Jeden z bohaterów książki Mikołaja Grynberga "Oskarżam Auschwitz", gdy biegnie po bieżni, czuje się tak, jakby uciekał przed gestapowcami. Chociaż to jego ojciec, a nie on, ocalał z Holocaustu. Córka Anny Janko, autorki "Małej Zagłady", miała objawy choroby sierocej, choć to jej babcia jako dziecko widziała na własne oczy, jak niemieccy żołnierze mordują jej rodziców. Jak to się dzieje, że dzieci, a nawet wnuki niosą na swoich barkach traumę przodków?

Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest trauma, bo to pojęcie jest bardzo różnie rozumiane. Inaczej traumę będzie definiował lekarz medycyny, inaczej psychiatra, a jeszcze inaczej psychoterapeuta psychoanalityczny. I chociaż identyfikuję się z psychoanalizą, w naszej rozmowie chciałabym się przede wszystkim odwołać do psychiatrycznego spojrzenia na traumę, czyli tzw. zaburzenia po stresie traumatycznym (post-traumatic stress disorder - PTSD). Ponieważ to ujęcie traumy dzięki licznym badaniom przeprowadzonym m.in. wśród weteranów wojny w Wietnamie zostało najdokładniej opisane. PTSD to reakcja na doświadczenie gwałtownego, zagrażającego życiu i zdrowiu zdarzenia, także na bycie świadkiem takiego zdarzenia. Dodam, że dla psychiki najcięższe do zniesienia są śmierć i gwałt.

Jakie są objawy PTSD?

Po pierwsze - odtwarzanie traumy, czyli wdzierające się wspomnienia tego, co się wydarzyło, np. powracające w snach. Niewielki bodziec zewnętrzny, jak wiadomość o rozpoczęciu wojny na Ukrainie, może spowodować, że człowiek, który doświadczył traumatycznego zdarzenia, znów psychicznie znajdzie się w sytuacji z przeszłości. To sprawia, że granica między przeszłością a teraźniejszością się zaciera.

Po drugie - unikanie. Osoba z PTSD unika myśli, rozmów, sytuacji, które się z kojarzą ze zdarzeniem traumatycznym. Znam osoby, które były dziećmi w czasie wojny, mają jakieś niejasne informacje na temat swojego pochodzenia żydowskiego, a nie są w stanie przyjechać tu, na Stawki, gdzie rozmawiamy i gdzie kiedyś było getto. To jest zbyt trudne.

Trzeci objaw to nasilone pobudzenie. Wie pani, czym jest "test długopisu"?

Nie.

To test stosowany przez jednego z psychiatrów, który diagnozował pacjentów w kierunku PTSD.

(Profesor Schier z wysokości ok. pół metra nagle upuszcza na biurko długopis).

Drgnęła pani prawa powieka. Osoba z PTSD zareaguje gwałtownie - niepokojem, pobudzeniem. Takie osoby są zwykle bardzo czujne, jakby w stałej gotowości. Dla uspokojenia dodam, że ze względu na to właśnie, iż dla pacjentów z PTSD "test długopisu" był bardzo nieprzyjemny, kolega, który go stosował, przestał to robić.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej