Jeden z bohaterów książki Mikołaja Grynberga "Oskarżam Auschwitz", gdy biegnie po bieżni, czuje się tak, jakby uciekał przed gestapowcami. Chociaż to jego ojciec, a nie on, ocalał z Holocaustu. Córka Anny Janko, autorki "Małej Zagłady", miała objawy choroby sierocej, choć to jej babcia jako dziecko widziała na własne oczy, jak niemieccy żołnierze mordują jej rodziców. Jak to się dzieje, że dzieci, a nawet wnuki niosą na swoich barkach traumę przodków?

Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest trauma, bo to pojęcie jest bardzo różnie rozumiane. Inaczej traumę będzie definiował lekarz medycyny, inaczej psychiatra, a jeszcze inaczej psychoterapeuta psychoanalityczny. I chociaż identyfikuję się z psychoanalizą, w naszej rozmowie chciałabym się przede wszystkim odwołać do psychiatrycznego spojrzenia na traumę, czyli tzw. zaburzenia po stresie traumatycznym (post-traumatic stress disorder - PTSD). Ponieważ to ujęcie traumy dzięki licznym badaniom przeprowadzonym m.in. wśród weteranów wojny w Wietnamie zostało najdokładniej opisane. PTSD to reakcja na doświadczenie gwałtownego, zagrażającego życiu i zdrowiu zdarzenia, także na bycie świadkiem takiego zdarzenia. Dodam, że dla psychiki najcięższe do zniesienia są śmierć i gwałt.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej