http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Beznadziejna miłość

Anna Dodziuk
2004-03-03, ostatnia aktualizacja 2007-10-04 14:39

Zakazywanie sobie uczucia nie ma sensu. Ale można znaleźć taki sposób przeżywania go, który zamiast niszczyć, będzie wzbogacać


ZOBACZ TAKŻE
Zakazane uszczęśliwiające uczucie

Mam szczęście do kobiet, które przeżywają nieszczęśliwe, beznadziejne miłości. Dzwonią do mnie, piszą, zwierzają się osobiście przy różnych okazjach. Nie sądzę, żeby uważały, że coś sensownego mogę im podpowiedzieć albo poradzić, chyba raczej potrzebują komuś opowiedzieć, jak się męczą. Bo męczą się ogromnie, czasami bardzo długo. I prawie zawsze mają poczucie osamotnienia. Miłość beznadziejna to na ogół miłość co najmniej niestosowna, często niedopuszczalna - do mężczyzny, który jest szczęśliwie żonaty, jest księdzem, wyjechał na zawsze.

Tak właśnie było z Hanną, która napisała do mnie bez większej nadziei, że jej pomogę. Ma udaną rodzinę, jest wziętym adwokatem, zbliża się do czterdziestki... Aż tu nagle dopadło ją uczucie o nieoczekiwanej sile i gwałtowności. A że jest osobą bardzo religijną, uważa miłość do księdza za grzech i ma głębokie poczucie winy. Również z tego powodu, że - jak pisze - "wszystko inne: dzieci, mąż, praca - straciło dla mnie znaczenie, myślę tylko o nim". Hanna widuje go czasami, z rzadka rozmawiają, ale jej fascynacja się pogłębia, a wraz z nią narasta rozpacz i samooskarżenia. I poczucie, że poza tą jedną sprawą życie straciło smak i sens.

Na ogół nie odpisuję na listy z prośbą o poradę (nawet najdłuższy opis nie może wystarczająco zapoznać z sytuacją), ale ten prośby o pomoc w ogóle nie zawierał. Pewnie dlatego zapragnęłam podzielić się z Hanną swoimi przemyśleniami - że wiele kobiet równie niefortunnie lokuje swoje uczucia. I że co prawda na samą miłość nie znam lekarstwa, ale jestem skłonna polemizować na temat przyklejonego do niej bardzo dotkliwego poczucia winy. Uważam, że udręki moralne, poczucie popełnienia grzechu odnoszą się tylko do fizycznej strony uczucia, zaś jego część emocjonalno-duchowa jest piękna, szlachetna i dozwolona. Inaczej mówiąc, wolno kochać księdza czy żonatego, nie wolno go uwieść.

Czy seks jest niezbędny?

Przeżywamy wiele miłości, nie próbując myśleć o kontakcie erotycznym. Niekiedy nawet nie odważamy się nazywać uczuć miłością. Kochamy własne dzieci, zdarza się nam kochać tych, z którymi razem coś tworzymy; uczniowie masowo kochają nauczycieli, a niektórzy nauczyciele kochają uczniów. I to jest w porządku, jeżeli nie wkracza w sferę seksualną. Tylko że trudno nie zbliżać się do niej choć myślami, gdy rzecz dotyczy relacji między dorosłą kobietą a dorosłym mężczyzną.

Jedną z niedozwolonych miłości przytrafiających się nagminnie jest zakochanie się we własnym psychoterapeucie. Na tym przykładzie dobrze widać, jak schematycznie i stereotypowo sprowadzamy miłość do uczucia o wyraźnej składowej erotycznej. Tak jesteśmy wychowani, by nie przyznawać się do pragnienia ciepła i bliskości, zamiast tego szybko się zakochiwać, a tu są gotowe wzorce: tęsknota, cierpienie, pragnienie ciała.

Myślę tak: miłość i bliskość rzeczywiście są nam niezbędne. Ale większości naszych fascynacji rys seksualny nie musi towarzyszyć!

To prawda, seks skraca drogę, pozwala jednym śmiałym krokiem znaleźć się bardzo blisko, nie wymaga stopniowego, drobiazgowego poznawania się i budowania relacji. Znam pary, które po kilku latach wspólnego życia nagle przekonały się, że niewiele o sobie wiedzą i żadnej bliskości poza seksualną nie znają. Ale to jest realność, a nieszczęśliwe miłości żyją nie rzeczywistością, lecz iluzją.

Fascynacje nieosiągalnym

Kobiety kochające mężczyzn nie osiągalnych są pogrążone w pewnym złudzeniu - że ten wybrany, jedyny, niepodobny do nikogo na świecie mógłby zaspokoić ich potrzeby, dać to, czego najbardziej pragną od mężczyzny. Gdyby zaczęły żyć z nim na co dzień, to przekonanie musiałoby zostać poddane surowej korekcie, bo wspólna codzienność nie jest łaskawa dla złudzeń. Taką przewagę niedostępny mężczyzna ma nad dostępnym - może na zawsze pozostać ideałem.

Tu na marginesie uwaga o przyczynach takiego lokowania uczuć, chociaż sądzę, że dociekanie przyczyn często prowadzi do myślenia: "Sama sobie jestem winna, to ja mam jakiś fundamentalny feler", i dalszego pogrążania się w samooskarżeniach. A tego chciałabym uniknąć. Jednak Hanna sprowokowała mnie, pisząc:

"A może jak córka alkoholika, która wybiera na męża też alkoholika, wybieram mężczyznę, który jest nieosiągalny? Oczywiście, życiorys mam banalny: ojciec odszedł, kiedy byłam dzieckiem, mama ciągle niezadowolona itd. A więc może to nie miłość, tylko wybór sytuacji, w której umiem się poruszać?! Znów spotyka mnie odrzucenie, znajduję potwierdzenie, że jestem do niczego, i cierpię"

Taki mechanizm wydaje mi się bardzo prawdopodobny. I dlatego uważam, że tym bardziej warto nauczyć się żyć ze swoją niespełnioną miłością. Bo może ksiądz to nareszcie bezpieczny mężczyzna? Bezpieczny, bo niedostępny?

W prawie wszystkich opowieściach o beznadziejnej miłości pojawiało się zdanie: "Walczyłam z tym uczuciem, ale okazało się silniejsze ode mnie". Myślę, że (jeżeli chodzi o uczucie, a nie o kontakt seksualny) żadna walka, żadne zakazywanie sobie miłości, tłumienie jej nie ma wielkiego sensu. Uczucia już takie są, że domagają się, by dopuszczać je do głosu, przeżywać i wyrażać. Dopiero wtedy słabną albo odchodzą, a przynajmniej wytwarza się poczucie panowania nad nimi - dają się umieścić we właściwych ramach. Można wyjść z alternatywy "zakaz albo konsumpcja" w stronę takiego sposobu przeżywania i wyrażania miłości, który jest dobry i wzbogacający.

Hanna pisze do księdza, którego pokochała, on z rzadka odpowiada. Ale to pozwala jej wyrazić różne uczucia związane z tą miłością. Pisze też czasem do mnie, a gdyby miała przyjaciółkę czy przyjaciela, z którymi mogłaby się dzielić swoimi przeżyciami, byłoby jej znacznie lżej. Bo samotne borykanie się z trudnym problemem to kolejne dodatkowe obciążenie.

Dobre strony nieszczęśliwej miłości

Powtórzę jeszcze raz: nie da się tej sytuacji całkowicie pozbawić smutku i cierpienia. Hanna napisała do mnie o frustracji, cierpieniu w cichości, rozpaczy, że nic nie da się zmienić. Ale można też - i kilka takich zdań znalazło się w jej liście - dostrzec dobre strony beznadziejnej miłości:

"Jednocześnie to uczucie dostarcza mi tylu wzruszeń, uczy tak nowego pojmowania świata, nowych definicji, pogłębia moją wiarę, że - mimo niewątpliwych cierpień bezcielesności - nie chciałabym go stracić".

Jak widać, nawet gdybym miała odtrutkę na miłość, ofiary mogłyby nie chcieć z lekarstwa skorzystać. Mam natomiast kilka sugestii dla osób, którym zdarzyło się nieszczęśliwie pokochać:

Warto opowiadać komuś o swojej miłości i rozpaczy, płakać, ile dusza zapragnie. I wygadanie się, i płacz uwalnia od obciążających emocji, przynosi ulgę i ukojenie.

Warto starać się zmniejszyć swoje poczucie winy i umacniać poczucie własnej wartości, zamiast siebie oskarżać. W szczególności namawiam na przełożenie swojego nieodpowiedniego uczucia z półki "grzech" na półkę "miłość", chociaż bez seksu i bez zamieszkania razem. Polecam też ćwiczenie odnajdywania w sobie dobrych stron, wartościowych cech, niedostrzeganych dotychczas uroków.

Warto koncentrować się na tym, co pozytywnego daje ta miłość, bo na pewno daje. Trzeba skończyć z porównywaniem się do bohaterek szalonych romansów z happy endem, należy raczej pomyśleć o kobietach, które usychają w nudnym małżeństwie albo mają w życiu tylko pracę.

Warto trzymać się swoich wartości i słusznych decyzji - to także jest źródłem satysfakcji. A będzie jeszcze większym, kiedy spotkasz kogoś dostępnego i będziesz mogła zacząć nowy związek z mniejszym bagażem albo kiedy ożywi się i napełni nowymi uczuciami stary układ małżeński.

Kto wie, może okaże się, że określenie "beznadziejna miłość" czy "nieszczęśliwa miłość" już się do ciebie nie odnosi i - mimo cierpień i bolesnego niedosytu - trafniej będzie o uczuciu do nieosiągalnego mężczyzny powiedzieć, że to miłość trudna, ale piękna.

  • Re: Beznadziejna miłość mysz_ 20.10.02, 09:45

    jakoś nie mogę uwierzyć, że mozna sie tak bezpamięci zakochać w momencie gdy w związku jest wszystko w porządku. Pewnie mąż juz dawno nie spojrzy głęboko w oczy , nie przyniesie kwiatka i »

  • Re: Beznadziejna miłość kol5 20.10.02, 12:16

    A mnie w tym artykule zastanowiło jak kobieta, w której wyzwoliły się tak potężne pokłady miłości oraz nieznane dotąd inne ja, może wrócić do normalnego życia. Bezsensem jest trwać w »

  • Re: Beznadziejna miłość 3kot.3 07.02.03, 12:42

    Dzięki renik2 za odpowiedź.Cięzko jest funkcjonować, gdy myślami wybiegasz często poza rzeczywistośc związana z domem, rodziną.Ostatnio stwierdziłam,iz to zauroczenie napędza mnie do »

W numerze z 28 sierpnia