Czasem trzeba umieć powiedzieć: dość
25.11.2000
, aktualizacja: 16.06.2010 14:23
Miałam kiedyś pacjentkę, która dowiedziawszy się, że nie może mieć dziecka, powiedziała, że nie ma już po co żyć. To skrajna postawa, ale ludzie zmagający się z tym problemem zawsze przeżywają żal, lęk, poczucie winy, uczucie głębokiego braku.
ZOBACZ TAKŻE
- Jak wynaleziono miłość macierzyńską (09-06-10, 16:49)
- Pięćdziesiątki z indeksem (13-10-10, 01:00)
- Starsza pani i młode wilczki (06-10-10, 01:00)
- Przemoc domowa (29-09-10, 01:00)
- Żona jak elegancka broszka (28-09-10, 01:00)
- Wessani (08-09-10, 01:00)
- Przyjaciółka mojego chłopaka (31-08-10, 01:00)
- Zabroń mi wreszcie! Czyli odpowiedzialność rodziców (24-08-10, 01:00)
- Kobiety wracają do kuchni (29-06-10, 01:00)
- Co może seksuolog (07-06-10, 02:00)
- Jestem macochą (25-05-10, 17:52)
- Niedzielny tato walczy (27-04-10, 01:00)
- Dasz sobie radę. Uciekaj (02-04-10, 01:00)
- Dziewczynki, do których ślinią się potwory (30-03-10, 01:00)
- Troje na huśtawce (11-03-10, 01:00)
- Różowy sposób myślenia (09-03-10, 17:00)
- Tu mieszkało dziecko (25-02-10, 01:00)
- Taki duży, a sika w łóżko (21-01-10, 01:00)
- Tata i mama zabili ją, bo za dużo jadła (09-11-09, 01:00)
SERWISY
Tekst pochodzi z wydania 25/11/2000 , str. 39
Posiadanie dzieci to potrzeba biologiczna, możliwość przedłużenia gatunku, ale i psychiczna - potrzeba zostawienia czegoś po sobie. Dziecko wciąż dla wielu kobiet jest podstawowym sposobem spełnienia się. Z resztą dla mężczyzny również - ojciec może synom czy córkom przekazać swoje umiejętności i dokonania. Na co dzień mało się o tym myśli, ale w sytuacji, gdy o dziecko trzeba się specjalnie starać, okazuje się ono realizacją sensu życia. Co ludzie wtedy czują?
Nie mogę mieć dziecka, więc czuję się niepełnowartościowa, wybrakowany. Do tego dochodzi lęk przed porzuceniem przez partnera.
Czasem, w miejsce depresji, pojawia się reakcja zaprzeczenia - człowiek mówi sobie "to nieważne, bez dziecka też jestem wspaniałym człowiekiem, wcale mi na tym nie zależy". Wbrew pozorom to gorsze rozwiązanie. Bo jedynie przeżycie żałoby po tej stracie, jaką jest niemożność posiadania dziecka, pozwala szukać innych rozwiązań. Tylko gdy człowiek pozwoli sobie odczuwać ból z tego powodu, może podjąć decyzję o leczeniu, o adopcji albo o innym sposobie spełnienia potrzeby posiadania dziecka - np. poprzez pracę z dziećmi.
Niemożność posiadania dziecka to głęboko intymny problem. Dlatego rodzina i przyjaciele powinni być bardzo uważni przy zadawaniu jakichkolwiek pytań. Należy unikać nie tylko ciocinych uwag "no, już tyle lat po ślubie, to chyba czas na dziecko", ale wszelkiej presji i nagabywań. Raczej trzeba czekać na sygnał, że ktoś z tej pary potrzebuje rozmowy o ich kłopotach.
To, co w trakcie leczenia będzie się działo pomiędzy parą, zależy od łączących ich uczuć.
Jeżeli to dobry związek, ci ludzie się kochają i chcą być razem, to będą odczuwać ból i żal, ale nie będą się nawzajem oskarżać. Jest inaczej, gdy byli razem jedynie po to, by spełniać w związku swoje potrzeby, w tym potrzebę posiadania dziecka. Wtedy ich poczucie straty i rozczarowania może obrócić się przeciwko partnerowi.
Trudne sytuacje pojawiają się już na samym początku leczenia. Dziewczyna czekając na okres, czy idąc na kolejny test, wariuje ze strachu. Pierwszy lekarz, do którego para trafia, skarżąc się na kłopoty z zajściem w ciążę, mówi: "To niech państwo jeszcze spróbują". Potem trzeba kochać się w określone dni. A ludzie mają różne potrzeby seksualne, może sami z siebie kochaliby się rzadziej? W miarę upływu czasu ten "przymusowy seks" wiąże się z coraz większym stresem. Często ludzie zaczynają to, co się między nimi dzieje, dzielić: "To jest seks i nasza miłość, a to jest robienie dziecka". W klinice leczenia niepłodności powinien być psycholog, z którym mogliby o tym wszystkim porozmawiać.
Zajście w ciążę staje się celem samym w sobie
Tak bardzo starając się o dziecko, ludzie często zaczynają idealizować przyszłość. Myślą, że będą idealną rodziną, że kiedy tylko dziecko przyjdzie na świat, pozbędą się wszystkich problemów. I myślą już tylko o tym.
Zajście w ciążę staje się celem samym w sobie. Para wkłada w to mnóstwo czasu, energii, pieniędzy. Wszystko inne - praca, zainteresowania, inne potrzeby - schodzi na dalszy plan. Jeżeli leczenie zakończy się niepowodzeniem, poczucie pustki staje się przez to większe. "Teraz już nic nie mam" - myślą. Jak do tego nie dopuścić? To bardzo trudne. Poczucia rozczarowania nie da się wyeliminować. Ale warto starać się o zachowanie pewnej równowagi, żeby nadal coś jeszcze mieć. A czasem jest już tak, że ktoś z zewnątrz - mąż, lekarz, matka, powinien umieć powiedzieć: dość. To już koniec, nie można podejmować kolejnej próby.
Anna Kwaśniewska-Bieniak, psycholog kliniczny, współpracuje z Ambulatorium Psychoanalitycznym
Tekst pochodzi z wydania z dnia 25/11/2000 , str. 39
Posiadanie dzieci to potrzeba biologiczna, możliwość przedłużenia gatunku, ale i psychiczna - potrzeba zostawienia czegoś po sobie. Dziecko wciąż dla wielu kobiet jest podstawowym sposobem spełnienia się. Z resztą dla mężczyzny również - ojciec może synom czy córkom przekazać swoje umiejętności i dokonania. Na co dzień mało się o tym myśli, ale w sytuacji, gdy o dziecko trzeba się specjalnie starać, okazuje się ono realizacją sensu życia. Co ludzie wtedy czują?
Nie mogę mieć dziecka, więc czuję się niepełnowartościowa, wybrakowany. Do tego dochodzi lęk przed porzuceniem przez partnera.
Czasem, w miejsce depresji, pojawia się reakcja zaprzeczenia - człowiek mówi sobie "to nieważne, bez dziecka też jestem wspaniałym człowiekiem, wcale mi na tym nie zależy". Wbrew pozorom to gorsze rozwiązanie. Bo jedynie przeżycie żałoby po tej stracie, jaką jest niemożność posiadania dziecka, pozwala szukać innych rozwiązań. Tylko gdy człowiek pozwoli sobie odczuwać ból z tego powodu, może podjąć decyzję o leczeniu, o adopcji albo o innym sposobie spełnienia potrzeby posiadania dziecka - np. poprzez pracę z dziećmi.
Niemożność posiadania dziecka to głęboko intymny problem. Dlatego rodzina i przyjaciele powinni być bardzo uważni przy zadawaniu jakichkolwiek pytań. Należy unikać nie tylko ciocinych uwag "no, już tyle lat po ślubie, to chyba czas na dziecko", ale wszelkiej presji i nagabywań. Raczej trzeba czekać na sygnał, że ktoś z tej pary potrzebuje rozmowy o ich kłopotach.
To, co w trakcie leczenia będzie się działo pomiędzy parą, zależy od łączących ich uczuć.
Jeżeli to dobry związek, ci ludzie się kochają i chcą być razem, to będą odczuwać ból i żal, ale nie będą się nawzajem oskarżać. Jest inaczej, gdy byli razem jedynie po to, by spełniać w związku swoje potrzeby, w tym potrzebę posiadania dziecka. Wtedy ich poczucie straty i rozczarowania może obrócić się przeciwko partnerowi.
Trudne sytuacje pojawiają się już na samym początku leczenia. Dziewczyna czekając na okres, czy idąc na kolejny test, wariuje ze strachu. Pierwszy lekarz, do którego para trafia, skarżąc się na kłopoty z zajściem w ciążę, mówi: "To niech państwo jeszcze spróbują". Potem trzeba kochać się w określone dni. A ludzie mają różne potrzeby seksualne, może sami z siebie kochaliby się rzadziej? W miarę upływu czasu ten "przymusowy seks" wiąże się z coraz większym stresem. Często ludzie zaczynają to, co się między nimi dzieje, dzielić: "To jest seks i nasza miłość, a to jest robienie dziecka". W klinice leczenia niepłodności powinien być psycholog, z którym mogliby o tym wszystkim porozmawiać.
Zajście w ciążę staje się celem samym w sobie
Tak bardzo starając się o dziecko, ludzie często zaczynają idealizować przyszłość. Myślą, że będą idealną rodziną, że kiedy tylko dziecko przyjdzie na świat, pozbędą się wszystkich problemów. I myślą już tylko o tym.
Zajście w ciążę staje się celem samym w sobie. Para wkłada w to mnóstwo czasu, energii, pieniędzy. Wszystko inne - praca, zainteresowania, inne potrzeby - schodzi na dalszy plan. Jeżeli leczenie zakończy się niepowodzeniem, poczucie pustki staje się przez to większe. "Teraz już nic nie mam" - myślą. Jak do tego nie dopuścić? To bardzo trudne. Poczucia rozczarowania nie da się wyeliminować. Ale warto starać się o zachowanie pewnej równowagi, żeby nadal coś jeszcze mieć. A czasem jest już tak, że ktoś z zewnątrz - mąż, lekarz, matka, powinien umieć powiedzieć: dość. To już koniec, nie można podejmować kolejnej próby.
Anna Kwaśniewska-Bieniak, psycholog kliniczny, współpracuje z Ambulatorium Psychoanalitycznym
Tekst pochodzi z wydania z dnia 25/11/2000 , str. 39
-
Re: Czasem trzeba umieć powiedzieć: dość
pennies
17.06.10, 22:11
Ale klikasz. I reklamy katem oka dostrzegasz. I nawet na forum coś napiszesz. No! Więcej nie trzeba. Strona WO i tak jest martwa, a forum nudne. Skończył się już widocznie czas farbowanego »
-
Re: Czasem trzeba umieć powiedzieć: dość
glootech
18.06.10, 08:40
Nie ma to jak artykuł z błędem ortograficznym już na samym początku. "Zresztą" w tym przypadku pisze się łącznie (chociaż oczywiście zależy od kontekstu).»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wisława Szymborska o swojej miłości
- Co sobotę w kiosku z "Gazetą Wyborczą"
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
- Wysokie Obcasy Extra












