http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Troje na huśtawce

Agnieszka Jucewicz
2010-03-11, ostatnia aktualizacja 2010-03-11 12:58

'Dziecko nieprzypadkowo ląduje w rodzicielskim łóżku, czasem zresztą na lata. Naprawdę nie unika się seksu ze względu na trudności organizacyjne i zmęczenie. Chodzi raczej o coś innego' - z psycholożką Zofią Milską-Wrzosińską rozmawia Agnieszka Jucewicz

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Zna pani pary, których po urodzeniu dziecka nie dotknął kryzys?

'Kryzys' to niefortunne słowo, bo sugeruje, że mamy do czynienia z przesileniem, obciążeniem przerastającym zwykłe ludzkie możliwości. Kryzys jest wtedy, kiedy nasze zdolności adaptacyjne są niewystarczające. A my jesteśmy do macierzyństwa i do ojcostwa biologicznie i psychologicznie przygotowani. W zdecydowanej większości przypadków.

A jakiego słowa by pani użyła?

Młodzi rodzice różnie o tym mówią: wyzwanie, wielka zmiana, szok, przewrócenie życia do góry nogami, rewolucja.

To skąd taka skłonność do myślenia i mówienia o tej sytuacji jako o kryzysie?

Bo niektóre pary rzeczywiście przeżywają wtedy kryzys związku, tyle że on istniał od dawna, ale łatwiej go było nie widzieć, a teraz został 'podczepiony' pod dziecko. Czasem dziecko ma być sposobem na kryzys, który trwał od dawna, ale po dziecku zrobiło się jeszcze trudniej. Wtedy małżeństwo może idealizować to, co było przedtem, mówią np. 'No, może nigdy nie było idealnie, ale prawdziwy kryzys zaczął się dopiero, jak mała się urodziła'. Statystyczna większość rodziców nie doświadcza kryzysu, tylko zmiany.

Co jest najtrudniejsze w tej zmianie? Zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością?

Bolesna może być utrata kontroli. Przed urodzeniem dziecka możemy mieć poczucie panowania nad swoim życiem, a rodzicielstwo, zwłaszcza na wczesnym etapie, pokazuje, że ta kontrola jest złudna. Już nie my sobą rządzimy, tylko dziecko.

Wiąże się z tym utrata wolności. Dopóki dziecka nie było, myślałam, że mogę wszystko. Nie chciało mi się, to nie. Najwyżej opuściłam zajęcia na studiach, nie dostałam wymarzonej pracy, pokłóciłam się z całym światem. Chcę rzucić wszystko i zaraz, natychmiast wyjechać na drugi koniec kraju - proszę bardzo. Kupiłam wspaniałą książkę, nie zamierzam się od niej oderwać, póki nie skończę. No a teraz jest dziecko i może się okazać, że po raz pierwszy w życiu muszę wstać o 5 rano. Przy najciekawszym filmie oczy mi się kleją. Nie mogę wyjść z domu, kiedy i na jak długo chcę. Wyobrażałam sobie, że ono będzie spokojne i zadowolone, a jest żywe, śpi mało i jest wymagające. Co więcej, przed ciążą miałam plany, które teraz się weryfikują.

Na przykład?

Przed urodzeniem dziecka myślałam, że szybko je odchowam i po macierzyńskim wrócę do pracy, a tu się okazuje, że wcale nie tak prosto jest się rozstać. To wrzaskliwe stworzonko jakoś trzyma mnie przy sobie. Albo przeciwnie, zakładałam, że zostanę trzy lata w domu, ale po paru miesiącach całodobowe macierzyństwo męczy mnie, ogranicza i chyba już wolę pracę.

Co do partnera też są jakieś oczekiwania

Przed urodzeniem dziecka mogę sobie wyobrażać, że on dużo zarobi, a ja oddam się wychowywaniu potomka. A on zamiast dbać o karierę finansową, zrobił się jakiś udomowiony i woli więcej czasu spędzać z dzieckiem. Albo miał być zaangażowanym ojcem, wstawać w nocy do wymarzonego synka, a zamiast tego wraca do domu zmęczony, wyczerpany i się od nas odsuwa.

Czy mężczyźni też mają poczucie utraty kontroli?

Oni mają w ogóle problem ze swoim ojcostwem, bo rola kobiety nie zmieniła się tak bardzo: kobieta jest w ciąży, rodzi dziecko, karmi piersią i w tych pierwszych tygodniach jest z dzieckiem bardziej związana fizycznie. Natomiast dla mężczyzny przez tysiąclecia związek z niemowlęciem nie był tak istotny. Mógł mieć dużo dzieci, często z różnymi partnerkami, niekoniecznie się nimi zajmował, nawet jeśli czuł się za nie odpowiedzialny. W gnieździe z młodymi zostawała kobieta. A współczesny mężczyzna do tego gniazda wszedł czy został do niego wciągnięty.

To znaczy?

Rodzina stała się dla niego bardzo ważna psychologicznie, kulturowo, społecznie - ale biologiczna więź z noworodkiem nie jest tak naturalna jak u kobiety. Z drugiej strony coraz więcej jest sytuacji, które budują tę więź, jeszcze zanim dziecko pojawi się na świecie. To pozwala mężczyźnie łatwiej przygotować się do tego, że zajmie ono tak istotne miejsce w jego życiu.

O jakich sytuacjach pani myśli?

Na przykład USG. Ojcowie oglądają dziecko na ekranie i mogą je przeżyć jako istniejące, widać nóżki, głowę, małe stworzenie się porusza. Do niedawna wszystko, co było możliwe, to to, że mąż kładł rękę na brzuchu żony, coś tam drgnęło i tyle było tego kontaktu. Dziecko było abstrakcją. Dzisiaj są wspólne wizyty u lekarza, szkoła rodzenia, uczestniczenie w porodzie. To jest dobre, ale niesie psychologiczne trudności.

Jakie?

Źródło: Wysokie Obcasy

Zobacz więcej na temat:

  • Troje na huśtawce bawarska 11.03.10, 11:08

    "Jeżeli tak jest, to trzeba się przyjrzeć temu, dlaczego kobieta stworzyła wokół siebie taką pustkę" - Pani Psycholog chyba nigdy nie miała problemów z rodzicami i teściami i korzystała »

  • Re: Troje na huśtawce marnela 11.03.10, 17:06

    Ja mieszkam 1000 km od mojej rodziny a 1200 od rodziny meza. Nie mam tu nikogobliskiego do pomocy, a jednak udalo mi sie zbudowac takie ralcje, ktorepozwalaja mi miec czas dla siebie. »

  • Re: Troje na huśtawce echtom 12.03.10, 16:47

    Trudno tu mówić o świadomym "stwarzaniu pustki" - to raczej konsekwencja modelu rodziny nuklearnej. Sytuacja, w której kobieta przez kilkanaście godzin dziennie przebywa sama z małym »

W numerze z 31 lipca