http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Pobudzenie, agresja, psychoza. Ludzie na huśtawce

Majka Markowska
20.02.2012 , aktualizacja: 22.02.2012 11:57
A A A Drukuj
Na huśtawce: choroba dwubiegunowa Rys. Flanela Na huśtawce: choroba dwubiegunowa
''Kochana moja, przepraszam za niefortunną wizytę u Ciebie w listopadzie. Królewicz z mych marzeń okazał się żebrakiem. Wstyd i hańba. Jest mi strasznie ciężko, ale ze wszystkich sił staram się zostać w domu. Przepraszam za krzywe litery, przez lekarstwa trzęsą mi się ręce, nie jestem w stanie nad tym zapanować''
ChAD
Rys. Flanela
ChAD
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy masz wśród bliskich lub znajomych osobę cierpiącą na depresję?

Tak
Nie
Ciężko powiedzieć, depresję trudno rozpoznać

O tym, że istnieje coś takiego jak psychoza maniakalno-depresyjna zwana też chorobą afektywną dwubiegunową (ChAD), dowiedziałam się, kiedy miałam 12 lat. Wtedy moja Mama po raz pierwszy wpadła w manię. W ciągu kilku tygodni nasz dom zmienił się w piekiełko: Mama strasznie pobudzona, agresywna, nie spała po nocach, ciągle słuchała muzyki, szalała w kuchni. Ciągle wisiała na telefonie. W domu zapanował całkowity chaos, bo Mama zaczęła znosić do domu kwiaty, jakieś meble, czasem takie, które ktoś właśnie wyrzucił. Nic nie leżało na swoim miejscu. Mama stała się potwornie drażliwa, każda nasza rozmowa kończyła się awanturą. W pewnym momencie zaczęła mieć obsesję, że jest śledzona. Ktoś miał czyhać na nią, bo - zdaniem Mamy - posiadała jakieś cenne informacje. Biegała po ulicach, ''załatwiając dziesiątki niecierpiących zwłoki, bardzo ważnych spraw'', i ciągle oglądała się za siebie, co chwila widząc gdzieś swoich prześladowców.

Mieliśmy kłopoty finansowe - Mama wychowywała nas sama i przez swoje pobudzenie straciła pracę. Mimo to kupowała mnóstwo rzeczy: aniołki z porcelany, sztuczne kwiaty, naczynia, wino, prezenty dla znajomych. Pieniądze płynęły jak woda, więc skromne oszczędności naszej rodziny wyparowały z dnia na dzień. Razem z bratem staraliśmy się spędzać w domu jak najmniej czasu, schodzić Mamie z drogi, żeby uniknąć tych ciągłych awantur. Nie pamiętam, jak doszło do tego, że Mama trafiła do szpitala. Pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że jest na oddziale psychosomatycznym, że cierpi na psychozę afektywną dwubiegunową, była w manii i teraz przez kilka tygodni będzie w szpitalu. I że życie naszej rodziny raczej już nigdy nie będzie wyglądać tak jak dawniej.

- Mama jest chora. Musicie być dla niej wyrozumiali, nie denerwować jej, nie wdawać się w dyskusje, nie drażnić. Powinniście ją wspierać - taki zestaw mądrości wynieśliśmy ze spotkania z psychiatrą Mamy. Może brzmi rozsądnie, ale takie rady można o kant dupy rozbić. Jak nie wdawać się w dyskusje, kiedy o północy nie mogę spać, bo ciągle budzi mnie radio i huk garnków, bo Mama ''gotuje''? Jak być wyrozumiałym, kiedy masz 16 lat, a do domu przychodzi policjant z informacją, że Mama jest aresztowana, bo włamała się do czyjegoś samochodu (była w takiej manii, że straciła świadomość)? Jak nie drażnić, kiedy Mama w manii - chodzący chaos - przychodzi do twojej szkoły i szuka księdza katechety, z którym akurat się zaprzyjaźniła? Poza tymi niewiele wartymi radami jako dzieci osoby chorej na psychozę afektywną dwubiegunową zostaliśmy zostawieni sami sobie. Cała nasza rodzina. Całkowicie samotna wobec tej potwornej choroby, przy której cały świat się rozpada.

