Skomentuj:
Komentarze (14)
-
Raaaanyyy.
Nie mogłem czytać naraz więcej niż jednej strony, od razu zrywałem się i krążyłem po mieszkaniu.
Kiedyś próbowałem być z Kobietą molestowaną przez ojca w dzieciństwie. Niemal ten sam schemat: dobra pozycja społeczna, alkohol, przemoc, zastraszona Matka wyperajaća wszystko z pamięci, molestowanie... Jednak Matka po którymś tam pobiciu zostala „zabrana” przez rodzinę i przez nią ZMUSZONA (!) do rozwodu. Trwało to krócej, ale i tak ta dziewczyna byla strasznie pokaleczona wewnętrznie. Rozumiem mechanizm ratowania resztek swojego świata przez wypieranie wspomnień. Rozumiem okrucieństwo związku kat-ofiara, rozumiem uwarunkowanie społeczne każące „prać brudy w domu”... Jednak nie byliśmy w stanie być razem. Wymagała ode mnie, bym jednocześnie był lekarzem i katem. Często prowokowała kłótnie, jakby w nadziei, że wpadnę w furię i ją stłukę. Wręcz czuł się takie oczekiwanie, jakąś ulgę gdy w pewnym momencie zamierała. Gdy nie wpadałem w amok, zaczynała się nowa kłotnia, że niby mi nie zależy... Czasem zaś była słodka i czuła. Innym razem domagała się przemocy w łóżku. Potem znowu wesoła, pełna energii i pomysłow. Nie wytrzymałem takiej karuzeli. Do pewnego czasu miałem nadzieję, że moja miłość wszystko pokona. Nie wystarczyła :( Wyszedłem z tego również trochę poharatany. -
@leokadia2011
Witaj Leokadio. abardzo mnie wzruszyłaś. Dziękuję za ten komentarz. Proszę napisz do mnie. halszkaopfer@onet.eu -
Witaj Leokadio. Bardzo mnie wzruszyłaś.
alszkaopfer@onet.eu -
Halszko, wciąż sie z Tobą identyfikuję. Zachowanie "rodziców" to szablon. Dostrzegam jednak róznicę miedzy Twoją a moją odpornością psychiczną. Ty mowiłaś w wywiadzie, jeśli dobrze zapamiętałam, że mimo wszystko kochasz tych ludzi bo to są jednak "rodzice". Ja natomist nigdy, prznigdy nie powiedziałam, że ich kocham. Bo nigdy ich nie kochalam. Chyba byłam silniejsza od Ciebie. Relacje między mną dorosłą a "rodzicami" układałam w mirę poprawnie ze strachu i wstydu przed skandalem. Halszko, dzielna jesteś, że piszesz. Ja jestem Ci niezmiernie wdzięczna, że "przerabiając" Twoją historię mogę o sobie powiedzieć, to nie była moja wina, byłam normalnym wrażliwym dzieckiem, dzielną dziewczynką, może kiedyś pozbęde się tej "kości" w gardle. Ale na pewno nigdy nie wybaczę, ani ojcu nieżyjacemu już, ani starej matce. I na pewno nie zacznę darzyć jej szacunkiem, tylko dlatego, że starość na szacunek zasługuje. Ona czeka na ten szacunek. Boi się umierać. To chyba mój ostatni wpis Halszko. Dobranoc
-
to straszne na ile pozwoliła matka Halszki. patrzeć tyle lat na krzywdę własnego dziecka i nie reagować...to nieludzkie. przeraziła mnie jej postać, jest jak z najgorszego horroru. obraz tej rodziny także. podziwiam Halszkę, że pomimo tego, co ją spotkało pisze tę książkę - ostatecznie przerywa milczenie. bardzo dobrze, niech ludzie wiedzą, do czego zdolni są niejedni rodzice - "mamusia" i "tatuś".
A co do komentarza poniżej...rekolekcje ignacjańskie? To chyba jakaś kpina! Prędzej długoterminowa terapia.
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX











