Do szkoły już nie chodzę, dzieci w wieku szkolnym też nie mam, może dlatego nie chciało mi się mieszać do sprawy krzyży w szkolnych klasach
ZOBACZ TAKŻE
- E-kompromis (04-02-10, 01:00)
- Leczyć się? U doktora Google! (21-01-10, 01:00)
- Dyktatura skowronków (07-01-10, 01:00)
- Przywiązanie do kościoła (18-12-09, 11:42)
- Superwoman (03-12-09, 01:00)
- Fajna różnica (19-11-09, 01:00)
- Karta praw siusiaka (05-11-09, 01:00)
- Cudowny plan (22-10-09, 01:00)
Na pewno ktoś zechce zarobić kilka tysięcy euro i weźmie się za to - pomyślałam. W końcu wystarczy przemęczyć się w polskich sądach, oddać sprawę do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu i wygrać proces przeciwko Polsce, która krzyżami ozdobiła już właściwie wszystko. Swoją drogą zastanawiam się, czy z pozwem takim nie mógłby wystąpić nauczyciel. Niedawno poznałam jednego, który za próbę zdjęcia krzyża w swojej klasie został prawie wyrzucony z pracy. Dzielnie bronimy krzyży, ale czy z pobudek religijnych? Może są tacy, którym naprawdę na nich zależy, ale większości - jak przypuszczam - jest to raczej obojętne. Polacy są przeważnie poganami przywiązanymi do Kościoła jako instytucji obsługującej rozmaite rytuały - śluby, pogrzeby, specjalne święto dla dzieci, podczas którego dostają one komputery i rowery (za moich czasów były to enerdowskie zegarki, a więc jednak postęp istnieje). Powody te są równie dobre jak wszystkie inne, aby krzyż na ścianie traktować z taką samą obojętnością jak paprotkę. I nie lubić odmieńców, którzy sprawę traktują poważnie.
Jednak tego samego dnia, kiedy Trybunał ogłosił swój werdykt, usłyszeliśmy jeszcze o jednym wyroku. W Arabii Saudyjskiej ukrzyżowano pedofila, który wykorzystał seksualnie kilkoro dzieci. Ciekawa jestem, czy na kimś wiadomość ta zrobiła wrażenie. Karanie śmiercią za tego typu przestępstwo - chyba nie. Pedofil to nie tylko odmieniec, ale też zboczeniec i zbrodniarz, czemu go więc nie zabić? A sposób wykonania wyroku? Może to chociaż daje do myślenia? Państwo teokratyczne nie ma problemów z pozbywaniem się ludzkich odpadów, a używa do tego narzędzia, które my podsuwamy pod nos wszystkim dzieciom, również tym, dla których krzyż nie musi być symbolem religijnym, może być po prostu krzyżem. Albo znakiem rozmaitych krzywd, które ich wspólnota doznała ze strony chrześcijan. Naprawdę, są tacy, którym chrześcijaństwo dobrze się nie kojarzy.
Dla mnie te dwa wyroki to dwie drogi, między którymi możemy wybierać i doprawdy nie wiem, czy zawsze warto iść za krzyżem. Jednak do postukania w klawisze skłonił mnie pan prezydent RP, który oświadczył, że 'nikt w Polsce nie przyjmie do wiadomości, że w szkołach nie wolno wieszać krzyży'. Cóż mogę na to odpowiedzieć? Nikt nie lubi być traktowany jak nikt, jak powietrze. Osobiście znam przynajmniej kilkadziesiąt osób, które przyjmują to do wiadomości. I nawet jeśli jest to mniejszość, to wciąż jeszcze mieszka ona w Polsce, tylko może w jakiejś innej niż ta, w której mieszka pan prezydent. I pewno pan premier też. Bo gdyby było inaczej, to coś dawno by z krzyżami w miejscach publicznych zrobił. Jednak pan premier w takich sprawach woli milczeć i udawać, że ich nie ma. Z mojego punktu widzenia różnica nie jest zbyt wielka, chociaż niektórym wydaje się zasadnicza.
Zastanówmy się przez chwilę nad wypowiedzią prezydenta. Podchodząc do sprawy empirycznie, łatwo zauważyć, że jest ona w oczywisty sposób fałszywa. Jednak może być jeszcze gorzej. Być może tak naprawdę prezydent chciał powiedzieć: 'Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem'? Czyli ateistów albo zwolenników neutralnej religijnie szkoły można wykluczyć ze społeczeństwa, z narodu, państwa? Trudno, jakoś to przeżyję, ale to nieładnie. Czy poczułabym się lepiej, gdybym usłyszała: 'Większości krzyże nie przeszkadzają, a mniejszość mamy w nosie'? W końcu słyszę to stale. I już nie chce mi się przypominać, że w Polsce istnieją niepełnosprawni, którzy potrzebują podjazdów, mniejszości narodowe, które nie mają swoich szkół, kobiety, którym przydałaby się większa reprezentacja polityczna, geje i lesbijki, którym odmawia się prawa do legalizacji związków, ateiści, których traktuje się, jakby im czegoś brakowało. I naprawdę wystarcza mi to, że nikogo nie krzyżujemy.
Jednak tego samego dnia, kiedy Trybunał ogłosił swój werdykt, usłyszeliśmy jeszcze o jednym wyroku. W Arabii Saudyjskiej ukrzyżowano pedofila, który wykorzystał seksualnie kilkoro dzieci. Ciekawa jestem, czy na kimś wiadomość ta zrobiła wrażenie. Karanie śmiercią za tego typu przestępstwo - chyba nie. Pedofil to nie tylko odmieniec, ale też zboczeniec i zbrodniarz, czemu go więc nie zabić? A sposób wykonania wyroku? Może to chociaż daje do myślenia? Państwo teokratyczne nie ma problemów z pozbywaniem się ludzkich odpadów, a używa do tego narzędzia, które my podsuwamy pod nos wszystkim dzieciom, również tym, dla których krzyż nie musi być symbolem religijnym, może być po prostu krzyżem. Albo znakiem rozmaitych krzywd, które ich wspólnota doznała ze strony chrześcijan. Naprawdę, są tacy, którym chrześcijaństwo dobrze się nie kojarzy.
Dla mnie te dwa wyroki to dwie drogi, między którymi możemy wybierać i doprawdy nie wiem, czy zawsze warto iść za krzyżem. Jednak do postukania w klawisze skłonił mnie pan prezydent RP, który oświadczył, że 'nikt w Polsce nie przyjmie do wiadomości, że w szkołach nie wolno wieszać krzyży'. Cóż mogę na to odpowiedzieć? Nikt nie lubi być traktowany jak nikt, jak powietrze. Osobiście znam przynajmniej kilkadziesiąt osób, które przyjmują to do wiadomości. I nawet jeśli jest to mniejszość, to wciąż jeszcze mieszka ona w Polsce, tylko może w jakiejś innej niż ta, w której mieszka pan prezydent. I pewno pan premier też. Bo gdyby było inaczej, to coś dawno by z krzyżami w miejscach publicznych zrobił. Jednak pan premier w takich sprawach woli milczeć i udawać, że ich nie ma. Z mojego punktu widzenia różnica nie jest zbyt wielka, chociaż niektórym wydaje się zasadnicza.
Zastanówmy się przez chwilę nad wypowiedzią prezydenta. Podchodząc do sprawy empirycznie, łatwo zauważyć, że jest ona w oczywisty sposób fałszywa. Jednak może być jeszcze gorzej. Być może tak naprawdę prezydent chciał powiedzieć: 'Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem'? Czyli ateistów albo zwolenników neutralnej religijnie szkoły można wykluczyć ze społeczeństwa, z narodu, państwa? Trudno, jakoś to przeżyję, ale to nieładnie. Czy poczułabym się lepiej, gdybym usłyszała: 'Większości krzyże nie przeszkadzają, a mniejszość mamy w nosie'? W końcu słyszę to stale. I już nie chce mi się przypominać, że w Polsce istnieją niepełnosprawni, którzy potrzebują podjazdów, mniejszości narodowe, które nie mają swoich szkół, kobiety, którym przydałaby się większa reprezentacja polityczna, geje i lesbijki, którym odmawia się prawa do legalizacji związków, ateiści, których traktuje się, jakby im czegoś brakowało. I naprawdę wystarcza mi to, że nikogo nie krzyżujemy.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Dwa wyroki
irena.kasprzak
17.12.09, 05:46
Pani Kingo, dziękuję i pozdrawiam.Ira»
-
Dwa wyroki
krzysztofczyz
17.12.09, 14:26
Trudno zachowac nerwy na wodzy czytając tą pisaninę. Może i racja, nie trzeba czytac bzdur, które nas denerwują. Przekonywac do racji osobę wszystkowiedzącą lepiej, też nie ma sensu. Do pani»
-
Dwa wyroki
winniepooh
05.01.10, 17:56
Sprawa jest prosta - przyjęto do wiadomości że polandia jest własnością korporacji katolickiej. Dlatego jej logo wciska się wszędzie w przestrzeń nazywaną jeszcze przez niektórych »
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










