WYSOKIE OBCASY nr 4 dodatek do Gazety Wyborczej nr 24, wydanie z dnia 29/01/2000 , str. 27 Moje pierwsze kroki w Kraju Wielkiego Kapitału zawiodły mnie do akademickiego miasteczka Urbana w stanie Illinois. Wokół, jak okiem sięgnąć, rozpościerały się pola kukurydzy. A sięgnąć można było daleko, bo teren był po horyzont płaski jak dno Wielkiego Słonego Jeziora.
Z braku intensywnych wrażeń krajobrazowych próbowałem rozwijać się intelektualnie, między innymi chodząc na wykłady zaprzyjaźnionego socjologa Kena Southwooda. Ken był kwakrem, co już samo w sobie budziło mą ciekawość. Na dodatek miał zwyczaj szokowania studentów - lubił obserwować ich reakcje. Kiedyś, na przykład, od niechcenia wysmarkał się w rękaw, tak jakby było to powszechnie przyjętym zabiegiem higienicznym.
Innego dnia przyniósł do klasy wycinek z lokalnej gazety i odczytał z niego list następującej treści: "Droga Abby, od dwóch lat chodzę z chłopcem, w którym jestem bardzo zakochana. Wszystko między nami układa się dobrze, ale mam pewien problem. Kiedy śpimy ze sobą, ja zawsze płacę za środki antykoncepcyjne. Chciałabym mu powiedzieć, że powinien dzielić ze mną ten wydatek, ale nie wiem, jak to zrobić, bo czuję, że nie znam go dość dobrze".
Forsa Dyskusja o finansowej stronie więzi intymnych, jaka po tym "zagajeniu" rozpętała się w klasie, była fascynująca.
"Wiemy bardzo wiele o psychologii seksu, selekcji (zarówno partnerów seksualnych, jak pracowników), a nawet psychologii śpiewu, lecz niezwykle mało o psychologii oszczędzania, zakupów czy wydawania pieniędzy" - pisze dwójka brytyjskich psychologów, Adrian Furnham i Michael Argyle, w wydanym niedawno dziele "Psychologia pieniądza". Ta przedziwna powściągliwość w rzeczowym i swobodnym rozważaniu kwestii finansowych nie ogranicza się - przynajmniej w kulturze anglosaskiej - do psychologów.
Choć pytanie to intryguje mnie niezwykle, próżne byłoby dociekanie, ile zarabiają moi najbliżsi koledzy. Nigdy i tak nie puszczą farby, a pytanie wprost poczytane byłoby za chamstwo, usprawiedliwione tylko moim trudnym dzieciństwem w Europie Wschodniej. W towarzystwie prędzej rozmowa zejdzie na politykę, religię i seks - trzy tematy tradycyjnie zakazane w przyzwoitym gronie - niż na to, jakie kto (z obecnych) ma dochody. O pieniądzach nie rozmawiają rodzice z dziećmi, chyba tylko żeby przypomnieć, że "nie wiedzą, jak ciężko na nie zarobić"; nic więc dziwnego, że dzielenie konta bankowego jest aktem nieporównanie większej intymności niż dzielenie łóżka.
niechęć do otwartej dyskusji na temat pieniędzy nie wynika z tego, że są one mało ważne. Raczej przeciwnie. Jak twierdzi psychiatra Olivia Mellan, która wyspecjalizowała się w rozwiązywaniu małżeńskich konfliktów na tle finansowym, dla większości ludzi pieniądze nie są po prostu środkiem płatniczym; symbolizują one "miłość, władzę, szczęście, bezpieczeństwo, kontrolę, zależność, niezależność, wolność i wiele innych rzeczy".
Stosunek większości ludzi do pieniędzy jest uczuciowy i osobisty. Kiedy dwoje ludzi wchodzi w trwały związek, pieniądze są zawsze ich "ukrytym partnerem". Ponieważ stosunki wielu z nas z pieniędzmi są mniej niż harmonijne i ponieważ rozmowa o prawdziwym znaczeniu, jakie do nich przywiązujemy, jest jednym z ostatnich tabu, ten ukryty partner jest często przyczyną późniejszego konfliktu, często rozwodu.
Nie brukajmy romansu Źródło naszej niechęci do "brukania" romansu jakąkolwiek wzmianką o pieniądzach łatwo odszukać w europejskiej tradycji miłości romantycznej. Jest ona, według Joyce Carol Oates, "ze wszystkich rodzajów najbardziej konwencjonalna, jako miłość pojawiająca się z pozorną spontanicznością: nie będąca aktem woli, nie zważająca na sugestie czy przestrogi innych, naturalna, pozbawiona premedytacji i wypływająca z serca; nie mózgowa i nie genitalna".
Ta koncepcja miłości, nieznana w starożytności, pojawia się (przynajmniej w literaturze) w okolicach XV wieku. Tristan i Izolda czy Abelard i Heloiza nie rozmawiali ze sobą o rzeczach tak przyziemnych jak pieniądze. Wątpliwe, by we wcześniejszych wiekach młodożeńcy mieli sposobność dokładnie poznać swe "pieniężne osobowości" (by użyć terminu ukutego przez pioniera amerykańskiej psychologii pieniądza Kathleen Gurney). Małżeństwo w tych czasach często miało charakter finansowej transakcji, ale najbardziej zainteresowane osoby nie były wtajemniczane w szczegóły negocjacji. Były raczej "towarem".
narzeczeni w dzisiejszych, demokratycznych czasach nie powinni czekać do ślubu z wyjaśnieniem przyszłych zasad finansowego współżycia. Można to zrobić, na przykład, w sposób opisany niedawno w "Washington Post".
Kiedy Elisabeth Posner Shouten i Peter Shouten "chodzili ze sobą", postanowili, dla uniknięcia przyszłych nieporozumień, sformułować zasady owe na piśmie. Być może dlatego, że przy redagowaniu "kontraktu przedmałżeńskiego" nie skorzystali z pomocy prawnika, dokument ten jest klarowny i niedwuznaczny.
Pani Elżbieta, kobieta pracująca, pragnęła umieścić w nim klauzulę zobowiązującą przyszłych małżonków do przynajmniej cotygodniowej wyprawy na
obiad do eleganckiej restauracji. Ich rozrywkowe plany małżeńskie na tym się jednak nie skończyły.
"Jeśli wybierzemy się na sztukę teatralną, na wycieczkę lub zdecydujemy się na jakąś inną formę rozrywki - czytamy dalej - ta osoba, której bardziej zależy na szczególnym wyborze, pokryje jego koszty.
Kiedy w grę wchodzą poważniejsze >>inwestycje rozrywkowe<< - jak, dajmy na to, wyjazd na tydzień na Bermudy - plany te są dyskutowane i udział w kosztach negocjowany. Zwykle dzielony jest pół na pół". Zapomniałem wspomnieć, że państwo Shoutenowie, gdy stawali pięć lat temu na ślubnym kobiercu, nie byli nastolatkami. Peter ma dziś siedemdziesiąt jeden lat, zaś Elisabeth jest od niego o dwanaście lat młodsza.
W sumie mają już za sobą trzy rozwody (on dwa, ona jeden) i jednoznaczne ustalenie zasad współżycia wydawało im się sensowne w świetle wcześniejszych doświadczeń.
Czy jednak zawieranie podobnie "nieromantycznych" przedmałżeńskich umów praktykują tylko ludzie starsi i doświadczeni przez los? Bynajmniej. Finansowe umowy są typowym elementem małżeńskich kontraktów ludzi bardzo zamożnych.