http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Pomoc domowa

Adam Leszczyński
13.04.2010 , aktualizacja: 19.04.2010 16:51
A A A Drukuj
'Powiedziała, że ludzie traktują ją jak gadający mop. A ona nie chce być gadającym mopem' - rozmowa z socjolożką Anną Kordasiewicz

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Bada pani, jak Polacy traktują pracowników domowych - panie do sprzątania, gosposie czy nianie. To jak traktują? Dobrze czy źle?

Nie ma prostej odpowiedzi.

Wszystko zaczęło się od badania Polek pracujących w Neapolu. Byłam tam na stypendium i pomyślałam, że jako Polka mogę badać innych Polaków. Okazało się, że wiele kobiet z Polski pracuje tam w domach.

Na początku temat wydał mi się banalny i nudny. Ale jak zaczęłam rozmawiać z tymi kobietami, odkryłam bardzo złożony świat. W Neapolu obie strony rozumiały różnie sytuację. Polki jechały z nastawieniem, że będą pracować, i dlatego stosowały całe słownictwo świata pracy: prawa pracownicze, składki emerytalne i tak dalej. Używały formalnego języka, a czuły, że przez rodzinę włoską są zasysane i stają się kimś w rodzaju rodzinnej służącej. W niektórych domach spotykały się z pozostałościami tradycyjnego świata - musiały np. nosić fartuszki.

To była degradacja? Jechałam do pracy, a zostałam służącą?

Bardzo z tego powodu cierpiały.

Uważały, że Włosi nie traktują ich na równi ze sobą. Wiadomo, że są podwładnymi, ale Włosi często traktowali je nie w pełni jako osoby. Kiedy np. rodzina włoska oglądała teleturniej, a Polka znała odpowiedź, to patrzyli na nią, jakby spadła z księżyca. To się nie mieściło w ich wizji roli pomocy domowej.

Polki np. chciały się uczyć języka. Prosiły pracodawców, żeby pomagali. Opowiedziano mi taką sytuację: Polka prosiła, żeby ktoś jej wytłumaczył, jak się odmienia jakiś czasownik, a w odpowiedzi pani domu celowo rozlewała kawę i mówiła: 'Sprzątaj to, bo nie jesteś tu po to, żeby się uczyć, tylko żeby sprzątać'. To oczywiście sytuacja ekstremalna, ale i takie się zdarzały.

Wyobrażam sobie, że w Polsce np. pani pracująca jako sprzątaczka w szkole może porozmawiać z dyrektorem. Tam obowiązywał podział - do rozmów są Włosi, do sprzątania pomoc domowa.

Można to interpretować na dwa sposoby. Amerykański socjolog Erving Goffman pisał, że traktowanie kogoś jako 'nieosoby' z jednej strony może być wykluczające. Tak się traktuje czasami dzieci, osoby starsze albo psychicznie chore - nikt się nie przejmuje, co one sobie pomyślą. Z drugiej strony to bardzo funkcjonalna praktyka. Np. tłumacza na konferencji międzynarodowej wygodniej jest nie zauważać i nie traktować jako jej pełnoprawnego uczestnika - interakcja toczy się wtedy z pominięciem tego pośrednika. Polki odbierały to degradująco, ale intencją Włochów nie musiało być wykluczenie. Być może wypracowali sobie taki system obchodzenia się z obcą osobą w domu.

Polacy też mają skłonność do traktowania pomocy domowej jako 'nieosoby'?

Od trzech lat rozmawiam z pracodawcami i pracownicami i takie historie słyszę rzadko. Pracownice jednak czasem się skarżą, że przy gościach pracodawczynie są mniej wylewne i nie traktują ich tak blisko i równo jak wtedy, kiedy są same. Pewna Ukrainka powiedziała mi, że ludzie traktują ją jak gadający mop, a ona nie chce być gadającym mopem.

Dzielę pomoce domowe na cztery grupy zawodowe: osoby do sprzątania, nianie do dziecka, które zajmują się nim na stałe, gosposie prowadzące dom oraz opiekunki osób starszych, które są światem zupełnie odrębnym, bo to bardzo specyficzna praca.

Pracodawców dzielę na tych, którzy mają problemy z zatrudnianiem pomocy domowej i takich, którzy ich nie mają. Ludzie mają kłopoty przede wszystkim ze zbliżaniem i z zażyłością oraz z hierarchią. Mają np. w życiu nastawienie równościowe, a muszą się postawić w sytuacji szefa, który coś każe.

Wyróżniam dwie kategorie pracodawców, którzy nie mają problemów w relacji z pomocą domową. Jedni wchodzą w język korporacji. Mówią: "Pomoc domowa to mój podwładny, którego rekrutuję, motywuję, oceniam". Używają właśnie takich słów. Kobiety pracujące w korporacji mówią, że nie widzą różnicy pomiędzy nianią, którą zatrudniają, a swoimi podwładnymi w firmie. Taka osoba traktuje pomoc jak funkcjonalnego intruza. Zgadzamy się wpuścić go do domu, niech zostawi czysty produkt i niech znika.

Inna grupa pracodawców odwołuje się do świata tradycji. Mówią, że gosposia jest dobrym duchem domu i sprawia, że dom staje się pełen. Zakrzątnie się, ugotuje, stanowi serce domu. To najczęściej osoby wychowane w rodzinie z pomocami domowymi i mające pochodzenie ziemiańskie albo szlacheckie. Zaobserwowałam to nawet w rodzinach, które zatrudniały służbę przed wojną, w PRL zbiedniały, a teraz wróciły do dawnego statusu.

Nawiasem mówiąc, większość prac domowych w Polsce wykonują Polki, nie migrantki. W Warszawie sytuacja jest wyjątkowa, więcej niż gdzie indziej w Polsce Ukrainek pracuje w sektorze usług domowych. Przez to utarł się stereotyp, że to głównie Ukrainki pracują w domach.

Konfiguracje intymne

Jak się Polacy dogadują ze służbą?

Obie strony na siebie narzekają. Konflikty pojawiają się na przykład wokół tego, co jest intymne, a co nie jest. Niektóre pomoce domowe mogą się obrazić, kiedy się je poprosi, żeby coś przyszyły. Sprzątanie psich kup też jest czasami problemem.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się