Najla al-Hariri, gospodyni domowa z położonego nad Morzem Czerwonym miasta Dżudda na początku maja postanowiła zaprotestować przeciw zakazowi prowadzenia samochodu przez kobiety. Kobieta przez 4 dni, przez nikogo nie niepokojona jeździła po ulicach swojego miasta, uznawanego za najbardziej liberalne w całej Arabii Saudyjskiej.
- Nie boję się aresztowania. Moja córka i jej przyjaciele są dumni, że mam na tyle odwagi, aby walczyć o prawa kobiet do nauki jazdy, a następnie swobodnego prowadzenia samochodu - powiedziała Hariri. - Mężczyźni powinni zdać sobie sprawę, że to po prostu kwestia praktyczności.
W Arabii Saudyjskiej obowiązuje wahabizm - ekstremalna wersja sunnickiego islamu. Kobiety nie mają prawa głosu ani możliwości kandydowania w wyborach, na podróżowanie czy kształcenie muszą otrzymać zgodę męskiego opiekuna, nie wolno im też spotykać się z niespokrewnionymi mężczyznami w miejscach publicznych.
Nie mogą też dostać prawa jazdy. Ale i tak niektóre z nich jeżdżą tam, gdzie
przepis ten nie jest tak restrykcyjnie przestrzegany: na pustyni czy na terenach wiejskich. Wiele kobiet, w tym Najla al-Hariri, prawo jazdy robi za granicą.
Międzynarodowe prawa jazdy mają Saudyjki, które za miesiąc wezmą udział w akcji "17 czerwca zaczynam prowadzić". Kampania pod takim hasłem wystartowała na Facebooku 6 maja. Do tej pory poparło ją blisko 3 tys. użytkowników portalu. Organizatorzy akcji podkreślają, że nie chcą łamać prawa czy sprzeciwiać się władzy, a domagają się jedynie podstawowych praw.
- Robię to, ponieważ jestem sfrustrowana, rozgoryczona i zła. Mamy 2011 rok i wciąż dyskutujemy o tym, w sumie błahym, prawie dla kobiet - stwierdziła 32-letnia Manal, jedna z organizatorek akcji.
Rządzący Arabią Saudyjską Król Abdullah, który wielokrotnie obiecywał poddanym poprawę sytuacji kobiet, zapowiedział, że zezwoli kobietom siadać za kierownicą dopiero, kiedy społeczeństwo będzie na to gotowe. Na razie kobiety dojeżdżające do
pracy (od 2008 r. Saudyjki mogą pracować w zawodach "odpowiednich dla kobiet"- szkołach, szpitalach czy
radiu) są uzależnione od mężczyzn. Wożą je krewni lub sprowadzani z zagranicy prywatni kierowcy czy taksówkarze. Zatrudniając do wożenia kobiet obcokrajowców Saudyjczycy obchodzą zakaz kontaktowania się przez nie z niespokrewnionymi mężczyznami. Opłaty za takie usługi mogą sięgać nawet 30 proc. miesięcznego dochodu saudyjskiej rodziny. Ponieważ Saudyjki nie mogą również korzystać swobodnie z komunikacji miejskiej, kobiety, których nie stać na kierowców muszą siedzieć w domu.
Chociaż w Koranie nie ma zapisów zabraniającym kobietom prowadzenia samochodów, to radykalni duchowni twierdzą, że kobiety za kierownicą doprowadziłyby do "zepsucia obyczajów". Przeciwnicy kobiet za kierownicą obawiają sie, że na czas jazdy mogłyby one musieć zdejmować nikab - część hidżabu zasłaniająca twarz. Kolejnym argumentem jest ochrona kobiet przed arabskimi kierowcami, którzy nie słyną z wysokiej kultury jazdy.
Rozpoczętą na Facebooku akcję potępił m.in. szejk Mohammed al-Nujaimi, saudyjski duchowny. Jego zdaniem kampania jest "wymierzona w prawo, a kobiety prowadzące
samochody powinny zostać ukarane zgodnie z prawem". Duchowny sądzi, iż prowadzenie samochodu przez kobiety "robi więcej złego niż dobrego". Siadając za kierownicą narażają się one na kontakt z niespokrewnionymi mężczyznami, takimi jak np. pracownicy stacji benzynowych.
- Kobiety przyzwyczają się też wychodzić samowolnie z domu - dodał al-Nujaimi.
Kiedy 6 listopada 1990 r. kilkadziesiąt Saudyjek jawnie sprzeciwiło się zakazowi prowadzenia samochodu, szybko zostały aresztowane. Ukarano je rocznym zakazem podróżowania i dwuipółletnim wyrzuceniem z pracy. Poza tym zostały potępione przez islamskiego duchownego, jako jawnogrzesznice.
W 2010 roku ONZ w swoim raporcie o rozwoju społecznym (Human Development Report), umieściło Arabię Saudyjską na 128 miejscu wśród 138 krajów pod względem równości genderowej. Wyżej znalazły się m.in. takie państwa, jak Iran czy Pakistan.