http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Bamboccioni po polsku

Wojciech Staszewski
11.05.2010 , aktualizacja: 06.05.2010 17:20
A A A Drukuj
Rodzina państwa Żukowskich: rodzice Marian i Cecylia (z tyłu) 
z trójką dzieci: 27-letnim Krzysztofem (po lewej), 25-letnim Grzegorzem (po prawej), 23-letnią Weroniką (z przodu). Mieszkają razem Fot. Maciej Zienkiewicz Rodzina państwa Żukowskich: rodzice Marian i Cecylia (z tyłu) z trójką dzieci: 27-letnim Krzysztofem (po lewej), 25-letnim Grzegorzem (po prawej), 23-letnią Weroniką (z przodu). Mieszkają razem
Niezdrowe jest, kiedy mama kontroluje zasypianie, pobudkę, czystą piżamkę. Dba, żeby w lodówce był ulubiony serek i kefir na kaca. Niezdrowe jest, kiedy 25-latek zostawia kartkę w kuchni: 'Wezwij kogoś do komputera i powiedz, że to i to'. Ale nie zawsze musi to być patologia. O dorosłych, którzy mieszkają z rodzicami, pisze Wojciech Staszewski
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Nie chodzi o dwie walizki, które Elżbieta przywiozła do domu, tylko wszystkie traumy dzieciństwa: ojca alkoholika, awantury rodziców, depresję matki, młodszego brata pod jej opieką. Dźwigała ten ciężar już w tornistrze. I w torbie podróżnej, kiedy uciekała do Włoch, do Anglii. A najgłupsze, że teraz to o niej wszyscy mówią, że jest niezaradna, niedorosła, nieodpowiedzialna. Bo ma 31 lat i mieszka z mamą? Kiedyś wreszcie trzeba mieć dzieciństwo.

Bamboccioni - wielkie bobasy. Tak we Włoszech mówią na dorosłe dzieci, które nie chcą wyprowadzić się od rodziców. Sprawa odżyła na europejskim forum, kiedy tamtejszy sąd uznał, że 32-letniej kobiecie wciąż należą się alimenty od ojca. Włoski minister Renato Brunetta prowokacyjnie zaproponował stworzenie ustawy, która nakazywałaby 18-latkom wyprowadzkę od rodziców. I opowiadał, że sam nauczył się ścielić łóżko dopiero po trzydziestce, kiedy się wyprowadził. Wcześniej robiła to za niego mama.

Pierwsza ucieczka Elżbiety

Mama Elżbiety ma na imię Helena, ciemne oczy, włoskie korzenie i południową ekspresyjność. Pali, więc w ciasnym pokoju robi się jeszcze ciaśniej. Opowieść o życiu swoim, Elżbiety i młodszego Darka zaczyna od spowiedzi:

- Ja za nich wszystko robiłam. Żeby był święty spokój, żeby mąż nie robił awantury. Sprzątnij, spakuj tornister, zanieś książkę do biblioteki. Albo sama za Darka odnosiłam te książki. Nie odpytywałam z lekcji, tylko uczyłam się z nim. Dziś wiem: lepiej, żeby dziecko miało swoje tróje niż moje piątki. Dopiero dziś. Wtedy nie mogłam się wyżyć zawodowo, więc całą energię wkładałam w to, żeby jak najwięcej dać dzieciom. A małżeństwo mi się waliło, jak stwierdziłam, że już tego nie skleję, to się rozwiodłam. Po 18 latach, z czego osiem lat to awantury, alkohol i moje współuzależnienie. Pół roku później depresja, nie mogłam wstać z łóżka. Poszłam do szpitala na oddział zamknięty. Elżbieta akurat robiła maturę i opiekowała się jeszcze dziesięcioletnim Darkiem.

Elżbieta pamięta tamte lata trochę inaczej: - Od ósmego roku życia żyłam jej dylematami. Potrzebowała mnie, żeby się wygadać, byłam jej psychologiem. Musiałam ją bronić przed ojcem, kłamać za nią przed ludźmi, prowadzać ją do szpitala. Usypiałam brata, odprowadzałam go do przedszkola. On z problemami do mnie przychodził. Jak była awantura, to nie wiedziałam, kogo chronić - ją czy jego. Ojciec? Jak dr Jekyll i Mr. Hyde, wspaniały, póki nie wypił, a potem potwór. Jak miałam 16 lat, doprowadziłam do ich rozwodu. Powiedziałam matce, że po maturze chcę wyjechać odszukać rodzinę we Włoszech. I zaraz dostała depresji. Zawsze tak miała, mówiła: "Żyj swoim życiem", ale natychmiast zaczynała chorować.

Kiedy Helena wychodzi ze szpitala, Elżbieta jedzie do Neapolu na program wymiany młodzieżowej. Zaczyna studia, znajduje pracę jako kelnerka.

Helena martwi się o córkę. Wynajmuje dwa pokoje w swoim mieszkaniu, cisną się z Darkiem w trzecim. Dodatkowe pieniądze przeznacza na bilety, żeby pojechać do córki, wesprzeć ją. Elżbieta zaczyna chorować. Nie je. Boi się być sama. Na ulicy mało co nie porywają jej włoscy mafiosi. Przestaje wychodzić z domu. Wraca do Polski.

Helena: - Wyszłam na dworzec autobusowy, ale byłam taka przejęta, że jej nie zauważyłam w tłumie.

Elżbieta: - Matka była w takiej depresji, że zapomniała o moim przyjeździe. Wróciłam, żeby się mną zajęli, a tu znowu miałam wszystko na głowie.

Zaczyna dawać korepetycje z języków, chce uzbierać na studia za granicą. Helena jest zachwycona, że córka wysoko stawia sobie poprzeczkę. A za chwilę wściekła - że chociaż rozmawiały o utrzymywaniu porządku w domu, to jak wraca z pracy, zastaje chlew. Elżbieta kupuje telefon komórkowy. Zaraz dzwoni ojciec - w delirium, mało co się nie zapił na śmierć.

Do tego Darek. Wchodzi w okres buntu, kłóci się z matką i siostrą, raz nawet przykopał Elżbiecie w piszczel. Myśleliście, że Darek miał lekko?

Trudne dojrzewanie Darka

- Mamo, idę pod ambasadę chińską.

- Nie, jutro klasówka z chemii, musisz się wyspać.

- Ale jest protest.

- Nie ma mowy.

- I tak wyjdę!

16-letni Darek wybiega na ulicę, matka za nim. Ogląda się, widzi matkę ze łzami w oczach. Helena jest zdeterminowana, bo wzięła Darkowi korepetycje z chemii, żeby się wyciągnął, a teraz zaprzepaściłby ten trud w jeden wieczór. Darek pęka.

- Mamo, ja muszę iść na ten protest.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się