O tym, że istnieje coś takiego jak psychoza maniakalno-depresyjna zwana też chorobą afektywną dwubiegunową (ChAD), dowiedziałam się, kiedy miałam 12 lat. Wtedy moja Mama po raz pierwszy wpadła w manię. W ciągu kilku tygodni nasz dom zmienił się w piekiełko: Mama strasznie pobudzona, agresywna, nie spała po nocach, ciągle słuchała muzyki, szalała w kuchni. Ciągle wisiała na telefonie. W domu zapanował całkowity chaos, bo Mama zaczęła znosić do domu kwiaty, jakieś meble, czasem takie, które ktoś właśnie wyrzucił. Nic nie leżało na swoim miejscu. Mama stała się potwornie drażliwa, każda nasza rozmowa kończyła się awanturą. W pewnym momencie zaczęła mieć obsesję, że jest śledzona. Ktoś miał czyhać na nią, bo - zdaniem Mamy - posiadała jakieś cenne informacje. Biegała po ulicach, ''załatwiając dziesiątki niecierpiących zwłoki, bardzo ważnych spraw'', i ciągle oglądała się za siebie, co chwila widząc gdzieś swoich prześladowców.
Mieliśmy kłopoty finansowe - Mama wychowywała nas sama i przez swoje pobudzenie straciła pracę. Mimo to kupowała mnóstwo rzeczy: aniołki z porcelany, sztuczne kwiaty, naczynia, wino, prezenty dla znajomych. Pieniądze płynęły jak woda, więc skromne oszczędności naszej rodziny wyparowały z dnia na dzień. Razem z bratem staraliśmy się spędzać w domu jak najmniej czasu, schodzić Mamie z drogi, żeby uniknąć tych ciągłych awantur. Nie pamiętam, jak doszło do tego, że Mama trafiła do szpitala. Pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że jest na oddziale psychosomatycznym, że cierpi na psychozę afektywną dwubiegunową, była w manii i teraz przez kilka tygodni będzie w szpitalu. I że życie naszej rodziny raczej już nigdy nie będzie wyglądać tak jak dawniej.
- Mama jest chora. Musicie być dla niej wyrozumiali, nie denerwować jej, nie wdawać się w dyskusje, nie drażnić. Powinniście ją wspierać - taki zestaw mądrości wynieśliśmy ze spotkania z psychiatrą Mamy. Może brzmi rozsądnie, ale takie rady można o kant dupy rozbić. Jak nie wdawać się w dyskusje, kiedy o północy nie mogę spać, bo ciągle budzi mnie
radio i huk garnków, bo Mama ''gotuje''? Jak być wyrozumiałym, kiedy masz 16 lat, a do domu przychodzi
policjant z informacją, że Mama jest aresztowana, bo włamała się do czyjegoś samochodu (była w takiej manii, że straciła świadomość)? Jak nie drażnić, kiedy Mama w manii - chodzący chaos - przychodzi do twojej szkoły i szuka księdza katechety, z którym akurat się zaprzyjaźniła? Poza tymi niewiele wartymi radami jako dzieci osoby chorej na psychozę afektywną dwubiegunową zostaliśmy zostawieni sami sobie. Cała nasza rodzina. Całkowicie samotna wobec tej potwornej choroby, przy której cały świat się rozpada.
Mama wyszła ze szpitala po dwóch miesiącach. Mój wówczas dziesięcioletni brat i ja spędziliśmy ten czas u naszej Babci. Odwiedzaliśmy Mamę bardzo często w szpitalu i widzieliśmy, jak jej euforyczne pobudzenie powoli gaśnie pod wpływem leków. Kiedy wyszła ze szpitala, była jak ogłuszona. Szybko zaczęła się pogrążać w depresji, którą potęgowało to, że miała na utrzymaniu dwoje dzieci i żadnych perspektyw na pracę. Od leków trzęsły jej się ręce. Przygnieciona światem spędzała całe dni na kanapie, czasami z książką, ale najczęściej pogrążona w smutku. Pokonywała go z wielkim trudem, żeby pójść na zakupy i zrobić dla nas
obiad. Dla Mamy euforia była szczęściem, depresja - koszmarem. My się cieszyliśmy, kiedy była spokojna, bo wreszcie nie było w niej tej potwornej agresji, czuliśmy jej troskę.
Ksiądz: Odstaw lekiRok po pierwszym epizodzie maniakalnym wydawało się nam, że powoli wychodziliśmy na prostą. Mama dostała pracę, uczyliśmy się na nowo żyć razem. Ale ona była nieszczęśliwa, szukała pomocy. Trafiła do wspólnoty kościelnej, do której należało wielu ludzi na życiowych zakrętach. Wszyscy opowiadali o swoich doświadczeniach. Mama powiedziała, jak bardzo męczy się w depresji. Jeden z księży poradził, żeby odstawiła leki i zaufała Bogu. Po tygodniu była w manii. Znowu straciła pracę, sprowadzała do naszego domu nowych znajomych, nie spała po nocach, słuchała płyt z chorałami gregoriańskimi, chodziła rozmodlona, na nas potwornie krzyczała. Nie chciała pójść do szpitala. Nie mogłam w to uwierzyć - jak ktoś mógł zepsuć wielomiesięczną pracę całej naszej rodziny? Przez dziesięć lat nie byłam w kościele.
Kłopoty finansowe są stałym elementem choroby afektywnej dwubiegunowej. Żyliśmy ciągle na krawędzi, w długach, ledwie wiążąc koniec z końcem. Ile razy nasza rodzina wyciągała nas z finansowej przepaści - nie sposób zliczyć. Dzięki Babci nigdy z bratem nie chodziliśmy głodni. Ale całkowicie skurczyliśmy się w naszych potrzebach - nie było co myśleć o zajęciach pozalekcyjnych, ubraniach, wakacjach, płytach, koncertach. Na nic nie było pieniędzy. Więc po prostu przestaliśmy chcieć.
Kiedy Mama była w depresji, problemy finansowe ją przygniata ły. Ciągle zamartwiała się, jak związać koniec z końcem, za co kupić książki na nowy rok szkolny, buty na zimę. Kiedy wpadała w manię, pieniądze przestawały mieć jakiekolwiek znaczenie. Wydawała ogromne sumy - jak na nasze biedne warunki - na jedzenie, ozdoby do
mieszkania, płyty, książki, sterty ubrań z second-handu. Dostawaliśmy gigantyczne rachunki telefoniczne, często tak wysokie, że musieliśmy prosić o rozłożenie ich na raty. Kiedy Mama dochodziła do limitu debetu na koncie, szła po kredyt i prawie zawsze go dosta wała. To, ile trzeba będzie za niego zapłacić, nie miało dla niej żadnego znaczenia. Każdy kolejny epizod maniakalny pogłębiał spustoszenie w naszym budżecie domowym i życiu emocjonalnym całej rodziny.
Najgorsze w tej chorobie jest to, że całkowicie tracisz zaufanie do drugiej osoby. Wszystko, co kiedykolwiek powiedziałam Mamie, ona potem wykorzystywała przeciwko mnie. Wykorzystywała swoją wiedzę o nas, swoich dzieciach, żeby tłumaczyć znajomym, że jest taka zdenerwowana, bo my jesteśmy podli, egoistyczni, leniwi, w niczym jej nie pomagamy. Miałam 16 lat i ukochanego chłopaka, a Mama w szale nazywała mnie dziwką. Mówiła, że ją zawiedliśmy. Kiedy była w depresji, otwierałam się na nią, bo bardzo chciałam, żeby poczuła, że jest dla mnie ważna. Potem, w manii, wykorzystywała to przeciwko mnie. Więc po kilku takich razach zamknęłam się na nią, żeby ochronić siebie.
Stary kożuch - idzie maniaSzukałam informacji, porad, jak żyć z ChAD. W jaki sposób pomóc choremu? Jak prowadzić życie rodzinne, kiedy rodzic cierpi na psychozę? Znalazłam amerykańskie strony internetowe poświęcone ChAD. Pisali, że rodzinie grozi społeczne wyobcowanie i temu trzeba za wszelką cenę przeciw działać. Członkowie rodziny powinni mieć kontakt z psychologiem, warto, żeby korzystali z grup wsparcia, w których mogą spotkać osoby z podobnym bagażem doświadczeń. Do niczego takiego nie mieliśmy dostępu, chociaż mieszka liśmy w średniej wielkości mieście. Kolejna ważna rada amerykańskich psychiatrów: nie można pozwolić na to, żeby choroba zdominowała życie rodzinne. Dzieci nie mogą żyć problemami rodziców, ich sprawy muszą być traktowane jako ważne. My przez wiele lat żyliśmy w świecie ChAD. Obydwoje z bratem byliśmy zdolni, więc pomimo problemów w domu uczyliśmy się przyzwoicie. Ale nauka, nasza przyszłość, nasze życie, przyjaźnie - nie miały znaczenia. Bo jeżeli Mama w szale popełni samobójstwo, to jakie to ma znaczenie, czy z matematyki miałam trójkę, czy czwórkę?
Z Mamą łączyła mnie wyjątkowa więź: potrafiłam błyskawicznie wyczuwać zmiany jej nastrojów. Wystarczyło kilka godzin, żebym zorientowała się, że wychodzi z depresji. Błyskawicznie potrafiłam też dostrzec sygnały, że nadciąga mania. Jakie? Mama stawała się nagle rozmowna, kontaktowa, opowiadała pasjonujące historie z czasów swoich studiów. Albo zakładała taki stary kożuszek po moim Dziadziu, swoim Tacie. Mama była ogromnie związana z Tatą, zawsze mówiła, że nikt tak jej nie kochał jak on. Zakładała tan stary kożuszek, jedną z niewielu rzeczy, które po Dziadziu zostały. Albo za kładała kapelusz - zresztą w kapeluszach wyglądała bardzo twarzowo. Zakładała też pojedynczy kolczyk (zawsze jeden z pary gdzieś gubiła). To wszystko były sygnały nadciągającej burzy.
Obiad w słoiku i do szpitalaRaz, niechcący, sama wywołałam u Mamy manię. Od kilku miesięcy była w depresji, całymi dniami leżała skulona na kanapie, czasem czytała jakieś romanse, zamartwia ła się wszystkim: jak zrobić obiad, czy dostanie przedłużenie renty, czy wystarczy pieniędzy do końca miesiąca. Ja byłam na pierwszym roku studiów, pracowałam jako hostessa, sprzedawałam kosmetyki. Dobrze mi szło i wreszcie miałam troszkę swoich pieniędzy. Wyciągnęłam Mamę na zakupy - chciałam, żeby miała coś nowego, poczuła się ładniej, lepiej. Oczywiście nie było mowy o tym, żeby namówić ją na zakupy dla niej - powiedziałam, że chodzi o zakupy dla mnie i bardzo potrzebuję jej pomocy. To był lipiec, bardzo gorą co. Po dwóch godzinach chodzenia znalazłyśmy dla Mamy brązowe sandały i brązową materiałową torebkę. Wszystko kosztowało może 90 zł. Okazało się, że miałam rację - po tych zakupach Mama poczuła się lepiej. Ale nie skończyło się na wyjściu z depresji, zaczęła iść w górę. Kilka dni później była w manii i cały koszmar zaczął się na nowo: nocami szaleństwo w kuchni, rano krzyczała na nas, że ona jest zmęczona, a my w niczym nie pomagamy, w ciągu dnia biegała po mieście, spotykała się ze znajomymi, nieznajomymi
Kiedy moi znajomi ze studiów wspominali czasy liceum - wyjazdy, znajomych, mecze - ja siedziałam bez słowa. Bo co właściwie mogłam powiedzieć? Dla mnie i mojego brata ten czas upłynął między szkołą, domem z Mamą w depresji, domem z Mamą w manii, domem Babci, u której mieszkaliśmy, kiedy Mama trafiała do szpitala, i oddziałem psychosomatycznym. Kiedy Mama była w szpitalu, codziennie po szkole pakowaliśmy porcję obiadu, butelkę wody i paczkę papierosów i jechaliśmy do szpitala. Raz na kilka dni kupowaliśmy jeszcze kartę telefoniczną. Oddział właściwie przypominał szkołę: ściany do wysokości ramienia pomalowane zmywalną farbą w kolorze brązoworudym, wyżej na biało. Lampy jarzeniowe na suficie. W oknach kraty. Po oddziale snuli się pacjenci cierpiący na schizofrenię, depresję, uzależnieni od narkotyków, alkoholicy. W różnym stopniu ogłupieni potężnymi dawkami leków, które dostawali. Co najmniej dwa razy Mama wspominała, że ktoś próbował wyskoczyć przez okno. Wstydziłam się choroby mojej Mamy. Nienawidziłam tej choroby, tych skrajnych emocji, brzydoty.
Za przemocą i biedą stoi chorobaMama zmarła trzy lata temu. Była w tzw. stanie mieszanym, to znaczy miała jednocześnie objawy manii i depresji. Nie spała, chodziła jak nieprzytomna, ale nie chciała się położyć. Była pobudzona, ale jedno cześnie smutna, skrajnie wyczerpana. Mimo to przemeblowywała mieszkanie, miała kolejnych nowych, dobrych znajomych, na nas wrzeszczała. Zaczęła grozić, że z sobą skończy, krzyczała, że ma już tego wszystkiego dosyć, że ma dosyć nas. Wzięła lekarstwa Mój brat próbował ją reanimować. Mama zmarła mu na rękach.
ChAD to jest potworna choro ba. Często jej ofiarą padają osoby wybitnie inteligentne, wyjątkowo uzdolnione. Rujnuje ich życie: kontakty towarzyskie, więzi rodzinne, możliwości zawodowe. Bo jak zaufać komuś, kto miewa halucynacje, wszędzie wietrzy spisek, kradnie, oszukuje, manipuluje, kłamie, jest agresywny, traci świadomość, a potem tygodniami nie wstaje z łóżka pogrążony w szponach depresji? Te wszystkie stany były częścią mojego życia, życia całej mojej rodziny. W obliczu ChAD byliśmy potwornie osamotnieni. Na pew no nie my jedyni W ilu domach za przemocą, agresją, biedą stoi ChAD?
Reportaże, wywiady, portrety. Najciekawsze teksty Wysokich Obcasów">>