http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Jak się odkleić

Ewa Pągowska
30.03.2011 , aktualizacja: 24.03.2011 13:14
A A A Drukuj
Małgorzata Liszyk-Kozłowska 
- psychoterapeutka, socjoterapeutka. Prowadzi m.in. zajęcia rozwojowe dla kobiet oraz warsztaty umiejętności wychowawczych dla rodziców. Stworzyła projekt 'Świat przyjazny dziecku' w Komitecie Ochrony Praw Dziecka Fot. Tomasz Wawer / AG Małgorzata Liszyk-Kozłowska - psychoterapeutka, socjoterapeutka. Prowadzi m.in. zajęcia rozwojowe dla kobiet oraz warsztaty umiejętności wychowawczych dla rodziców. Stworzyła projekt 'Świat przyjazny dziecku' w Komitecie Ochrony Praw Dziecka
W bajkach dominują bezwolne królewny na łasce królewiczów. Jeśli już na jakąś autonomiczną postać kobiecą trafimy, to okazuje się zimną suką. Jak Królowa Śniegu -rozmowa z psychoterapeutką Małgorzatą Liszyk-Kozłowską

Rysunek Joanna Gniady
ZOBACZ TAKŻE
RAPORTY
'Chciałbym mieć kiedyś taką kobietę, że kiedy będzie zbliżać się weekend, ja nie będę pewien, że ona chce go spędzić ze mną' - usłyszałam ostatnio od znajomego singla. Czy nam, kobietom, marzą się symbiotyczne związki?

Rzeczywiście kobiety częściej mają w głowie niebezpieczny moim zdaniem ideał związku, w którym spotykają się dwie połówki pomarańczy. Są przekonane, że dopiero z partnerem tworzą całość. Mają poczucie, że on określa ich istnienie. Uważają, że to od niego zależy ich szczęście, i chcą, by to on wziął za nie odpowiedzialność. Mężczyźni naturalnie też miewają takie podejście, ale jednak rzadziej.

Przeważnie więc kobieta zaczyna tworzyć własne plany na weekend dopiero wtedy, kiedy dowiaduje się, że nie została uwzględniona w planach partnera...

Wiele kobiet tak robi, ale na szczęście są też takie, które mają poczucie własnej wartości i swoje potrzeby, o które potrafią się zatroszczyć. Przeważnie to te, które wyniosły dobre wzorce z domu. Ich matki umiały zadbać też o siebie. Miały własne 'kawałki', w których nie było miejsca na męża i dziecko. Ich córki też nie będą zachowywać się wobec mężczyzn jak plastelina. Im mężczyzna nie powie: 'Jutrzejszy dzień jakoś sobie zagospodaruj, bo ja jestem zajęty'.

A co zrobi?

To jest tak: jeśli ja jestem z kimś i zbliżają się dwa dni wolne, to biorę pod uwagę, że mój partner może chcieć jakąś część tego czasu spędzić ze mną. Ale może też mieć własne plany. I dojrzali partnerzy o tym rozmawiają. Pytają i ustalają. Co ważne - robią to z szacunku do siebie, a nie z lęku. Nie muszą całego wolnego czasu spędzać razem.

Symbioza jest naturalna dla etapu zakochania. Wtedy mamy ochotę być ze sobą niemal bez przerwy. Jednak dojrzały związek to już nie dwie sklejone landrynki tylko raczej dwa zachodzące na siebie kręgi. Jest część wspólna i są części osobne. I, paradoksalnie, im większa jest w nas zgoda na to, że partner ma swój kawałek świata, tym bardziej atrakcyjne staje się dla nas bycie razem. To, co partner przeżywa osobno, często czyni go dla nas bardziej atrakcyjnym. Związek potrzebuje takich doświadczeń. Tego, żeby czasem za sobą zatęsknić. Jednak powiedzieć otwarcie: 'Chcę mieć coś osobno', i dać do tego samego prawo partnerowi - to już wymaga dojrzałości. Podobnie jak to, by słysząc z jego ust: 'Chcę w sobotę ponurkować', nie uznać tego za komunikat: 'Już cię nie kocham', czy to, by spędzić czas inaczej, jeśli nie lubi się nurkowania, i nie wpędzać partnera w poczucie winy.

Mam jednak wrażenie, że wiele kobiet cierpi z powodu tego nurkowania. I nawet jeśli partner w końcu z niego rezygnuje, i tak nie są zadowolone. Mówią: 'Chcę, żeby on chciał spędzać ze mną czas, tak jak ja chcę z nim. Nie chcę tego negocjować. Chodzi mi o to, żeby on wolał mnie od nurkowania'. Zna pani takie osoby?

Tak. Spotkałam ich wiele w swojej pracy. Mówią dokładanie to, co pani zacytowała. Kiedy partner mówi o nurkowaniu, one słyszą: 'Już nie jestem tobą zainteresowany'. Czują się tak, jakby partner je porzucał.

Skąd to się bierze?

Jeśli kobieta tak bardzo się boi porzucenia czy odrzucenia, to znaczy, że już kiedyś coś takiego przeżyła. Na przykład kiedy była małym dzieckiem, jej rodzice nie byli wystarczająco dostępni emocjonalnie. Gdy dorasta, wciąż ma w sobie małą dziewczynkę, która czuła się niewystarczająco kochana lub akceptowana przez swoich rodziców. Teraz więc podświadomie szuka partnera, który będzie ją kochał bezwarunkowo - tak jak rodzic powinien kochać dziecko. Szukają takiej relacji z mężczyzną.

To może się udać?

Nie. Jeśli kobieta nie będzie świadoma tego, co nią powoduje, skąd biorą się te lęki przed pustką i porzuceniem, i w konsekwencji będzie próbowała zdobyć w związku to poczucie bezpieczeństwa, przynależności i ważności, którego nie miała w dzieciństwie, to ten związek pewnie się rozpadnie. Bo nie będzie tworzony z pozycji dorosłego, tylko płaczącego, zalęknionego dziecka.

To co ona ma zrobić?

Przeżyć żałobę. Uznać, że tego, czego nie przeżyła w dzieciństwie, już nigdy nie przeżyje. Dorosłość polega na tym, że uznajemy prawo do swoich uczuć i mierzymy się ze swoją krzywdą, ale nie oczekujemy, że związek z partnerem nam ją wynagrodzi. Ważne jest, by uświadomić sobie, że miłość to nie jest coś, na co trzeba sobie zasłużyć. Kiedyś usłyszałam od pewnej kobiety: 'Cholera, ciągle zabiegałam o miłość rodziców, ciągle zastanawiałam się, co jeszcze mogę zrobić, by byli ze mnie zadowoleni, potem to samo robiłam w dorosłych związkach, a teraz w końcu do mnie dotarło, że mnie się miłość i troska rodziców należała jak psu micha!'.

Synowie też miewają niedostępnych emocjonalnie rodziców, a jednak to głównie kobietom marzy się symbiotyczna relacja.

To, o czym teraz mówiłyśmy, dotyczy obu płci, tyle że w przypadku kobiet dochodzą inne czynniki, które pchają nas w kierunku tej symbiozy. Chociażby wzorce kulturowe i społeczne. Weźmy na przykład bajki. Ile ciekawych, autonomicznych postaci kobiecych można w nich znaleźć? Jeśli już na jakąś trafimy, to okazuje się zimną suką. Jak Królowa Śniegu. Dominują bezwolne królewny, które są wyzwalane przez królewiczów. Dopiero wtedy zaczyna się ich życie. Więc kobieta siedzi w tej wieży i czeka, aż pojawi się mężczyzna i to życie jej zorganizuje. Albo posłuchajmy niektórych młodych polskich wokalistek. Ich śpiewu i tekstów. To jest często jakieś rzewnojojczące skomlenie. Wstrząsający obraz płaczącej, nieistniejącej bez mężczyzny kobiety...

Możemy też posłuchać rozmów o małżeństwie. W wielu usłyszymy, że kobieta 'łapie męża', a potem go 'pilnuje', a jeśli się rozwiedzie, to dlatego, że 'nie umiała faceta utrzymać'. Może jak tymi opiniami nasiąkniemy, to potem po ślubie automatycznie wchodzimy w role - mężczyzna zaczyna uciekać, a kobieta chce go trzymać?

Czasem pewnie tak jest, chociaż jeśli pobiera się dwoje dojrzałych emocjonalnie ludzi, to oni mają pełną świadomość, że każde z nich podjęło decyzję i ślub nie był przypadkiem. Wtedy mężczyzna nie zajmuje wygodnej pozycji wolnego ptaka, który wcześniej sobie latał, ale ktoś go, niestety, upolował, więc teraz musi się wyrywać.

A co z kobietami? One nadal często uważają zamążpójście za synonim sukcesu.

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

  • spalinowabiedrona

    0

    Ta rola "bezwolnej królewny, na którą czeka jej książe" musi być omawiana w kontekście "wtłaczania" kulturowego. Od mamusi słyszymy jakie mamy nie być i czego się wystrzegać u mężczyzn, od tatusiów jakie mamy być (najczęściej ładne), potem idziemy do szkoły i stoisz pod ścianą, bo potrafisz być asertywna..., w pracy - szkoda gadać, tam dopiero kobitki są nakręcone na ten model egzystencji. Na wysokich obcasach - zalew reklam jaka powinnaś być i jak wyglądać - a tu nagle pojawia się taka, co pieprzy reklamy z kosmetykami, nie farbuje włosów i nie wstydzi się chodzić sama na basen i nie tylko - SZOK kulturowy dosłownie. Strach pomyśleć, co by się działo jakby znały więcej szczegółów z jej głowy - dla mnie ciągłym szokiem jest to, że tak mocno w te schematy wchodzą same kobiety i wymagają, aby inne też w to szły. Faceci, moim zdaniem szybciej akceptują inność i niezależność i nie kończy się to na takim silnym ostracyzmie.

  • Gość: bunn

    0

    A ja nie jestem królewiczem w jednej firmie pracujemy czasem się pożremy i co na to opowiesz Tak zdjęcia to niczego sobie jesteś dałoby się życ jak pies z kotem pod jednym dachem

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX