http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kidnaperzy

Magdalena Grzebałkowska
20.08.2010 , aktualizacja: 20.08.2010 13:50
A A A Drukuj
Fot. Tymon Markowski / AG
CZYLI SCENARIUSZ ANTYREKLAMY w ośmiu scenach
Występują:

REPORTERKA.

RODZICE I DZIECI.

TROJE PSYCHOLOGÓW.

SPRZEDAWCA ZABAWEK DREWNIANYCH I SPRZEDAWCA ZABAWEK Z PLASTIKU.

SCENA PIERWSZA: DZIECI SĄ SKAZANE NA WALKĘ

'Dzieci to target'. Znudzeni materialiści. Ich życie w szkole to 'bezwzględna walka'. Starsze są pyskate, malują się, stosują używki, 'chodzą ze sobą', a rodziców mają za 'nic niekumające' skamieliny, którymi manipulują podczas zakupów. Reklamy dla dzieci muszą skupiać ich uwagę. Są więc krótkie, proste, intensywne, barwne, w lekkim nastroju, wykorzystują modnych bohaterów oraz gry i animacje. Czasem konfrontują świat dziecięcy z dorosłym, pokazują, jak przeciwstawić się rygorom i nakazom rodziców, uczą robić to, na co się ma ochotę. Czasem wykorzystują głupie dowcipy i maltretowanie animowanych bohaterów, których można 'bezkarnie zrzucić ze schodów, zmiażdżyć kilkutonowym klockiem lub przynajmniej ?bezkrwawo? wystrzelić armatą w kosmos' - tak piszą w piśmie 'One Way Mirror' wydawanym przez firmę badającą konsumentów. Czyta to reporterka, mama trzyletniej Tosi. Spogląda na swój 'target', który na podłodze obok układa klocki. I robi się jej smutno.

SCENA DRUGA: DZIECKO OGLĄDA PIĘĆ TYSIĘCY REKLAM ROCZNIE

Duży pokój, godzina 19. Na sofie siedzi Reporterka z Tosią. Codziennie o tej porze dziecko przez godzinę ogląda dobranocki w telewizji. Trzykrotnie, między bajkami, wyświetlane są bloki reklamowe. Mama oblicza, że jej dziecko ogląda około 15 reklam dziennie, czyli ponad 5 tysięcy rocznie. Pociesza się, że amerykańskie dzieci oglądają średnio sto reklam dziennie (wg organizacji New American Dream).

TOSIA (na widok reklam): Mamusiu! Kupisz mi tę lalkę? Mamusiu! Chcę mieć tego konika. Mamusiu! Zjadłabym ten deserek.

REPORTERKA: Dziecko, te reklamy kłamią. Te zabawki tak naprawdę nie ruszają się same. Tym piratom z reklamy jogurtu zależy tylko na moich pieniądzach.

SCENA TRZECIA: UCZYMY DZIECKO MÓWIĆ REKLAMIE 'NIE'

PSYCHOLOG Monika Burchart : Trzylatek nie zrozumie zdania, że reklamy kłamią. W tym wieku dziecko nie rozdziela świata realnego od nierealnego. Dla niego jogurtowi piraci istnieją tak samo jak mama.

REPORTERKA: To może powinnam w czasie reklam przełączać telewizję na inny kanał?

PSYCHOLOG: To fikcja. Reklamy są wszędzie. W telewizji, internecie, na billboardach, na koszulkach kolegów, na ich plecakach.

REPORTERKA (trochę już załamana): To co robić?

PSYCHOLOG: Nauczyć dziecko mówić reklamom 'nie'. Widzi Barbie w reklamie? Bardzo ją chce? To nie znaczy, że ją dostanie. Można kupić, ale trzeba umieć postawić granicę. Jedna Barbie i koniec, niezależnie od tego, ile jeszcze lalek będzie występowało w telewizji. Tak uczymy przyszłego dorosłego, że nie trzeba ulegać każdej potrzebie.

REPORTERKA: A jak rozmawiać ze starszym dzieckiem?

PSYCHOLOG Renata Maksymiuk (współautorka książki 'Dorośli reklamują, dzieci kupują.', która ukaże się w maju): Można je zabrać do sklepu. Jest teraz, dość przerażająca, reklama zabawek Cars - mały samochód ucieka przed wściekłym kombajnem. W sklepie można dziecku zademonstrować, że zabawki same nie potrafią jeździć. A jeśli reklamę skierowaną do dziecka uznamy za nieetyczną, można to zgłosić Radzie Reklamy.

Reporterka na stronie Rady Reklamy znajduje skargę na reklamę Actimela. Że dzieko pijące jogurt jest kolorowe, a jego koledzy szarzy, bo nie piją. Są też skargi na napoje Kubuś Water i Jupi, które w reklamach zostały nazwane wodą. We wszystkich przypadkach Rada uznała, że producenci powinni wprowadzić zmiany w reklamówkach. Z Kodeksu Etyki Reklamy: reklama skierowana do dzieci i młodzieży nie może wykorzystywać ich naiwności i braku doświadczenia. Nie może dawać do zrozumienia, że reklamowany produkt zapewni dzieciom przewagę społeczną lub psychologiczną nad innymi. Nie może podważać autorytetu rodziców, wprowadzać w błąd co do wielkości, natury, trwałości i wyglądu produktu. Nie może instruować dzieci, jak nakłaniać dorosłych do zakupu prezentowanej rzeczy.

Podziel się