Mama wyszła ze szpitala po dwóch miesiącach. Mój wówczas dziesięcioletni brat i ja spędziliśmy ten czas u naszej Babci. Odwiedzaliśmy Mamę bardzo często w szpitalu i widzieliśmy, jak jej euforyczne pobudzenie powoli gaśnie pod wpływem leków. Kiedy wyszła ze szpitala, była jak ogłuszona. Szybko zaczęła się pogrążać w depresji, którą potęgowało to, że miała na utrzymaniu dwoje dzieci i żadnych perspektyw na pracę. Od leków trzęsły jej się ręce. Przygnieciona światem spędzała całe dni na kanapie, czasami z książką, ale najczęściej pogrążona w smutku. Pokonywała go z wielkim trudem, żeby pójść na zakupy i zrobić dla nas obiad. Dla Mamy euforia była szczęściem, depresja - koszmarem. My się cieszyliśmy, kiedy była spokojna, bo wreszcie nie było w niej tej potwornej agresji, czuliśmy jej troskę.

Ksiądz: Odstaw leki

Rok po pierwszym epizodzie maniakalnym wydawało się nam, że powoli wychodziliśmy na prostą. Mama dostała pracę, uczyliśmy się na nowo żyć razem. Ale ona była nieszczęśliwa, szukała pomocy. Trafiła do wspólnoty kościelnej, do której należało wielu ludzi na życiowych zakrętach. Wszyscy opowiadali o swoich doświadczeniach. Mama powiedziała, jak bardzo męczy się w depresji. Jeden z księży poradził, żeby odstawiła leki i zaufała Bogu. Po tygodniu była w manii. Znowu straciła pracę, sprowadzała do naszego domu nowych znajomych, nie spała po nocach, słuchała płyt z chorałami gregoriańskimi, chodziła rozmodlona, na nas potwornie krzyczała. Nie chciała pójść do szpitala. Nie mogłam w to uwierzyć - jak ktoś mógł zepsuć wielomiesięczną pracę całej naszej rodziny? Przez dziesięć lat nie byłam w kościele.

Kłopoty finansowe są stałym elementem choroby afektywnej dwubiegunowej. Żyliśmy ciągle na krawędzi, w długach, ledwie wiążąc koniec z końcem. Ile razy nasza rodzina wyciągała nas z finansowej przepaści - nie sposób zliczyć. Dzięki Babci nigdy z bratem nie chodziliśmy głodni. Ale całkowicie skurczyliśmy się w naszych potrzebach - nie było co myśleć o zajęciach pozalekcyjnych, ubraniach, wakacjach, płytach, koncertach. Na nic nie było pieniędzy. Więc po prostu przestaliśmy chcieć.

Kiedy Mama była w depresji, problemy finansowe ją przygniata ły. Ciągle zamartwiała się, jak związać koniec z końcem, za co kupić książki na nowy rok szkolny, buty na zimę. Kiedy wpadała w manię, pieniądze przestawały mieć jakiekolwiek znaczenie. Wydawała ogromne sumy - jak na nasze biedne warunki - na jedzenie, ozdoby do mieszkania, płyty, książki, sterty ubrań z second-handu. Dostawaliśmy gigantyczne rachunki telefoniczne, często tak wysokie, że musieliśmy prosić o rozłożenie ich na raty. Kiedy Mama dochodziła do limitu debetu na koncie, szła po kredyt i prawie zawsze go dosta wała. To, ile trzeba będzie za niego zapłacić, nie miało dla niej żadnego znaczenia. Każdy kolejny epizod maniakalny pogłębiał spustoszenie w naszym budżecie domowym i życiu emocjonalnym całej rodziny.

Najgorsze w tej chorobie jest to, że całkowicie tracisz zaufanie do drugiej osoby. Wszystko, co kiedykolwiek powiedziałam Mamie, ona potem wykorzystywała przeciwko mnie. Wykorzystywała swoją wiedzę o nas, swoich dzieciach, żeby tłumaczyć znajomym, że jest taka zdenerwowana, bo my jesteśmy podli, egoistyczni, leniwi, w niczym jej nie pomagamy. Miałam 16 lat i ukochanego chłopaka, a Mama w szale nazywała mnie dziwką. Mówiła, że ją zawiedliśmy. Kiedy była w depresji, otwierałam się na nią, bo bardzo chciałam, żeby poczuła, że jest dla mnie ważna. Potem, w manii, wykorzystywała to przeciwko mnie. Więc po kilku takich razach zamknęłam się na nią, żeby ochronić siebie.

Stary kożuch - idzie mania

Szukałam informacji, porad, jak żyć z ChAD. W jaki sposób pomóc choremu? Jak prowadzić życie rodzinne, kiedy rodzic cierpi na psychozę? Znalazłam amerykańskie strony internetowe poświęcone ChAD. Pisali, że rodzinie grozi społeczne wyobcowanie i temu trzeba za wszelką cenę przeciw działać. Członkowie rodziny powinni mieć kontakt z psychologiem, warto, żeby korzystali z grup wsparcia, w których mogą spotkać osoby z podobnym bagażem doświadczeń. Do niczego takiego nie mieliśmy dostępu, chociaż mieszka liśmy w średniej wielkości mieście. Kolejna ważna rada amerykańskich psychiatrów: nie można pozwolić na to, żeby choroba zdominowała życie rodzinne. Dzieci nie mogą żyć problemami rodziców, ich sprawy muszą być traktowane jako ważne. My przez wiele lat żyliśmy w świecie ChAD. Obydwoje z bratem byliśmy zdolni, więc pomimo problemów w domu uczyliśmy się przyzwoicie. Ale nauka, nasza przyszłość, nasze życie, przyjaźnie - nie miały znaczenia. Bo jeżeli Mama w szale popełni samobójstwo, to jakie to ma znaczenie, czy z matematyki miałam trójkę, czy czwórkę?

Z Mamą łączyła mnie wyjątkowa więź: potrafiłam błyskawicznie wyczuwać zmiany jej nastrojów. Wystarczyło kilka godzin, żebym zorientowała się, że wychodzi z depresji. Błyskawicznie potrafiłam też dostrzec sygnały, że nadciąga mania. Jakie? Mama stawała się nagle rozmowna, kontaktowa, opowiadała pasjonujące historie z czasów swoich studiów. Albo zakładała taki stary kożuszek po moim Dziadziu, swoim Tacie. Mama była ogromnie związana z Tatą, zawsze mówiła, że nikt tak jej nie kochał jak on. Zakładała tan stary kożuszek, jedną z niewielu rzeczy, które po Dziadziu zostały. Albo za kładała kapelusz - zresztą w kapeluszach wyglądała bardzo twarzowo. Zakładała też pojedynczy kolczyk (zawsze jeden z pary gdzieś gubiła). To wszystko były sygnały nadciągającej burzy.

Obiad w słoiku i do szpitala

Raz, niechcący, sama wywołałam u Mamy manię. Od kilku miesięcy była w depresji, całymi dniami leżała skulona na kanapie, czasem czytała jakieś romanse, zamartwia ła się wszystkim: jak zrobić obiad, czy dostanie przedłużenie renty, czy wystarczy pieniędzy do końca miesiąca. Ja byłam na pierwszym roku studiów, pracowałam jako hostessa, sprzedawałam kosmetyki. Dobrze mi szło i wreszcie miałam troszkę swoich pieniędzy. Wyciągnęłam Mamę na zakupy - chciałam, żeby miała coś nowego, poczuła się ładniej, lepiej. Oczywiście nie było mowy o tym, żeby namówić ją na zakupy dla niej - powiedziałam, że chodzi o zakupy dla mnie i bardzo potrzebuję jej pomocy. To był lipiec, bardzo gorą co. Po dwóch godzinach chodzenia znalazłyśmy dla Mamy brązowe sandały i brązową materiałową torebkę. Wszystko kosztowało może 90 zł. Okazało się, że miałam rację - po tych zakupach Mama poczuła się lepiej. Ale nie skończyło się na wyjściu z depresji, zaczęła iść w górę. Kilka dni później była w manii i cały koszmar zaczął się na nowo: nocami szaleństwo w kuchni, rano krzyczała na nas, że ona jest zmęczona, a my w niczym nie pomagamy, w ciągu dnia biegała po mieście, spotykała się ze znajomymi, nieznajomymi

Kiedy moi znajomi ze studiów wspominali czasy liceum - wyjazdy, znajomych, mecze - ja siedziałam bez słowa. Bo co właściwie mogłam powiedzieć? Dla mnie i mojego brata ten czas upłynął między szkołą, domem z Mamą w depresji, domem z Mamą w manii, domem Babci, u której mieszkaliśmy, kiedy Mama trafiała do szpitala, i oddziałem psychosomatycznym. Kiedy Mama była w szpitalu, codziennie po szkole pakowaliśmy porcję obiadu, butelkę wody i paczkę papierosów i jechaliśmy do szpitala. Raz na kilka dni kupowaliśmy jeszcze kartę telefoniczną. Oddział właściwie przypominał szkołę: ściany do wysokości ramienia pomalowane zmywalną farbą w kolorze brązoworudym, wyżej na biało. Lampy jarzeniowe na suficie. W oknach kraty. Po oddziale snuli się pacjenci cierpiący na schizofrenię, depresję, uzależnieni od narkotyków, alkoholicy. W różnym stopniu ogłupieni potężnymi dawkami leków, które dostawali. Co najmniej dwa razy Mama wspominała, że ktoś próbował wyskoczyć przez okno. Wstydziłam się choroby mojej Mamy. Nienawidziłam tej choroby, tych skrajnych emocji, brzydoty.

Za przemocą i biedą stoi choroba

Mama zmarła trzy lata temu. Była w tzw. stanie mieszanym, to znaczy miała jednocześnie objawy manii i depresji. Nie spała, chodziła jak nieprzytomna, ale nie chciała się położyć. Była pobudzona, ale jedno cześnie smutna, skrajnie wyczerpana. Mimo to przemeblowywała mieszkanie, miała kolejnych nowych, dobrych znajomych, na nas wrzeszczała. Zaczęła grozić, że z sobą skończy, krzyczała, że ma już tego wszystkiego dosyć, że ma dosyć nas. Wzięła lekarstwa Mój brat próbował ją reanimować. Mama zmarła mu na rękach.

ChAD to jest potworna choro ba. Często jej ofiarą padają osoby wybitnie inteligentne, wyjątkowo uzdolnione. Rujnuje ich życie: kontakty towarzyskie, więzi rodzinne, możliwości zawodowe. Bo jak zaufać komuś, kto miewa halucynacje, wszędzie wietrzy spisek, kradnie, oszukuje, manipuluje, kłamie, jest agresywny, traci świadomość, a potem tygodniami nie wstaje z łóżka pogrążony w szponach depresji? Te wszystkie stany były częścią mojego życia, życia całej mojej rodziny. W obliczu ChAD byliśmy potwornie osamotnieni. Na pew no nie my jedyni W ilu domach za przemocą, agresją, biedą stoi ChAD?

Reportaże, wywiady, portrety. Najciekawsze teksty Wysokich Obcasów">>




Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (69)

  • kukorax

    0

    Chciałbym jeszcze dodać, że rektor jednej z polskich wyższych uczelni medycznych osobiście podbił mój dyplom lekarski, niestety, za pierwszym razem zrobił to do góry nogami, musiał więc to uczynić powtórnie, zachodzi więc podejrzenie, że skoro robił to dwa razy, robił to w pełni świadomie.

    Możecie mnie napaść i ten dyplom mi ukraść, co jednak nie zmieni faktu, że owej uczelni jestem absolwentem i mam wyższe wyksztalcenie lekarskie.

    Ostatnio przystąpiłem do LEPu, ale poszedłem na tak zwaną kompletną pałę, ponieważ z powodu skrajnego stresu nie byłem w stanie się w ogóle uczyć. Przeczytałem 25 pytań z testu 2008 i to stanowiło moje całkowite przygotowanie.

    Wynik egzaminu absolutnie nie gwarantuje mi możliwosci rozpoczęcia specjalizacji. Skoro więc po studiach medycznych nie jestem w stanie rozwiązać testu w taki sposób, żeby kontynuować bez przeszkód karierę lekarza, po co te studia, albo po co ten egzamin, i ile tych egzaminów jeszcze będzie?

    Jeśli więc ktoś podważa moje kompetencje, to musi i podważyć swoje.

    Nie mam problemu, żeby przyznać, ze cierpię na chorobę psychiczną, nie wstydzę się tego, zrażam do siebie ludzi, bo ich unikam, a to dlatego, że nie jestem w stanie nikomu zaufać, co pogłębia moja deprywację. Niestety, wolę cierpieć w tym stanie, niż cierpieć jeszcze bardziej, a wiem już, do czego to prowadzi.

  • jaremaben

    Oceniono 5 razy 3

    Po 15 latach pracy w psychiatrii rzeczywiscie moze mi sie duzo rzeczy wydawac. Czasem mysle, ze do przesady... Zboczenie zawodowe pracownikow pionu psychiatrycznego - widziec odchyly od normy zawsze i wszedzie. Coz. kazdy zawod niesie za soba jakies ryzyko...
    A koszmar psychiatry, psychologa i psychoterapeuty? Pacjent medycznie ksztalcony... Bo papka medycznego slangu i teoretycznej wiedzy skutecznie obniza krytycyzm chorobowy. W dwubiegunowce i tak juz zminimalizowany.

    Pokaż starsze odpowiedzi (1)

    • kukorax

      0

      @jaremaben
      Na zajęciach z psychiatrii usłyszałem, że wspaniałę magiczne antydepresanty, nie dość, ze modyfikują oś nadnercza-przysadka podwzgórze, to jeszcze modyfikuja geny! Wprost użyto tego, a nie innego sformułowania - nic nie przekręcam! Nie dziw się wieć, ze nie mam zaufania do pani psychiatry, która mi próbuje wmówić, że antydepresanty działają na raka - bo wlasnie w ten sposób przecież próbujemy zwalczyć raka od kilkudziesięciu lat. To jeśli antydepresanty leczą też raka, to pójdźmy wszyscy po rozum do glowy, i zamiast truć się jakąś doksorubicyną albo inną chemią, łykajmy wenlafaksynę, bo pan profesor bierze udział w badaniach klinicznych nad tym lekiem! A ile za to dostaje, i dlaczego nie dzieli się z pacjentami?

      I myślę, że właśnie przez ostatnie zdanie niedługo zostanie u mnie rozpoznana nie tylko schizofrenia paranoidalna, ale zburzenia schizoafektywne, czyli WSZYSTKIE CHOROBY w jednej. Czego jeszcze nie mam? Mam już wszystko. Każdy ma mambę, ma i ja.

    • kukorax

      0

      @jaremaben
      Co do krytycyzmu chorobowego, który jest chyba podstawą w psychiatrii, z czym wszyscy się zgadzamy, mogę tylko mówić o swoich odczuciach. Ciekaw tylko jestem, jak sprawdzisz, czy to, co piszę jest prawdą, i co uważasz za możliwe.

      Jeżeli ponad wszelką wątpliwosć widzę, że osoby rozmawiające ze mną nawiązują do rozmów, ktore kilka dni wcześniej przeprowadziłem z wydawałoby się bliskimi osobami, a potem robi to facet, który mnie egzaminuje, i oblewa mnie cztery razy pod rząd, po czym ogarnięty szałem spuszczam mu manto, na koniec zaś w szpitalu traktują mnie, jakbym miał pięć lat i sprawiają mi cierpienie, jednocześnie wmawiając, ze to dla mojego dobra, to gdzie tu jest sens? Według zasad nowoczesnej medycyny, lekarz nie może sprawiać cierpienia pacjentowi, bo jakość życia jest w medycynie sprawą priorytetową, a nie zdrowie!!!
      Kto może mi udowodnić, ze to jest nieprawda, skoro go było przy wydarzeniach, które opisuję! Psychiatra, ktory rozmawia z pacjentem skarżącym się na szykany i niechęć ze strony innych osób jest diagnozowany jako osoba mająca urojenia! Przecież to bzdura - sam niejeden raz szykanowałem i podpuszczałem do szykanów. Jeżeli obiekt mojej niechęci bierze za dobrą monetę wszelkie starania, żeby go zniszczyć, to znaczy, że jest zaszczuty przez psychiatrów. Jednostki chorobowe we współczesnej pscyhiatrii zostały w dużej mierze sklasyfikowane przez ludzi, którzy starali się wytlumaczyć, że Józef Stalin nie jest w istocie zbrodniarzem, ale Wielkim Bratem, który nas kocha.

      Na koniec zaś, wystarczy, że kilka osób okaże się na przykłąd przyjaciółkami mojej siostry, która z jakichś powodów (pewnie niedojrzałej osobowości) chce uczestniczyć w moim życiu i robi ze mnie mongoła, to mój mózg, aby uniknąć rozczarowań, przekfalifikuje każdego człowieka nawiązującego spontanicznie ze mną kontakt na potencjalnego konfidenta, ponieważ nie jestem w stanie żyć w tak zwanej ambiwalencji, którą u mnie rozpoznano. A jeżeli ktoś myli ambiwalencję z niezdecydowaniem między dwoma możliwosciami, to większosć ludzi jest chora. jeśli zaś większosć ludzi reprezentuje taki objaw, nie jest on w istocie objawem chorobowym, tylko naturalną cechą ludzkiego umysłu.

      Jeśli zaś nie wierzysz, to jesteś człowiekiem małej wiary, i wrota niebios się przed tobą nie otworzą. Przykro mi. Ja to zdanie slyszałem codziennie przez ponad dwadzieścia lat i już się z tym pogodziłem. Jednak, musisz przyjąć do wiaodmości, że moja katolicka rodzinka bardzo by chciala, zebym, płacąc za to cierpieniem nawet przez całe życie, poszedł do nieba. Są przekonani, że mają rację. A jeśli tak jest, i bojkotują rozwiązły tryb życia, jaki staram się prowadzić, to ja nie mam urojeń prześladowczych, tylko jestem ofiarą prześladowań na tle religijnym.

      Pozostaje tylko jedno pytanie - gdzie jest moja dopamina!!!

    • kukorax

      0

      @kukorax
      Wkradło się kilka błędów, bo piszę na rozpieprzonej klawiaturze - pacjent jest diagnozowany, a nie psychiatra, i nie było go przy wydarzeniach, które opisuję.

  • jaremaben

    Oceniono 2 razy 0

    ... Kukorax : Mnie sie wydaje, ze tak wlasnie wyglada mania...

    Pokaż starsze odpowiedzi (1)

    • tiaaa

      0

      @kukorax
      nie rozumiem wszystkiego co piszesz, lecz muszę stwierdzić, że to faktycznie dziwne, że ktoś Tobie wystawił diagnozę po kilkunastu minutach. IMO jest niemożliwym wystawienie rzetelnej opinii o stanie zdrowia psychicznego w takim czasie.

