http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Jestem matką. Nie kocham swojego dziecka

Agnieszka Jucewicz
09.01.2012 , aktualizacja: 09.01.2012 15:30
A A A Drukuj
Co było pierwsze? Matka (w tej roli Tilda Swinton), która tak naprawdę wolałaby nie mieć tego dziecka? Czy?dziecko, które rodzi się jakieś inne -?wyjątkowo trudne, agresywne, socjopatyczne? Co?prowadzi do?nieuchronnej tragedii? Jej?nieumiejętność pokochania syna takim, jaki jest, czy jego szczególny rodzaj wołania o miłość? 
Reżyserka Lynne Ramsay próbuje?odpowiedzieć na?te pytania w filmie
Fot. Nicole Rivelli/BBC films and Kevin production Co było pierwsze? Matka (w tej roli Tilda Swinton), która tak naprawdę wolałaby nie mieć tego dziecka? Czy?dziecko, które rodzi się jakieś inne -?wyjątkowo trudne, agresywne, socjopatyczne? Co?prowadzi do?nieuchronnej tragedii? Jej?nieumiejętność pokochania syna takim, jaki jest, czy jego szczególny rodzaj wołania o miłość? Reżyserka Lynne Ramsay próbuje?odpowiedzieć na?te pytania w filmie "Musimy porozmawiać o Kevinie" według?bestsellerowej powieści Lionel Shriver. W kinach od?13?stycznia
''Jestem dobrą matką - chodzę na wywiadówki, sprawdzam lekcje, tylko jej nie kocham, nie lubię. Nic na to nie poradzę'' - rozmowa z dr Barbarą Arską-Karyłowską, psychologiem dziecięcym
Matka ma kochać i już. A ile jest ojców, którzy odchodzą, porzucają, często jeszcze zanim dziecko w ogóle się urodzi? Nie chcą mieć nic wspólnego z dzieckiem. Oni też nie kochają, tylko nikt się tym nie interesuje
Fot. Nicole Rivelli/BBC films and Kevin production
Matka ma kochać i już. A ile jest ojców, którzy odchodzą, porzucają, często jeszcze zanim dziecko w ogóle się urodzi? Nie chcą mieć nic wspólnego z dzieckiem. Oni też nie kochają, tylko nikt się tym nie interesuje
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy można nie kochać własnego dziecka?

Można. Miłośc macierzyńska nie jest dana wszystkim
Nie, nie można. Jeśli kobieta nie kocha dziecka, powinna jej pomóc wizyta u psychologa. Powinna najpierw pozbyc się lęków. Później może pokochać
Nigdy nie przyszło mi to do głowy

Mówi się: urodzisz - pokochasz. Czasem tak się jednak nie dzieje. Matka rodzi dziecko, a miłość się nie pojawia. Dlaczego?

Powody mogą być różne. Na pewno takim czynnikiem, który może przyczynić się do niechętnej postawy wobec własnego dziecka, bywa nieplanowana i niechciana ciąża. Jeśli kobieta w dodatku jest bardzo młoda i zostaje sama, może nie wiedzieć, co z tym fantem zrobić. Może się pojawić poczucie krzywdy, niezgody, a jednocześnie przymus - że to dziecko trzeba urodzić (w naszym kraju często nie ma przecież innego wyjścia). I mimo że taka kobieta na poziomie racjonalnym rozumie, że to nie dziecko jest winne, to emocjonalnie swoją niechęć kieruje na nie. Bo to ono jest bezpośrednią przyczyną, że jej wolność została ograniczona.

Czytałam taką wstrząsającą wypowiedź matki na forum: ''Planowałam to dziecko, czekaliśmy na nie z mężem. Córka ma dzisiaj kilka lat i nie jestem w stanie być z nią w jednym pokoju. Wszystko mnie w niej drażni''.

To może być kolejna przyczyna. Konfrontacja wyobrażenia z rzeczywistością. Zdarza się, że młoda kobieta decyduje się na dziecko, bo chce mieć kogoś, kto będzie ją kochał lub kogoś do kochania. Ono się rodzi, ale ona nie była przygotowana na to, jak jej życie się zmieni. Nie spodziewała się, że będzie tak uwiązana, że nie będzie mogła pójść do klubu, że będzie tak strasznie zmęczona. Porównuje się z rówieśniczkami i widzi, że nikt nie ma tak źle i tak ciężko, a swoją niechęć kieruje na dziecko. Tutaj można mówić o niedojrzałości emocjonalnej, ale tak się może zdarzyć też w przypadku dojrzałej matki, która - tak jak pani powiedziała - czeka na to wymarzone, wyidealizowane dziecko, a kiedy ono się rodzi i jest inne, niż miało być, pojawia się rozczarowanie.

Tak jak w przypadku innej wypowiedzi z forum: ''Wszyscy mówią, że ta moja córka jest taka pocieszna, ładnie rysuje, ładnie śpiewa - może i jest pocieszna, może i ładnie rysuje i śpiewa. Ja tego nie widzę. Jedyne, co widzę, to glut wiszący do pasa, majtki wystające z rajstop, jej nieporadność''.

No właśnie. Matka stworzyła sobie w głowie obraz tej córki, zanim ona się pojawiła na świecie. Miała wobec niej sprecyzowane oczekiwania, a córka ich nie spełniła.

Nie mogła ich spełnić, bo dzieci są różne i nigdy nie będą pasować do konkretnej wizji. A jak dziecko nie pasuje, jak już nas rozczaruje, to zaczynamy zwracać uwagę tylko na to, co jest negatywne: że siusia w majtki, chociaż już nie powinno, że nie wchodzi na drabinki tak wysoko jak inne dzieci, że nie umie się ubrać, że ten glut wisi. A przecież jest tak, że zawsze znajdą się dzieci, które umieją robić coś lepiej od naszego dziecka, i takie, które robią coś gorzej. Takie, które szybciej się rozwijają, szybciej usamodzielniają, i takie, które robią to wolniej. Jeśli będę porównywać swoje dziecko tylko do tych szybszych i lepszych, będę widzieć tylko te opadające majtki, zawsze będę z niego niezadowolona.

W filmie ''Musimy porozmawiać o Kevinie'' matka jest dorosła, ma dobre warunki bytowe, kochającego męża, ale nie cieszy się, kiedy zachodzi w ciążę. Synek okazuje się tzw. trudnym dzieckiem. Między nimi jest wieczne napięcie, brak zrozumienia. W miarę jak rośnie, problemy robią się coraz większe. Zastanawiałam się, oglądając ten film, co było pierwsze - czy Kevin był z gruntu zły, czy jej odrzucenie tak go ukształtowało?

Ciężko zawyrokować, co było pierwsze. Zły nie był, ale mógł być od początku trudny. Kiedyś psychologowie byli zdania, że to, jak rozwijają się stosunki między dzieckiem a matką, zależy wyłącznie od matki. Teraz wiemy, że to zależy od obojga. Żeby między matką a dzieckiem powstała tzw. bezpieczna więź, musi zachodzić taki taniec interakcyjny. To jest rozmowa, która się bez przerwy toczy. Matka uśmiecha się do dziecka, dziecko uśmiecha się do matki. Ono coś gaworzy, ona odpowiada. Natura tak nas stworzyła, że to budzi coraz większe uczucie. Natomiast jeśli mamy dziecko, które nie odpowiada na nasz uśmiech, albo dziecko, które nas odpycha, kiedy bierzemy je na ręce, nie utrzymuje kontaktu wzrokowego, ciągle płacze, to stworzenie więzi jest utrudnione. Dziecko robi się coraz bardziej uciążliwe, a w nas rośnie niechęć do niego. Wzajemne odpowiadanie na uśmiechy czy wokalizacje jest nagradzające i dla matki, i dla dziecka.

Te tzw. trudne dzieci, które dużo płaczą albo mają cechy autystyczne, albo są chore, są trudne do opieki, bo nie reagują na sygnały płynące od matki, więc jej nie nagradzają.

W filmie jest taka scena, kiedy ten malutki synek płacze, a w zasadzie wrzeszczy, matka bierze go na ręce, próbuje się uśmiechać, ale ten uśmiech jest strasznym, wymuszonym grymasem. Dziecko czuje, że to nie jest szczere?

Nie wiem, czy akurat w tym momencie to czuje, ale w takich chwilach ta komunikacja niewerbalna się załamuje. To, że matka zmusi się do uśmiechu, niczego nie da, taka wymuszona ''rozmowa'' szybko się urywa, a ona jest bardzo ważna, żeby dziecko mogło się rozwijać. Tzw. łatwe dzieci płaczą, kiedy coś im dolega, i matka szybko uczy się odczytywać te sygnały. Ona wie, że ten płacz np. oznacza, że dziecko jest głodne, a inny, że jest śpiące. Matka rozumie sygnały dziecka i może zaspokajać jego potrzeby, dziecko się robi zadowolone i jakoś to się toczy. Natomiast jeżeli mamy dziecko, które płacze cały czas, ten płacz jest monotonny, stały, to matka nie rozumie tego dziecka, robi się coraz bardziej zmęczona, również dlatego, że nawet jeśli stara się zaspokoić jego potrzeby, to często się jej to nie udaje. Nawet jeśli je kocha i chce spełnić jego życzenia, to te próby są chaotyczne, czuje się winna, coraz bardziej zmęczona i często w rezultacie relacja się pogarsza.

Jakie jest wyjście z tej sytuacji?

Bardzo trudno jest się w tej sytuacji odnaleźć. Jeśli matka ma cierpliwość, nie ma depresji, jest w dobrym stanie psychicznym i fizycznym, ma dobre warunki mieszkaniowo-finansowe, wsparcie męża, to zwykle robi tak, że opiekuje się dzieckiem przez jakiś czas, a jak widzi, że zbliża się do granic swojej wytrzymałości, to bez poczucia winy oddaje je mężowi, potem babci, tak żeby to dziecko nie doprowadziło jej do stanu, w którym już ją tylko denerwuje, a ona już nie może. Jeśli ma taką grupę wsparcia, to wszyscy skupiają się na tym, żeby dowiedzieć się, co się z tym dzieckiem dzieje, a nie na tym, żeby matka siebie obwiniała. Bo jeśli jest stale sama z tym trudnym dzieckiem, to zaczyna się czuć nieadekwatną matką i znowu ta spirala zaczyna się nakręcać w dół, a wraz z nią pogarsza się ich relacja. Jest jeszcze jedna sytuacja, kiedy ten taniec się nie odbywa. Myślę o depresji poporodowej.

Dziecko uśmiecha się do matki...

...a matka do niego nie. Dziecko wyciąga rączki, ale matka nie bierze go na ręce, bo nie ma siły. Nie jest w stanie pokazać dziecku, że je kocha. Dziecko zaczyna się wycofywać, więź się nie tworzy, a jeśli się nie wytworzy, to rozwój dziecka w różnych zakresach będzie słabszy. Takie dzieci mają zwykle trudniejszy start w przedszkolu, są niepewne, ich kompetencje społeczne szwankują.

Czy coś się może wydarzyć w procesie wychowania, że możemy przestać nasze dziecko lubić?

Jest tak, że dzieci wychowywane bez ustalenia pewnych granic są dziećmi trudniejszymi. Najpierw nam jest łatwiej, bo nie musimy się zastanawiać, gdzie postawić granice, jak konsekwentnie egzekwować zadania, ale potem nam jest trudniej, bo dziecko zaczyna testować, jak daleko może się posunąć. Ono nie wie, gdzie ta granica przebiega, i zwykle posuwa się za daleko. A jeśli dziecko dorosło już do takiego wieku, że uważamy, że powinno być samodzielne, a myśmy go tego nie nauczyli, to zaczynamy się na nie złościć i go nie lubić, i mamy poczucie, że o wszystko trzeba z nim walczyć. Owszem, są takie dzieci, które się takie rodzą, taki mają temperament. Ale są takie, u których można to było przeprowadzić z łatwością, a myśmy tego nie zrobili. Każda mała rzecz jest dyskutowana. Ciągle pytamy: ''A chciałbyś...?'', ''A może...?'', ''Czy mógłbyś...?'', i się tłumaczymy, zamiast powiedzieć: ''Masz zrobić to i to''. Koniec. Kropka. Są takie sprawy, w których dziecko ma wybór, i takie, w których nie powinno być dyskusji.

Przeczytaj: Sfrustrowane wariatki. Czemu winne są trzydziestki?">>




Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (71)

  • psycho.rada

    0

    relacja matka-dziecko oparta na miłości oraz bliskości umożliwia prawidłowy rozwój dziecka. Sprawia, że czuje ono emocje pochodzące od matki. Kiedy brakuje tego, dziecko może czuć się niechciane. Matka nie daje mu ochrony przed niebezpieczeństwem, tylko może być sama dla niego zagrożeniem. Czemu matka nie akceptuje swojego dziecka? czy podczas ciązy, nie przywiązała się do niego? Skąd pochodzi ta niechęć do dziecka? Może wynikać to z obawy przed nieporadzeniem sobie z opieką nad nim. Może martwić się, że jest to trudna sytuacja, która może sprawić wiele trudności. Brak miłości do dziecka może być również związany z niezaplanowaniem ciąży, która wprowadza zmiany w życiu zresztą tak jak ta planowana. Może nie być gotowa na taką rewolucję? A może rodzicielstwo dla niej wyglądało zupełnie inaczej? Zapraszam do skorzystania z darmowego poradnika bycie-mama-to-wyzwanie.psychorada.pl/

  • koma_5

    Oceniono 3 razy 3

    Mocne. Najgorsze jest to, że odrzucenie przez matkę powoduje trwałe i silne zmiany w sposobie bycia, zachowaniu dziecka, które nie pozwalają mu dobrze funkcjonować w społeczności i nieprzyjemna sytuacja tylko się pogłębia - nie tylko matka odrzuciła, ale i wszyscy wokół są tacy nieprzyjaźni... Bo wpierw trzeba dużo dać, by ewentualnie coś dostać. A jak się ma podstawowe braki, to jest strasznie ciężko zdrowo i sprawnie funkcjonować w codziennych kontaktach interpersonalnych. I nie na wszystko masz wpływ, wiec pozostaje zaakceptować co jest i wycisnąć z tego możliwie dużo soków.

  • gazetaplum

    Oceniono 22 razy -22

    A nie lepiej pisać o matkach które kochają dzieci.
    Po co dziennikarka afiszuje się ze swoimi zapatrywaniami.
    Jeszcze dziwniejsze są włosy na łokciu.

  • zewnaturymm

    Oceniono 7 razy 7

    Do dzieci trzeba dorosnąc dlatego nie mam ich.
    Portal Pomocy... sos-pomoc.pl/

  • evan123

    Oceniono 5 razy 5

    Nie rozumiem polaczenia z filmem. Obejrzalam film 'Musimy porozmawiac o Kevinie' i nie uwazam, zeby glowna bohaterka nie kochala swojego syna. Wrecz przeciwnie, musiala go kochac, i to bardzo, inaczej nie staralaby sie tak jak to robila...zwlaszcza ostatnie sceny dobrze to pokazuja.
    Artykul ciekawy, ale porownanie do filmu- moim zdaniem kompletnie nietrafione.

    • pigleta

      0

      @evan123
      Zgadzam się z Panią i w ocenie porównania uzytego w artykule, i -tym bardziej - w ocenie filmu. Również moim zdaniem problem (ten filmowy) tkwił nie tyle w braku miłości matki, ile w braku miłosci ze strony dziecka.
      Wyjatkowość tego filmu zasadza się moim zdaniem na tym, że nie pokazuje kolejnego "słodkiego bobasa" skrzywdzonego brakiem miłości ze strony rodziców, a dziecko, które nie dąży w żaden sposób do nawiązani/zacieśnienia więzi z matką (o ojcu nie wspominając).

  • inbar

    Oceniono 1 raz 1

    Wszystko prawda, to co piszesz... niestety

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX