Wreszcie - prezydent podpisał traktat europejski, Polska podpisała. Polska, czyli kto? Wśród dość powszechnej radości zapomniano, że wciąż nie jesteśmy gotowi na przyjęcie Karty Praw Podstawowych. Coś tam Donald Tusk obiecywał, ale wiadomo, jak to jest z obietnicami premiera. Chcemy integrować się energetycznie, godzimy się na wspólną politykę międzynarodową, ale prawa człowieka? Co to, to nie. Pocieszamy się, że nie my jedni, że Karty nie przyjęła też Wielka Brytania, która podobnie do Polski ma problem ze związkami. Tylko że oni ze związkami zawodowymi, a my - partnerskimi. Opiera się jeszcze też Václav Klaus, ale powiedzmy sobie, że to słaba pociecha. I trzeba sobie powiedzieć, że Lech Kaczyński złożył swój podpis w imieniu tych, którzy sądzą, że w Polsce jest miejsce tylko dla nich i ich poglądów. I naprawdę nie ma tu symetrii.
W moim kraju byłoby miejsce i na małżeństwa sakramentalne, i na związki partnerskie, w ich - jest miejsce tylko na jeden typ związków. W moim kobiety, które chcą usunąć ciążę, usunęłyby ją, a te, którym moralność tego zabrania, nie robiłyby tego. Mój kraj nie miałby nic przeciwko Karcie Praw, oni uważają, że to nadmiar wolności, który skazi polską specyfikę. A mnie wystarczy barszcz z uszkami i żubry w Białowieży. Ale trudno, trzeba sobie jakoś radzić. I to od małego.
Gdyby na przykład jakiemuś chłopcu 10-12-letniemu nie wystarczała religia w szkole, może poprosić rodziców, żeby kupili mu 'Wielką księgę siusiaków', szwedzką książeczkę edukacyjną dla dojrzewających chłopców, a także dla dziewczynek zainteresowanych tym, co też oni tam mają. Poza fizjologią i odpowiedzią na różne pytania znajdziecie tam, drodzy chłopcy, różne ciekawostki i ogólne ideolo siusiaka. Nawet ja dowiedziałam się czegoś nowego - np. skąd wzięła się nazwa kondom i że to, na czym biblijni mężczyźni kładą rękę, kiedy składają przysięgę, to nie biodro, tylko jądro. Ideolo wydaje się nieco patriarchalne, trochę za dużo tu podziwu dla dawnej władzy siusiaka, a za mało przypominania, że jest ona dawna, ale może w Szwecji nie trzeba o tym przypominać, a ja niepotrzebnie się czepiam, bo książeczka jest urocza. No i niech każdy cieszy się z tego, co ma, a nawet niech to będzie powód do dumy. Poza tym ma się też ukazać 'Wielka księga cipek', więc się wyrówna. Mam nadzieję, że w dziewczyńskiej wersji też będzie tyle o nieszkodliwości masturbacji. I ciekawe, jak się będzie nazywała. U chłopców to brandzlowanie, a u dziewczynek? Sama nie wiem. Niestety, samozaspokojenie kobiet nie doczekało się tak bogatej terminologii albo coś przegapiłam.
W każdym razie polskie siusiaki mają skąd dowiedzieć się o swoich prawach - i bardzo dobrze. Poza jedną rzeczą. W części o kłopotliwych sytuacjach związanych z nieoczekiwanym wzwodem znajdujemy wypowiedź chłopca, który boi się, że jeśli zdarzy mu się to w szatni, na oczach kolegów, zostanie uznany za pedała. Chłopiec zostaje uspokojony, niestety, jednak tylko w kwestii siusiaka. Bo gdyby miało się okazać, że jest pedałem, to jednak wstyd. Potoczny język używany w książce jest bezpretensjonalny i chyba dobrze służy komunikacji. Nie zachwyca mnie brandzlowanie, ale trudno znaleźć coś innego i może to problem polszczyzny, że brakuje nam neutralnych, a tym bardziej sympatycznych określeń dotyczących tej sfery życia. Pedał to jednak tutaj jeden z najbardziej obraźliwych epitetów, a lęk chłopców i mężczyzn przed tym, że mogą się okazać homoseksualistami, to jeden z psychologicznych mechanizmów podtrzymujących homofobię. I nie przechodziłabym tak łatwo nad nim do porządku dziennego, jak czynią to autorzy tej w końcu edukacyjnej, a nie jedynie rozrywkowej pozycji.
Może więc przed 'Wielką księga siusiaków', kiedy dziecko ma kilka lat, poczytać mu 'Z Tangiem jest nas troje'? Ilustrowaną opowiastkę przyrodniczą o dwóch panach pingwinach z ZOO w Central Parku, którzy wysiedzieli jajo i wychowują córeczkę.