http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Koniec studenckich małżeństw

Joanna Sokolińska
09.08.2011 , aktualizacja: 09.08.2011 10:52
A A A Drukuj
Poznan, 1978. Życie codzienne studenckiego małżeństwa w akademiku Fot. Adam Hayder FORUM Poznan, 1978. Życie codzienne studenckiego małżeństwa w akademiku
Menedżerowie koło trzydziestki - mówią, że założą rodzinę, jak awansują
Poznan, 1978. Życie codzienne studenckiego małżeństwa w akademiku
Fot. Adam Hayder FORUM
Poznan, 1978. Życie codzienne studenckiego małżeństwa w akademiku
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Przychodzi studentka na egzamin i przeprasza: 'Nie przygotowałam się, bo dziecko ząbkuje'. A pani profesor na to...

Prof. Hanna Świda-Zięba: Odpowiadałam ostro: 'Albo, albo. Albo pani studiuje i przygotowuje się do egzaminów, albo pani ma dziecko i się nim zajmuje'. Byłam przeciwna studenckim małżeństwom.

'Byłam'?

Nie ma już studenckich małżeństw. To było zjawisko charakterystyczne dla okresu powojennego. Wcześniej przynajmniej mężczyzna musiał być starszy, ustabilizowany zawodowo, żeby dać oparcie żonie. Wczesne małżeństwa, wobec których byłam krytyczna, skończyły się po przełomie '89 roku.

Dlaczego była pani wobec nich krytyczna?

Bo podobała mi się ta zasada przedwojenna - najpierw stabilizacja, potem rodzina. Uważam, że nie da się pogodzić studiowania i wychowywania dziecka. Dziecko chore, ma kolki, ząb mu się wyrzyna, płacze, ona ma zarwaną noc i nie uczy się do egzaminu. Albo, albo. Poza tym te małżeństwa były zwykle bardzo nieudane, trwały po kilka lat. Dzieci wychowywały się potem w kolejnym związku.

Dlaczego studenckie związki tak szybko się rozpadały?

Najpierw była wielka miłość, a potem codzienne kłopoty. Te kłopoty to było mieszkanie, brak środków do życia, zależność od rodziców, kłótnie o to, czyje studia są ważniejsze.

Niemal wszystko to samo co dzisiaj po studiach!

Ale to była młodzież ucząca się, a nie pracująca. Nie był jeszcze powszechny obecny zwyczaj podejmowania pracy zawodowej od początku studiów. Uważałam, że ani dzieci nie miały dobrych warunków do dorastania, ani rodzice do studiowania.

Młodzi rodzice, studenci, a więc luzacy - to może być fajne dla dziecka.

Nie! Bo czego dziecko potrzebuje, żeby dobrze się rozwijać? Spokoju, poczucia bezpieczeństwa, regularnego trybu życia, powtarzalności. A tego studenckie małżeństwo nie mogło mu zapewnić. Bo było: 'Czego krzyczysz?! Mama uczy się do egzaminu, przestań wreszcie!'.

W czym to jest gorsze od obecnego: 'Czego krzyczysz?! Tata musi przygotować prezentację!'?

Ja uważam, że ludzie powinni tak ustawić życie, żeby mieć czas dla swojego dziecka. Praca, inaczej niż studia, przynajmniej daje na to szansę. A są takie kierunki studiów, na których nie da się pogodzić nauki z rodzicielstwem. To noszenie dzieci na egzamin, zostawianie ich na korytarzu pod opieką przyjaciółek... Te małżeństwa przeszkadzały w studiach.

Małżeństwa czy dzieci?

Małżeństwa też. Bo małżeństwa mieszkały u rodziców albo jedno waletowało u drugiego w akademiku. Każde rozwiązanie sprawiało, że szybko zaczynały się konflikty, nie było jak uprawiać erotyki.

Co to za różnica, czy są mężem i żoną, czy chłopakiem i dziewczyną? Wcześniej też nie mieli gdzie uprawiać erotyki.

Małżeństwo zmieniało nastawienie do drugiej osoby. Uważało się, że z chwilą zawarcia małżeństwa on czy ona staje się własnością tego drugiego. Na dziewczynę się nie krzyczało, na żonę - tak. Od dziewczyny nie wymagało się pewnych rzeczy, które w oczywisty sposób należały się od żony. To wynikało stąd, że po wojnie przestały obowiązywać jasne zasady określające powinności małżeńskie.

Na przykład?

Przed wojną było wiadomo, gdzie mąż i żona idą razem, a gdzie mogą pojawić się osobno. Było oczywiste, że na przyjęcie oraz na oficjalne wizyty idą oboje, ale wizytę u rodziny albo przyjaciółek ona składa sama, a on sam idzie na brydża do klubu, jeśli ona nie lubi grać w karty. Wakacje i święta spędzali razem. I z tego powodu przed wojną było mniej złych małżeństw. Wcale nie dlatego, że trudniej było o rozwód. Każdy wiedział, czego się od niego oczekuje. Wiadomo było, w jakie sprawy męża żona się nie wtrąca i odwrotnie. Mąż nie mógł iść na imprezę sam.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (40)

  • bergdorf

    0

    @slamazzar
    > Jak ktoś nie jest w stanie poświęcić tych 2 lat, czy choćby roku na "własnoręczną" opiekę nad > dzieckiem (żona zwyczajnie nie chce lub mąż za mało zarabia), to raczej powinien sobie to
    > dziecko odpuścić.
    Kim jesteś by decydować kto powinien mieć dziecko a kto nie?

  • slamazzar

    0

    @princealbert
    >'Uważam, że nie da się pogodzić studiowania i wychowywania dziecka'.
    >no dobra, a prace to sie da pogodzic? Czy tez kobieta ma siedziec w domu jak ta kura?

    Nie, jak kura, tylko jak homosapiens. Kurczak nie wymaga stałej opieki, a dziecko owszem. Jak ktoś nie jest w stanie poświęcić tych 2 lat, czy choćby roku na "własnoręczną" opiekę nad dzieckiem (żona zwyczajnie nie chce lub mąż za mało zarabia), to raczej powinien sobie to dziecko odpuścić.

    A czy najlepszy czas jest w takim razie tuż po studiach? Heh, mój ojciec kiedyś stwiedził, że powinien być zakaz posiadania dzieci przed trzydziestką, "bo człowiek jest jeszcze smarkaty". A sam jest starszy ode mnie o 27 lat, mądrala :)

    @moni_h7
    > Moim zdaniem to wstyd, jeśli ktoś ciągnie kasę od rodziców na studia, bo powinien sam na siebie zarobić

    Nie wszystkie studia są płatne! A wymaganie od studenta dziennego samoutrzymywania się, to dopiero jest szczyt bezczelności...

  • moni_h7

    Oceniono 1 raz 1

    Rzeczywiście wypowiedzi pani profesor na temat "przedwojnia" sa idiotyczne i zaściankowe, ale zgadzam się z opinią, że studia to nie czas na dzieci. Bo przepraszam, kto zajmue się dzieckiem, kiedy mamusia jest na uczelni? A kto zarabia na nią i dziecko? Tatuś? - Nie, przecież tatuś też studiuje... Wiadomo, dziadkowie!!! Moim zdaniem to wstyd, jeśli ktoś ciągnie kasę od rodziców na studia, bo powinien sam na siebie zarobić, ale płodzenie dzieci i zostawianie je swoim rodzicom (którzy dodatkowo karmią całą "rodzinkę studencką" i płacą za nią rachunki) to już jest szczyt bezczelności i pasożytnictwa!!!

  • karan-6

    Oceniono 1 raz 1

    O jak ja dobrze pamiętam te czasy! Rodzice szybko kończyli edukację, bo płodzili potomstwo. Najpierw mieszkanie komunalne, potem wymarzone dwa pokoje, całe 34m/kw kątem u teściowej. Potem "jakoś miało się ułożyć". Ale nigdy nie układało się, bo niskie kwalifikacje, bo to bo tamto, i zanim zauważyli to przemieszkali tak całe życie. Ale przecież życie mieli poukładane i wzorcewe - "pokorne cielę dwie matki ssie", raz coś dała jedna teściowa, raz druga - mozna było ciągnąć. Układ, w którym teściowa zajmuje się wnukami, płaci za mieszkanie póki może. Teraz o takich układach mówi się "patologia i margines" i dobrze, że młodzi ludzie mają dojrzalsze podejscie do życia, posiadania dzieci, przynajmniej nie krzywdzą potomstwa.

  • tacx

    Oceniono 1 raz 1

    jak widać baba babie nie przepuści co widać po komentarzach. Tylko ze ta kobieta ma świetą rację. Studia nie są dla każdego. Albo chce mieć sie rodzinę albo chce się być dobrym fachowcem. Sam tego doświadczyłem jak mnie kobieta oblała na ważnym egzaminie a ja nie miałem sie jak uczyć bo spotkało mnie kilka przykrych chwil w zyciu, choroba, śmierć w rodzinie i rozpad związku. usłyszałem "jak to problemy osobiste to może warto przełożyć ten egzamin". Dziś patrzę na to z perspektywy czasu i uważam ze miała święta racje.
    Małżeństwo studenckie jest ok dopóki nie przeszkadza w studiowaniu. i tyle. z tym zawsze można poczekać. A przed wojną to były zdrowsze zasady co nie ulega wątpliwosci. Wbrew pozorom człowiek iał więcej niezależności i wolnosci niz dziś. Zwłaszcza w relacjach rodzinnych bo to co się dziś dzieje i rozciąganie tych rodzin i sztucznych formalności jest po prostu nie do zniesienia. Zycie było zdrowsze bo naturalne i tyle. teraz każdy chce miec wszystko od razu i najlepiej na kredyt. Miłość chyba też

  • kotek.filemon

    0

    Dżizas, skąd oni to pudło wzięli? Moja babka-staruszka ma nowocześniejsze poglądy, może dlatego, że na własne oczy widziała, jak to bywało "przed wojną" i jak do tej pory (odpukać) skleroza ją łaskawie omija.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX