Telefony, już wiadomo, że będzie wydanie specjalne 'Gazety', a my zmienimy gotowy numer 'Obcasów'. Dzieci się awanturują, jak my wtedy, gdy zabrakło Teleranka, a mąż pierwszy raz w życiu złości się, że nie mamy flagi. Flaga, koniecznie musimy wywiesić flagę. Przewala szafę w poszukiwaniu czarnej wstążki. Skarpetka, T-shirt, może obciąć rękaw bluzki? Wreszcie jest - pasek czarnego materiału. Motamy go wokół flagi, którą nasi sąsiedzi z parteru wystawiają z samego rana w dzień każdego święta państwowego. Kiedy wieczorem wracam z redakcji, widzę na naszej ulicy rząd biało-czerwonych chorągwi. Niektóre zwieszają się z okien, inne tkwią jak zawsze w metalowych uchwytach nad wejściami. Następnego dnia - rzesze ludzi czekających w Al. Jerozolimskich na kondukt z trumną prezydenta. A mnie cały czas chodzi po głowie esej Anne Fadiman 'Kawałek bawełny'. Znak niedawno wydał 'W ogóle i w szczególe. Eseje poufałe', zbiór 12 tekstów tej amerykańskiej pisarki. W jednym z nich pisze, jak atak na World Trade Center zmienił jej stosunek do flagi. Dziś, kiedy to piszę, jest niedziela 11 kwietnia, wszystkie sklepy zamknięte. W poniedziałek kupimy flagę. A dziś, dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak, przedrukowujemy esej Anne Fadiman.
Joanna Sokolińska
Kiedy w zeszłym roku kupowaliśmy stary dom w małej miejscowości w Nowej Anglii, poprzedni właściciele, starsi państwo, dorzucili nam jeszcze zestaw plastikowych krzesełek ogrodowych, kubeł na śmieci, schowek na narzędzia, taczki oraz flagę amerykańską. 13 września, dwa dni po ataku na Nowy Jork, razem z dziećmi wciągnęliśmy ją do połowy wysokości masztu. Naszemu sześcioletniemu synkowi bardzo podobało się ciągnięcie linki; wędrując w górę obłażącego z białej farby masztu, na tle wielkiego klonu, który rośnie przed domem, flaga wydawała interesujące i przyjemne dźwięki, coś pomiędzy skrzypieniem a podzwanianiem. Przeczytaliśmy wszystko o zasadach wywieszania flagi w połowie wysokości masztu: należy wciągnąć flagę szybko na szczyt, a następnie powoli ją spuszczać. George stwierdził: - Teraz flaga jest opuszczona, ale wkrótce znów się wzniesie, tak samo jak nasz kraj.
W takich sytuacjach dzieci bardzo się przydają - dzięki nim można posłużyć się pewnymi sloganami, w które dorośli mocno wierzą, ale sami być może wahaliby się je wygłosić.
Ani George, ani ja nigdy nie mieliśmy własnej flagi, nawet takiej małej chorągiewki, którą macha się 4 lipca. Jeśli chodzi o George'a, to najbliższy posiadania flagi był w latach 60., kiedy nosił dzwony w gwiazdy i pasy (łamiąc tym samym paragraf l76d 'Zasad posługiwania się amerykańską flagą narodową', który głosi: 'Flagi nie wolno używać jako elementu ubioru, pościeli czy zasłony'). Ja miałam jedynie flagę Całego Świata wielkości chusteczki do nosa, którą przywiązałam do anteny samochodu mojego brata, kiedy jesienią 1970 roku wyruszyliśmy razem z Kalifornii na uczelnię w Massachusetts. Bardzo poważnie traktowaliśmy wtedy ideę 'całego świata': pamiętam, jak myślałam sobie, że to potwornie prowincjonalne wywieszać flagę, która sugeruje, że jest się mieszkańcem jedynie jednej części świata.
Jeśliby mnie wówczas zapytano, co to znaczy, że ktoś wywiesza flagę, albo, jakbym się pewnie wyraziła, wymachuje flagą, tak jakby trzymanie flagi w ręku było zasadniczo bardziej absurdalne niż przywiązywanie jej do masztu - odpowiedziałabym: 'Wietnam'. (Głupie pytanie: wszyscy wiedzieli, co znaczy wywieszanie flagi). Ale ta odpowiedź byłaby niepoprawna. Moja pogarda dla flagi nie miała podłoża politycznego, lecz społeczne. Kiedy przekopuję się teraz przez swoją siedemnastoletnią tożsamość (na tyle starannie, na ile pozwalają dzielące nas dekady), to zdaje mi się, że dostrzegam takie mniej więcej myśli: ktoś, kto wymachuje flagą, mieszka w dwukondygnacyjnym domu pokrytym winylowym sidingiem na przedmieściach Omaha. Ma podgolony kark. Jego dzieci należą do klubu 4H, ma także psa, którego bez cienia ironii - albowiem w promieniu pięciuset mil od Omaha zjawisko ironii nie występuje - nazwał Fido. Czyta publikacje Reader's Digest i słucha Andy'ego Williamsa. Na obiad jada zapiekankę z tuńczyka i mrożony groszek, a na deser cytrynową galaretkę, w której pływają plasterki banana. Nigdy nie pojechał na wschód dalej niż do Wichita (czy może na zachód: nigdy nie byłam w Omaha ani w Wichita, wiem tylko, że oba te miasta znajdują się gdzieś w amorficznym środku wszystkiego). I nigdy nie słyszał o Hermannie Hessem.
'Po 11 września liberałowie mogą już bez ryzyka być patriotami' - napisał krytyk George Packer. Podobnie jak ja Packer uważał kiedyś, że wymachiwanie flagą jest żenującą oznaką złego smaku, choć kojarzył je bardziej z klasą robotniczą niż z drobnomieszczaństwem w stylu June Cleaver. Tak czy siak, nasze rodziny nie uczestniczyły w tego rodzaju działaniach. Kiedy ludzie tacy jak Packer czy ja mieli po kilkanaście lat, nie interesowali się zbytnio socjoekonomicznymi barierami oddzielającymi wyższe klasy średnie, do których oboje należeliśmy, od klas, które nazwać można 'nieuprzywilejowanymi' i z którymi czuliśmy szczerą solidarność bez względu na to, czy kiedykolwiek mieliśmy do czynienia z ich przedstawicielami. A w tych czasach i w tych kręgach (udających egalitaryzm, a w istocie niewyobrażalnie, niewybaczalnie i niewiarygodnie snobistycznych) Amerykę w ogóle uważało się za déclassé, prostoduszne połączenie Wuja Sama, chat z bali i Misia Smokeya. Krótko mówiąc, pytanie brzmiało: kogo byście zaprosili na obiad w nadziei na ciekawą rozmowę, Betsy Ross czy Jeana Paula Sartre'a?
W marcu roku 1918, kiedy Stany Zjednoczone zaangażowały się w pierwszą wojnę światową, w Montanie pewien człowiek nazwiskiem E.V. Starr został otoczony przez tłum, który usiłował zmusić go do pocałowania flagi amerykańskiej. Starr odmówił, argumentując: 'Bo co to właściwie jest? Po prostu barwiony kawałek bawełny z jakimiś znaczkami w rogu. Nie będę tego całował. Jeszcze się czymś zarażę'.
Miesiąc wcześniej w Montanie wprowadzono zapis przeciw bezczeszczeniu flagi, który stał się wzorcem dla federalnej Ustawy o działalności wywrotowej z roku 1918, który to dokument zabrania używania 'nielojalnych, nieprzystojnych, obelżywych czy obraźliwych sformułowań' pod adresem rządu Stanów Zjednoczonych oraz flagi państwowej. Starra skazano za bezczeszczenie flagi na grzywnę w wysokości pięciuset dolarów oraz dziesięć do dwudziestu lat ciężkich robót w stanowej kolonii karnej. W odpowiedzi na apelację oskarżonego prowadzący postępowanie apelacyjne federalny sędzia okręgowy odpowiedział:
'Oczywiste jest, że w kwestii winy i wyroku odpowiedzialność spoczywa w dużo większym stopniu na oskarżających niż na powodzie. (...) To bezprawne i zakłócające porządek publiczny zachowanie [tłumu], a nie słuszny opór powoda czy trywialna i niewinna odpowiedź, do jakiej został sprowokowany, stało się przyczyną poniżenia i zniesławienia świętego sztandaru. To ów tłum, a nie powód powinien podlegać karze'.
I chociaż sąd, który skazał Starra, nazwany został 'bez wątpienia i jednoznacznie szalonym' - nigdy przedtem i nigdy potem nie wydano w Stanach Zjednoczonych tak surowego wyroku za obrazę flagi narodowej - sędzia orzekł, że prawo stanowe jest zgodne z konstytucją, wobec czego nie ma innego wyjścia, jak potwierdzić wyrok skazujący.
Nieszczęsny Starr miał przynajmniej tyle szczęścia, że rozwścieczony tłum sam nie wymierzył mu sprawiedliwości, tak jak to uczynili robotnicy fabryki samochodów w Lansing w stanie Michigan, którzy widząc, że ich kolega wytarł ręce we flagę, wycięli przerębel w lodzie na Grand River, związali mu nogi sznurkiem do bielizny i nurzali go tak długo, aż się pokajał; albo bywalcy saloonu w Thermopolis w stanie Wyoming - rok wcześniej zlinczowali oni człowieka, który krzyknął: 'Hoch lebe der Kaiser!'. (W tym wypadku ofiara została natychmiast uwolniona przez miejscowego funkcjonariusza policji. 'Chicago Tribune' donosiła: 'Ocucony zimną wodą człowiek ten został zmuszony, by na klęczkach ucałować amerykańską flagę. Następnie pouczono go, że ma natychmiast opuścić teren miasta, co też uczynił').
Zbiór takich historii znajduje się w fascynującej książce zatytułowanej 'Desecrating the American Flag. Key Documents of the Controversy from the Civil War to 1995' (Bezczeszczenie amerykańskiej flagi narodowej. Podstawowe dokumenty od czasów wojny secesyjnej do roku 1995) pod redakcją Roberta Justina Goldsteina, którą czytałam podczas pobytu na konferencji w Colonial Williamsburg, czyli w samym pępku amerykańskości. Dziwnie się czułam, podkreślając sobie słowa Starra w pokoju obwieszonym kilimkami i próbniczkami haftów. Bo co to właściwie jest? - zastanawiałam się. Czy to tylko kawałek bawełny? Czy też - jak wyraziła się Katha Pollitt, wyjaśniając, dlaczego zabroniła córce wywiesić flagę - symbol 'szowinizmu, odwetu i wojny'? A może, tak jak jedwabna flaga uszyta przez grupę nowojorskich kobiet dla żołnierzy Unii z roku l861: 'Symbol wszystkiego, czego bronić przysięgacie:/ Porządku, prawa postępu, wolności,/ Wielkiej sprawy Narodu, Boga i Ludzkości'.
Po 11 września po raz pierwszy przekonałam się, że flaga - wraz ze swym czerwonym, białym i niebieskim pokrewieństwem z obu stron - jest, jak wyraziłby się semiotyk, 'obiektem polisemicznym', czyli że ma wiele znaczeń. Chorągiewka w rękach dwojga rozczochranych autostopowiczów, którzy przycupnęli z plecakami przy Route 116, około mili od naszego domu, znaczyła: 'Nie mamy zamiaru was zamordować'. Czerwono-biało-niebieski turban na głowie sprzedającego parasole Sikha, którego moja znajoma widziała w Dupont Circle, znaczył: 'To, że się kogoś przypomina z wyglądu i stroju, nie znaczy, że się dzieli jego poglądy'. Znaczek z flagą w klapie marynarki miejscowego prawnika, o którym napisano w lokalnej gazecie (na widok tego znaczka kolega z przeciwnej partii szepnął do kogoś: 'Jestem skończony. Czy masz może pożyczyć znaczek z flagą?'), znaczył: 'Mam przewagę moralną'. Flagi, którymi wymachiwali dwaj przybrani w kowbojskie kapelusze piosenkarze na wiejskim jarmarku, gdzie wybraliśmy się akurat tego dnia, kiedy pierwsze bomby spadły na Afganistan, znaczyła: 'Zabijmy tych skurczybyków'. Bandanka z flagą narodową na szyi wymuskanego golden retrievera, którego zauważyłam na Manhattanie, znaczyła: 'Mam wprawdzie torebkę od Prady i rodowodowego psa, niemniej jestem mieszkanką Nowego Jorku, więc także boleję nad tą stratą'. Flaga na naszym podwórku znaczyła: 'Czujemy smutek. I przykro nam, że nigdy przedtem nie wywieszaliśmy flagi'.
Gazety drukowały flagę na rozkładówkach, żeby czytelnicy nieposiadający własnych chorągiewek mogli je przykleić do szyby w oknie. Ikona telewizji NBC, kolorowy paw, zmienił upierzenie na gwiazdy i pasy. Macdougal Street Tattoo Company w Greenwich Village za darmo zrobiła tatuaże o treści patriotycznej - absolutna światowa nowość - niemal pięciuset ratownikom pracującym na gruzach World Trade Center. Pewien człowiek w Pensylwanii kazał sobie wyciąć na głowie flagę maszynką. Nowojorska restauracja The Tonie wprowadziła deser pod nazwą 'Gwiazdy i Pasy': panna cotta z mascarpone otoczona czerwono-niebieskimi gwiazdkami o smaku granatu i grejpfruta. Projekt nowego znaczka za 34 centy z flagą i napisem UNITED WE STAND przeszedł przez liczne szczeble biurokracji poczty Stanów Zjednoczonych w rekordowym czasie, tak że przed l listopada na rynek trafił miliard egzemplarzy. Prom kosmiczny Endeavor zawiózł ponad sześćset flag do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, a następnie dostarczył je z powrotem, by mogły zostać rozdane rodzinom ofiar tragedii z 11 września. Nasz syn zrobił flagę z liścia i łodyżki na znak końca sezonu w swoim warzywniku i zapytał, czy ma ją opuścić do połowy masztu.
Kiedy wybrałam się na Florydę z wizytą do mojej mamy, na lotnisku w Fort Myers zatrzymałam się przed sklepem z pamiątkami. Korytarz na zewnątrz patrolował strażnik uzbrojony w karabin Ml6. W środku, na podkładce ze złotej gazy, prezentowała się największa kolekcja czerwono-biało-niebieskich przedmiotów, jaką w życiu widziałam: flagi, proporczyki, breloczki do kluczy, długopisy, wachlarze, koszulki, czapeczki baseballowe, figurki, kubki, kufle, kieliszki, menory, pocztówki przedstawiające flagi w otoczeniu pomarańczy i flamingów, naklejki na zderzaki samochodowe z napisem: TE KOLORY SIĘ NIE ZMYJĄ, rozgwiazdy z napisem: BOŻE, BŁOGOSŁAW AMERYKĘ. Te przedmioty nie miały związku z terroryzmem; flaga amerykańska stała się tu 'motywem przewodnim', tak samo jak motywem przewodnim naszego balu maturalnego był 'świat podwodny'. (Japonia? 'Ciężko będzie zrobić te wszystkie gejsze'; Kosmos? 'Za dużo bieli i czerni'; Świat podwodny? 'Słuchajcie, to jest pomysł!'). Widziałam niedawno album z fotografiami historycznych bibelotów związanych z flagą: każde zdjęcie było wysmakowane i otoczone wykonanymi aerografem cieniami, ustawione na stronie niczym precjoza na wystawie u Tiffany'ego. Pudełko na szpilki z patriotycznym motywem na wieczku. Broszka w kształcie kapelusza Wuja Sama. Opaska na cygaro z motywem prezydenckim. Piersiówka z motywem admirała Perry'ego. Karta z reklamą owsianki Wheatlet. Wszystkie wyglądały na szalenie kosztowne, choć ile wraz z upływem lat zyskały na wartości, tyle straciły na znaczeniu: nie niosły już przekazu dotyczącego wojennego patriotyzmu, lecz jedynie informację, że są obiektami kolekcjonerskimi. Wystawa sklepu w Fort Myers nie różniła się niczym od strony w tym albumie. Te przedmioty już od razu były bez znaczenia. Jedyne, czego brakowało, to wywieszka: 'Americana - wybór artykułów okolicznościowych i wyrobów ludowych, 2001'.
A jednak nawet jeśli większość okołoflagowych parafernaliów była nic niewarta, nie znaczy to, że wszystkie przedstawienia flagi były bez wartości. Mnie zelektryzowała reprodukcja wypełnionego flagami obrazu Edwarda P. Morgana pod tytułem 'Statua Wolności niosąca oświecenie światu z roku 1886', którą Muzeum Miejskie w Nowym Jorku zamieściło w 'New York Timesie' wraz z cytatem z Le Corbusiera: 'Nowy Jork nie jest miastem gotowym. (...) To miasto w procesie tworzenia. Dziś należy ono do świata. Nikt się tego nie spodziewał, tymczasem Nowy Jork stał się drogocennym klejnotem wśród miast świata. (...) To wspaniały diament, twardy i suchy, pełen blasku i triumfu!'.
Już samo przepisywanie tych słów trzy miesiące po tragedii przyprawia mnie o ten sam dziwny ucisk, jaki czuję co rano, czytając w gazecie nekrologi i myśląc o tej wdowie, która 15 września urodziła bliźnięta, albo o kobiecie, która straciła równocześnie męża i syna. Mieszkałam w Nowym Jorku 25 lat, z czego 22 w odległości spaceru od World Trade Center. Najbliższym punktem ratunkowym dla ofiar tragedii był szpital, w którym urodziła się nasza córka; Engine 24/Ladder 5, gdzie pokryty pyłem burmistrz Giuliani ulokował swój tymczasowy sztab, to nasza remiza strażacka. Poczułam wstyd, kiedy uświadomiłam sobie, że pojmuję wydarzenia z 11 września bardziej w kategoriach tragedii sąsiedzkiej niż globalnej; oto przykład solipsystycznego myślenia, według którego najbliższy słup telefoniczny jest wyższy niż inne tylko dlatego, że w y d a j e s i ę najwyższy. Nasi przyjaciele z Massachusetts mówili nam: 'Musicie czuć ulgę, że się wyprowadziliście'. I chociaż rzeczywiście czuliśmy ulgę, to nasze odczucia były dużo bardziej skomplikowane i sprzeczne. Czuliśmy, że kochamy Nowy Jork jeszcze mocniej właśnie z powodu krzywdy, jaką mu wyrządzono. George porównał to uczucie do fali czułości, którą człowiek odkrywa w sobie na wieść, że była ukochana czy ukochany ulegli poważnemu wypadkowi. Ja wiedziałam, choć zdawało mi się to wówczas wrażeniem wstydliwym, że na obraz Morgana i słowa Le Corbusiera zareagowałam tak intensywnie właśnie z powodu tęsknoty za rodzinnym miastem.
Pewnego wieczoru ucieszył mnie widok George'a oglądającego transmisję mistrzostw świata w baseballu. Do tego czasu nie byliśmy w stanie oglądać żadnego programu, który nie dotyczył 11 września. Nad samym środkiem Yankee Stadium powiewała potargana flaga. Miała kształt oriflamme, bojowego proporca królewskiego w XIX--wiecznej Francji, rozdzielonego na końcu w kształt dwu płomieni. Flaga ta pochodziła z World Trade Center, została znaleziona w ruinach i niewiele brakowało, żeby ją wyrzucono (paragraf l76k 'Zasad posługiwania się amerykańską flagą narodową': 'Jeśli flaga znajdzie się w takim stanie, że nie może już właściwie spełniać roli symbolu, powinna zostać w godny sposób zniszczona, najlepiej przez spalenie'). Zainterweniowała Port Authority, a sierżant Antonio Scannella, który stracił trzynastu spośród osiemnastu ludzi ze swojego oddziału, został nieoficjalnym opiekunem flagi, kiedy oświadczył: 'Amerykańskiej flagi nie wolno wyrzucać na śmietnik!'. Kiedy Max von Essen, syn komendanta nowojorskiej straży pożarnej, zaśpiewał 'Gwiaździsty sztandar' (jedyny znany mi hymn narodowy bezpośrednio mówiący o fladze), zaskoczyło mnie własne gardło, które gwałtownie się zacisnęło.
(...)
Flaga przy naszym domu wisiała w połowie masztu dłużej, niż nakazywał dekret prezydenta Busha, a potem, kiedy już wciągnęliśmy ją na pełną wysokość, została tam dłużej niż u większości sąsiadów. Może nadrabialiśmy stracony czas? A może widok flagi był nam potrzebny, byśmy przekonali samych siebie, że nawet jeśli uczestnicy antymuzułmańskich demonstracji pod meczetem w Bridgeview w stanie Illinois wymachiwali flagami i skandowali: 'USA! USA!', to my, w Whately, Massachusetts, potrafimy nadać fladze inne znaczenie: to, które miała na myśli komisja do spraw flagi w Chicago w roku 1895, kiedy nazwała gwiazdy i pasy 'naszym lepszym ja'.
Kiedy wciągaliśmy flagę na maszt, nie miałam okazji przyjrzeć się jej dokładnie, dlatego któregoś dnia postanowiłam ściągnąć ją i zobaczyć, czy jest uszyta z bawełny, czy z jedwabiu. Był zimny i mokry grudniowy poranek; na szare łaty śniegu padał marznący deszcz. Paragraf 174c 'Zasad posługiwania się amerykańską flagą narodową' zabrania wywieszania flagi w czasie niepogody, niemniej grupka miejscowych twardzieli trzymała gwiazdy i pasy na masztach bez względu na warunki atmosferyczne, więc poszliśmy w ich ślady. Flaga była kompletnie przemoczona i wyglądała jak smętny nietoperz. Kiedy ją spuściłam i zdjęłam kółeczka z linki, stwierdziłam, że jest zrobiona z nylonu. Czarne literki na krawędzi - tak spłowiałe, że niemal niewidoczne - układały się w napis DURA LITE. Czerwone szwy między pasami zaczynały krwawić. Naszyte gwiazdy troszkę już się postrzępiły. Kiedy na nowo przyczepiałam mosiężny zatrzask, bardzo się starałam, żeby ta sfatygowana flaga nie dotknęła ziemi.
Esej 'Kawałek bawełny'
[Skrót tekstu pochodzi od redakcji]