http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Złe słowa

Iza Michalewicz
15.12.2010 , aktualizacja: 09.12.2010 16:02
A A A Drukuj
Ojciec raz mówił do mnie po imieniu, a raz 'ty kurwo'. Byłam półdzikim dzieciakiem, które zazdrościło koleżance, bo miała w domu obiad. Zamiast lalek ubierałam prosięta. Nigdy się z tym nie uporałam

rysunek Anna Reinert
ZOBACZ TAKŻE
Żałuję, że się urodziłeś

Antek sam nie będzie o tym mówił. Jest dorosły, ale wciąż czuje wstyd i poniżenie, a one go paraliżują. Boi się kontaktu z ludźmi. O wszystkim opowie Małgosia, jego dziewczyna. Opowie o tym, jak zbił talerzyk, gdy był dzieckiem, i za karę przez tydzień nie wychodził z domu, a rodzice przynosili mu jedzenie do pokoju. O tym, że ojciec w jednej z kłótni popchnął go na skrzynkę ze słoikami, przez co do dziś ma na plecach blizny. O tym też, że dla rodziców ten nieśmiały, zamknięty w sobie chłopiec był matołem, nieukiem, durniem, wulgarnie wyzywany. Że ojciec powtarzał mu: 'Jesteś niczym, żałuję, że się w ogóle urodziłeś'. A matka ulegała wpływowi ojca. Ten młodszy brat Antka Maciek to dopiero cudo: zdolny, ambitny, sama jasność. Oczko w głowie.

- Matka zawsze ich porównywała, tyle że Antek wypadał znacznie gorzej. Aż w końcu na pytanie, kogo kocha bardziej, odpowiedziała, że Maćka. Miałam łzy w oczach, patrząc na to wszystko - mówi Małgosia. - A Antek jest uczciwym, dobrym i czułym chłopcem. Najbardziej jednak uderza to, jak straszliwie boi się kontaktów z mężczyznami. Unika rozmów z moim ojcem, bratem, choć są mu życzliwi. Sam siebie uważa za niepotrzebny bagaż. Ma bardzo dużo kompleksów.

Porównywanie dzieci do rodzeństwa, kolegów czy do siebie to prawdziwa plaga. - I jedna z form przemocy psychicznej, która rujnuje dziecko. Ono odczuwa to tak, że nie jest dostatecznie kochane - mówi Jolanta Zmarzlik, pedagog z 25-letnim stażem pracy z ofiarami przemocy domowej.

Definicja przemocy psychicznej, choć trudna do uchwycenia, zasadza się na stwierdzeniu, że jest to świadome niszczenie lub znaczne obniżanie możliwości prawidłowego rozwoju dziecka. Wyzwiska i poniżanie, szantażowanie, nadmierne kontrolowanie, wzbudzanie poczucia winy, wymuszanie lojalności, emocjonalne odrzucenie, nadmierne wymagania i nieliczenie się z możliwościami rozwojowymi dziecka. Mimo że przemoc ta nie zostawia widocznych śladów, wyrządza ogromne spustoszenie w sferze emocjonalnej, poznawczej i behawioralnej małego człowieka. Specjaliści uważają, że w ten sposób można złamać psychikę dziecka bardziej, niż gdyby było poddawane karom cielesnym. Dokuczanie dziecku wywołuje u niego lęk, utratę poczucia własnej wartości, świadomość braku miłości rodziców, a somatycznie: zaburzenia snu, łaknienia, przygnębienie, nerwice, zachowania agresywne, a nawet myśli i próby samobójcze.

Małgosia z Antkiem są parą od siedmiu lat. Dziewczyna, próbując oddać atmosferę jego domu, określa ją jako zimną. Każdy siedzi w swoim pokoju i nikt z nikim nie rozmawia.

- Jego ojciec, jak mnie widzi, to odwraca się plecami i znika. Matka jest nieprzytomna, często nie wie, co się wokół niej dzieje. Ma gabinet protetyczny i zarabia na cały dom. Żyją naprawdę na wysokim poziomie: domek pod Warszawą, żaluzje na pilota. A żałują Antkowi pieniędzy na jedzenie. Jak pracuje - źle, bo go nie ma w domu. Jak nie pracuje - źle, bo jest nieudacznikiem. I koło się zamyka.

Fanaberia rozpieszczonych dzieci?

Przemoc psychiczna jest tak powszechna w procesie wychowania, że występuje w milionach okoliczności. - Ludzie wychowują poprzez przemoc. Jest ona stosowana w domu, wywierana w szkole - bo przecież są rankingi i ambicje rodziców. Przemoc psychiczna towarzyszy także sytuacjom konfliktowym, najczęściej przy rozwodach - mówi Jolanta Zmarzlik. - Wówczas rodzice posuwają się do wielu chwytów, żeby wygrać swoje. Wygrać oczywiście kosztem dziecka.

Sprecyzował to w swoim blogu Jakub Śpiewak, założyciel fundacji Kidprotect.pl: 'Szantaż jest najpotężniejszą bronią w arsenale toksycznych rodziców. Najlepszym przykładem jest rozwiedziony rodzic, który usiłuje zawłaszczyć dziecko. A sprawcy takiej przemocy często wydają się absolutnie porządnymi rodzicami. Przemoc psychiczną się bagatelizuje, nazywa fanaberią pokolenia rozpieszczonych dzieci'.

No właśnie. Gdzie leży granica, poza którą już można mówić o przemocy psychicznej? Przecież każdy, kto jest rodzicem, ma coś na sumieniu, jeśli chodzi o własne dzieci. Nieraz rodzicowi zdarza się krzyczeć, a nawet użyć wulgaryzmów, kiedy puszczają nerwy. Proces wychowania jest na tyle trudny, że każdy ma prawo popełnić błąd. Ale o przemocy, jak zauważają specjaliści, należy mówić wtedy, gdy ten błąd jest stale powielany, gdy krzyk, poniżanie, wyzywanie dziecka, kontrolowanie albo zaniedbywanie i emocjonalne odrzucanie go są zjawiskiem powtarzalnym na tyle, że ten proces wychowania wyznaczają.

- Mogę powiedzieć dziecku, co mi się nie podoba w jego zachowaniu, mogę z nim ustalić zasady, wyznaczać granice, ale czy mam prawo nazywać je kretynem? Ubliżać mu? Traktować z pogardą? No nie mam takiego prawa, nawet jeśli jestem rodzicem - mówi Renata Durda, kierownik pogotowia dla ofiar przemocy Niebieska Linia. I dodaje, że gdyby w polskiej ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie pozostał zapis o tym, że nie wolno używać przemocy psychicznej wobec dzieci, oznaczałoby to dla wielu terapeutów i pracowników szczebla społecznego mocniejszy argument, którego mogliby użyć, pracując z rodzinami. - Nikt nikomu za to nie zabrałby dziecka, ale miałby prawo powiedzieć: 'Hola! Masz problem z umiejętnościami wychowawczymi!'. Wielokrotne poniżanie, wyśmiewanie dziecka powoduje, że mówisz rzeczy, które zatrzymują je w rozwoju, które je krzywdzą. Jeśli nie może ono spełnić twoich życzeń, to pomyśli, że nie spełni się już nigdy dla nikogo. A to są dramaty w dorosłym życiu.

Niewybaczona krzywda

Prof. Jerzy Mellibruda, kierownik Katedry Psychologii Uzależnień, Przemocy i Sytuacji Kryzysowych w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i autor książki pt. 'Pułapka niewybaczonej krzywdy', zwraca uwagę na to, że większość przypadków okrutnej przemocy psychicznej wobec dzieci pozostaje ukryta za zamkniętymi drzwiami rodzinnych domów.

- Rozpoznawanie przypadków przemocy przez osoby spoza rodziny jest bardzo trudnym zadaniem. Dostrzegamy je na ogół wtedy, gdy krzywdzone dzieci uciekają z domu, próbują lub już zdołały popełnić samobójstwo albo gdy ich matki, maltretowane przez ojców, szukają pomocy. Każdego roku można zidentyfikować w naszym kraju setki tysięcy krzywdzonych dzieci, ale znacznie więcej pozostaje w szarej strefie.

W takiej strefie żyła Anka. Jest po kilku operacjach serca, choruje na skutek stresu, który ciągnął się latami. Zgodziła się opowiedzieć o tym, bo uważa, że mało kto zdaje sobie sprawę, jak straszliwą karą i krzywdą dla dziecka jest jego ciągłe zaniedbywanie. A to także jedno z obliczy przemocy psychicznej. Z twarzy Anki najwięcej mówią oczy. Są zalęknione, zaciągnięte mgłą i patrzą, jakby o coś ciągle błagały.

Anka jest poddawana terapii od sześciu lat, bo nie udźwignęła krzywdy ze swojego dzieciństwa. I ta krzywda położyła się cieniem na całym jej życiu. Z opowiadań wie, że leżała w łóżeczku brudna, nieprzewijana, w odchodach. - Łaziły po mnie robaki. Rodzice byli prostymi ludźmi, rolnikami, ale przecież tacy ludzie też mają instynkt rodzicielski! Rosłam w domu, w którym nie było miłości. Prawie nie pamiętam matki z dzieciństwa, bo przez cały czas sama włóczyłam się po polach. Pamiętam, jak raz mnie myła. Miałam na głowie straszny kołtun, wszy, wrzody na nogach... To skutek zimna i niedożywienia. Jak zaczęłam chodzić do szkoły, to byłam popychadłem. Dzieciaki ołówkiem podnosiły mi włosy i patrzyły, jak mi wszy maszerują. To nawet nie jest poniżenie.

Anka płacze i wyrzuca z siebie wspomnienia. Przez całe dzieciństwo jadła chleb i mleko, i to wcale nie z biedy. Jej matka była otyłą, leniwą kobietą. Nie dbała o to, żeby dziecko zjadło owoc, więc chodząc po tych polach, Anka wygrzebywała z ziemi różne rośliny.

- Jak ojciec zabił świniaka, to mięso tak długo leżało odłogiem, aż zaczynało śmierdzieć. Sąsiedzi robili własne kiełbasy, szynki, kaszanki, skwarki. A u nas nic. Ojciec był bardzo pracowity, ale despotyczny. Raz mówił do mnie po imieniu, a raz "ty kurwo". Byłam półdzikim dzieciakiem, który zazdrościł koleżance, bo miała w domu obiad. Zamiast lalek ubierałam prosięta. Nigdy się z tym nie uporałam.

Anka ma dwóch synów. Dała im w życiu całą siebie, jak myśli dziś - aż za dużo. Ale zżera ją poczucie winy za nieudane małżeństwo. - Całe życie myślałam, że jestem gorsza, do niczego się nie nadaję. Przecież ja nic od życia nie dostałam! To jak mogłam myśleć inaczej?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się