      Choć wiem, że np. czasami tzw. biegli sądowi na podstawie pomiaru pulsu i kilku minut rozmowy wystawiają opinie. Ale to już w sumie od razu wiadomo, że to farsa.

      Naprawdę lekarz leczący Ciebie widział Cię tak krótko i już miał opinię?

    • kukorax

      0

      @tiaaa
      Jeden mnie widział krocej, drugi dłużej. To nie ma znaczenia, bo jeśli ktoś wystawia diagnozę na podstawie treści wypowiedzi chorego, to jest ona z założenia nieobiektywna. Jeżeli to co ja piszę teraz jest paralogią, to może mieli rację. Jeżeli ktoś mi mówi, ze nie ma złych ludzi, nie plotkują, nie obrabiają dupy, i to, że ktoś celowo działa z zemsty na moją szkodę to moi się wszystko wydaje, bo mam za dużo dopaminy, bo tak jest napisane w książce, i trzeba podać mi prochy, które muszę brać do końca życia (a po takich prochach życie jest naprawdę bezsensowne), to ręce opadają. Psychiatra zaś zapyta się ludzi, ktorych oskarżyłem o czyny zbrodnicze, czy to prawda, a oni zaś, dziwnym trafem, nie przyznają się, tylko powiedzą, ze jestem wariatem. No to jeżeli tak, o czym w ogóle jest mowa, jeśli moja wiarygodnosć została celowo obniżona, a ja juz nie muszę się kłócić z przestepcami, tylko z dobrze przygotowanymi do rozmowy psychiatrami, ktorzy w każdej chwili mogą zadecydować o reszcie mojego zycia. CHory psychicznie czlowiek jest traktowany jako osoba niedorozwinieta albo niepełnoletnia.

      Można w trakcie badania sprawdzić metodami testów psychologicznych, czy ktoś naprawdę nie potrafi przewidzieć konsekwencji swoich czynów. Można to wszystko zrobić, ale po co, jak nikomu isę nie chce. Moim zdaniem powinno się wprowadzić do badań laboratoryjnych poziom konkretnych neuroprzekaźników w konkretnej przestrzeni (nie mam zielonego pojęcia, czy stężenie np dopaminy albo serotoniny w konkretnej przestrzeni w mózgu ma przełożenie na stężenie we krwi obwodowej) i TYLKO od tego uzależnić podawanie leków. Inaczej nie da się rozróżnic zaburzeń endogennych od wyindukowanych, a żaden zawodowiec, w tym psychiatra nie lubi, jak się podważa jego kompetencje. Dlatego mam to gdzieś, do końca życia będę chodzić z taką przylepką na plecach, ktora budzi powszechną niechęć, dziwnym trafem brałem udział w badaniu nad stygatyzacją osób chorych psychicznie, a cztery lata później te same osoby, ktore badanie prowadziły, takie pietno mi przylepiły. Nazwanie kogoś schizofrenikiem w naszych czasach jest jedną z najgorszych inwektyw.

      A jak tego nie rozumiecie, i nie wierzycie, to zrozumiecie, kiedy będzie za późno. I tyle.

    • shesadda

      0

      @kukorax
      Ja Kukoraxowi wierzę (tzn w to że psychiatra postawił diagnozę po tak krotkich "oględzinach") .To jest niestety powszechna praktyka.Z tym że najgorszą inwektywą jest hasło schizofranik również się zgadzam.Lepiej być draniem,złodziejem,ba mordercą może nawet czy kimkolwiek ,byle tylko nie chorym psychicznie. (Notabene -gdy ktoś naprawdę jest chory,powinno się mu współczuć a nie używać jego choroby jako obelgi lecz tak czy siak nawet i to współczucie jest dużo gorsze niż wszystko inne.Natomiast już najgorszą sprawą jest to że można bardzo łatwo zdrowego człowieka uznac za chorego-i nikt z lekarzy nie ma odwagi podważyć -nawet nie spróbuje zweryfikować,diagnozy swego kolegi po fachu.)Gdy raz się z kogoś zrobi schizofrenika to koniec.Taka osoba już nie dowiedzie swej(że tak powiem)"niewinności"-bo z góry każde jej słowo jest traktowane jako rojenia chorego.Błędne koło.Sytuacja bez wyjscia.

