Elisabeth Badinter
- profesorka filozofii w École Polytechnique w Paryżu. Jedna z najważniejszych postaci europejskiego feminizmu, zajmuje się też historią kobiet i angażuje się w obronę państwa laickiego. W Polsce ukazały się tłumaczenia trzech jej książek:
'Historia miłości macierzyńskiej' (1998), 'XY. Tożsamość mężczyzny' (1993) i 'Fałszywa ścieżka' (2005)
Równouprawnienie odchodzi do lamusa. Najwięksi macho 'wygrali cichą wojnę, nawet nie biorąc do ręki broni'. Wszystko przez modę na karmienie piersią, ekologiczne pieluszki i zupki bio
ZOBACZ TAKŻE
- Jak wynaleziono miłość macierzyńską (09-06-10, 16:49)
- Przyjaciółka mojego chłopaka (31-08-10, 01:00)
- Zabroń mi wreszcie! (24-08-10, 01:00)
- Jak RPO walczył o równość (29-07-10, 01:00)
- Tak myślałam ... Baba (19-06-10, 02:00)
- Czy trzeba zabić tę miłość? (15-06-10, 17:08)
- Co może seksuolog (07-06-10, 02:00)
- Jestem macochą (25-05-10, 17:52)
- Granice wolności w związku (18-05-10, 02:00)
- Wyborcza bitwa żon (08-05-10, 01:00)
- Z pamiętnika Wędrownego Seksuologa (30-04-10, 15:59)
- Czasem trzeba umieć powiedzieć: dość (25-11-00, 18:53)
Taką diagnozę - czy raczej krzyk rozpaczy - sformułowała w swojej najnowszej książce 'Le conflit. La femme et la mere' ('Konflikt. Kobieta i matka') znana francuska filozofka i feministka Elisabeth Badinter. Ostrzega ona, że pozycja kobiet we Francji i w całym świecie zachodnim pogarsza się, bo społeczeństwo napiera na nie, by zapomniały o własnych potrzebach i spełniały wszystkie życzenia 'żarłocznego i despotycznego dziecka, które pożera swoją matkę'. Przy okazji mają jeszcze dbać o środowisko, używając pieluch wielorazowych i gotując własne zupki zamiast tych ze słoika. W efekcie nawet tyle równouprawnienia, ile wywalczyło pokolenie Badinter (ma 66 lat), jest dziś zagrożone.
Taka teza nie mogła nie wywołać komentarzy. Rozmiary debaty, która wybuchła nad Sekwaną, przerosły jednak oczekiwania wszystkich, włącznie z autorką. Książka natychmiast poszybowała na sam szczyt listy bestsellerów (ponad 150 tys. sprzedanych egzemplarzy). Oburzeni są pediatrzy i inni propagatorzy karmienia piersią. Oburzeni są ekolodzy. Ale najbardziej oburzone są same kobiety, w szczególności feministki. Co oczywiście sugeruje, że Badinter przynajmniej częściowo ma rację.
Rzeczywistość, którą opisuje, nie jest identyczna z polską. Wiele uwag dotyczących np. promocji karmienia piersią pasuje jednak jak ulał także do naszego kraju. Jeśli książka zostanie przetłumaczona, wywoła zapewne jeszcze gorętszą debatę niż nad Sekwaną.
Badinter, prywatnie matka trójki dzieci, rozgłos zdobyła już w roku 1980 'Historią miłości macierzyńskiej', w której dowodzi, że nie istnieje coś takiego jak instynkt macierzyński. Jej zdaniem ludzie - kobiety i mężczyźni tak samo - opiekują się swoimi (a czasem cudzymi) dziećmi z miłości, przywiązania lub przez rozsądek, ale nie dlatego, że tak każe im instynkt. W najnowszej książce powtarza tamtą tezę, lecz idzie o wiele dalej. Książka to przede wszystkim portret pokolenia dzisiejszych młodych kobiet, szczególnie mam. Jej zdaniem dwudziesto- i trzydziestoparolatki uginają się pod ogromną presją, by być matkami idealnymi. Społeczeństwo stawia im coraz bardziej wyśrubowane wymagania. W efekcie często wybierają pozostanie w domu i służenie 'dziecku królowi', 'małemu tyranowi', jakim mimowolnie stało się dziecko. Zeszły z drogi walki o równouprawnienie i możliwość samorealizacji, co było tak ważne dla ich matek.
Dlaczego tak się dzieje? Winny jest kryzys gospodarczy, który według Badinter trwa we Francji nieustannie od ponad trzech dziesięcioleci. Szok naftowy w roku 1973 zakończył w Europie Zachodniej powojenny boom gospodarczy, a rozpoczął okres wolniejszego wzrostu lub wręcz kryzysów, którym we Francji stale towarzyszyło bezrobocie. Problemy gospodarcze i na rynku pracy najbardziej dotknęły kobiety. To one częściej pracują na słabo opłacanych stanowiskach, bez możliwości awansu. Jak tłumaczy w dziesiątkach udzielonych w ostatnich tygodniach wywiadów, kobiety, mając do wyboru słabo płatną pracę u pracodawcy, który może wyrzucić je 'jak chusteczkę do nosa', albo pełnoetatową opiekę nad dzieckiem, wybierają często to drugie. Tym bardziej że w przeciwnym razie tak jak ich matki pracowałyby de facto na dwóch etatach - jednym w domu i jednym w pracy. Filozofka zwraca uwagę, że 80 proc. obowiązków domowych nadal spada na kobiety i liczba ta od dwóch dziesięcioleci nie rusza się z miejsca.
Być może jeszcze większy niż gospodarka wpływ na kobiety ma presja ideologiczna. Modny stał się powrót do natury. Ta natura to m.in. karmienie piersią (Światowa Organizacja Zdrowia i większość lekarzy zalecają karmienie wyłącznie piersią do szóstego miesiąca, a potem dokarmianie dziecka jeszcze do dwóch lat). Badinter wylicza wiele publikacji naukowych podważających zbawienny wpływ matczynego mleka np. na inteligencję dziecka. Uważa, że zalety naturalnego karmienia są mocno przesadzone. Tymczasem kobiety, które nie chcą karmić (jak twierdzi wielu, wydaje się to zbyt zwierzęce, jest bolesne, męczące lub po prostu nie pozwala robić niczego innego), natychmiast pytane są na oddziałach położniczych: 'Czy nie chce pani dla swojego dziecka tego, co najlepsze?'.
'Jak odległe wydają się dziś czasy, gdy chwalono butelkę, która pozwalała rodzicom od dnia narodzin dzielić się obowiązkami' - wzdycha Badinter. I dalej: 'Jeszcze niedawno chwalono karmienie piersią jako wybór, prawo i przyjemność. Dziś dyskurs zmienił się na bardziej zdecydowany. Ponieważ promotorzy karmienia nie dopięli swego, przeszli do etapu wywoływania poczucia winy. Coraz mniej mówi się o prawie, coraz więcej o obowiązku. ( ) Przesłanie jest jasne: dobra matka to ta, która karmi piersią'. Karmienie piersią w sposób oczywisty wpływa na podział obowiązków w rodzinie: 'Zniknięcie ojca na korzyść matki ma nie tylko ten skutek, że wzmacnia patriarchalny model rodziny. Niespodziewanie ( ) daje też wymówkę tym ojcom, których noworodek nie pasjonuje. Jako że dziecko znów stało się wyłącznie sprawą kobiety, mogą z czystym sumieniem oddalić się do swoich spraw'.
Dostało się też ekologom i ekolożkom, którzy promują powrót do wielorazowych pieluszek i własnoręczne gotowanie zupek z warzyw bio. We Francji, gdzie z bodaj największą ostrożnością w Europie podchodzi się do nowych wynalazków mogących wpływać na zdrowie np. żywności genetycznie modyfikowanej, ekologiczne pieluszki wielorazowe i domowe jedzenie robią się coraz modniejsze. Idee te mają swych wyznawców nawet w rządzie. Wiceminister środowiska (a obecnie ds. gospodarki cyfrowej) Nathalie Kosciusko-Morizet, która zresztą sama urodziła dziecko podczas sprawowania urzędu, próbowała wprowadzić podatek ekologiczny od pieluch jednorazowych. Zdaniem Badinter problem z ekologicznymi pomysłami polega na tym, że obciążają one prawie wyłącznie kobiety, bo to i tak one zmieniają pieluchy, piorą, gotują. 'Jeśli mam wybierać między ochroną drzew a wolnością kobiet, to mój wybór jest oczywisty' - mówi w wywiadach prasowych. 'Może to się wydać śmieszne, ale mleko w proszku, słoiczki z jedzeniem dla niemowląt i pieluchy jednorazowe - wszystkie były etapami wyzwolenia kobiet'.
Jej zdaniem od matek żąda się wciąż więcej i więcej. 'Dziś oczekuje się od kobiety, że jednemu dziecku poświęci tyle troski co kiedyś szóstce'. 'By mieć kwitnące dziecko, o jakim każdy marzy, matka musi być cały czas do dyspozycji, musi organizować swoje życie według jego potrzeb' - pisze. I dalej: 'Oto ironia historii: właśnie w momencie, gdy kobietom na Zachodzie udało się wreszcie zwalczyć patriarchat, odnalazły w swych domach nowego władcę! ( ) Zwiększające się zobowiązania wobec niemowlaka i małego dziecka okazują się równie ograniczające, jeśli nie bardziej, jak odwieczna wojna, którą macho prowadzą w domach i miejscach pracy. Jednym można trzasnąć drzwiami w nos, drugim nie. Ta łagodna tyrania obowiązków macierzyńskich nie jest nowa, ale znacznie się zaostrzyła, gdy w siły znów urósł naturalizm. ( ) Mężczyźni nie musieli nawet ruszyć małym palcem. To niewinne niemowlę mimo woli stało się najlepszym sojusznikiem męskiej dominacji'.
W internecie i na stronach opinii w gazetach aż się zagotowało. Przeciwnicy i (głównie) przeciwniczki Badinter skrzykują się na internetowym serwisie Facebook. Założyły kilka profili, np. 'Przeciw Elisabeth Badinter, za ekofeminizmem!', który ma już 418 członków. Drugi prawie równie popularny zamiast zdjęcia autorki ma dorodne jabłko. 'Czy to piękne jabłko bio może zebrać więcej fanów niż Elisabeth Badinter?' - pyta założycielka. Na razie to Badinter ma ich o wiele więcej - ponad 3 tys. Jednak wielu z tych 'fanów' zapisało się wyłącznie po to, by przekonywać autorkę, jak bardzo nie ma racji. Internautka Nena: 'Co ona wie o życiu dzisiejszych matek? Miesza się w sprawy nie swojego pokolenia'. MamaNANA, autorka blogu o macierzyństwie i właścicielka sklepu z ubraniami do karmienia: 'Można karmić piersią trzy tygodnie, trzy miesiące lub trzy lata. Można zastąpić jedno karmienie lub więcej butelką z odciągniętym mlekiem lub mlekiem w proszku. Można robić karierę i karmić piersią. Można być feministką i karmić piersią. Można być spełnioną kobietą i karmić piersią. Można karmić, jak się chce, gdzie się chce i kiedy się chce'.
Kobiety, włącznie z minister Kosciusko-Morizet, przekonują, że długie karmienie piersią jest praktyczniejsze i przyjemniejsze, bo można ominąć uciążliwy etap sterylizowania butelek i miksowania zupek. Że dzisiejsze pieluchy wielorazowe nie mają nic wspólnego z tymi sprzed lat, bo mają zapinki jak normalne pieluchy i wymienialne wkłady. I że problemy leżą dziś gdzie indziej - w szklanym suficie, który napotykają kobiety w pracy, we wciąż nierównych płacach za tę samą pracę. Grupa ekofeministek (nurt łączący ekologię z feminizmem, bo kto, jeśli nie matki, ma martwić się o przyszłość planety) w liście otwartym do filozofki przekonuje, że feminizm i ekologia wzajemnie się nie wykluczają, a wręcz przeciwnie - bycie nowoczesną kobietą polega właśnie na godzeniu pracy zawodowej, działalności publicznej i prywatnej, by ratować planetę.
Badinter dostało się tym bardziej, że jest córką założyciela jednej z największych na świecie agencji reklamowych Publicis i współwłaścicielką agencji. Zdaniem niektórych jedną ręką pisze rozprawy feministyczne, a drugą przyjmuje czeki za kampanie reklamowe, w których kobiety ukazywane są w seksistowski sposób.
Denuncjowana jest jako fałszywa feministka i 'archeofeministka' (czyli tak niedzisiejsza jak z wykopalisk). Edwige Antier, znana pediatra i posłanka: 'Elisabeth Badinter to archeofeministka, która nie wie, jakie są aspiracje dzisiejszych kobiet. Zaprzecza macierzyństwu. Dla neofeministek takich jak ja jest oczywiste, że kobiety chcą obu rzeczy: spełnienia w życiu zawodowym i jako matki'. Wydaje się, że główna linia podziałów przebiega właśnie pomiędzy tradycyjnymi feministkami jak Badinter a następnym pokoleniem feministek lub neofeministek. '30 lat temu kobiety zgadzały się z moimi tezami. Debatowałyśmy raczej z mężczyznami, którzy nie mogli znieść myśli, że ich własna matka ich być może nie kochała. Dziś zauważam, że nie ma już jednolitego frontu kobiet' - powiedziała w jednym z wywiadów Badinter. 30 lat temu feministki chciały równych praw w świecie mężczyzn. Dziś chcą, by ten świat się zmienił i nagiął do ich potrzeb, w szczególności związanych z macierzyństwem. Pytanie tylko, czy są pewne, że tak się stanie. Czy na pewno mogą mieć wszystko: i macierzyństwo włącznie z karmieniem piersią i własnoręcznie robionymi zupkami, i karierę zawodową? Temperatura debaty świadczy o tym, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest oczywista.
W natłoku zapewnień, że nie, ależ skąd, rzeczy absolutnie nie mają się tak, jak widzi je Badinter, wyjątkowo osobiście i szczerze zabrzmiał głos internautki 'Berangere1981', która opublikowała tekst na stronie serwisu informacyjnego Rue89: 'Jestem matką rodziny i Elisabeth Badinter to ja. Ta matka, która stara się karmić piersią, choć tak naprawdę tego nienawidzi, matka, która po dniu pracy męczy się nad purée z brokułów bio, bo słoiczki są w domu zakazane, to ja! Od kiedy wyszła książka Elisabeth Badinter i słucham jej wywiadów, jestem w czymś w rodzaju ekstazy: ktoś mnie wreszcie rozumie! Ze wszystkich stron odczuwam presję, którą tak dobrze opisała filozofka, i po trochu pozwalam, by moje życie zgniło. ( ) Waga tej książki polega na tym, że uznana kobieta odważa się złamać konsensus wokół karmienia piersią, macierzyństwa i wszystkiego, co z niego wynika Jakaś filozofka wreszcie interesuje się moim nieważnym życiem matki na urlopie za 80 proc. pensji.
Dzięki tej książce od kilku dni przyznaję się sobie, że mam ochotę pracować i mieć życie poza moją rodziną. Przyznaję się, że lubię napić się kieliszek wina lub zapalić, że nie podobają mi się ubrania do karmienia piersią, że lubię moje piersi jako obiekty seksualne, że lubię spać, podczas gdy mój mąż karmi butelką, czyli że lubię być kobietą, a nie tylko matką. I że przy następnym dziecku poproszę o znieczulenie (którego odmówiłam przy dwóch pierwszych), i że to dziecko będzie natychmiast karmione butelką bez żadnych kompleksów. W każdym razie taką mam nadzieję!'. Zwolennicy powrotu do natury i 'naturalnego' porządku rzeczy z pewnością nie będą z efektów kreciej roboty Badinter zadowoleni.
Taka teza nie mogła nie wywołać komentarzy. Rozmiary debaty, która wybuchła nad Sekwaną, przerosły jednak oczekiwania wszystkich, włącznie z autorką. Książka natychmiast poszybowała na sam szczyt listy bestsellerów (ponad 150 tys. sprzedanych egzemplarzy). Oburzeni są pediatrzy i inni propagatorzy karmienia piersią. Oburzeni są ekolodzy. Ale najbardziej oburzone są same kobiety, w szczególności feministki. Co oczywiście sugeruje, że Badinter przynajmniej częściowo ma rację.
Rzeczywistość, którą opisuje, nie jest identyczna z polską. Wiele uwag dotyczących np. promocji karmienia piersią pasuje jednak jak ulał także do naszego kraju. Jeśli książka zostanie przetłumaczona, wywoła zapewne jeszcze gorętszą debatę niż nad Sekwaną.
Badinter, prywatnie matka trójki dzieci, rozgłos zdobyła już w roku 1980 'Historią miłości macierzyńskiej', w której dowodzi, że nie istnieje coś takiego jak instynkt macierzyński. Jej zdaniem ludzie - kobiety i mężczyźni tak samo - opiekują się swoimi (a czasem cudzymi) dziećmi z miłości, przywiązania lub przez rozsądek, ale nie dlatego, że tak każe im instynkt. W najnowszej książce powtarza tamtą tezę, lecz idzie o wiele dalej. Książka to przede wszystkim portret pokolenia dzisiejszych młodych kobiet, szczególnie mam. Jej zdaniem dwudziesto- i trzydziestoparolatki uginają się pod ogromną presją, by być matkami idealnymi. Społeczeństwo stawia im coraz bardziej wyśrubowane wymagania. W efekcie często wybierają pozostanie w domu i służenie 'dziecku królowi', 'małemu tyranowi', jakim mimowolnie stało się dziecko. Zeszły z drogi walki o równouprawnienie i możliwość samorealizacji, co było tak ważne dla ich matek.
Dlaczego tak się dzieje? Winny jest kryzys gospodarczy, który według Badinter trwa we Francji nieustannie od ponad trzech dziesięcioleci. Szok naftowy w roku 1973 zakończył w Europie Zachodniej powojenny boom gospodarczy, a rozpoczął okres wolniejszego wzrostu lub wręcz kryzysów, którym we Francji stale towarzyszyło bezrobocie. Problemy gospodarcze i na rynku pracy najbardziej dotknęły kobiety. To one częściej pracują na słabo opłacanych stanowiskach, bez możliwości awansu. Jak tłumaczy w dziesiątkach udzielonych w ostatnich tygodniach wywiadów, kobiety, mając do wyboru słabo płatną pracę u pracodawcy, który może wyrzucić je 'jak chusteczkę do nosa', albo pełnoetatową opiekę nad dzieckiem, wybierają często to drugie. Tym bardziej że w przeciwnym razie tak jak ich matki pracowałyby de facto na dwóch etatach - jednym w domu i jednym w pracy. Filozofka zwraca uwagę, że 80 proc. obowiązków domowych nadal spada na kobiety i liczba ta od dwóch dziesięcioleci nie rusza się z miejsca.
Być może jeszcze większy niż gospodarka wpływ na kobiety ma presja ideologiczna. Modny stał się powrót do natury. Ta natura to m.in. karmienie piersią (Światowa Organizacja Zdrowia i większość lekarzy zalecają karmienie wyłącznie piersią do szóstego miesiąca, a potem dokarmianie dziecka jeszcze do dwóch lat). Badinter wylicza wiele publikacji naukowych podważających zbawienny wpływ matczynego mleka np. na inteligencję dziecka. Uważa, że zalety naturalnego karmienia są mocno przesadzone. Tymczasem kobiety, które nie chcą karmić (jak twierdzi wielu, wydaje się to zbyt zwierzęce, jest bolesne, męczące lub po prostu nie pozwala robić niczego innego), natychmiast pytane są na oddziałach położniczych: 'Czy nie chce pani dla swojego dziecka tego, co najlepsze?'.
'Jak odległe wydają się dziś czasy, gdy chwalono butelkę, która pozwalała rodzicom od dnia narodzin dzielić się obowiązkami' - wzdycha Badinter. I dalej: 'Jeszcze niedawno chwalono karmienie piersią jako wybór, prawo i przyjemność. Dziś dyskurs zmienił się na bardziej zdecydowany. Ponieważ promotorzy karmienia nie dopięli swego, przeszli do etapu wywoływania poczucia winy. Coraz mniej mówi się o prawie, coraz więcej o obowiązku. ( ) Przesłanie jest jasne: dobra matka to ta, która karmi piersią'. Karmienie piersią w sposób oczywisty wpływa na podział obowiązków w rodzinie: 'Zniknięcie ojca na korzyść matki ma nie tylko ten skutek, że wzmacnia patriarchalny model rodziny. Niespodziewanie ( ) daje też wymówkę tym ojcom, których noworodek nie pasjonuje. Jako że dziecko znów stało się wyłącznie sprawą kobiety, mogą z czystym sumieniem oddalić się do swoich spraw'.
Dostało się też ekologom i ekolożkom, którzy promują powrót do wielorazowych pieluszek i własnoręczne gotowanie zupek z warzyw bio. We Francji, gdzie z bodaj największą ostrożnością w Europie podchodzi się do nowych wynalazków mogących wpływać na zdrowie np. żywności genetycznie modyfikowanej, ekologiczne pieluszki wielorazowe i domowe jedzenie robią się coraz modniejsze. Idee te mają swych wyznawców nawet w rządzie. Wiceminister środowiska (a obecnie ds. gospodarki cyfrowej) Nathalie Kosciusko-Morizet, która zresztą sama urodziła dziecko podczas sprawowania urzędu, próbowała wprowadzić podatek ekologiczny od pieluch jednorazowych. Zdaniem Badinter problem z ekologicznymi pomysłami polega na tym, że obciążają one prawie wyłącznie kobiety, bo to i tak one zmieniają pieluchy, piorą, gotują. 'Jeśli mam wybierać między ochroną drzew a wolnością kobiet, to mój wybór jest oczywisty' - mówi w wywiadach prasowych. 'Może to się wydać śmieszne, ale mleko w proszku, słoiczki z jedzeniem dla niemowląt i pieluchy jednorazowe - wszystkie były etapami wyzwolenia kobiet'.
Jej zdaniem od matek żąda się wciąż więcej i więcej. 'Dziś oczekuje się od kobiety, że jednemu dziecku poświęci tyle troski co kiedyś szóstce'. 'By mieć kwitnące dziecko, o jakim każdy marzy, matka musi być cały czas do dyspozycji, musi organizować swoje życie według jego potrzeb' - pisze. I dalej: 'Oto ironia historii: właśnie w momencie, gdy kobietom na Zachodzie udało się wreszcie zwalczyć patriarchat, odnalazły w swych domach nowego władcę! ( ) Zwiększające się zobowiązania wobec niemowlaka i małego dziecka okazują się równie ograniczające, jeśli nie bardziej, jak odwieczna wojna, którą macho prowadzą w domach i miejscach pracy. Jednym można trzasnąć drzwiami w nos, drugim nie. Ta łagodna tyrania obowiązków macierzyńskich nie jest nowa, ale znacznie się zaostrzyła, gdy w siły znów urósł naturalizm. ( ) Mężczyźni nie musieli nawet ruszyć małym palcem. To niewinne niemowlę mimo woli stało się najlepszym sojusznikiem męskiej dominacji'.
W internecie i na stronach opinii w gazetach aż się zagotowało. Przeciwnicy i (głównie) przeciwniczki Badinter skrzykują się na internetowym serwisie Facebook. Założyły kilka profili, np. 'Przeciw Elisabeth Badinter, za ekofeminizmem!', który ma już 418 członków. Drugi prawie równie popularny zamiast zdjęcia autorki ma dorodne jabłko. 'Czy to piękne jabłko bio może zebrać więcej fanów niż Elisabeth Badinter?' - pyta założycielka. Na razie to Badinter ma ich o wiele więcej - ponad 3 tys. Jednak wielu z tych 'fanów' zapisało się wyłącznie po to, by przekonywać autorkę, jak bardzo nie ma racji. Internautka Nena: 'Co ona wie o życiu dzisiejszych matek? Miesza się w sprawy nie swojego pokolenia'. MamaNANA, autorka blogu o macierzyństwie i właścicielka sklepu z ubraniami do karmienia: 'Można karmić piersią trzy tygodnie, trzy miesiące lub trzy lata. Można zastąpić jedno karmienie lub więcej butelką z odciągniętym mlekiem lub mlekiem w proszku. Można robić karierę i karmić piersią. Można być feministką i karmić piersią. Można być spełnioną kobietą i karmić piersią. Można karmić, jak się chce, gdzie się chce i kiedy się chce'.
Kobiety, włącznie z minister Kosciusko-Morizet, przekonują, że długie karmienie piersią jest praktyczniejsze i przyjemniejsze, bo można ominąć uciążliwy etap sterylizowania butelek i miksowania zupek. Że dzisiejsze pieluchy wielorazowe nie mają nic wspólnego z tymi sprzed lat, bo mają zapinki jak normalne pieluchy i wymienialne wkłady. I że problemy leżą dziś gdzie indziej - w szklanym suficie, który napotykają kobiety w pracy, we wciąż nierównych płacach za tę samą pracę. Grupa ekofeministek (nurt łączący ekologię z feminizmem, bo kto, jeśli nie matki, ma martwić się o przyszłość planety) w liście otwartym do filozofki przekonuje, że feminizm i ekologia wzajemnie się nie wykluczają, a wręcz przeciwnie - bycie nowoczesną kobietą polega właśnie na godzeniu pracy zawodowej, działalności publicznej i prywatnej, by ratować planetę.
Badinter dostało się tym bardziej, że jest córką założyciela jednej z największych na świecie agencji reklamowych Publicis i współwłaścicielką agencji. Zdaniem niektórych jedną ręką pisze rozprawy feministyczne, a drugą przyjmuje czeki za kampanie reklamowe, w których kobiety ukazywane są w seksistowski sposób.
Denuncjowana jest jako fałszywa feministka i 'archeofeministka' (czyli tak niedzisiejsza jak z wykopalisk). Edwige Antier, znana pediatra i posłanka: 'Elisabeth Badinter to archeofeministka, która nie wie, jakie są aspiracje dzisiejszych kobiet. Zaprzecza macierzyństwu. Dla neofeministek takich jak ja jest oczywiste, że kobiety chcą obu rzeczy: spełnienia w życiu zawodowym i jako matki'. Wydaje się, że główna linia podziałów przebiega właśnie pomiędzy tradycyjnymi feministkami jak Badinter a następnym pokoleniem feministek lub neofeministek. '30 lat temu kobiety zgadzały się z moimi tezami. Debatowałyśmy raczej z mężczyznami, którzy nie mogli znieść myśli, że ich własna matka ich być może nie kochała. Dziś zauważam, że nie ma już jednolitego frontu kobiet' - powiedziała w jednym z wywiadów Badinter. 30 lat temu feministki chciały równych praw w świecie mężczyzn. Dziś chcą, by ten świat się zmienił i nagiął do ich potrzeb, w szczególności związanych z macierzyństwem. Pytanie tylko, czy są pewne, że tak się stanie. Czy na pewno mogą mieć wszystko: i macierzyństwo włącznie z karmieniem piersią i własnoręcznie robionymi zupkami, i karierę zawodową? Temperatura debaty świadczy o tym, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest oczywista.
W natłoku zapewnień, że nie, ależ skąd, rzeczy absolutnie nie mają się tak, jak widzi je Badinter, wyjątkowo osobiście i szczerze zabrzmiał głos internautki 'Berangere1981', która opublikowała tekst na stronie serwisu informacyjnego Rue89: 'Jestem matką rodziny i Elisabeth Badinter to ja. Ta matka, która stara się karmić piersią, choć tak naprawdę tego nienawidzi, matka, która po dniu pracy męczy się nad purée z brokułów bio, bo słoiczki są w domu zakazane, to ja! Od kiedy wyszła książka Elisabeth Badinter i słucham jej wywiadów, jestem w czymś w rodzaju ekstazy: ktoś mnie wreszcie rozumie! Ze wszystkich stron odczuwam presję, którą tak dobrze opisała filozofka, i po trochu pozwalam, by moje życie zgniło. ( ) Waga tej książki polega na tym, że uznana kobieta odważa się złamać konsensus wokół karmienia piersią, macierzyństwa i wszystkiego, co z niego wynika Jakaś filozofka wreszcie interesuje się moim nieważnym życiem matki na urlopie za 80 proc. pensji.
Dzięki tej książce od kilku dni przyznaję się sobie, że mam ochotę pracować i mieć życie poza moją rodziną. Przyznaję się, że lubię napić się kieliszek wina lub zapalić, że nie podobają mi się ubrania do karmienia piersią, że lubię moje piersi jako obiekty seksualne, że lubię spać, podczas gdy mój mąż karmi butelką, czyli że lubię być kobietą, a nie tylko matką. I że przy następnym dziecku poproszę o znieczulenie (którego odmówiłam przy dwóch pierwszych), i że to dziecko będzie natychmiast karmione butelką bez żadnych kompleksów. W każdym razie taką mam nadzieję!'. Zwolennicy powrotu do natury i 'naturalnego' porządku rzeczy z pewnością nie będą z efektów kreciej roboty Badinter zadowoleni.
Źródło: Wysokie Obcasy
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień









