ZOBACZ TAKŻE
- Czasem trzeba umieć powiedzieć: dość (25-11-00, 18:53)
- Granice wolności w związku (18-05-10, 02:00)
- Niedzielny tato walczy (27-04-10, 01:00)
- Dobrze, że boli (08-02-10, 12:00)
- Taki duży, a sika w łóżko (21-01-10, 01:00)
SERWISY
Pojawia się pytanie: na czym polega rola męska? Kim w końcu mam być? Tylko dostarczycielem środków na budowę gniazda? Czy mam być ojcem obecnym? Czy jedno i drugie? Bywa, że kobieta po porodzie oczekuje wszystkiego naraz. Chce, żeby mąż bardzo się zaangażował w opiekę nad dzieckiem, wracał wcześniej z pracy i jednocześnie zapewnił odpowiedni standard życia. Bo przecież musi starczyć na pampersy, na rozmaite gadżety, na lekarstwa, na pediatrę o dowolnej porze. A mężczyzna czuje presję nie tylko ze strony żony, ale też własną.
Jeśli nie sprosta, to znaczy, że się nie sprawdził jako mąż i ojciec?
Może czuć, że skoro jest prawdziwym mężczyzną, to musi i jedno, i drugie. Powinien odciążyć żonę w codziennych czynnościach, ale też dawać jej wsparcie wobec zewnętrznego świata, zapewniać: 'Przetrwamy, nie martw się. Spłacimy kredyt, kupimy większe mieszkanie. Ja zarobię. Jak będziesz zmęczona, to zajmę się dzieckiem, jak będziesz niewyspana, to będę wstawał w nocy, jak będziesz znużona, to przejmę wszystko, a ty wyjedziesz na cały dzień'. Może go to trochę przygnieść.
Rozumiem, że gdyby nie dziecko, sytuacja nie byłaby aż tak dramatyczna?
Sam fakt, że rodzi się dziecko, nie musi powodować jakiejś dramatycznej zmiany. Dość dobrze funkcjonująca para w miarę dojrzałych ludzi sobie poradzi. Będzie trudno, będą może spięcia, ale to się unormuje. Natomiast jeżeli jedna albo obie osoby czy ich wspólny układ cechuje się jakąś trudnością emocjonalną, to wszystko się zintensyfikuje.
Jaka to może być trudność?
Na przykład silna idealizacja z obu stron. Powiedzmy, że ona wyobraża sobie swojego męża jako supermana, jako ojca, którego nie miała, który poradzi sobie ze wszystkim i zawsze będzie jej dawał oparcie. A tu okazuje się, że on nie rozumie jej nastrojów i nie wie, jak reagować, gdy ona nagle zalewa się łzami. On natomiast oczekuje, że ona zawsze będzie świetnie się prezentować i nienagannie wyglądać, a ich dom będzie lśnił. Tymczasem po porodzie brzuch wisi, szlafrok wciąż poplamiony mlekiem i ulewaniem, w kuchni bałagan, bo jak tylko chce się coś zrobić, odzywa się dziecko Ktoś, kto oczekuje ideału, będzie zawiedziony, krytyczny i da to odczuć partnerowi czy partnerce. Narodziny dziecka to doświadczenie, które pokazuje, że nikt nie jest idealny. A gdy oczekuje się ideałów, tolerancja na odstępstwo jest niewielka, łatwo o dewaluację i to może być duża próba dla związku.
Pary z małymi dziećmi często źródła kryzysu upatrują w pogorszeniu się ich życia seksualnego, bo poród, połóg, a potem wiecznie płaczący noworodek i jakoś tak się robi, że przestają się kochać
Czy rzeczywiście jest tak, że po narodzinach dziecka w sposób naturalny musi pojawiać się jakaś zmiana, i to na gorsze? Spotykam dużo par, u których okres seksualnego wystudzenia po jednej stronie czy po obu następuje niezależnie od tego, np. nie mają dziecka, a odsuwają się od siebie, albo zobojętnienie seksualne pojawia się dopiero wtedy, gdy dziecko ma np. pięć lat. Spadek fascynacji jest do pewnego stopnia normalny i trzeba sobie jakoś z tym radzić. Nie ma sposobu, żeby po czterech latach było tak samo jak przez pierwsze trzy miesiące.
Ale przy małym dziecku dochodzi jeszcze potworne zmęczenie, brak czasu, a czasem miejsca, bo dziecko śpi z rodzicami w łóżku.
Dziecko nieprzypadkowo ląduje w rodzicielskim łóżku, czasem zresztą na lata. A seks nie jest znowu taką męczącą czynnością, nie musi zająć wiele naszego cennego czasu i jeśli nawet kosztuje trochę fizycznego wysiłku, to dostajemy rekompensatę w postaci endorfin i dobrego samopoczucia. Naprawdę nie unika się seksu ze względu na trudności organizacyjne i zmęczenie. Chodzi raczej o coś innego.
A o co?
Różnie bywa. Gdy przychodzi do mnie para i mówi, że po urodzeniu dziecka ich życie seksualne znacznie się pogorszyło, to proszę, żeby powiedzieli, jak było przedtem, i zwykle okazuje się, że już kilka lat przed ciążą nie było wspaniale. Albo zgłaszają się rodzice trzyletniego dziecka. Twierdzą, że po jego urodzeniu przestali mieć ochotę na seks. Zaczynamy drążyć i okazuje się, że ten stan trwa tak naprawdę dopiero pół roku, od czasu gdy żona wróciła do pracy. Ludzie lubią mieć jakiś powód, który daje pozorne wyjaśnienie i często w takich sytuacjach wskazują na dziecko. A skutek jest taki, że zamiast przyjrzeć się, co się między nimi dzieje, kiedy jeszcze może nie jest za późno, mówią sobie: 'A, co tam, wszyscy mówią, że to tak bywa po urodzeniu dziecka, więc za jakiś czas się poprawi'. A za 'jakiś czas' sytuacja staje się krytyczna.
Oczywiście narodziny dziecka mogą zmienić relacje seksualne jego rodziców. Mężczyzna może mieć trudność w erotycznym zainteresowaniu już nie dziewczyną, tylko matką. Kobieta może się wstydzić zmian w swoim ciele. Może, skoro jej partner stał się ojcem, przeżywać go jako kogoś, z kim seks nie jest możliwy. Poza tym przez kilkanaście tygodni po urodzeniu dziecka kobieta jest bardzo zaabsorbowana noworodkiem. Buduje z nim intensywną fizyczną więź i dla niej bliskość fizyczna z innym obiektem, nawet jeśli jest to jej ukochany mąż, wydaje się bezzasadna. Psychoterapeuta i pediatra Donald Winnicott nazywał to 'pierwotnym macierzyńskim zaabsorbowaniem'. Jeżeli jednak ten stan trwa dłużej niż dwa, trzy miesiące, to mamy do czynienia z nieświadomym używaniem macierzyństwa do swoich celów, np. przez argument 'dziecko musi spać z nami', a wiadomo, że nie musi.
Ale tak często jest łatwiej
Dla kogo? Ostatnio była u mnie para. Ona mówiła, że seks jest utrudniony, bo dziecko śpi całą noc z nimi w łóżku, oni przez to są wciąż niewyspani, bo dziecko wierci się i kopie. Pytam: 'A w jakim wieku jest dziecko?'. 'Pięć lat, ale od urodzenia śpi z nami, bo był taki marudny, płaczliwy, i teraz już tak zostało'. Pytanie, dlaczego oni nie zdołali nauczyć swojego pięcioletniego synka spać we własnym łóżku.
Dlaczego?
Może dlatego, żeby któreś z nich nie musiało już stanowić seksualnej pary ze współmałżonkiem, ale stworzyło nową parę rodzic - dziecko. Oczywiście to nie jest świadoma strategia. Na świadomym poziomie matka czy ojciec znajdują wiele rzeczowych argumentów za swą decyzją.
Jak się porozumieć w sytuacji, kiedy porozumienie wydaje się niemożliwe, a zamiast niego zaczyna się licytacja: to ja jestem bardziej zmęczony, ja się bardziej poświęcam, ja więcej daję.
Bardzo łatwo jest o poczucie skrzywdzenia po urodzeniu dziecka i obie strony mają powody czuć się obciążone i niedocenione. Młoda matka często ma poczucie, że opieka nad maleńkim dzieckiem to jest zadanie przekraczające siły pojedynczego rodzica. Bo ona musi być cały czas dyspozycyjna psychicznie i fizycznie, do tego niekiedy podejmować trudne decyzje dotyczące drugiego człowieka, np. czy wieźć gorączkujące kilkumiesięczne niemowlę do lekarza, czy jeszcze zaczekać. Czy można przyjąć propozycję sąsiadki, która jest gotowa dopilnować dziecka przez dwie godziny dziennie, skoro jej mąż to alkoholik? Czy karmić piersią, jeśli ma się początki jakiejś infekcji? A z zewnątrz słyszy, że nie robi nic nadzwyczajnego: 'Ja trójkę wychowałam i żyję' - powie teściowa, a mąż doda: 'Moja siostra ma dwoje małych dzieci i nigdy nie słyszałam, żeby się tak skarżyła jak ty'. Młody ojciec też uważa, że wyjątkowo się stara. Jego ojciec to nawet pieluchy nie zmienił, on kąpie, karmi, przewija, a żona wiecznie niezadowolona i tego nie docenia: 'No i co w tym takiego wielkiego, że sam uśpiłeś dzieci, żebym mogła wyjść wieczorem? Przecież ja codziennie to robię'.
Jeśli nie sprosta, to znaczy, że się nie sprawdził jako mąż i ojciec?
Może czuć, że skoro jest prawdziwym mężczyzną, to musi i jedno, i drugie. Powinien odciążyć żonę w codziennych czynnościach, ale też dawać jej wsparcie wobec zewnętrznego świata, zapewniać: 'Przetrwamy, nie martw się. Spłacimy kredyt, kupimy większe mieszkanie. Ja zarobię. Jak będziesz zmęczona, to zajmę się dzieckiem, jak będziesz niewyspana, to będę wstawał w nocy, jak będziesz znużona, to przejmę wszystko, a ty wyjedziesz na cały dzień'. Może go to trochę przygnieść.
Rozumiem, że gdyby nie dziecko, sytuacja nie byłaby aż tak dramatyczna?
Sam fakt, że rodzi się dziecko, nie musi powodować jakiejś dramatycznej zmiany. Dość dobrze funkcjonująca para w miarę dojrzałych ludzi sobie poradzi. Będzie trudno, będą może spięcia, ale to się unormuje. Natomiast jeżeli jedna albo obie osoby czy ich wspólny układ cechuje się jakąś trudnością emocjonalną, to wszystko się zintensyfikuje.
Jaka to może być trudność?
Na przykład silna idealizacja z obu stron. Powiedzmy, że ona wyobraża sobie swojego męża jako supermana, jako ojca, którego nie miała, który poradzi sobie ze wszystkim i zawsze będzie jej dawał oparcie. A tu okazuje się, że on nie rozumie jej nastrojów i nie wie, jak reagować, gdy ona nagle zalewa się łzami. On natomiast oczekuje, że ona zawsze będzie świetnie się prezentować i nienagannie wyglądać, a ich dom będzie lśnił. Tymczasem po porodzie brzuch wisi, szlafrok wciąż poplamiony mlekiem i ulewaniem, w kuchni bałagan, bo jak tylko chce się coś zrobić, odzywa się dziecko Ktoś, kto oczekuje ideału, będzie zawiedziony, krytyczny i da to odczuć partnerowi czy partnerce. Narodziny dziecka to doświadczenie, które pokazuje, że nikt nie jest idealny. A gdy oczekuje się ideałów, tolerancja na odstępstwo jest niewielka, łatwo o dewaluację i to może być duża próba dla związku.
Pary z małymi dziećmi często źródła kryzysu upatrują w pogorszeniu się ich życia seksualnego, bo poród, połóg, a potem wiecznie płaczący noworodek i jakoś tak się robi, że przestają się kochać
Czy rzeczywiście jest tak, że po narodzinach dziecka w sposób naturalny musi pojawiać się jakaś zmiana, i to na gorsze? Spotykam dużo par, u których okres seksualnego wystudzenia po jednej stronie czy po obu następuje niezależnie od tego, np. nie mają dziecka, a odsuwają się od siebie, albo zobojętnienie seksualne pojawia się dopiero wtedy, gdy dziecko ma np. pięć lat. Spadek fascynacji jest do pewnego stopnia normalny i trzeba sobie jakoś z tym radzić. Nie ma sposobu, żeby po czterech latach było tak samo jak przez pierwsze trzy miesiące.
Ale przy małym dziecku dochodzi jeszcze potworne zmęczenie, brak czasu, a czasem miejsca, bo dziecko śpi z rodzicami w łóżku.
Dziecko nieprzypadkowo ląduje w rodzicielskim łóżku, czasem zresztą na lata. A seks nie jest znowu taką męczącą czynnością, nie musi zająć wiele naszego cennego czasu i jeśli nawet kosztuje trochę fizycznego wysiłku, to dostajemy rekompensatę w postaci endorfin i dobrego samopoczucia. Naprawdę nie unika się seksu ze względu na trudności organizacyjne i zmęczenie. Chodzi raczej o coś innego.
A o co?
Różnie bywa. Gdy przychodzi do mnie para i mówi, że po urodzeniu dziecka ich życie seksualne znacznie się pogorszyło, to proszę, żeby powiedzieli, jak było przedtem, i zwykle okazuje się, że już kilka lat przed ciążą nie było wspaniale. Albo zgłaszają się rodzice trzyletniego dziecka. Twierdzą, że po jego urodzeniu przestali mieć ochotę na seks. Zaczynamy drążyć i okazuje się, że ten stan trwa tak naprawdę dopiero pół roku, od czasu gdy żona wróciła do pracy. Ludzie lubią mieć jakiś powód, który daje pozorne wyjaśnienie i często w takich sytuacjach wskazują na dziecko. A skutek jest taki, że zamiast przyjrzeć się, co się między nimi dzieje, kiedy jeszcze może nie jest za późno, mówią sobie: 'A, co tam, wszyscy mówią, że to tak bywa po urodzeniu dziecka, więc za jakiś czas się poprawi'. A za 'jakiś czas' sytuacja staje się krytyczna.
Oczywiście narodziny dziecka mogą zmienić relacje seksualne jego rodziców. Mężczyzna może mieć trudność w erotycznym zainteresowaniu już nie dziewczyną, tylko matką. Kobieta może się wstydzić zmian w swoim ciele. Może, skoro jej partner stał się ojcem, przeżywać go jako kogoś, z kim seks nie jest możliwy. Poza tym przez kilkanaście tygodni po urodzeniu dziecka kobieta jest bardzo zaabsorbowana noworodkiem. Buduje z nim intensywną fizyczną więź i dla niej bliskość fizyczna z innym obiektem, nawet jeśli jest to jej ukochany mąż, wydaje się bezzasadna. Psychoterapeuta i pediatra Donald Winnicott nazywał to 'pierwotnym macierzyńskim zaabsorbowaniem'. Jeżeli jednak ten stan trwa dłużej niż dwa, trzy miesiące, to mamy do czynienia z nieświadomym używaniem macierzyństwa do swoich celów, np. przez argument 'dziecko musi spać z nami', a wiadomo, że nie musi.
Ale tak często jest łatwiej
Dla kogo? Ostatnio była u mnie para. Ona mówiła, że seks jest utrudniony, bo dziecko śpi całą noc z nimi w łóżku, oni przez to są wciąż niewyspani, bo dziecko wierci się i kopie. Pytam: 'A w jakim wieku jest dziecko?'. 'Pięć lat, ale od urodzenia śpi z nami, bo był taki marudny, płaczliwy, i teraz już tak zostało'. Pytanie, dlaczego oni nie zdołali nauczyć swojego pięcioletniego synka spać we własnym łóżku.
Dlaczego?
Może dlatego, żeby któreś z nich nie musiało już stanowić seksualnej pary ze współmałżonkiem, ale stworzyło nową parę rodzic - dziecko. Oczywiście to nie jest świadoma strategia. Na świadomym poziomie matka czy ojciec znajdują wiele rzeczowych argumentów za swą decyzją.
Jak się porozumieć w sytuacji, kiedy porozumienie wydaje się niemożliwe, a zamiast niego zaczyna się licytacja: to ja jestem bardziej zmęczony, ja się bardziej poświęcam, ja więcej daję.
Bardzo łatwo jest o poczucie skrzywdzenia po urodzeniu dziecka i obie strony mają powody czuć się obciążone i niedocenione. Młoda matka często ma poczucie, że opieka nad maleńkim dzieckiem to jest zadanie przekraczające siły pojedynczego rodzica. Bo ona musi być cały czas dyspozycyjna psychicznie i fizycznie, do tego niekiedy podejmować trudne decyzje dotyczące drugiego człowieka, np. czy wieźć gorączkujące kilkumiesięczne niemowlę do lekarza, czy jeszcze zaczekać. Czy można przyjąć propozycję sąsiadki, która jest gotowa dopilnować dziecka przez dwie godziny dziennie, skoro jej mąż to alkoholik? Czy karmić piersią, jeśli ma się początki jakiejś infekcji? A z zewnątrz słyszy, że nie robi nic nadzwyczajnego: 'Ja trójkę wychowałam i żyję' - powie teściowa, a mąż doda: 'Moja siostra ma dwoje małych dzieci i nigdy nie słyszałam, żeby się tak skarżyła jak ty'. Młody ojciec też uważa, że wyjątkowo się stara. Jego ojciec to nawet pieluchy nie zmienił, on kąpie, karmi, przewija, a żona wiecznie niezadowolona i tego nie docenia: 'No i co w tym takiego wielkiego, że sam uśpiłeś dzieci, żebym mogła wyjść wieczorem? Przecież ja codziennie to robię'.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Re: Troje na huśtawce
wildor
11.03.10, 14:08
Czym się martwisz? Przecież wytłumaczyłaś właśnie swoją sytuację. Co prawda takie uzasadnienie nie padło w wywiadzie, ale jest możliwy i taki scenariusz. Zamiast obarczać siebie za "nie »
-
Re: Troje na huśtawce
echtom
12.03.10, 16:47
Trudno tu mówić o świadomym "stwarzaniu pustki" - to raczej konsekwencja modelu rodziny nuklearnej. Sytuacja, w której kobieta przez kilkanaście godzin dziennie przebywa sama z małym »
-
Re: Troje na huśtawce
sugarka
12.03.10, 18:20
a ja mysle, ze mimo braku wianuszka ''pomagaczy'' mozna sobie poradzic. Szczegolnie na przestrzeni 5 lat.»
W numerze z 4 września
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