  • kukorax

    Oceniono 3 razy 1

    Poniżej przedstawiłem paragrafy kodeksu karnego, według których padłem ofiarą licznych przestępstw. Czasem czuję się jak Macierewicz, albo Kaczyński, z tą różnicą, że nie wierzę w teorie spiskowe, nie lubię tych panów, nie wierzę im, ani na nich nie głosuję (choć w przeszłosci mi się to zdarzyło, bo nie wiedzialem, kto zacz, tak się własnie w polsce głosuje).

    W przeciwieństwie do nich, byłem swiadkiem popełnianych przestępstw jako ich ofiara, zgłosiłem sprawę we wrzesniu do proskuratury, ale mnie osrano, ograniczyłem się jedynie do oskarżeń o stalking. Nic więcej zrobić nie mogłem, jestem bezradny, czuję ciągły strach, że znowu padnę ofiarą cudzych uprzedzeń, wywoływanych celowymi działaniami ludzi, z którymi od dawna nie mam już nic wspólnego.

    Publicznie zawiadamiam o popełnieniu przestępstwa, wiadomo, o kogo chodzi, bo redaktorzy Ohcasów mnie znają, ale, z pewnością już za bardzo dla nich śmierdzę, jako seryjny prowokator męczony urojeniami, trudno, gdybyście naprawdę byli tym, za kogo sie podajecie, owi ludzie, jako cel dla was doskonały, dawno juz nie pełnili by swoich funkcji. Jak się okazuje, lecicie tylko na szmal i na prestiż, daltego wami gardzę. być moze to jest strzał w leb samemu sobie, ale już gó... mnie to obchodzi. Pewnie dlatego, ze mam depresję, co nie?

  • kukorax

    Oceniono 2 razy 0

    Art. 156. § 1. (25) Kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci:
    1) pozbawienia człowieka wzroku, słuchu, mowy, zdolności płodzenia,
    2) innego ciężkiego kalectwa, ciężkiej choroby nieuleczalnej lub długotrwałej, choroby realnie zagrażającej życiu, trwałej choroby psychicznej, całkowitej albo znacznej trwałej niezdolności do pracy w zawodzie lub trwałego, istotnego zeszpecenia lub zniekształcenia ciała,
    podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10

    * Art. 157. § 1. Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia, inny niż określony w art. 156 § 1,
    podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
    § 2. Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni,
    podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
    § 3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 lub 2 działa nieumyślnie,
    podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

  • kukorax

    Oceniono 2 razy 0

    Art. 210.
    § 1. Kto wbrew obowiązkowi troszczenia się o małoletniego poniżej lat 15 albo o osobę nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny osobę tę porzuca, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

    Art. 216.
    § 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
    Art. 217.
    § 1. Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
    Art. 220.
    § 1. Kto, będąc odpowiedzialny za bezpieczeństwo i higienę pracy, nie dopełnia wynikającego stąd obowiązku i przez to naraża pracownika na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
    Art. 234.
    Kto, przed organem powołanym do ścigania lub orzekania w sprawach o przestępstwo, w tym i przestępstwo skarbowe, wykroczenie, wykroczenie skarbowe lub przewinienie dyscyplinarne, fałszywie oskarża inną osobę o popełnienie tych czynów zabronionych lub przewinienia dyscyplinarnego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
    Art. 235.
    Kto, przez tworzenie fałszywych dowodów lub inne podstępne zabiegi, kieruje

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX