Ręka kierownika przecięła powietrze i zawisła w oczekiwaniu. - Nagrodę w naszym comiesięcznym konkursie dostaje Agnieszka Witkowska, gratuluję! - Dziękuję bardzo - odpowiedziała i już miała uścisnąć mu dłoń, gdy nagle cofnęła rękę jak oparzona. 'Nie no, tylu ludzi wkoło, nie mogę robić wiochy'. Wyciąga. 'Ale czy powinnam?' Cofa. W końcu podaje zmieszanemu szefowi rękę i marzy o tym, by zapaść się pod ziemię. Po wszystkim leci do biura i od progu przeprasza. - No coś ty, to ja chyba powinienem przepraszać, nie wiedziałem, jak się zachować. - Ależ to ja mam problem. Postawiłam cię w tak niezręcznej sytuacji!
Jako muzułmanka Agnieszka nie powinna podawać ręki obcemu mężczyźnie. Nie powinna też patrzeć mu w oczy. - Z tą ręką mam największy problem. Niby nie powinnam, ale mieszkam w kraju europejskim i wydaje mi się, że nie ma co mnożyć niepotrzebnych barier - mówi.
A spuszczanie wzroku? Tym się mniej przejmuję. Teoretycznie pierwsze spojrzenie jest dozwolone, a drugie to już niekoniecznie. No bo po co mu się wpatrywać w te oczy? Ale ja się nie boję, że jak będę patrzeć w oczy, to nie wiadomo co się wydarzy. Bo ja znam siebie i wiem, że już się nic nie wydarzy. Ale nie wszyscy tak to pojmują. Za to marzę o tym, żeby chodzić dwa kroki za mężczyzną. To piękna zasada, facet idzie z przodu i taranuje niebezpieczeństwa. Nie przyjemniej iść, trzymając się za rękę albo pod ramię?
Jak będę miała męża, to nie będzie żadnego dotykania w miejscach publicznych, nie ma takiej potrzeby. W domu będzie miejsce na eksplozję uczuć. Po schodach też wolę iść za mężczyzną, mimo że jestem zakryta. Ja sobie popatrzę (śmieje się, ale zaraz poważnieje). Mnie odpowiadają te zasady. Kobieta powinna być skromna. I jeszcze pewnie ze sto lat upłynie, zanim będę, jaka chciałabym być. Czyli taka... mniej spontaniczna.
W zasadzie nawet przyjęcie islamu poszło w tempie ekspresowym. W styczniu Agnieszka obiecała sobie, że przestanie pić, i zaczęła prowadzić forum o islamie w Naszej-klasie. Ale wtedy jeszcze nawet nie myślała o zmianie wiary. W czerwcu była już pewna. We wtorek na forum napisała szahadę - wyznanie wiary. W środę spotkała się ze swoim byłym chłopakiem. Poznali się w portalu randkowym. Agnieszka napisała o nim i o sobie pracę na konkurs o miłości znalezionej w internecie i wygrała. Spotkali się ot tak sobie, on chyba jeszcze na coś liczył. W końcu tak ładnie go opisała. Że ma wesołą lewą brew i że jest jak maść na zbolałe nogi wędrowca. Poszli do Pizza Hut, Aga zamówiła swoją ulubioną hawajską. Ostatnią wieprzowinę w życiu. W czwartek poszła do solarium, gdzie spaliła się na skwarkę, żeby mieć na zapas. A w piątek była już w meczecie.
- Zabrałam z sobą całą ekipę. Dzieci, przyjaciółkę ze Szmulek i koleżanki z pracy. Takie nianie franie z dziećmi. Jak patrzę teraz na zdjęcia, to aż mi wstyd. Paznokcie u nóg świecą na czerwono - a my nie możemy malować. Jeśli już, to przynajmniej raz dziennie, do modlitwy, powinny być zmyte. No i jak mamy okres i się nie modlimy, to można. Spodnie założyłam rurki, bo nie miałam innych, do tego tunika, długa nie była, ale krok zakrywała. Gdy weszłyśmy, powiedziałam imamowi, że chcę zostać muzułmanką. Tłumaczył, że nie zna polskiego, że może innym razem. Ale ja powiedziałam, że muszę dzisiaj. Zaprosił nas do pokoju - pięciu panów ze Związku Muzułmańskiego i nasza brygada. Zadali kilka pytań, ale nie drążyli. Wyglądali na zadowolonych. Dziewczyny często przyjmują islam, ale ukrywają to przed rodziną. Robią to, bo poznały chłopaka. A tu przyszła taka wariatka sama z siebie. No więc powiedziałam wyznanie wiary, pomyliłam się dwa razy, bo to po arabsku, i wtedy dziewczyny przejęły pałeczkę: 'Panie księdzu, panie księdzu, czy Agniesia będzie z nami mogła wypić? Gdzieś wyjść?'. Trochę się wstydziłam, bo sama więcej już wiedziałam, ale w sumie - czemu nie? To są typowe rzeczy, które ludzie chcą wiedzieć. Bracia odpowiadali cierpliwie. Śmiechu było co niemiara. Ciekawe, co sobie tak naprawdę myśleli.
Bo co myśleli wszyscy wokół, to Aga wiedziała doskonale: 'Poświruje, poświruje i przestanie'; 'Natury nie oszukasz'; 'Gdzie taki trzepak, gwiazda każdej imprezy na muzułmankę?'.
- Hej, zapraszam! - na klatkę schodową kamienicy na Szmulkach wyskakuje czarny hidżab i tunika, spod której wystają różowe welurowe spodnie dresowe. Mieszkanie jest zniszczone, ale bardzo przytulne. Bure ściany obklejone milionem zdjęć i plakatów, połamane szafki pozakrywane kolorowymi szmatkami. - Czy ty wiesz, że dzisiaj mijają dokładnie dwa lata od tamtej koszmarnej imprezy? - mówi Agnieszka, wpatrując się w ścienny kalendarz. Jeszcze nie do końca wiem, o jaką imprezę chodzi. Na razie sadowię się na kanapie ze składanego łóżka, walcząc o miejsce z morzem biało-różowych pluszaków. Cały pokój jest w tonacji malinowego tortu. Szybę dzielącą dwa pokoje pokrył różowy tiul, biały regał na książki mieści pokaźną kolekcję kina bollywoodzkiego. - To pokój Marietki, mojej 15-letniej córki.
Przez tiul i szybę widzę antresolę, na której jest łóżko i zarys chłopaka siedzącego za komputerem. - Tam siedzi Kacper, mój syn. Teraz mieszkamy tu we trójkę, wcześniej był z nami mój były mąż. Po ślubie mieszkaliśmy w jednym pokoju, 12 metrów. Ubikacja była na klatce, i to jeszcze 'narciarz'. W pokoju mieliśmy pralkę, kuchenkę, brodzik. Jak Kacper miał rok, przeprowadziliśmy się tutaj. Na początku mieszkanie wydawało mi się ogromne, zresztą nadal często siedzimy w jednym pokoju. Tak jak wczoraj, gdy oglądali kasety wideo ze ślubu. 'Ale ekstra, Karolowi pokażę' - ekscytował się Kacper. A za chwilę: 'Mogę? Przecież ty jesteś tam bez chustki?'.
I co, pozwoliłaś?
No tak, rodzice Karola byli na weselu, wiele osób ma moje zdjęcia z przeszłości. Nie będę robić szopki. Śmieję się, że z Kacpra to się zrobił talibek, pilnuje mnie strasznie. Jak się nie modliłam kilka dni, to od razu było: 'A ty to się już nie modlisz?'. Na co Marieta: 'Debilu, przecież mama ma okres!'. Jak włos mi wyjdzie spod chustki, natychmiast poprawiają.
Oglądaliśmy też wesele kolegi sprzed dwóch i pół roku. Oni tak patrzą i mówią: 'Dobrze, że ty jesteś już tą muzułmanką'. Bo ja tam wszędzie gram pierwsze skrzypce, tańczę, szaleję, spokojnie nie ustoję. Do tego wygląd Barbie - wystrojona w różowo-morelową sukienkę, opalona. Kiedyś byłam fanatyczką, cztery godziny przód, cztery godziny tył. Uwielbiałam. Do niedawna używałam samoopalacza na twarz, ale jak się zobaczyłam na zdjęciach, to przestałam. Straszne mam zmarszczki od tego opalania. No i od balangowania. Alkohol, papierosy. Jak myślę o tym wszystkim, to mam takie wyrzuty sumienia, że tragedia. Szczególnie wobec dzieci. Z mężem sporo balangowałam, ale jak zostałam sama, to się dopiero zaczęło. Dzieci zostawiałam same w domu. Do rodziców ich nie wysyłałam, bo nie chciałam słuchać narzekania. Ale wiesz, co jest piękne w islamie? Że jak go przyjmujesz, to dostajesz czystą kartę. Twoja przeszłość się nie liczy. Nawet się o niej nie powinno opowiadać.
Zresztą po co do tego wszystkiego wracać? Z mężem rozwiodłam się kilka lat temu. Znaliśmy się od małego, mieszkaliśmy w tym samym bloku na Targówku. Na początku się nie lubiliśmy, ciągle pokłóceni. A potem nagle nie mogliśmy się rozstać na krok. To się ochajtaliśmy. Ja zostałam z dziećmi, on pracował. Ale z tego pracowania to tylko coraz większe długi i problemy były.
W końcu musiałam pójść do pracy. Przyjęli mnie w wydawnictwie do uzupełniania bazy danych. A ja nawet maila nie potrafiłam wysłać. Założyłam zeszyt, narysowałam sobie monitor i wszystko zapisywałam, gdzie jest 'Start' i tak dalej. Potem mi koleżanka mówiła, że myślała, że ja sobie jaja robię.
Teoretycznie moja pensja miała iść na życie, a jego na długi. Ciągle szarpaczka, dziecko potrzebuje do kina 15 zł, a ja nie mam. W pewnym momencie brakowało mi na podstawowe potrzeby. Ale wiesz co, ja naprawdę nie chcę o tym opowiadać - no po prostu pewnego dnia tak przegiął, że złożyłam papiery o rozwód. Dla dzieci to był dramat, płacz był przez długie miesiące. Prosili mnie, żebym pozwoliła tacie wrócić. A potem to już równia pochyła. Aż do tej pamiętnej imprezy.
W zasadzie nic się takiego wyjątkowego nie stało. Oprócz tego, że urwał mi się film i zgubiłam torebkę. I szacunek do samej siebie. Wtedy poszłam na rozmowę z Bogiem. Prosiłam Go o to, żeby oddał mi mnie. Obiecałam, że nie będę piła przez rok.
I to była rozmowa z Allahem? Skąd się wziął w twoim życiu?
Chodziłam do takiego klubu Szisza - może głupio, ale tam mnie odnalazł Allah. Poznałam Araba, pojechałam z nim do Emiratów Arabskich. Jak powiedziałam, że jadę z nim na urlop, to w domu wybuchła panika, że Rutkowski będzie mnie musiał odbijać. A ja się tam czułam po prostu świetnie. Ubrania wzięłam takie skromniejsze, bo wiedziałam, że kultura inna. Zrobiłam sobie "frencze" u rąk i u stóp, takie ładne z cekinkami. Opalona, blondynka, no ładnie wyglądałam. Wokół wszystkie kobiety zakryte, ale mnie nikt nie zaczepiał, tylko dwa razy ktoś na mnie gwizdnął. Ale to Hindusi byli. Tam poszłam pierwszy raz do meczetu. A jak chodziłam po mieście i był azan, czyli wezwanie do modlitwy, to czułam takie wzruszenie, jakby ktoś hymn puszczał. Nie wiedziałam, co z sobą zrobić. Ale wróciłam, nasze drogi z tym panem się rozeszły, i tyle.
Twoi rodzice są wierzący?
Tak, szczególnie mama. Ja też chodziłam na religię, ale miałam taki problem, że jak sobie coś obiecałam i tego nie spełniłam, to czułam się winna. Ten Jezus tak za mnie cierpiał, a ja nie mogę nawet lekcji codziennie odrobić. W islamie nie ma czegoś takiego, żeby osoba tak oddana i rozkochana w Bogu musiała cierpieć. Według naszych wierzeń Jezus nie umarł na krzyżu, poszedł do nieba, ale wróci.