http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Jak wynaleziono miłość macierzyńską

ANETA GÓRNICKA-BORATYŃSKA ROZMAWIA Z PROF. MAŁGORZATĄ SZPAKOWSKĄ
09.06.2011 , aktualizacja: 20.06.2010 10:54
A A A Drukuj
W historii Europy były okresy, i to całkiem długie, w których miłość macierzyńska - taka, jak my ją pojmujemy - nie pozostawiła po sobie śladów. Przeciwnie, znajdujemy ślady jej braku
Podpisz się pod projektem ustawy o świadomym rodzicielstwie!
Fot. Annette Hauschild Picture Press
Podpisz się pod projektem ustawy o świadomym rodzicielstwie!
ZOBACZ TAKŻE
Tekst z WYSOKIE OBCASY nr 2 dodatek do Gazety Wyborczej nr 12, wydanie z dnia 15/01/2000 , str. 25

Francuska badaczka Elisabeth Badinter w głośnej książce "Historia miłości macierzyńskiej" dowodzi, że instynkt macierzyński został wynaleziony w XVIII wieku. Czy zatem wcześniej - w starożytności, średniowieczu, renesansie - matki nie kochały dzieci?

To za mocno powiedziane. Po pierwsze, Elisabeth Badinter nie kwestionuje miłości macierzyńskiej, tylko instynkt, a to jednak różne sprawy. Po drugie, o miłości mówi jako o pewnych wzorach zachowań opisanych w różnych tekstach. Jej zdaniem w nowożytnej historii Europy (książka zresztą ogranicza się do Francji) były okresy, i to całkiem długie, w których miłość macierzyńska - taka, jak my ją pojmujemy - nie pozostawiła po sobie śladów. Przeciwnie, znajdujemy ślady jej braku. Dlatego autorka twierdzi, że kobiety nie są macierzyńskie "z natury", lecz "z kultury"

Co kobiety czuły - tego oczywiście nie wiemy, wiemy natomiast o praktykach, które nam wydają się przerażające. Jednym z głównych wątków książki jest na przykład zwyczaj oddawania noworodków mamkom na wykarmienie, powszechny wśród francuskiej szlachty i zamożniejszego mieszczaństwa. Był to jeden z powodów katastrofalnej umieralności niemowląt.

A może wynikało to po prostu ze słabości medycyny?

Oczywiście też, ale przede wszystkim - tu historycy są zgodni - rodziło się za dużo dzieci. W stosunku do liczby dzieci było za mało karmicielek. Zawodowe mamki też nie gwarantowały niemowlętom przeżycia. Mamka, żeby mieć pokarm, musiała przecież urodzić własne dziecko. Jeśli do tego przyjęła na wykarmienie dwoje lub troje dodatkowych, to przynajmniej połowa tej gromadki musiała umrzeć z głodu. A matka oddawała mamce dziecko także dlatego, że już nie mogła go karmić, bo już straciła pokarm w następnej ciąży. Oddawała je mamce również wtedy, kiedy karmienie uniemożliwiało pracę w rodzinnym warsztacie czy sklepiku. Tu też działała pod przymusem, tym razem ekonomicznym. Niemniej oddawała.

Najbogatsi "instalowali" mamkę u siebie w domu lub na swoim dworze. Mniej zamożni znajdowali karmicielki pod miastem, zachowując nad nimi jakąś kontrolę. Najgorszy był los dzieci wysyłanych daleko na wieś. Chorowały i umierały już podczas transportu, gubiły się po drodze. Częste w literaturze XIX wieku opowieści o nieoczekiwanie odnajdowanych rodzicach lub rodzeństwie nie były tak zupełnie wyssane z palca.

Sytuacja zmieniła się dopiero w XVIII wieku?

W XVIII wieku zdarzyło się kilka rzeczy naraz. Po pierwsze, spadła liczba urodzeń, a w rezultacie nastąpił znaczny przyrost ludności; historycy mówią wręcz o rewolucji demograficznej. Właśnie dlatego że w rodzinach rodziło się mniej dzieci, przestały one masowo umierać, bo dla większej ich części mogło starczyć pokarmu. Tak przynajmniej twierdzi Jean-Louis Flandrin, autor "Historii rodziny", też francuskiej.

Po drugie, mniej licznym dzieciom łatwiej było okazywać serce, gdy wcześniej trudno było nawet połapać się w ich liczbie; słynne jest zdanie Montaigne'a, że zmarło mu dwoje lub troje dzieci, nie pamięta ile dokładnie. Po trzecie, wiek XVIII to w ogóle epoka narodzin nowożytnej uczuciowości, nie tylko uczuć macierzyńskich.

Jak doszło do wynalezienia tych uczuć?

Podkreśla się, nie bez racji, rolę, jaką tu odegrał Jean Jacques Rousseau - przez krytykę sztuczności, pochwałę natury (w tym także macierzyństwa, karmienia piersią, pieszczot i tak dalej), a przede wszystkim przez ogromny nacisk, jaki położył na znaczenie sfery emocjonalnej człowieka. Jednak nawet najbardziej wpływowy pisarz nie jest w stanie odmienić obyczajów, to raczej jego poglądy zyskują poklask, kiedy współgrają z falą, która już narasta w społeczeństwie.

Musiało działać wiele czynników, często całkiem niespodziewanych. Flandrin sugeruje na przykład, że na zmianę stosunku do dzieci mógł wpłynąć w jakiejś mierze sobór trydencki. Wtedy to bowiem, w końcu XVI wieku, zaczęto mówić o obowiązkach rodziców wobec dzieci, nie tylko dzieci wobec rodziców. Przez następne sto kilkadziesiąt lat wątek ten stopniowo przenikał do kazań, do nauczania spowiedników... I tak zaczęło się kształtować odpowiedzialne rodzicielstwo. Ażeby dzieciom zapewnić jakie takie warunki, trzeba było ograniczyć ich liczbę.

Przecież sobór nie mógł propagować antykoncepcji!

I oczywiście jej nie propagował. Jednak właśnie od czasu soboru - jak wywodzi Flandrin - w literaturze religijnej zaczynają się pojawiać pierwsze wzmianki o prawach dziecka, a w podręcznikach dla spowiedników złe traktowanie dzieci okazuje się grzechem. Ugruntowanie tego bardziej ludzkiego stosunku do dzieci przyniosło głęboką przemianę obyczaju: jaką taką kontrolę płodności, co w tym wypadku musiało oznaczać upowszechnienie się stosunku przerywanego wśród Francuzów niższego stanu. Z dwóch sprzecznych dyrektyw Kościoła, pisze Flandrin, wybrano tę, która sprzyjała dobru dziecka.

Zarazem zaś dzięki propagandzie uprawianej przez Rousseau i jego naśladowców opieka nad dzieckiem uznana została za najważniejszą drogę kobiecej samorealizacji. Tak zakończył się pierwszy etap kształtowania europejskiego wzoru macierzyństwa. Następny krok uczynił Freud.

Feministki nie lubią Freuda, bo wzmocnił ideologię macierzyństwa. Czy rzeczywiście zrobił kobietom krzywdę?

Nie wiem, czy to można uznać za krzywdę. Freud powiedział, że przeznaczenie kobiety określa jej anatomia, i tym samym utożsamił kobietę z matką. Uważał, że kobieta jest nieudanym mężczyzną, że jej życiem kieruje zazdrość o członek i że jedynym dla niej wyjściem jest postarać się o członek zastępczy, czyli urodzić dziecko, najlepiej syna.

Mężczyzna był dla Freuda człowiekiem, kobieta - tylko istotą człowiekopodobną, która pełnię człowieczeństwa zyskuje dopiero dzięki macierzyństwu. Zatem kobieta, która nie chce dziecka, z definicji jest kimś podejrzanym. Złośliwość historii polegała na tym, że pomysły Freuda pojawiły się akurat wtedy, gdy emancypacja kobiet zaczęła odnosić pierwsze sukcesy. Freud głosił, że kobieta może się realizować tylko jako matka, a tymczasem świat otwierał przed kobietami tysiąc innych dróg.

Tandem Rousseau - Freud zrobił bardzo wiele, by w kobietach uchylających się od macierzyństwa ugruntować poczucie winy.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się