Dlaczego jeśli nawet nasza relacja z matką jest dobra, pojawiają się napięcie, rozczarowanie, pretensje? Czy idealna relacja z matką jest w ogóle możliwa?

Z perspektywy gabinetu psychoterapeutycznego widać, że ważna jest nie tylko relacja z realną matką, ale też z matką w środku siebie, jakąś o niej opowieścią, klimatem emocjonalnym, wyrazistym wspomnieniem. Tym wewnętrznym obrazom matek, tak jak i żywym zresztą, do ideału daleko. I nic dziwnego, bo do każdego związku ludzie wnoszą i to, jacy są, a nie są idealni, i to, jakie mają oczekiwania, a te oczekiwania, zwłaszcza na poziomie nieświadomym, są nierealistyczne i spełnić się ich w stu procentach nie da. Relacja matka - córka jest bardzo ważna, więc odstępstwa od ideału dotykają szczególnie. W ważnych relacjach często chce się jednocześnie rzeczy, które są nie do pogodzenia, więc rozczarowanie, żal i złość są nieuchronne.

Na przykład?

W okresie dojrzewania córka, lat 14 czy 15, chciałaby, żeby z jednej strony matka była mądrym oparciem, autorytetem moralnym, wiarygodnym drogowskazem, a z drugiej - żeby w nic się nie wtrącała, zostawiła jej całkowitą wolność, dawała pieniądze, które ona wyda, na co chce, pozwalała jej wracać o dowolnej porze i akceptowała nocowanie kolegów. Żadna matka się w tym nie wyrobi, choć niektóre próbują, ale to psychologicznie niemożliwe. Pojawia się rozgoryczenie, konflikty.

Niektóre matki z kolei chcą zatrzymać na zawsze swoją małą dziewczynkę zależną od nich we wszystkim i w nie zapatrzoną, a jednocześnie być dumne z samodzielnej młodej kobiety, która bez obawy idzie przez świat.

Ale w całej tej niemożności matkom i córkom jakoś się układa. Te trudne, bolesne momenty mijają, pozostaje emocjonalna więź. Nie ma co matek wpędzać w poczucie winy, że one wszystko robią źle, bo i tak matki są chłopcem czy raczej - należałoby powiedzieć - dziewczynką do bicia. A już zwłaszcza odkąd zaczęło się poszukiwanie źródeł trudności życiowych w dzieciństwie.

I osobą, która tradycyjne najwięcej czasu poświęcała dzieciom, była matka...

Od jakichś stu lat obwinia się matkę o wszystkie nieszczęścia, których doświadcza dziecko. Uważa się, że ona odpowiada za strukturę psychologiczną człowieka, za ewentualną psychopatologię też. Jeśli dorosła córka nie umie ułożyć sobie stosunków z mężczyznami - to przez matkę, jeśli ma kłopot z dyscypliną czy z publicznymi wystąpieniami - też itd. Do niedawna były nawet teorie - nigdy niepotwierdzone przez wyniki badań - że jej winą jest autyzm albo schizofrenia dziecka. Nawet ukuto takie piętnujące określenie - "matka schizofrenogenna".
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej