza smrodem, tlenkiem węgla i czterema tysiącami trucizn zawartych w substancjach smolistych. Jest jednak na to rada. Nazywa się e-papieros, papieros elektroniczny.



E-papieros dostarcza palaczowi nikotyny oraz udaje, że jest papierosem - dymi, można się nim bawić. Jest od normalnych papierosów, zwanych przez e-papierosiarzy analogami, dużo zdrowszy dla palacza i zupełnie nieszkodliwy dla otoczenia. Dym, który produkuje, to para wodna. Żadnych zapachów, żadnych trucizn. Nie jest tak fajny jak analogi - plastikowy, smakuje nieco chemicznie, nie można go miętosić ani strząsać popiołu, można z nim jednak przeżyć bez głodu nikotynowego w otoczeniu innych ludzi. Podobno dzięki niemu można w końcu się odzwyczaić tak jak dzięki gumom czy plastrom.

Naprawdę nie potrafię pojąć, czemu w projekcie antynikotynowej ustawy pojawił się też pomysł - jeszcze niezatwierdzony - zakazu sprzedaży i produkcji e-papierosów. Mogą uzależnić? Guma też może. A jednak nikt jej nie próbuje zakazać.



Wszędzie tam, gdzie palący i niepalący muszą przebywać razem, można by dopuścić używanie e-papierosów. Niech jedni trują się mniej, skoro już muszą, a drudzy będą wolni od dymu i niebezpieczeństw. Wydaje się to rozsądnym kompromisem. Wcale nie takim znowu luksusowym dla palaczy, bo to jednak nie to. Poza tym oczywiście można dla dobra uzależnionych robić różne rzeczy, które pomogą im nałóg rzucić, ale może już nie kijem, tylko marchewką - z pomocą programów edukacyjnych, tworząc ośrodki leczenia nikotynizmu. Może by jednak nas, palącą mniejszość, dało się potraktować jak ludzi?

Nie ma żadnego racjonalnego powodu zakazu e-papierosów poza jednym - interesem firm tytoniowych i tych produkujących inne wyroby zawierające nikotynę.



Póki ustawa jeszcze nie jest gotowa, patrzmy więc na ręce tym, którzy nią się zajmują. Może są tylko nieracjonalni i pozbawieni wyobraźni, a może jednak skorumpowani? Nie wiem, kto tu komu i co szepcze do ucha na cmentarzu, ale chciałabym wiedzieć, kto nalega na wprowadzenie takiego zapisu. Bo potem żadna komisja śledcza do prawdy nie dojdzie.



Podziel się