ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Byłam kobietą kochającą za bardzo (01-10-09, 22:00)
- Monogamia to bujda (15-02-09, 11:00)
- W poszukiwaniu wytrysku (02-06-10, 01:00)
- Kobiety kobietom (08-02-09, 11:00)
- Żyć po zdradzie (22-10-05, 01:00)
- Czy powinnaś powiedzieć swojej przyjaciółce, że jest zdradzana? (03-03-04, 00:00)
- Zdrada nie leczy kryzysu małżeńskiego lecz go zwielokratnia (03-03-04, 00:00)
- Porady na zdrady (23-03-10, 01:00)
RAPORTY
SERWISY
Czyli powinniśmy na początku związku się jasno dogadać. Podpisać jakiś kontrakt?
Wiem, to jest nierealne. Nie będziemy przecież namawiać dwudziestolatków: zawierajcie kontrakty, w których są ustalone nie tylko zasady wspólnego bycia, ale też rozstania. Na tym etapie to nie do pomyślenia. Jest to możliwe dopiero wtedy, kiedy jakaś osoba przeszła ileś zdrad w swoim życiu, ma refleksje na ten temat, wie, jak reaguje w takiej sytuacji. Może sama kiedyś zdradzała i zna to z drugiej strony? To wymaga pewnej niewygodnej wiedzy, jak wszystko jest zmienne i jak trudno się co do niektórych rzeczy umówić. Dobrym przykładem są finanse. Przecież dwudziestolatka oszalała z miłości nie będzie rozmawiała o podziałach finansowych przy rozstaniu, bo w przyszłości może dojść do zdrady. Uważa się, że podpisanie intercyzy oznacza, że z naszym uczuciem jest coś nie tak i nie ma wzajemnego zaufania.
Bo to niby wynika z założenia, że nie będziemy ze sobą do grobowej deski.
Oczywiście. A ile osób (zwłaszcza kobiet, które zostają z dziećmi w bardzo trudnej materialnie sytuacji) mówi: 'Dlaczego byłam taka naiwna i tego nie zrobiłam?'. Taki kontrakt nie mieści się w naszej wyobraźni, dlatego że, po pierwsze, nie bierzemy zdrady pod uwagę, a po drugie, dopóki zdrada nam się nie przydarzy, to i tak nie wiemy, jak zareagujemy. Często ktoś deklaruje: 'Tak go kocham, że bym mu wybaczyła wszystko', a potem wcale nie wybacza i kończy związek. Albo odwrotnie. Mówimy: 'Będzie zdrada, to walizki za drzwi'. A okazuje się, że wcale nie.
Więc jakie to są najczęściej uczucia?
Ja się boję tego słowa 'najczęściej'. Zależy, jakich kobiet zdrada dotyczy - młodych czy dojrzałych, jaki mają światopogląd, osobowość, zdolność refleksji.
Zacznijmy od młodych.
Ich uczucie jest romantyczne, szukają wielkiej miłości i kategoria wierności jest dla nich bardzo ważna. Jeśli partner zdradzi, częściej niż kobiety dojrzałe kończą związek. Szybko chcą szukać dalej.
Sytuacja się zmienia, gdy kobieta jest w długim związku, zaangażowała wiele siły, energii, czasu, uczuć. Taka kobieta jest łagodniejsza w wydawaniu wyroków, tym bardziej że może mieć poczucie, iż sama też nie jest bez winy. Pojawia się refleksja: 'Co takiego się z nami stało? Kiedy straciliśmy ze sobą kontakt?'. Gdy pojawia się dziecko, sprawa jeszcze bardziej się komplikuje. Wiele par próbuje rozmawiać i wypracować nowe zasady - jak dać sobie drugą szansę. Zacząć naprawiać coś, co szwankowało. Inna postawa to przyjęcie roli ofiary. Kobieta trwa przy partnerze, ale zamyka się w sobie. Karze go emocjonalnie, seksualnie zresztą też. Zawiodła się, ale ciągnie ten wózek, często do czasu, gdy dzieci wyjdą z domu. No i jest też grupa kobiet, które w złości robią różne rzeczy - zemsta, oczyszczenie, a potem czas pokaże...
Zdradzają?
Czasami tak. Jest to wtedy forma zemsty lub próba przekonania się, czy partnerowi jeszcze na nas zależy. Ale ta metoda nie za bardzo się sprawdza - z reguły intensyfikuje poczucie pustki i osamotnienia. Zdrada partnera wtedy jeszcze za bardzo boli i wchodzenie w inną relację nie przynosi ulgi. Rzadko się udaje wtedy nowy związek, bo nie zostajemy z mężczyznami, którym płaczemy w rękaw i z którymi zdradzamy w odwecie, bo odgrywają jedynie rolę instrumentalną, dowartościowującą.
A są jakieś reakcje pozytywne?
Wiele kobiet w tej fazie życia instynktownie stara się zadbać o siebie, nie tylko zewnętrznie - robi się na bóstwo i zaczyna uprawiać sporty, zaczyna też spotykać się z ludźmi i realizować spychane przez lata marzenia. I wcale nie szuka adoratora, tylko integruje się z innymi kobietami w podobnej sytuacji i bierze na przeczekanie. Odkrywa samą siebie, daje sobie troskę i zainteresowanie. To dobry mechanizm, bo kobieta w tym czasie regeneruje się psychicznie i ze spokojem (względnym oczywiście) patrzy, co z tego dalej wyniknie.
Kobiety nauczone są, że natura męska jest taka, że mężczyźni zdradzają. Czyli wchodząc w związek, powinnyśmy być na to nastawione?
Broń Boże! To strasznie seksistowski pogląd. Powiem za Leszkiem Kołakowskim: 'Jesteśmy sprawcami czynów, które spełniamy, a nie narzędziami różnych sił'. Myślenie i kategoria odpowiedzialności - za jakość relacji również - nie zależy od płci! Ale oczywiście możemy porozmawiać trochę o 'różnych siłach', czyli popędzie do zdrady w statystykach. W dzisiejszych czasach w środowiskach wielkomiejskich, wśród ludzi w miarę wykształconych i w miarę zamożnych kobiety zdradzają z taką samą częstotliwością jak mężczyźni - co szósta kobieta i co szósty mężczyzna zdradza. Tyle się przyznaje.
Te zdrady są nieco inne. Mężczyźni bardziej oddzielają seks od uczuć i częściej traktują zdradę jako zabawę zmysłową. Częściej angażują się w relację dlatego, że inna kobieta im się bardzo podoba i budzi ich sympatię, ale nie mają zamiaru likwidować stałego związku, w którym liczy się to, że kobieta jest matką ich dzieci (czasami, niestety, jest to podstawowa kategoria). Inna, ta druga kobieta, należy do obszaru zabawy. W niektórych męskich kręgach przecież nawet nie wypada nie mieć kochanki, bo się uchodzi za pantoflarza. Wielu zdradzających mężczyzn chce mieć wszystko naraz, tylko kłopot polega na tym, że ani kochanka, ani żona nie podzielają tej koncepcji, więc jest to praktyka tajemna.
A ja czytałam, że zdradza 80 proc. mężczyzn i 30 proc. kobiet.
Różne są statystyki dotyczące ogółu społeczeństwa, ale w wymienionej przeze mnie grupie - miejskiej i inteligenckiej - kobiety (nie bez znaczenia jest to, że dotyczy to grupy kobiet świadomie sterujących swoją płodnością, co umożliwia oddzielenie seksu od prokreacji) wcale nie zdradzają rzadziej, tylko nie chcą się do tego otwarcie przyznawać. Nie będą się przecież tym chwalić - takie mamy wzorce kulturowe. Kobiety zdradzają inaczej, podchodzą do tych relacji poważniej, częściej szukają bliskości psychicznej, więc mogą się związać z bliską osobą, przyjacielem domu, sympatią z dawnych lat, mają skłonność do tego, żeby mieć w zanadrzu jakiegoś adoratora. W wymiarze erotycznym jest to poszukiwanie czegoś więcej, niż ma się w małżeństwie, i nie tak powszechnie, jak to u mężczyzn bywa, chodzi o aspekt zabawowy. Z tego powodu w większym stopniu może wpływać na więź w stałym związku, ponieważ 'szczęściodajny' romans uwypukla deficyty w relacji z mężem.
No ale dziś nie mówmy o kobietach, które zdradzają, tylko o zdradzonych. Tamten temat zostawmy sobie na kiedy indziej.
Tak, wróćmy do 'męskiej natury'. Najbardziej obowiązującą w antropologii jest koncepcja monogamii seryjnej. Człowiek - i kobieta, i mężczyzna - nie jest z natury monogamiczny. W interesie biologicznym samca - przepraszam, że schodzę na zwierzęce kategorie - jest zapłodnienie jak największej liczby samic. Dlatego mężczyzna jest płodny przez całe życie.
