Rozmowa opublikowana w "Wysokich Obcasach" 14 lutego 2009 r.

Bogusław Pawłowski jest profesorem w Katedrze Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego, kieruje Zakładem Antropologii PAN we Wrocławiu


Na podstawie danych Światowej Organizacji Zdrowia naukowcy z Wielkiej Brytanii przeanalizowali długość życia mężczyzn po sześćdziesiątce z kultur, w których oficjalnie obowiązuje monogamia, i tych, w których panuje poligamia. Wyszło im, że faceci żyjący z wieloma żonami żyją o ponad jedną dziesiątą dłużej od tych, którzy tkwią w jednym związku.

Inne badania wskazują z kolei, że samo małżeństwo jest dla mężczyzny zdrowe. Żonaci żyją dłużej od kawalerów i, co ciekawe, rozwodników.

Czy dla kobiet zaobrączkowanie też jest zdrowe?

Przynajmniej w społeczeństwach zachodnich takiej zależności nie stwierdzono. Statystycznie jednak i tak żyją dłużej od mężczyzn.

Jak naukowcy tłumaczą leczniczy wpływ małżeństwa na mężczyzn?

Mówią np., że mężczyzna żonaty ma obniżony poziom (toksycznego!) testosteronu. A co za tym idzie, rzadziej zachowuje się ryzykownie, np. wolniej jeździ samochodem. To dlatego stateczni mężowie płacą niższe składki, ubezpieczając auto niż młodzi samotni faceci. Ale co najważniejsze - małżeństwo to dla mężczyzny swego rodzaju parasol. Żona dba o jego regularne posiłki, wysyła do lekarza, pilnuje, żeby brał leki itd. Podobnie może być w przypadku mężczyzn poligamicznych.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej