http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Matki Polki poświęcające się

Joanna Sokolińska
2009-08-31, ostatnia aktualizacja 2009-08-28 17:55

Kontynuując temat poruszony w artykule "Matki, żony, frustratki", rozmawiamy z Małgorzatą Liszyk--Kozłowską, psychoterapeutką

ZOBACZ TAKŻE
Przeczytaj artykuł Matki, żony, frustratki

W listach, które do nas przyszły po reportażu o depresji i samotności pracujących matek małych dzieci, bardzo często pojawiały się słowa: 'To o mnie', 'A już się bałam, że coś ze mną nie tak', 'Jak to dobrze, że ktoś inny też to czuje'. Wynikało z tych słów, że nie rozmawia się o tym nawet z przyjaciółkami. Dlaczego?

Bo się nie rozmawia. Bo jeśli powiem, jak mi trudno, będę musiała się przyznać, że nie jestem idealna. Kobiety mają też poczucie winy, że jeśli się źle czują, to nie są w porządku wobec rodziny. Pojawia się lęk: może zaczynam wariować?

Mam wrażenie, że młodym mamom najtrudniej jest powiedzieć, że coś im nie wychodzi. Czemu?

Bo stwierdzając to, musimy zmierzyć się z tym, co wyniosłyśmy z domu rodzinnego, a to jest bardzo trudne. Powiedzenie, że nie odpowiada mi pewien model życia, nawet jeśli jest zgodny z moimi planami i wyobrażeniami, to jest postawienie się rodzinie i przeciwstawienie wciąż obowiązującemu stereotypowi matki Polki poświęcającej się dla innych. To jest trudne. Mało kto potrafi jak jedna z pań na forum internetowym napisać, że robi, co uważa, i że jak to się otoczeniu nie podoba, to niech to otoczenie da jej domek z ogródkiem i nianię.

Nadal nie wiem, dlaczego nie można porozmawiać z przyjaciółką o tym, że dobijają mnie obowiązki domowe i chce mi się krzyczeć, kiedy kolejny raz układam na półce zabawki.

Bo u nas nie mówi się otwarcie o takich sprawach. Masz ochotę wcisnąć te problemy pod dywan, bo się boisz, że jesteś nienormalna. Jak to, nie zalewa cię całą dobę miłość do własnego dziecka? Jak to, jesteś zmęczona, nudzi cię, że cały dzień spędzasz z nim sama? Nawet między kobietami, nawet bliskimi, nie ma przestrzeni do mówienia o tego rodzaju trudnościach. W takiej sytuacji naprawdę trzeba mieć dużo siły, żeby powiedzieć komuś: 'Nie radzę sobie'. Trudno jest przełamać tak silny stereotyp.

Z kolei jeśli się już powie: 'Nie radzę sobie, coś jest ze mną nie tak, pomóż mi', można się spotkać z zagłaskiwaniem problemu: 'Ależ skąd, świetnie sobie radzisz'. Każda matka czasem czuje się zmęczona. Jak odróżnić zmęczenie od depresji?

Tu są dwa problemy. Pierwszy jest taki, że zwykle nie wiemy, jak być z kimś, kto ma problem, jak o tym rozmawiać. I często zdarza nam się powiedzieć coś w stylu: 'Chciałabym mieć twoje problemy' albo 'No wiesz! A w Etiopii dzieci głodują - to są prawdziwe problemy'. Cóż, od takich słów problem twojej przyjaciółki nie zniknie, ona po prostu przestanie o nim mówić. Druga kwestia jest taka, że depresja jest bardzo szczególnym doświadczeniem głębokiej pustki i samotności, często trwającym latami. Komuś, kto tego nie doświadczył, trudno jest to zrozumieć, zwłaszcza że z jego punktu widzenia nie ma obiektywnych powodów do fatalnego nastroju. Bo depresja nie musi mieć żadnego 'powodu'.

Może natomiast mieć różne objawy.

Tak, to niekoniecznie jest to, czego się spodziewamy - że kobieta leży w łóżku i nic nie je. Może być tak, że ktoś latami chodzi do pracy, świetnie sobie w niej radzi i dopiero po przyjściu do domu się rozpada. Płacze albo krzyczy, albo nie ma na nic siły. Bo maska utrzymywała się przez osiem godzin dziennie. Albo na pozór świetnie funkcjonuje, a któregoś dnia zaczyna krzyczeć i przez kilka godzin nie może przestać.

Jedna z moich rozmówczyń płakała nad zupą, druga - gdy miała kupić ćwiartkę kurczaka.

A inna nie płacze, tylko dusi wszystko w sobie. I któregoś dnia przez kurczaka popełnia samobójstwo. Depresja może skradać się latami, zachęcana przez przewlekłe zmęczenie. I oczywiście nie chodzi o ćwiartkę z kurczaka, kiedy któregoś dnia następuje wybuch. Ja bym to opisała tak: ciśnienie w garnku jest tak duże, że pod jego wpływem odskakuje pokrywka. I dziesięć czy piętnaście razy było tak, że ona odskoczyła, a potem spadła na właściwe miejsce i wszystko było po staremu, a któregoś dnia to ciśnienie jest tak duże, że pokrywka nie może wskoczyć. Wtedy kobieta zderza się i z tym ciśnieniem, z frustracją, którą ma w sobie, i z lękiem: 'Co się ze mną dzieje? Musiałam zwariować, skoro kurczak mnie tak rozwalił'.

I być może gdyby opowiedziała o tym koleżance, uspokoiłaby się choć trochę, odkrywając, że nie jest z tym sama.

Tak, bo to przynosi ulgę, co widać w postach na forum. Często myślimy: 'Inne matki nie nudzą się z dziećmi', 'Inne kobiety lepiej sobie radzą z zarządzaniem domem'. A może te inne czują tę samą samotność?

Jednak nie dla wszystkich dzielenie życia pomiędzy pracę, dom, dzieci, męża jest tak samo trudne. W dyskusji w internecie są też głosy kobiet, które mówią, że wystarczy dobra organizacja.

Ale ludzie są różni. I jeśli mamy się porównywać z innymi, to po to, by sobie przypomnieć, że jesteśmy inni. Nie lepsi ani gorsi. Może być tak, że jakaś kobieta ma obiektywnie trudniej - bo więcej dzieci, bo mąż nic w domu nie robi, bo najstarsze dziecko jest niepełnosprawne, a ona wszystko ogarnia i jeszcze uważa się za szczęściarę. A druga, choć ma mniej dzieci, męża partnera, więcej zarabia i zatrudnia panią do sprzątania, nie radzi sobie. I to, że w Etiopii ludzie głodują, że można mieć gorzej, nie umniejsza jej problemu.

Bałam się, że mówiąc o mężu, powie pani: 'I mąż jej pomaga przy dzieciach'. Pomaga! Jakby nie były jego.

Lubię też określenie 'mąż mnie wyręcza przy zmywaniu'. Jeśli on pracuje zawodowo, a ona zajmuje się domem, bo tak wybrali, to wyręczania przy zmywaniu jest w porządku. Wtedy rzeczywiście - mąż jej pomaga. Ale jeżeli oboje pracują zawodowo, to powinni też oboje zajmować się domem i wtedy nie ma mowy o żadnej 'pomocy'. Nie mówiąc już o dzieciach, które są dobrem wspólnym i potrzebują obojga rodziców.

No dobrze, ale jeśli nawet umówiliśmy się, że ja zajmuję się domem, a mąż zarabia, to czy znaczy to, że moja praca nigdy się nie kończy? Czytam listy kobiet, które od lat nie przespały nocy, bo mąż pracuje, więc musi się wyspać, więc nie wstanie do dzieci.

Nie, to nie o to chodzi. Ludzie umawiają się na podział obowiązków - ja zrobię to, ty zajmiesz się tamtym - ale jest też część wspólna. Jak matka ma się dobrze zająć dzieckiem, jeśli jest nieprzytomna z niewyspania? Poza tym dzieci muszą też doświadczyć troski swojego taty!

Albo boi się poprosić męża, żeby mogła wyjść wieczorem, zostawiając go z dziećmi. A on dzwoni, bo mały się obudził, więc mama musi wracać.

Zapytałabym, jak to się stało, że powstał u nich taki model związku. Dlaczego ta kobieta uznała, że jej mąż musi się zgodzić, żeby ona była nie tylko żoną, matką i gospodynią, ale także kobietą, która ma swoje zainteresowania, potrzeby, kontakty towarzyskie. I pełne prawo, żeby je realizować. Często po wielu latach kobiety budzą się z odkryciem, że nie chcą tak dalej.

I wtedy?

Warto zastanowić się nad tym, czy potrafię dbać o siebie, mówić wprost o swoich potrzebach i wytrzymać opór otoczenia, które będzie się buntować. Bo bliscy zawsze się buntują - i mają do tego prawo - gdy wprowadzamy zmiany. Oni też potrzebują czasu, by się do nich przystosować, w końcu przez lata małżeństwa zostali nauczeni, że mama i żona niewiele wymaga dla siebie. Kobiety zwykle mają dobry trening w szanowaniu cudzych uczuć i potrzeb, ale często nie potrafią dbać o swoje. Te niezaspokojone potrzeby, złość, żal, poczucie niespełnienia, niesprawiedliwości buzują w nich - i w końcu pokrywka podskoczy.

A wtedy wszyscy ludzie nazwą ją egoistką i leniuchem.

Egoizm! To słowo często pojawia się w terapii, wyszło też w tej dyskusji w internecie. Bardzo często zarzuca się egoizm kobiecie, gdy ona chce nie tylko dawać, ale też brać coś dla siebie. A to działa jak klątwa. Jeśli powiesz kobiecie, żonie, matce, że jest egoistką, bo chce iść do pracy, bo chce potańczyć, bo nie ma ochoty prasować - ją aż zatyka. Pojawiają się silne emocje i potrzeba zaprzeczania. A przecież jeśli nie dba się o siebie, nie dba się też o swój związek. Można powiedzieć: 'Jeśli podział obowiązków domowych to egoizm, to tak, jestem egoistką'.

Źródło: Wysokie Obcasy

Zobacz więcej na temat:

  • Matki Polki poświęcające się pinup 03.09.09, 14:27

    moj ojciec ma duzo rodzenstwa: 3 siostry i 2 braci, do tego wszyscy maja juz swoje rodziny. zawsze mnie niezmiernie dziwilo, ze kiedy wszyscy zjezdzalismy do domu dziadkow kobiety (corki, »

  • Matki Polki poświęcające się first-syrena 29.09.09, 17:30

    Nie lubię młodych matek. Każda, którą spotkałam uważała że musi mi zdaćdokładną relację z życia ich dzieci. A ja nie mam najmniejszej ochoty słuchaćo kupkach, zabawkach i cudownych »

  • Matki Polki poświęcające się bezobcasow 05.10.09, 01:35

    Bycie matką jest cudowne. Jesli ma się oparcie w mężu to codzienne obowiązki nie są trudne. Ktoś tu pisał, że ludzie przestają rozmawiać i to jest najgorsze co może się przytrafić. Ja z »

W numerze z 28 sierpnia