Wiem, to jest nierealne. Nie będziemy przecież namawiać dwudziestolatków: zawierajcie kontrakty, w których są ustalone nie tylko zasady wspólnego bycia, ale też rozstania. Na tym etapie to nie do pomyślenia. Jest to możliwe dopiero wtedy, kiedy jakaś osoba przeszła ileś zdrad w swoim życiu, ma refleksje na ten temat, wie, jak reaguje w takiej sytuacji. Może sama kiedyś zdradzała i zna to z drugiej strony? To wymaga pewnej niewygodnej wiedzy, jak wszystko jest zmienne i jak trudno się co do niektórych rzeczy umówić. Dobrym przykładem są finanse. Przecież dwudziestolatka oszalała z miłości nie będzie rozmawiała o podziałach finansowych przy rozstaniu, bo w przyszłości może dojść do zdrady. Uważa się, że podpisanie intercyzy oznacza, że z naszym uczuciem jest coś nie tak i nie ma wzajemnego zaufania.
Bo to niby wynika z założenia, że nie będziemy ze sobą do grobowej deski.
Oczywiście. A ile osób (zwłaszcza kobiet, które zostają z dziećmi w bardzo trudnej materialnie sytuacji) mówi: 'Dlaczego byłam taka naiwna i tego nie zrobiłam?'. Taki kontrakt nie mieści się w naszej wyobraźni, dlatego że, po pierwsze, nie bierzemy zdrady pod uwagę, a po drugie, dopóki zdrada nam się nie przydarzy, to i tak nie wiemy, jak zareagujemy. Często ktoś deklaruje: 'Tak go kocham, że bym mu wybaczyła wszystko', a potem wcale nie wybacza i kończy związek. Albo odwrotnie. Mówimy: 'Będzie zdrada, to walizki za drzwi'. A okazuje się, że wcale nie.
Więc jakie to są najczęściej uczucia?
Ja się boję tego słowa 'najczęściej'. Zależy, jakich kobiet zdrada dotyczy - młodych czy dojrzałych, jaki mają światopogląd, osobowość, zdolność refleksji.
Zacznijmy od młodych.
Ich uczucie jest romantyczne, szukają wielkiej miłości i kategoria wierności jest dla nich bardzo ważna. Jeśli partner zdradzi, częściej niż kobiety dojrzałe kończą związek. Szybko chcą szukać dalej.
Sytuacja się zmienia, gdy kobieta jest w długim związku, zaangażowała wiele siły, energii, czasu, uczuć. Taka kobieta jest łagodniejsza w wydawaniu wyroków, tym bardziej że może mieć poczucie, iż sama też nie jest bez winy. Pojawia się refleksja: 'Co takiego się z nami stało? Kiedy straciliśmy ze sobą kontakt?'. Gdy pojawia się dziecko, sprawa jeszcze bardziej się komplikuje. Wiele par próbuje rozmawiać i wypracować nowe zasady - jak dać sobie drugą szansę. Zacząć naprawiać coś, co szwankowało. Inna postawa to przyjęcie roli ofiary. Kobieta trwa przy partnerze, ale zamyka się w sobie. Karze go emocjonalnie, seksualnie zresztą też. Zawiodła się, ale ciągnie ten wózek, często do czasu, gdy dzieci wyjdą z domu. No i jest też grupa kobiet, które w złości robią różne rzeczy - zemsta, oczyszczenie, a potem czas pokaże...
Zdradzają?
Czasami tak. Jest to wtedy forma zemsty lub próba przekonania się, czy partnerowi jeszcze na nas zależy. Ale ta metoda nie za bardzo się sprawdza - z reguły intensyfikuje poczucie pustki i osamotnienia. Zdrada partnera wtedy jeszcze za bardzo boli i wchodzenie w inną relację nie przynosi ulgi. Rzadko się udaje wtedy nowy związek, bo nie zostajemy z mężczyznami, którym płaczemy w rękaw i z którymi zdradzamy w odwecie, bo odgrywają jedynie rolę instrumentalną, dowartościowującą.
A są jakieś reakcje pozytywne?
Wiele kobiet w tej fazie życia instynktownie stara się zadbać o siebie, nie tylko zewnętrznie - robi się na bóstwo i zaczyna uprawiać sporty, zaczyna też spotykać się z ludźmi i realizować spychane przez lata marzenia. I wcale nie szuka adoratora, tylko integruje się z innymi kobietami w podobnej sytuacji i bierze na przeczekanie. Odkrywa samą siebie, daje sobie troskę i zainteresowanie. To dobry mechanizm, bo kobieta w tym czasie regeneruje się psychicznie i ze spokojem (względnym oczywiście) patrzy, co z tego dalej wyniknie.
Kobiety nauczone są, że natura męska jest taka, że mężczyźni zdradzają. Czyli wchodząc w związek, powinnyśmy być na to nastawione?
Broń Boże! To strasznie seksistowski pogląd. Powiem za Leszkiem Kołakowskim: 'Jesteśmy sprawcami czynów, które spełniamy, a nie narzędziami różnych sił'. Myślenie i kategoria odpowiedzialności - za jakość relacji również - nie zależy od płci! Ale oczywiście możemy porozmawiać trochę o 'różnych siłach', czyli popędzie do zdrady w statystykach. W dzisiejszych czasach w środowiskach wielkomiejskich, wśród ludzi w miarę wykształconych i w miarę zamożnych kobiety zdradzają z taką samą częstotliwością jak mężczyźni - co szósta kobieta i co szósty mężczyzna zdradza. Tyle się przyznaje.
Te zdrady są nieco inne. Mężczyźni bardziej oddzielają seks od uczuć i częściej traktują zdradę jako zabawę zmysłową. Częściej angażują się w relację dlatego, że inna kobieta im się bardzo podoba i budzi ich sympatię, ale nie mają zamiaru likwidować stałego związku, w którym liczy się to, że kobieta jest matką ich dzieci (czasami, niestety, jest to podstawowa kategoria). Inna, ta druga kobieta, należy do obszaru zabawy. W niektórych męskich kręgach przecież nawet nie wypada nie mieć kochanki, bo się uchodzi za pantoflarza. Wielu zdradzających mężczyzn chce mieć wszystko naraz, tylko kłopot polega na tym, że ani kochanka, ani żona nie podzielają tej koncepcji, więc jest to praktyka tajemna.
A ja czytałam, że zdradza 80 proc. mężczyzn i 30 proc. kobiet.
Różne są statystyki dotyczące ogółu społeczeństwa, ale w wymienionej przeze mnie grupie - miejskiej i inteligenckiej - kobiety (nie bez znaczenia jest to, że dotyczy to grupy kobiet świadomie sterujących swoją płodnością, co umożliwia oddzielenie seksu od prokreacji) wcale nie zdradzają rzadziej, tylko nie chcą się do tego otwarcie przyznawać. Nie będą się przecież tym chwalić - takie mamy wzorce kulturowe. Kobiety zdradzają inaczej, podchodzą do tych relacji poważniej, częściej szukają bliskości psychicznej, więc mogą się związać z bliską osobą, przyjacielem domu, sympatią z dawnych lat, mają skłonność do tego, żeby mieć w zanadrzu jakiegoś adoratora. W wymiarze erotycznym jest to poszukiwanie czegoś więcej, niż ma się w małżeństwie, i nie tak powszechnie, jak to u mężczyzn bywa, chodzi o aspekt zabawowy. Z tego powodu w większym stopniu może wpływać na więź w stałym związku, ponieważ 'szczęściodajny' romans uwypukla deficyty w relacji z mężem.
No ale dziś nie mówmy o kobietach, które zdradzają, tylko o zdradzonych. Tamten temat zostawmy sobie na kiedy indziej.
Tak, wróćmy do 'męskiej natury'. Najbardziej obowiązującą w antropologii jest koncepcja monogamii seryjnej. Człowiek - i kobieta, i mężczyzna - nie jest z natury monogamiczny. W interesie biologicznym samca - przepraszam, że schodzę na zwierzęce kategorie - jest zapłodnienie jak największej liczby samic. Dlatego mężczyzna jest płodny przez całe życie.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Walizki za drzwi
przemo-paki
09.09.09, 15:48
spoko zawsze tylko kobiety poszkodowane a o mężczyznach to nic nie napiszecie...a prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach coraz więcej kobiet się się puszcza i zdradza! ale co tam na »
-
cztery strony tekstu...
scanerboy
10.09.09, 12:42
...ja wszystko rozumiem, ale dlaczego nie napisano, żeby Panie mniej więcej raz w tygodniu po prostu zdrobiły loda swojemu ukochanemu? Nie jest to dużo roboty, niezbyt trudne, niczego na »
-
Re: Walizki za drzwi
dzien_bez_nocy
10.09.09, 22:55
Szczęście i największe prawdopodobieństwo, że będziemy w dobrym związku zależąod 2 rzeczy (uwaga - banalne, ale ciągle prawdziwe). Spotkać właściwą osobę ibyć samemu właściwą osobą.Co to wg.»
W numerze z 4 września
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień



odtwórz
odtwórz
odtwórz




