http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Natalia Hatalska: W środy i piątki jestem odłączona

Agnieszka Jucewicz
17.05.2011 , aktualizacja: 13.05.2011 16:58
A A A Drukuj
Natalia Hatalska, autorką bloga www.hatalska.com Fot. Renata Dąbrowska Natalia Hatalska, autorką bloga www.hatalska.com
Ja mam takie założenie, że im więcej mam zajęć, tym mam więcej czasu. Bo jak człowiek ma mało zajęć, to się tak trochę poprzewala, posnuje, poskacze po kanałach i traci czas - rozmowa z Natalią Hatalską, autorką bloga www.hatalska.com
NATALIA HATALSKA
Fot. RENATA DĄBROWSKA
NATALIA HATALSKA
Natalia Hatalska, autorką bloga www.hatalska.com
Fot. Renata Dąbrowska
Natalia Hatalska, autorką bloga www.hatalska.com
ZOBACZ TAKŻE
Jeśli przedstawię cię jako autorkę bloga o reklamach, to może być zniechęcające dla niektórych czytelników

Dlaczego?

Bo ludzie nie lubią reklam.

To nie do końca jest prawda. Irytują nas te reklamy, które nie uwzględniają naszych potrzeb. Najczęściej telewizyjne i internetowe, bo są nachalne i po prostu nam przeszkadzają, więc je ignorujemy. Leci blok reklamowy, aha, to może pójdę zrobić sobie kanapkę. Mnie interesują przede wszystkich reklamy niestandardowe. A po to, żeby zrobić dobry 'niestandard', trzeba doskonale poznać potrzeby konsumenta. I nie wystarczy wiedzieć, czy to kobieta, czy mężczyzna, ile ma lat, jakie wykształcenie i ile zarabia. Trzeba go poznać od strony psychologicznej. Czym się interesuje? Co go śmieszy? Gdzie bywa? Jak spędza wolny czas? Jakie ma poglądy?

I ten psychologiczny wgląd to jest to, co cię najbardziej interesuje w reklamach niestandardowych?

To plus kreatywność osób, które takie reklamy tworzą. To są często naprawdę niezwykle pomysłowe rzeczy, na które konsument nie jest jeszcze uodporniony. Potrafią zaskakiwać, skłonić do refleksji, np. w przypadku kampanii społecznych. Ludzie doceniają zręczność osób, które je wymyślają.

Czy przez to nie pojawia się zagrożenie, że konsument zamiast zachwycać się produktem, będzie zachwycał się samą reklamą?

Jeśli tak jest, to oznacza, że nie jest to dobry ambient.

Słucham?

Ambient to reklama umiejscowiona gdzieś w przestrzeni. Ale nie na standardowym nośniku, czyli nie na plakacie albo billboardzie, tylko np. na stoliku, na ławce, na niebie, na serwetce. Ostatnio na przykład w Polsce pojawiła się taka fajna reklama społeczna dotycząca raka piersi. Polegała na tym, że kobiety wchodziły do sklepu z bielizną, a kiedy kupowały biustonosz, sprzedawczyni niepostrzeżenie wrzucała im taki różowy klips do torebki. Przy wychodzeniu ze sklepu te bramki oczywiście zaczynały migać. Klientki zatrzymywał ochroniarz, przeszukiwał im torbę i okazywało się, że w środku jest ten klips z napisem: 'To, co człowiek przegapi, znajdzie maszyna. Wczesny sygnał ratuje życie. Umów się na mammografię'. To też jest rodzaj ambientu. Fantastyczny zresztą.

Ambient, marketing szeptany, partyzancki, wirusowy - o tym wszystkim piszesz na blogu. Dla laika to są zupełnie obce pojęcia. Ostatnia twoja prezentacja ma tytuł 'Geofencing, grywalizacja albo defriending'...

Ta prezentacja miała też swój podtytuł: 'Najważniejsze trendy 2011, wyzwanie dla marketerów czy jedynie językowy postrach'. (śmiech). Mój blog czytają głównie ludzie z branży, wykładowcy i studenci reklamy, więc dla nich te pojęcia są jasne. Ale zamieściłam też słownik, który pomaga poruszać się po blogu osobom, które nie znają tych pojęć.

To jakie nowe trendy w reklamie nas czekają?

W geofencingu chodzi o wykorzystywanie funkcji GPS, która jest w smartfonach. Coraz więcej osób kupuje smartfony, więc myślę, że taki rodzaj reklamy ma szansę stawać się coraz bardziej popularny. Dzięki GPS-owi reklamodawca wie, w którym miejscu się obecnie znajdujesz, i wie, że np. jesteś sto metrów od jego sklepu albo kawiarni. W momencie kiedy się do niego zbliżasz, w twoim telefonie wyskakuje informacja, że np. masz tutaj zniżkę na kawę albo 30 proc. zniżki na dżinsy.

Brzmi to trochę jak literatura science fiction.

Ale nie jest, chociaż to trend, który dopiero zaczyna się rozwijać na świecie. W Stanach Zjednoczonych była taka akcja dla marki butów Air-walk, która wykorzystywała podobną aplikację, umiejscawiając wirtualne przedmioty w rzeczywistej przestrzeni.

Jak to możliwe?

Już tłumaczę. Użyto jej po to, żeby wypromować kultowy model tych butów z lat 70. Wyprodukowano tylko 300 par tego modelu. Firma zamieściła na Facebooku i Twitterze dane lokalizacji, gdzie umieszczono tzw. niewidzialne sklepy. Osobie, która przyszła dokładnie w to miejsce i zrobiła swoim smartfonem zdjęcie dokładnie tam, gdzie wskazano, na ekranie telefonu pojawiała się wybrana para butów, która była tam zawieszona dzięki tej aplikacji. W rzeczywistości tych butów tam nie było, ale smarfton je widział. Z takim zdjęciem klient mógł pójść do sklepu i w zamian za to kupić kultowy model air-walków.

Rozumiem, że firmie chodziło o to, żeby stworzyć coś bardzo elitarnego, o co trzeba się postarać?

Dokładnie o to chodziło. Zaangażowanie to jest bardzo ważny element reklam niestandardowych.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

  • foo_bar

    Oceniono 2 razy 2

    Artykuł ciekawy, ale dziwi mnie wychwalanie tego idiotycznego pomysłu na akcję społeczną walki z rakiem. Dzwoniąca bramka to generalnie nie jest przyjemna sytuacja - przypadkowi ludzie się odwracają z zainteresowaniem, patrzą czy faktycznie ktoś czegoś nie ukradł i oglądają przeszukanie niewinnej osoby - tia, świetna akcja - sprawić że klientka czuje się niekomfortowo.

    Przede wszystkim jednak, ochroniarz nie ma prawa przeszukać ani zatrzymać kogokolwiek. Kiedy bramka dzwoni, można spokojnie iść dalej a jak nie podoba się to ochroniarzowi, to powiedzieć mu, że jak ma podejrzenia, że cokolwiek się ukradło, może zadzwonić na policję i to oni mogą przeszukać. A jeżeli przyjechałaby policja to akcja musiałaby zostać wyjaśniona; osobiście już nie postawiłabym nogi w takim sklepie, który wrabia mnie w podejrzenie kradzieży, obojętnie z jak ważnych powodów, nie mówiąc o tym, że mogą się zdarzyć osoby, które pozwą sklep o zadośćuczynienie.

  • aardwolf_ge

    Oceniono 2 razy 0

    Czytałem ten pożałowania godny blog.
    Ewidentnie widać że autorka jest stara, brzydka, gruba i sfrustrowana seksualnie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX